Wycieczki balonem
30 yo
196 cm
sumienny żółwik
So we sailed up to the sun till we found the sea of green
Awatar użytkownika
about
Oh won't you come with me where the ocean meets the sky,
and as the clouds roll by we'll sing the song of the sea

Post

Zaproszenie Susan na randkę było dość impulsywne, więc całkiem w jego stylu. Nie wiedział o niej zupełnie nic. Może prócz faktu, że jej były dał po prostu dyla najprawdopodobniej gdzieś za granicę. W sumie sam nie wiedział co strzeliło mu do łba żeby w takiej sytuacji wypalić z takim zaproszeniem. Już wtedy miał dość upierdliwy dzień, więc ciężko mówić o humorze na jakieś wieczorne wyjścia, ale może właśnie o to chodziło? Mieć coś fajnego zaplanowanego na koniec dnia? Jasne, jego wymówką było polepszenie dobrego imienia chłopaków z wojska, ale prawda była taka, że miał to serdecznie gdzieś. Można poprawiać ich wizerunek w nieskończoność, a i tak trafi się taki, co to swoją ucieczką wszystko zrujnuje. On teoretycznie jeszcze mógł to ułatwić w przyszłości. Cóż, nawet on po tych wszystkich przydziałach nadal był tylko facetem i kiedy widział piękną dziewczynę, miał ochotę się z nią umówić. Ta dała mu szansę i nie wyglądała na taką, która zadowoli sztampowa kolacja w jakiejś knajpie. Musiał zrobić coś niespotykanego, co na szczęście było jedną z dziedzin w których się specjalizował.
Jeszcze w biurze wykonał kilka telefonów planując element zaskoczenia. Wiele rzeczy można powiedzieć o Halifaxie, ale na pewno nie to, że nie potrafi kogoś zaskoczyć. Po powrocie do domu miał czas tylko na szybki prysznic i ogarnięcie się do wyjścia. Nie odstawiał się jakoś specjalnie. Założył ciemne jeansy, szary tshirt i narzucił na to wszystko jeszcze jedną ze swoich skórzanych kurtek. Wymodelował trochę włosy oraz brodę pozostawiając je w artystycznym nieładzie. Trochę perfum i był gotowy do drogi.
Odebrał dziewczynę punktualnie, tak jak sobie zażyczyła w swoim SUVie. Motor byłby zbyt krzykliwy na pierwszą randkę, a on nie miał pojęcia, czy w ogóle taki środek transportu by jej odpowiadał. Wywiózł ją kawałek za miasto nie zdradzając celu ich podróży. W końcu to wszystko miała być niespodzianka. Specjalnie nie podjechał pod sam balon żeby światła jego samochodu przedwcześnie niczego nie zdradziły. Wysiadł pierwszy i otworzył Susan drzwi pomagając jej wysiąść z dość wysokiego auta. Z dużym uśmiechem na ustach pokonał pierwszy zakręt w prawie kompletnej ciemności trzymając ją za rękę. Znał doskonale tę okolicę. Kilkadziesiąt metrów przed nimi ogień buchnął pomarańczową łuną dopompowując balon. Dopiero teraz rozświetliły się zawieszone na pobliskich drzewach ledowe lampiony. Reflektory podświetliły balon gotowy do lotu oraz ich operatora.
- I co? Mówiłem, że cię zaskoczę. Leciałaś kiedyś balonem? W nocy? - uśmiechnął się do niej wyraźnie dumny z siebie oraz swojego pomysłu.
Zdążył już zapomnieć jak nazywał się ten dupek, który ją zostawił. Mógł się założyć, że nigdy nie zrobił dla niej czegoś równie odjechanego. Mało rzeczy w jego życiu sprawiało mu taką radość jak okazanie się od kogoś lepszym. Nazwijcie go arogantem, ale uwielbiał być najlepszy. Zwłaszcza w kobiecych oczach.

Susan Murphy
Carter Bancroft
Graham
25 yo
167 cm
przyjazna koala
All you need is love.
Awatar użytkownika
about
25 letnia dziewczyna uciekająca przed mroczną przeszłością. Wieczna optymistka mimo wszystko...

