stewardessa — cairns airport
34 yo — 178 cm
Awatar użytkownika
about
Are you someone that I can give my heart to or just the poison that I'm drawn to?
009.
jestem tylko wspomnieniem,
Dzisiaj, gdy przymkniesz oczy
Na szarym pamięci tle
Pośród wyblakłych przeźroczy
Zobaczysz właśnie mnie
{outfit}
Decyzję o odwiedzinach podjęła dokładnie w chwili, w której wysłała swoje krótkie pytanie, nie czekała na odpowiedź. Nie zastanawiała się nad słusznością własnego wyboru, podyktowanego potrzebą bliskości. Niewinnie wyciągnięta dłoń przez Kirbyego okazała się niespodziewanym wybawieniem, w czasie samotnego wieczoru przepełnionego rozczarowaniem oraz bolesnym odrzuceniem. Na moment... Zniknęły troski, zmartwienia i złość. Umysł skupił się na działaniu - wybranie pierwszej, lepszej butelki wina, ważne, że całej, wrzucenie dżinsowej kurtki na cienką sukienkę, której blondynka nie zdążyła zmienić, zebranie kluczy, zamówienie taksówki. To nic, że działała z automatu. Nawet to, gdy zdawało się zamroczonemu alkoholem umysłowi umysłowi, że ma sens, stanowiło idealne oderwanie/rozproszenie, któremu Addison poddała się bez zastanowienia. Chwyciła dłoń, może wręcz za bardzo.
Callaghan nie można było uznać za pijaną, ale kilka kieliszków wina zdecydowanie zamroczyło umysł blondynki i doprowadziła do stanu tzw. wstawienia lub jak ktoś woli upojenia. Nie do końca powód do dumy, zwłaszcza, że najpierw piła podczas samotnych minut w restauracji spędzonych na oczekiwaniu na Grahama, który się nie pojawił. Później próbowała dobić się, a bardziej wyłączyć myślenie, jedynie przy akompaniamencie marnych dialogów ze streamingu. Ostateczne rozgrywka miała za to odbyć się już w mniej żałosnej scenerii, chociaż... Żalenie się na bycie wystawioną ex-małżonkowi, który cię zdradzał, raczej stanowiło wisienkę na tym jakże wątpliwym torcie.
Nie cofnęła się, nie zawahała ani przez chwilę. Po raz pierwszy pojawiła się w tej okolicy, a skierować musiał ją sąsiad Vanderberga. Droga okazała się nieco wymagająca dla obcasów, trzymała je więc w dłoni, kiedy nacisnęła dzwonek.
-Niespodzianka! - pisnęła zbyt entuzjastycznie, jak na siebie, kiedy nieco zaspany i skołowany Kirby otworzył drzwi swojego azylu. -Druga niespodzianka - podała mężczyźnie wino, jakby to miało załatwić sprawę nie do końca zapowiedzianej wizyty. I wytłumaczyć stan w jakim się znajdowała. Właściwie wszystko. -No co? Nie tylko ty możesz tak robić, no, wpadać bez zapowiedzi - wyjaśniła, uśmiechając się niewinnie, kiedy to mówiła i kołysała parą swoich butów. Mimo wszystko, grzecznie czekała na zaproszenie. -Oprowadzisz mnie? - ups, nie do końca Addie mogła pochwalić się cierpliwością w aktualnej kondycji...
come hold me tight
no_name4451
Zawodnik rezerwowy — Brisbane Roar FC
40 yo — 185 cm
Awatar użytkownika
about
I wish I could say everything in one word. I hate all the things that can happen between the beginning of a sentence and the end.
010.
Addie
Callaghan
{outfit}
Dobrze, że podjęła tą decyzję o przyjechaniu, bo Kirby to nawet nie spodziewał się tego, że mogłaby mu odpisać na smsa. Ostatnie spotkanie z nią bardzo zasugerowało mu to, że niekoniecznie chciałaby go zobaczyć jeszcze raz. Nie wydawała się zadowolona nawet z tego, że złożył jej tamtą wizytę. Dlatego po wysłaniu swojego smsa odłożył telefon i zajął się tym co samotni mężczyźni w jego wieku kochają najbardziej. Nie było tu mowy o masturbacji. Spokojnie. Kirby odpakował karton, który został mu dostarczony jeszcze dzisiaj. A w środku błyszczały przed nim dwa nowiutkie zestawy Lego. Tak. W końcu to zrobił i kupił sobie wioskę wikingów oraz średniowieczną kuźnię. Już nawet zrobił miejsce na półeczce z Lego, gdzie oba zestawy pięknie wyeksponuje. Nawet kupił sobie pojemniki, którymi zestawy zabezpieczy, żeby nie zbierały się na nich drobinki kurzu. No i żeby Polly nie przeszło przez myśl, że może dotknąć tych klocków. Dla niej kupił jakiś frajerski zestaw Lego Friends, który od razu rzucił za kanapę. Jak go znajdzie to będzie go miała.
Rozsiadł się wygodnie, przygotował niewielkie pojemniczki, żeby rozdzielić poszczególne elementy i otworzył karton. Wyciągnął pierwszą folię z klockami i zajął się rozdzielaniem klocków. Sprawiało mu to niesamowitą przyjemność. Czuł się wyciszony i spokojny. W tle nie grała żadna muzyka. Wolał ciszę. Ciszę, którą przerwał dzwonek do drzwi. –Co do kur… – Mruknął pod nosem i żałował, że nie był jankesem, który miał pod nosem strzelbę, rewolwer albo kij bejsbolowy. Ktoś mu przerwał w tak intymnym momencie.
Ze skwaszoną miną i ogólnie z wielkim niesmakiem wypisanym na twarzy, otworzył te drzwi. Wszystkie negatywne emocje przemieniły się w proste zaskoczenie. Spodziewałby się prędzej Jamiego Tarta niż swojej byłej żony. –Rzeczywiście niespodzianka. – Zgodził się, bo jednak, no naprawdę go zaskoczyła. Wziął od niej butelkę odruchowo. Bał się, że jak tego nie zrobi to butelka wyląduje na progu i będą musieli to sprzątać. A Kirby nienawidził sprzątać. Nie potrafił sprzątać, dlatego też raz w tygodniu przychodziła do niego kobieta, która mu dom sprzątała. A była tutaj dosłownie wczoraj. –Drugą zdążyłaś już opędzlować? – Zapytał i nawet na jego usta zagościł delikatny uśmieszek. –Owszem. Ale ja nie pamiętam, żebym podawał ci adres. Teraz jestem ciekawy skąd go masz. – Czy wszyscy są teraz w stanie dostać się na jego farmę? Po to poświęcił się i zamieszkał na odludziu, żeby ludzie i tak tu docierali? Jak tylko się dowie, że to sąsiad go zdradził, to będzie musiał go sprzątnąć. A tak się składa, że Kirby miał ochotę kiedyś poznać kobietę, która zajmuje się takimi rzeczami. Nie musiał wcześniej korzystać z jej usług, ale zawsze musiał być ten pierwszy raz.
-Oczywiście. – Obiecywał, że ją oprowadzi, więc to zrobi. Odstawił butelkę do środka i wyszedł z domu zakładając, że to oprowadzenie miało się też odbyć po terenie farmy. Wtedy też dostrzegł jej buty. –Ale w tym nigdzie nie pójdziesz. – Powiedział i cofnął się do domu skąd wrócił z klasycznymi, czarnymi kaloszami. –Proszę bardzo, księżniczko. – Wyszczerzył się i naprawdę oczekiwał, że Addie zmieni buty. Gdyby skręciła sobie kostkę, to Kirby ze swoimi kontuzjami nie będzie w stanie jej pomóc, będzie musiał ją ciągnąć za włosy, a nie będzie to przyjemne dla żadnego z nich. –Jak się czujesz? Poza oczywistym upojeniem alkoholowym. – Zapytał jak zwykle szczery.
sumienny żółwik
-
już nie
stewardessa — cairns airport
34 yo — 178 cm
Awatar użytkownika
about
Are you someone that I can give my heart to or just the poison that I'm drawn to?
Nie wiedziała, dlaczego, ale czuła się zadowolona i przyjemnie połechtana faktem, że z pierwszej niechęci, tak łatwo wyraz twarzy Vanderberga zmienił się w zaskoczony, a ostatecznie chyba i poniekąd zadowolony. Miła odmiana od zimnej ciszy i braku jakichkolwiek sygnałów. Uśmiechnęła się, tak po prostu.
-Kto, by pomyślał, że po tylu latach to wciąż możliwe - mruknęła z uznaniem, jakby na miejscu było odnoszenie się do wspólnej przeszłości oraz tejże dziwnej teraźniejszości aktualnie ich łączącej. -W praktyce, to opędzlowałam pierwszą, ta będzie druga, jeśli zdecydujesz się otworzyć przy mnie - doprecyzowała i zaraz dodała: -Ale nie musisz, żadnej presji - dodała zaraz, by sprostować swoje intencje. Nie przyszła się tu, przecież dobić. Zwyczajnie nie chciała siedzieć w domu sama, zamartwiając się o Grahama i obwiniając samą siebie, że... jest jak jest. -Nie mogę zdradzać swoich źródeł, to nieprofesjonalne - rzuciła tekstem, który zapewne usłyszała pół godziny wcześniej w oglądanym przez siebie filmu, którego tytułu nie pamiętała. Nie było, przecież wielkiego źródła. Ani ogromnych wysiłków. Wystarczyło urodzić się, dorastać i po prostu życie w mieścinie jaką jest Lorne Bay, prowadzić się względnie ok, a ludzie cię szanowali oraz starali się pomóc, gdy mogli. Nie inaczej było, kiedy potrzebowała znaleźć konkretną farmę.
-Dziękuję, dzielny rycerzu, dzięki temu spędzę krótszy czas na szorowaniu stóp - zaśmiała się, odbierając kalosze od Kirby'ego i skierowała się na schodki, by sobie na nich przysiąść, bo taka pozycja zdecydowanie miała ułatwić zadanie jakie przed nią stało - włożenie ich. W obecnym stanie, mogło to być nie tak łatwe w pozycji stojącej. -Masz jedne uniwersalne czy jesteś przygotowany... na każdą okazję? - zapytała zainteresowana, bo zapewne ona sama nie miałaby kaloszy dla gościa. Właściwie, nie miała nawet kapci, które mogłaby komuś użyczyć, a co dopiero... Kalosze! Tak, więc pełen podziw dla Vanderberga za przygotowanie, zaradność albo przebiegłość, bo kto wie.. czemu w ogóle miał takie obuwie, które tak chętnie i od ręki udostępniał. -Samotnie - Addison odpowiedziała zaskakująco szczerze, jak na nią. Zwłaszcza jak na nią w obecności Kirby'ego. Nie wchodziła, jednak w szczegóły. Wstała, obróciła się, by zaprezentować siebie w kaloszach i dodała: -No i co powiesz na to? - po czym, uśmiechnięta od ucha do ucha, puściła oczko mężczyźnie.
come hold me tight
no_name4451
Zawodnik rezerwowy — Brisbane Roar FC
40 yo — 185 cm
Awatar użytkownika
about
I wish I could say everything in one word. I hate all the things that can happen between the beginning of a sentence and the end.
Skinął głową, bo rzeczywiście kto by pomyślał, ze po tylu latach i po rozwodzie nadal będą się zaskakiwać. Chociaż zaskakujące już było to, że dogadywali się dobrze jak na byłe małżeństwo. I jeszcze sobie organizowali niezapowiedziane wizyty. Chociaż na tym etapie dla Kirby’ego każda wizyta byłaby niezapowiedziana. On nawet dla swojego agenta podał błędny adres, żeby nikt mu tutaj nigdy nie przyjechał niezapowiedziany. Nienawidził niespodzianek.
-Pozwolę sobie zadecydować o tym później. Jak będziesz grzeczna to ją wpijemy. – Jak się okaże, że Addie jest bardziej pijana niż się wydaje, to nie byłoby sensu w otwieraniu kolejnej butelki. Kirby doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nikt tak jak ona nie potrzebował upojenia alkoholowego, ale jednocześnie… nie chciał, żeby topiła swoje smutki. Do niczego jej to nie zaprowadzi, a tylko może jej to narobić problemów. Czasami trzeba wszystkiemu stawić czoła na trzeźwo.
-Możesz mi chociaż dać podpowiedź. Muszę chronić moje tereny. – Machnął ręką na swoją farmę. Nie był to jakiś imponujący teren. Raczej niezagospodarowane tereny, na których rosła tylko i wyłącznie trawa. Na chwilę obecną Kirby nie planował bawić się w rolnika. Chciał ciszę i spokój. –Ktoś kogo znam? Znajomy? Wspólny znajomy? Listonosz? Kurier? Mój agent? Sąsiad? – Strzelał, chociaż i tak większa połowa ludzi z tej listy nie miała adresu. Jak zamawiał kuriera to punkt odbioru, do którego sam jeździł.
-Szorowanie stóp to najmniejsze zmartwienie. Nie chciałbym, żebyś coś sobie skręciła, albo połamała. A na takich butach łatwo o paskudne skręcenie. – On akurat wiedział, że skręcenia potrafią być gorsze niż złamania. –Nie chciałabyś być uziemiona przez taką głupotę. – Poza tym to była jej pierwsza wizyta na jego farmie. A skoro się tak dobrze dogadują i mają normalne relacje to zakładał, że Addie jeszcze kiedyś tu wróci. Nie chciał więc, żeby miała złe wspomnienia związane z jego farmą.
Parsknął śmiechem. –Te są akurat moje. Właściwie to mam tylko dla siebie. Ale może będę musiał przemyśleć i zakupić uniwersalne kalosze dla gości. – Nie żeby jakiś się tutaj kiedykolwiek spodziewał, ale nie był to głupi pomysł. Polly już była nauczona, że jak przyjeżdża do niego na farmę, to musi przywozić ze sobą różowe gumiaki, albo od razu w takich przyjeżdżać. Jak przyjeżdża w normalnych butach to musi siedzieć w domu. Nie chciał później słuchać od swojej siostry, że jej córka naniosła do domu błota z jego farmy.
-W jakim sensie? – Dopytał. –Samotna napalona czy samotna w kontekście pogadania czy po prostu samotna, żeby otworzyć gębę do kogokolwiek? – Musiał dopytać, bo nie wiedział jakiej rady jej udzielić, a nie chciał palnąć głupoty. Tak jak nie chciał zapytać wprost o ojca utraconego dziecka. A przynajmniej na razie nie chciał o to zapytać.
-Świetnie. Wyglądasz dokładnie jak pijana kobieta w eleganckiej sukience i kaloszach. – Skomentował i nawet się uśmiechnął. –Chodź. Przejdziemy się po obrzeżach farmy, żebyś mogła zobaczyć jaki to jest wielki teren. Później zajdziemy do garażu. Pokaże ci auta. – Autami to mógł się nawet pochwalić. Wskazał jej odpowiedni kierunek i wsadził ręce do kieszeni spodni. –Gdzie się tak wystroiłaś? – Założył, że to nie jest ubiór wybrany dla niego i dla jego farmy. Nikt normalny na farmę się tak nie ubiera. Nawet farmer na otwarcie obory.
sumienny żółwik
-
już nie
stewardessa — cairns airport
34 yo — 178 cm
Awatar użytkownika
about
Are you someone that I can give my heart to or just the poison that I'm drawn to?
Nie lubił niespodzianek, ale sam często się na nie zdobywał względem innych, całkowite zero sprzeczności. W ostatecznym jednak rozrachunku... Kirby Vanderberg to jedno wielkie pole walki przeciwieństw, które się przenikały i to bywało w nim pociągające. Przynajmniej kiedyś dla Addie.
-Zawsze jestem grzeczna - mruknęła nieco zawiedziona insynuowaniem, że mogłoby być jakkolwiek inaczej. Nie było. Ta grzeczność sprawiała też, że całkiem sporo blondynka traciła w życiu. Może, gdyby była mniej ułożona i nieco bardziej odważna, to wcale nie byłaby dziś wstawiona. Teraz jednak nie myślała o tym, co poszło nie tak, że znalazła się na farmie byłego męża. Rozmowa właściwie o niczym była wystarczająco absorbująca, by zająć skutecznie zamroczony alkoholem umysł od wszelkich poważniejszych rozmyślań.
-Kir... To Lorne Bay... Tu nie da się za wiele ukryć - wyjaśniła, rozkładając bezradnie ręce. Do tego wydawało się Callaghan, że to całkiem spora podpowiedź, która zdradzała, że faktycznie ktoś z sąsiedztwa mógł ją tu skierować. I to bez większych prób namawiania. To właśnie było Lorne Bay.
-Wiem, dlatego zdjęłam je już wcześniej - wyjaśniła, wzdychając, bo przez ten cały wykład o niebezpieczeństwie szpilek, którym uraczył ją Vanderberg poczuła się nieco jak idiotka. A wcale nie była idiotką, nie zmieniała tego też w żaden sposób butelka wina. Może nie była już tak powściągliwa i zachowawcza, jak gdy rozum nie pozostawał zamroczony, ale... bez przesady.
-Och, to dlatego są takie wielkie - mruknęła, uświadamiając sobie, jak wiele rozmiarów ich dzieli. Może jednak lepiej było zdecydować się na bose stopy? Dodatkowo zaliczyłaby te uziemianie, czy jak to się zwało, co podobnież wpływało pozytywnie na duszę. Biorąc pod uwagę, że wnętrze Addison było dość rozdygotane, lekko rzecz ujmując, to może nie byłby to taki głupi pomysł.
-Chciałbyś, żebym była samotna napalona - prychnęła, wciskając dłonie do kieszeni swojej cienkiej kurtki i przeszła powoli kilka kroków. Czuła się w tych kaloszach jak bocian. -oczywiście, że opcja numer trzy - dodała jeszcze, bo czuła, że to całkowicie usprawiedliwiało to, że pojawiła się właśnie na farmie Kirby'ego, kiedy ten wysłał niewinną wiadomość. Mogła wybrać kogoś innego, gdyby chciała pogadać od serca. Powinna zdecydować się na inne towarzystwo. Wybór kogolwiek... Zdawał się więc doskonałym wyjaśnieniem, które nie miało żadnego drugiego dna, bo przecież go nie ma, prawda? -Nie jestem pijana, tylko wstawiona - westchnęła cicho, kręcąc głową. Może wypiła sporo, ale... nie było z nią aż tak źle. Po prostu niesiona impulsem, nie myślała o tym, żeby się przebierać - tak jak stała, tak też wyszła.
Nie komentowała kolejności wycieczki, tylko posłusznie kierowała się dwa kroki za Vanderbergiem, bo jednak za duże buty utrudniały nieco nadążanie za mężczyzną. -Do kolacji, wiesz, że lubię dobrze wyglądać - nie skłamała, ani razu. Nie dodała tylko, że na tej kolacji została wystawiona. I to ją tak dobiło, że spędziła wieczór niczym bohaterka komedii romantycznej. Nie czuła, żeby to był powód do dumy. Podejrzewała też, że Kirby sam sobie to poskłada, dodając dwa do dwóch.

kirby vandenberg
come hold me tight
no_name4451
Zawodnik rezerwowy — Brisbane Roar FC
40 yo — 185 cm
Awatar użytkownika
about
I wish I could say everything in one word. I hate all the things that can happen between the beginning of a sentence and the end.
Kirby nie widział niczego złego w byciu grzecznym i dobrym. Nawet takie zachowanie preferował wśród ludzi. Sam też starał się taki być. Nie zawsze mu to wychodziło ze względu na gburowaty i niezbyt przyjemny charakter, ale starał się trzymać z dala od skandali. Jego jedynym skandalem było właśnie wdanie się w romanse, które ostatecznie dopuściły do rozpadu ich małżeństwa, bo dał się przyłapać. Nigdy nie przepadał za żadnym imprezowaniem, a już na pewno nie za używkami. Dla niego alkohol był czymś bardzo okazjonalnym, a papierosy czymś czego do ust nie wsadzi. O narkotykach nawet nie wspominam, bo to nawet nie leży w kręgu jego myśli. Odmawiał przyjmowania tabletek przeciwbólowych w obawie, że mógłby się uzależnić. –Wiem. I właśnie to w tobie, Addie, szanuję. – On osobiście nie uważał, żeby Addie marnowała czy traciła życie. Z drugiej jednak strony, nie powinien mieć opinii na ten temat. To jej życie.
-Owszem. Masz tutaj rację. – Rzeczywiście ciężko w małym mieście ukryć cokolwiek. –Ale o wielu rzeczach się nie mówi i moja farma powinna być czymś takim. – Powiedział i nawet posłał jej uśmiech, żeby sobie nie pomyślała, że jest na nią zły. Był zły na tego co wypaplał. A skoro w mieście można nie mówić o tym co się dzieje w Shadow i ogólnie o wielu nieciekawych rzeczach, które się tutaj dzieją to równie dobrze można nie mówić o nim. A przynajmniej chciałby żeby o nim nie mówiono.
-Niewygodnie ci w nich? – Zmartwił się, bo w końcu była u niego w gościach. Ostatnie czego by chciał to tego, żeby czuła się niekomfortowo. –Mogę dać ci jakieś grube skarpety. Albo wypchać buty papierem. – Nie wiedział czy którakolwiek z tych opcji byłaby bardziej komfortowa niż łażenie w za dużych butach.
-Aż tak to po mnie widać? – Uniósł brwi i ponownie posłał jej uśmieszek. Nie pomyślał, że jego zwykłe pytanie mogłoby zostać tak odebrane, ale w sumie powinien się tego spodziewać. Mężczyźni są na tyle głupi, że takie pytanie w ich oczach byłoby formą dziwnego flirtu. –W takim razie cieszę się, że przyszłaś do mnie. – No nie kłamał kiedy jej mówił, że jego drzwi są dla niej zawsze otwarte. A, że nie był typem człowieka, który miewał gości to łatwo było go zostać w domu. No chyba, że miał jakieś mecze, albo treningi. Ale o tym też łatwo się dowiedzieć sprawdzając po prostu harmonogram rozgrywek jego zespołu. –Wstawiona to lekko pijana? Czy to jest ten stan przed byciem pijanym? Że jest ci wesoło i życie jest lepsze? Czy wstawiona to po prostu napruta? – Musiał dopytać, bo jako osoba niepijąca, a przynajmniej nie pijąca na tyle, żeby się upić, nie znał terminologii.
Kirby zwolnił kroku, żeby dostosować swoje tempo do jej kroków. Nie było to trudne biorąc pod uwagę, że wolniejszy spacer był dla niego wygodniejszy, bo kolano jak bolało tak boli nadal. –Wiem o tym. I wyglądasz bardzo dobrze. – Nie będzie tutaj kłamał. Addie była piękną kobietą, miała świetne ciało, piękną twarz, przyjemny głos i była dobrą osobą. Mogła być ideałem dla wielu mężczyzn. Albo kobiet. Kirby nie miał zamiaru dyskryminować. –Kolacja się nie odbyła? – Zgadywał. Zakładał, że gdyby się odbyła, a Addie byłaby wstawiona to poszłaby po prostu do domu. Po jedzeniu i alkoholu człowiek raczej chciałby odpocząć.
sumienny żółwik
-
już nie
stewardessa — cairns airport
34 yo — 178 cm
Awatar użytkownika
about
Are you someone that I can give my heart to or just the poison that I'm drawn to?
Może lepiej, że nie udało się mężczyźnie utrzymać w tajemnicy jego skoków w bok. Inaczej może dalej kontynuowałby takie życie... Niby przykładny mąż, a odskoczni szukał w sekrecie gdzie indziej. Addison skłamałaby, gdyby przyznała, że potrafiła to zrozumieć. Tego jednego... Nie była w stanie. I ciągle to bolało blondynkę, że zaufała złej osobie. Teraz czuła, że powtarzała ten błąd... Tyle że z innym mężczyzną w roli głównej. Może to w niej tkwił podstawowy problem?
-Obiecuję, że nie będę kontynuować tego łańcuszka paplania - zapewniła, podnosząc nawet palce w geście harcerskiego przyrzeczenia, tak jak robili to prawdziwi harcerze. Miało to tak przynajmniej wyglądać, bo mogło być trudno z odwzorowaniem, skoro nigdy Callaghan do takiej grupy nie należała. Pragnęła, jednak zapewnić, że nie zamierzała wykorzystywać wiedzy o miejscu zamieszkania Kirby'ego przeciwko niemu. Nie była mściwa.
-Dam radę, jestem duża. No i... nie będziemy chyba zwiedzać dokładnie każdego zakątka, co nie? - upewniła się, a w głosie blondynki słychać było olbrzymią nadzieję, bo znów weszła w jakiś dołek, którego się nie spodziewała. Nie tak łatwo, jednak odnaleźć właściwą drogę, kiedy szło się po zmroku, w za dużych butach i na dodatek po nieznanym terenie. Jeszcze jeden ważny czynnik utrudniał bezpieczny spacer - alkohol. Kto by jednak o tym pamiętał...
-Zawsze - odparła z automatu, ale co ona tam wiedziała. Skoro nawet Vanderberg nie mógł dać za wygraną w kwestii dochodzenia tego, jak bardzo jest napita. Powoli zaczynało to Callaghan irytować, przystanęła więc i popatrzyła na mężczyznę niezbyt przychylnie. -A czy to robi jakąś różnicę? Czy lubisz patrzeć, jak się wkurzam? - zapytała, wzdychając ciężko. Nie, nie szło wcale kobiecie zbyt dobrze analizowanie w jakim jest stanie, nie miała też sił dalej tego robić. Chciała w końcu się oderwać od tego wszystkiego, co w ogóle sprawiło, że sięgnęła po butelkę. I to całą.
Zarumieniła się, słysząc komplement od byłego męża. Wetknęła drżące dłonie do kieszeni swojej dżinsowej kurtki. Nie powiedziała nic. Czuła jednak, że drży jej podbródek. Nie bardzo wiedziała czemu. Może dlatego że kto inny miał doceniać jej dzisiejszy wygląd? -Nie, nie odbyła się - przyznała drżącym głosem, po czym po prostu usiadła na trawie. Nie chciała wcale oglądać farmy Kirby'ego. Nie po to tu przyszła. Pora przestać udawać. -Powiedz mi... Co jest ze mną nie tak? - zapytała, spoglądając na jego twarz tak intensywnie, jakby mogła już jego miny wyczytać wszystkie swoje grzechy, które sprawiały, że.... Nie warto było jej wybrać. Bo tak się czuła. Niewarta uwagi. Niewarta bliskości. Łatwa do zastąpienia. Odrzucenia. Zrezygnowania. Nie potrafiła w końcu zbudować trwałego związku... A kto miał udzielić Addie lepszej odpowiedzi niż mężczyzna, który przecież był jednym z tych, który ostatecznie nie wybrał jej?
come hold me tight
no_name4451
Zawodnik rezerwowy — Brisbane Roar FC
40 yo — 185 cm
Awatar użytkownika
about
I wish I could say everything in one word. I hate all the things that can happen between the beginning of a sentence and the end.
Kirby już dawno nie rozmyślał o tym, co by się stało, gdyby nie został przyłapany. Miał moment w życiu, że rozkminiał czy jego życie by się zmieniło. Czy skończyłby karierę wcześniej, bo wyniszczyłby się depresją? Czy nadal byłby w związku z Addie i czy byliby ze sobą nieszczęśliwi? Czy mieliby w końcu to dziecko, które unieszczęśliwialiby tkwiąc w małżeństwie pozbawionym zaufania i być może miłości? Z czasem jednak te myśli przestały się pojawiać. A po tym jak już sfinalizowali rozwód to wyrzuty sumienia nagle ucichły. Chyba jego podświadomość ogarnęła, że było już za późno na jakiekolwiek akcje. Co miało się stać to się stało.
-Doceniam. – Wykonał w jej stronę skinienie głową. To nie tak, że miał zamiar się teraz obrażać, albo mieć jakiekolwiek pretensje. Ludzie różne rzeczy paplali. To co zrobiła w żaden sposób mu nie zaszkodziło. A przynajmniej nie na razie. Jak zacznie mu szkodzić, to po prostu wynajmie ochronę. Nie będzie miał pretensji do niej. Ludzie i tak by się dowiedzieli.
-Naprawdę miałem w planach pokazanie ci każdego kamienia i opowiedzenie jego historii. – Zażartował, chociaż naturalnie znał historię każdego kamienia. Głównie dlatego, że sam je powymyślał. –Oczywiście, że nie. Nie ma tutaj nawet dużo do zwiedzania. – Teren był pusty i niezagospodarowany. –Ale dobra. Właściwie to poza szopą-garażem nie mam tutaj nic do pokazania. – Zatrzymał się, żeby nie robili niepotrzebnych kroków. –To tam. – Wskazał na szopę, w której trzymał auta. –Jak nie chcesz oglądać samochodów to możemy wrócić. – Nie miałby serca opowiadać komuś o swoich zainteresowaniach jak kogoś w ogóle to nie interesuje. Szanował siebie i akurat w tym przypadku, miał też szacunek do Addie.
Od razu zauważył, że jest zirytowana. Przewrócił tylko oczami i delikatnie sobie westchnął. –Nie robi to dla mnie różnicy. Pytałem o wyjaśnienie terminologii. Nie o twój konkretny stan. – No jakby nie patrzeć to była dorosłą kobietą. Mogła robić co chciała. Jednocześnie, od czasu rozwodu, dawała mu non-stop do zrozumienia, że nie powinien się o nią martwić i troszczyć. Robił to mimo wszystko, bo w jego opinii tak wypadało. Poza tym mogli się rozwieść, ale nie zmieniło to niczego. Nadal była dla niego ważna. Nie miał jednak zamiaru kontrolować jej życia czy prawić jej morałów. –Po prostu zapomnij. – Zaproponował, żeby nie ciągnąć rozmowy, która mogłaby jej zepsuć humor.
-Przykro mi. – Mówił szczerze. Wiedział jakie to dla kobiety bolesne, że stroiła się dla kogoś kto ostatecznie ją wystawiał. A przynajmniej myślał, że wiedział. Zakładał, że wie jakie to było raniące. Nawet jeżeli nie chciały się do tego przyznać. Obserwował ją jak siada na tej trawie i chciał ją odwieść od tego pomysłu, ale ostatecznie nic złego nie mogło się stać. –Wszystko jest z tobą jak najbardziej w porządku, Addie. – Kucnął naprzeciwko niej, ale nie był to dobry pomysł. Nierozchodzone kolano od razu dało o sobie znać. –Mężczyźni są po prostu kretynami. Nie doceniamy tego co mamy dopóki tego nie stracimy. – To akurat było coś o czym wiedzieli wszyscy, ale jakoś ludzie postanowili to ignorować. –Po prostu trafiasz na nieodpowiednich typów. Twoim jedynym zawinieniem jest to, że jesteś po prostu za dobra. A ludzie mają tendencję do wykorzystywania dobrych ludzi. – To nawet nie była kwestia związków. Po prostu jakby ludzkość chciała wszystkim zasugerować, że nie ma sensu na tej planecie trzymać dobrych ludzi. Kirby tego nie rozumiał, ale też nie on ustawiał zasady tego jak ten świat ma funkcjonować.
sumienny żółwik
-
już nie
stewardessa — cairns airport
34 yo — 178 cm
Awatar użytkownika
about
Are you someone that I can give my heart to or just the poison that I'm drawn to?
Addison od zawsze zazdrościła ludziom tego podejścia - co miało się stać, stało się. Blondynka tego nie potrafiła, właściwie z trudnością przychodziło kobiecie zamknięcie pewnych rozdziałów. Wracała do nich, trochę jak do ulubionej książki, czasem obsesyjnie, szukając winowajcy, który miałby wyjaśnić co poszło nie tak. Tak też było z małżeństwem jej i Kirby'ego. W końcu, według blondynki, oni byli naprawdę szczęśliwi. Nie umiała do końca zaakceptować faktu, że kiedy przyszły trudności, to im nie podołali wspólnie. Nie mówiła tego głośno, ale to oczywiste, zdrady Vanderberga oraz rozpad ich małżeństwa traktowała jako dość osobistą porażkę. Nie wystarczyła mu, kiedy potrzebował jej najbardziej. Zawiodła. Chyba najbardziej, jak tylko można... Tak to przynajmniej widziała, choć nie potrafiła nazwać, co konkretnie zrobiła nie tak. Za dużo troski? Może. Innym razem uważała, że może za mało angażowała się we wsparcie rehabilitacji i wszystkiego co się działo... Nie wiedziała, po dziś dzień nie wiedziała, ale nie uważała, że nie miała w tym swojego udziału. Oboje w końcu tworzyli ten związek. Tak więc dwie strony wkładały do niego różne rzeczy, te dobre i te złe. Te przyciągające, jak i odpychające. Problem polegał na tym, że Addie nie potrafiła ich nazwać, ani naprawić, ani już tym bardziej unikać w przyszłości, w innych znajomościach...
-Do usług - skłoniła się z uśmiechem, nie zwracając uwagi na to, że nieco się zachwiała. Ważne, że wciąż trzymała pion. A sekret Vanderberga będzie u Callaghan bezpieczny i oboje już o tym wiedzą.
-A dużo masz tych kamieni? - zapytała zanim Kirby oznajmił, że to tylko żart, bo ona przecież niczym ta głupiutka rybka połknęła haczyk. Teraz mogła jednak odetchnąć z ulgą, co też zrobiła, może zbyt widocznie. -Łał, chyba kolekcja się powiększyła - mruknęła z uznaniem, kiedy dostrzegła w słabo oświetlonej dali szopę dającą schronienie drogocennym skarbom Kirby'ego. -Myślę, że dziś niezbyt się nadaję, by poświęcić im właściwą uwagę. ale przyjde tu raz jeszcze, specjalnie dla nich - dodała, nieco się migając, nieco usprawiedliwiając. Wiedziała, przecież jak ważne są dla mężczyzny jego zdobycze, a ona nie chciała w żaden sposób lekceważyć jego pasji, ani jego osoby. Dziś przyszła tu z egoistycznych pobudek, oboje nie powinni tego ukrywać. Następnym razem pojawi się, by docenić zbiory byłego męża.
Wzruszyła ramionami w odpowiedzi na to, że miała zapomnieć. W sumie nic trudnego, jeśli Kirby przestanie kontynuować te dopytywania. Właściwie, to i na rękę Addie. Co do troski oraz zainteresowania -nie, nie było to dla blondynki normalne. Nie było też oczywiste, że wciąż mogła być dla niego ważna, bo nieco inaczej pojmowali klasyfikowanie kogoś jako bliskiego oraz ważnego... Dla Callaghan niewyobrażalne było w takich okolicznościach robić to, co zrobił Kirby. Rozum blondynki nie był więc w stanie pomieścić... tego, co według Kirby;ego było naturalne. Choć się starała, to nie umiała.
Nie potrafiła mu uwierzyć na słowo. Co to w ogóle miało znaczyć, że jest za dobra? Nie, to niczego nie tłumaczyło. Pokręciła głową, dodając do tego stanowcze: -Nie, nie - bo nie było w blondynce ani odrobiny zgody na taki pogląd. -Ja... nie wystarczam... i dobrze o tym wiesz - zagryzła wargę, spoglądając prosto w oczy Vanderberga, który poprzez kucnięcie przed nią wyrównał ich poziom. Nie zastanawiała się tego wieczoru, a właściwie nocy, za długo, po prostu spytała po raz pierwszy: -Dlaczego mnie zdradziłeś? - nigdy wcześniej się na to nie zdobyła. Bała się odpowiedzi. Dziś, czuła, że musi wiedzieć. By ruszyć dalej, by może uporządkować tę ich niecodzienną relację dwójki ludzi po rozwodzie, a może by dobić się całkowicie. Nie umiała tego sprecyzować, ale czuła, że... Po minionych latach nadszedł czas, by zapytać. Bo chyba tamten czas miał wciąż dość spory wpływ na tu i teraz... A Addison zwyczajnie zdawała się tym... zmęczona.
come hold me tight
no_name4451
Zawodnik rezerwowy — Brisbane Roar FC
40 yo — 185 cm
Awatar użytkownika
about
I wish I could say everything in one word. I hate all the things that can happen between the beginning of a sentence and the end.
Musiał się na chwilę zastanowić. I to nawet nie wymyślał. Był człowiekiem, który rzeczywiście miał policzone te wszystkie kamienie. Głównie dlatego, że Kirby chciał być gotowy na moment, w którym ktoś na przykład zdecyduje się napaść na jego farmę. Nie chciał tego, ale po prostu wolał dmuchać na zimne. Dlatego potrzebował wiedzieć, gdzie jest umieszczony każdy kamień. Jak on będzie biegł unikając kamieni, to napastnicy będą na nie wpadać. Oczywiście było to durne, bo on przed nikim nie będzie przecież uciekał. Nie z tymi kolanami. –Sześć dużych, osiem średnich, około siedemnastu takich, które uniesiesz jedną ręką. Nazwałbym je małymi. Tych, na które składa się żwir, nie liczyłem. – Parsknął nawet śmiechem, bo był przecież tak zabawny, że głowa mała. Jestem w szoku, że nie miał swojego programu komediowego. Ludzie na bank by go oglądali.
-Owszem. W przyszłym miesiącu lecę też na targi, więc akurat może jeszcze się powiększy. – Wtedy to już dopiero będzie miała powód, żeby się pojawić i obejrzeć jego nowe autka. –W takim razie wracajmy do domu. Odgrzeję trochę gulaszu i może rzeczywiście otworzymy to wino. – Zaproponował. Jak właściwie on wypije ze dwa kieliszki to nic się nie stanie. A jak teraz wiedział, że Addie miała podły humor to już w ogóle wiedział, że ona zasługuje na to wino. Bardziej niż on. A jednak lepiej, żeby w razie co upiła się w jego towarzystwie, gdzie on się nią zajmie niż jakby miała się upić w samotności.
Owszem, jego auta były dla niego ważne. Wiedział jednak, że auta są rzeczą nabytą, materialną. Addie była człowiekiem, na którym mu zależało. Była więc ponad jego autami. Poza tym nie chciałby o nich mówić wiedząc, że druga osoba go nie słucha, bo ma na głowie swoje problemy. Był gburem, był specyficzny, ale jednak jak na kimś mu zależało to nie chciał ranić drugiej osoby. Pomijając oczywiście moment kiedy ranił Addie zdradami.
-To akurat nie jest prawda. – Według niego Addison była ideałem kobiety i była idealnym materiałem na żonę chociaż nie przepadał za ograniczaniem roli kobiety do bycia materiałem na żonę. Ale z nią tak właśnie było. Kirby nie miał jej nic do zarzucenia. Gdyby nie fakt, że sam nigdy nikomu nie wybaczyłby zdrady, to walczyłby o to, żeby ich małżeństwo było kontynuowane po tym jak jego zdrady wyszły. Nie mógł tego zrobić, bo nie chciał być hipokrytą. Sam zdrady nie wybaczyłby nigdy. Poza tym nie mógłby patrzeć na Addie wiedząc, że zrobił jej największe świństwo na świecie.
Nie spodziewał się tego pytania. Zawsze go zastanawiało dlaczego Addie o to nie zapytała, ale jednocześnie cieszył się, że tego nie zrobiła. Po co rozdrapywać rany? Po co sobie dokładać? Nie chciał jej dawać odpowiedzi. Poza tym, że zrujnował małżeństwo, to jeszcze był to najgorszy okres w jego życiu. Nie lubił do tego wracać i nie chciał do tego wracać. Wiedział jednak, że Addie nie odpuści. –Bo byłem wściekły. Na siebie. Za kontuzję, za to, że straciłem sezon, że nie mogłem grać. A jak mogłem grać to nigdy już nie byłem tak dobry jak wcześniej. To, że cię zdradzałem nie miało nic wspólnego z tobą. Byłem zagubiony. To najgorsza wymówka jaką słyszałem, ale nie mam powodu, który byłby zajebisty, albo tłumaczył to co zrobiłem. – Nie pomagało też to, że jednak Addie była osobą pracującą i latała po świecie jako stewardessa. Nie powiedział jednak tego na głos, bo to był mały odłamek tego co się wtedy działo. –Chodź do domu. Zjemy coś ciepłego. – Wyciągnął w jej stronę rękę.
sumienny żółwik
-
już nie
stewardessa — cairns airport
34 yo — 178 cm
Awatar użytkownika
about
Are you someone that I can give my heart to or just the poison that I'm drawn to?
-Jestem pod wrażeniem - odparła z wyraźnym zaskoczeniem, które zmieniło się w uznanie. Zapewne, gdyby Addison była wtajemniczona w planowanie ucieczki oraz zasadzki na potencjalnych złodziei, to jeszcze bardziej byłaby pod wrażeniem wyczynów Vanderberga. Tak, jedynie odrobinę.
-Gdzie? Sam czy masz jakieś towarzystwo? - spytała, jakby miało ją to interesować. Trochę interesowało. Istniało, przecież prawdopodobieństwo, że będzie brać udział w tym samym locie co Kirby na te targi. Niby to nic nie zmieniało, jeżeli będzie ktoś z nim to pewnie jakiś kolega, ale jakoś tak... Wolała wiedzieć, czy istnieje takie prawdopodobieństwo... Miłe niespodzianki na pokładzie raczej mieli bezpowrotnie za sobą wraz z zamknięciem etapu ich podchodów. Cóż, sama myśl o tamtym etapie, wydawała się całkiem przyjemna... Tak jak i tamten etap. -Masz gulasz? Gotujesz? - zapytała zaskoczona, ignorując część o winie. Oraz to, że żołądek najwyraźniej ucieszył się na wzmiankę o daniu, bo dał o sobie znać, a przynajmniej na tyle głośno, że Addie usłyszała jak się buntuje od tego głodzenia, któremu przymusowo ze smutku go poddała.
-Jest prawda - upierała się przy swoim, nieco drżącym głosem, ale i tak była stanowcza.-Gdybym wystarczała, to bałbyś się... on też bałby się, że jak tak się robi... Jak się robi... coś nie tak... To przecież druga osoba może zniknąć. A jakoś... żaden z was się tego nie boi, skoro... sam wiesz no... - westchnęła, czując się cholernie żałośnie. Nie równało to jednak w żaden sposób z tym, jak beznadziejnie poczuła się, kiedy po latach Vanderberg odpowiedział czemu doszło do zdrad. Skrzywiła się, nawet zaśmiała się cicho, ale kpiąco, gdy do uszu dotarło to stwierdzenie: nie miało nic wspólnego z tobą. Chyba, kurwa w praktyce wyszło to nieco inaczej. A konsekwencje tamtych czynów dotknęły oboje z nich po równo.
-Więc ot tak... to miało ci pomóc? Że zniszczysz to, w czym ciągle byłeś dobry? - zapytała z niedowierzaniem, zagryzając wargę. -bo byłeś dobrym mężem... do tamtego... artykułu - dodała, czując gule w gardle, ale na szczęście udało się Addison ją przełknąć i zapomnieć, przynajmniej na chwilę. Nie rozumiała dalej w jaki sposób tamto postępowanie miało mu pomóc. Nie wiedziała też, czy go w żaden sposób, nie przytłoczyła. Owszem, latała po świecie, ale nie tak często jak kiedyś. Znalazła, przecież zatrudnienie w lokalnym muzeum, co było niebywałą nudą, jednak było to warte tego, że mogła być na meczach Kirbyego. Spędzać z nim wieczory. Poranki. Pamiętała aż za dobrze pierwsze miesiące, które były trudne dla niej z dala od niego. Później, zdarzało się blondynce tęsknić za niebem, a Vanderberg nigdy nie należał do zaborczych mężczyzn, więc na mikro część wróciła... ale gdyby wiedziała, że to było jednak przeszkodą, to przecież... Nie wracałaby. Wystarczyłoby jego słowo. Więc choć nie wiedziała jaką, to jednak miała w tym swoją cegiełkę. I wciąż będzie się trzymać tego, że niesprecyzowaną, ale na sto procent musiała coś zrobić nie tak.
Mimo tego że z ust Kirbyego padła niesatysfakcjonująca odpowiedź, Addison złapała jego dłoń. Nie była suką, nie chciała nią być, a i tak przez lata właśnie tak się prezentowała za każdym cholernym razem, kiedy nikt inny, a były mąż, pomimo burzliwości ich rozstania, decydował się przy niej być. Dosyć tego. Przynajmniej na dziś Callaghan postanowiła zawiesić broń, wcale nie teraz, ale już, kiedy się wybrała na tę wycieczkę na farmę. Zacisnęła mocno palce na szorstkiej skórze Kira, a drugą dłonią odepchnęła się od ziemi i wstała pierwsza.
-Prowadź - powiedziała cicho, kiedy mężczyzna się z nią zrównał, a uścisk ich dłoni cały czas trwał.
come hold me tight
no_name4451
Zawodnik rezerwowy — Brisbane Roar FC
40 yo — 185 cm
Awatar użytkownika
about
I wish I could say everything in one word. I hate all the things that can happen between the beginning of a sentence and the end.
Rozłożył ramiona i posłał jej szeroki uśmiech. –Co mam ci powiedzieć? Też czasem potrafię zaskoczyć. – Zażartował, bo akurat Kirby miał świadomość tego, że jest ostatnią osobą, która kogokolwiek by zaskoczyła. Był prostym człowiekiem. Nie lubił niespodzianek i zaskoczeń, więc nie serwował tego nikomu innemu. Szanował siebie.
-Do Perth. – Lokalizacja nie była tajemnicą. Akurat od kilku lat jeździ właśnie tam na targi aut klasycznych. Czasami zdarza mu się też lecieć poza Australię, ale niestety jest już za stary na loty poza ten kontynent. Jego plecy nie wytrzymują tylu godzin siedzenia w jednym miejscu. Nawet pierwsza klasa nie ratuje sytuacji. –Zaproponowałem komuś wspólny wyjazd i wstępnie dostałem potwierdzenie. Ale jeszcze zobaczę. – Pierwszy raz zabrałby kogoś ze sobą na takie targi. Nie wiedział czy byłoby to dobrym pomysłem. Był przyzwyczajony do tego, że jeździ tam samotnie i nie zawraca mu dupy. Z drugiej jednak strony, może towarzystwo byłoby miłą odmianą i zostałby zaskoczony. Pozytywnie. I to na własne życzenie. No tak czy siak jest to właściwie sprawa do omówienia. I to jak najszybszego, bo jednak targi odbywają się na początku grudnia. Nie ma co przekładać tego w nieskończoność.
Zaśmiał się na jej reakcję na gulasz. –Tak. Zacząłem ostatnio. Miałem trochę wolnego czasu i w sumie uznałem, że czemu nie skorzystać z kuchni, którą mam w tym domu. No i w sumie gulasz na razie mi wychodzi najlepiej, więc go robię i czekam aż mi się znudzi. Albo obrzydnie. Jest naprawdę dobry. – Jak się okazało ugotowanie gulaszu jest bardzo prostą sprawą. Tak prostą, że aż było mu wstyd, że przez tyle lat płacił ludziom za gotowanie mu obiadów. No i plusem było to, że jak sobie ugotował taki gulasz to miał go na kilka dni. I mógł go jeść z ziemniakami, z ryżem, z kaszą czy z plackami ziemniaczanymi. Tyle możliwości, żeby urozmaicić jeden gulasz.
Westchnął ciężko. Trochę się zniecierpliwił. Nie zakładał, że dojdzie dzisiaj do takiej rozmowy. –Nie wiem co on ci zrobił. Nie znam tego człowieka, więc nie chcę za niego mówić. Będę mówił za siebie. – Położył sobie dłoń na klatce piersiowej. –To co zrobiłem tobie nie miało nic wspólnego z tobą. Byłem w chujowym momencie życia i popełniałem błąd za błędem. Nie mam na to żadnego wyjaśnienia. Po prostu tak się stało. – Mówił łagodnym i spokojnym tonem. Jasne, zdrady były czymś co najbardziej odbiło się na jego życiu, ale prawda była też taka, że po drodze zawalił inne rzeczy. Jak na przykład swoją karierę. Unosił się dumą i odmawiał przyjmowania leków w obawie, że się od nich uzależni. Przesadzał też z fizjoterapią i narzucał sobie zbyt duże tempo. Za szybko chciał wrócić do zdrowia i ostatecznie skończyło się na tym, że zaliczył najgorszy powrót w swojej karierze. Addie straciła wtedy męża, ale Kirby poza żoną stracił też karierę i przyszłość. Przed kontuzją miał szansę na to, żeby pograć jeszcze lat i odejść z klasą. Zamiast tego zamienił się w zgorzkniałego typa, który rujnował wszystko czego się tknął. Nie znał jej nowego partnera czy tam człowieka, z którym randkowała. Nie wiedział nawet w jakiej są relacji. Nie chciał go oceniać i wrzucać do jednego worka z samym sobą. Gdyby chociaż w małej części był podobny do Kirby’ego, to Addie powinna po prostu uciekać. Zasługiwała na lepiej.
-Addie. Miałem depresję. Straciłem karierę. Nie chciałem wtedy w ogóle żyć. Nie myślałem absolutnie o niczym. – Naprawdę nie miał dobrego powodu. Podejmował złe decyzje i teraz musiał żyć z konsekwencjami. Dodatkową torturą było wracanie do tych czasów i przeżywanie tego na nowo. Wtedy Addie nie chciała słuchać jego tłumaczeń i to szanował. Sam nie chciałby siebie słuchać. Teraz jednak rozmowy o tym były rozdrapywaniem ran, których on nie chciał rozdrapywać. –Dlaczego mnie o to wszystko pytasz teraz? – Nie wiedział czy po prostu chciała sobie dokładać do podłego humoru, który miała z powodu bycia wystawioną czy rzeczywiście w końcu dojrzała do decyzji, że chciałaby wiedzieć.
Pomógł jej wstać i drogę do domu przeszedł w milczeniu. Nie wiedział co mógłby powiedzieć. Otworzył jej drzwi i puścił przodem. Jak tylko zdjęła kalosze to wystawił je na zewnątrz. Nie chciał sobie nanieść syfu do domu, bo nie chciał wymuszać sprzątania. Ekipa sprzątająca dopiero co u niego była. –Z czym chcesz ten gulasz? Pieczywo? Kasza? Ryż? – Zapytał i skierował się w stronę kuchni. Ziemniaków nie proponował, bo wiadomo, te będzie trzeba obrać i gotowac.
sumienny żółwik
-
już nie
ODPOWIEDZ