Post

KLIK

Nieprzenikniona pustka, zupełne nic, dziura pożerająca namiętnie każdy pomysł, propozycję, sugestię - właśnie to tliło się w głowie Murphy gdy stała w garderobie. W poprzednim domku miała do dyspozycji jedynie dużą szafę i z perspektywy czasu musi przyznać, że tamto rozwiązanie, choć skromniejsze, było o wiele lepsze od tego obszernego pokoju, w którym na dobrą sprawę powinna czuć się jak ryba w wodzie. Słowo "randka" już jakiś czas temu umknęło z jej słownika więc zwyczajnie nie wiedziała w co powinna się ubrać, co założyć. Logika podpowiadała klasykę ale z drugiej strony nie chciała powtarzać schematu, który doprowadził ją do punktu, w którym się znalazła. Pomijając już sam fakt chęci odczarowania złej passy, tęskniła za sukienkami i butami na wysokim obcasie. Będąc blondynką najlepiej wyglądała w czerni ale to takie oklepane.
Westchnęła podnosząc coś, co spadło na dno wnęki z ubraniami. Okej, sukienka, ale nie czarna, biała i dość niespotykana. Su nucąc pod nosem jakiś stary kawałek przyłożyła do siebie znalezisko stwierdzając, że właściwie pasuje.
Do tego odgrzebała gdzieś w czeluściach szuflady pudełko z jasnymi szpilkami. Chociaż bardziej kochała koturny, to po założeniu na siebie zestawu poczuła się... dobrze. To niesamowite jak ładne ubranie potrafi poprawić nastrój. Tak, czuła się niezwykle pewnie w takim wydaniu.
Pozostałe przygotowania zajęły jej niecałą godzinę wliczając w to makijaż i mało skomplikowane upięcie włosów. Luźny kok to coś, co dodawało jej dziewczęcego uroku choć i tak dużo osób szacowało jej wiek na o wiele mniej. Takie spostrzeżenia absolutnie jej nie martwiły, wręcz odwrotnie. Światła na podjeździe i dzwonek do drzwi zwiastowały przybycie gościa. Całość schematu przełamała jego krótka wzmianka o trampkach.
Dobrze gdyby je miała przy sobie.
Nie dopytując, nie drążąc dziury, wzięła w dłoń parę jasnych butów sportowych w delikatnym wydaniu balerin, więc były o wiele płytsze od standardowych. Tak zaopatrzona ufnie wsiadła do samochodu. Droga za miasto była średnio komfortowa bo trudno nazwać przyjemnym fakt wywożenia w obce miejsce przez obcego faceta. - Gdzie mnie porywasz?- zapytała pół żartem pół serio ale nieszczególnie nakłoniła tym swoją randkę do zwierzeń. Ok... byli na jakimś odludziu, wszędzie było ciemno. - To ja może zmienię te buty - sprawnie założyła na boże stopy w jasne trampki zostawiając szpilki na chodniczku przed fotelem pasażera.
Ciągle bez gadania wsunęła swoją dłoń w jego nie chcąc zaliczyć spektakularnej wywrotki w tej czerni. - Mam nadzieję, że mnie tutaj nie zostawisz - czuła, że rytm jej serca wyraźnie przyspieszył ale nie ze względu na nagły strzał Amora. Szczerze ? Bała się...
Su wciągnęła gwałtownie powietrze widząc to co skrywały wcześniej drzewa i krzewy. - O matko - rozchyliła wargi nie bardzo wierząc w to co widzi. - To dla nas?! - wskazała na ogromny balon otoczony poświatą ciepłego światła.
- Nie... nigdy - pewnie dlatego, że miała lęk wysokości. To znaczy dawno go nie testowała więc możliwe, że magicznie przepadł, prawda?
- Jest cudownie - najchętniej wyjęłaby z torebki telefon żeby zrobić zdjęcie bo dziewczyny jej nie uwierzą ale nie miała ochoty psuć tej chwili. - A Ty? Leciałeś już kiedyś? - zwłaszcza z kimś kto prawdopodobnie wlepi się w Ciebie jak rzep...

Graham Halifax
brak multikont
Susan Murphy
30 yo
196 cm
sumienny żółwik
So we sailed up to the sun till we found the sea of green
Awatar użytkownika
about
Oh won't you come with me where the ocean meets the sky,
and as the clouds roll by we'll sing the song of the sea

Post

W retrospekcji pewnie dobrze byłoby gdyby wpierw wyciągnął od niej numer zamiast od razu umawiać ich na randkę. Wtedy mógłby jej chociaż napisać żeby się jakoś wielce nie stroiła, bo tam gdzie się udają nie będzie jej to potrzebne. Impulsywność robiła swoje. Jednak kiedy zobaczył ją w drzwiach jej własnego mieszkania, co tutaj dużo mówić. Nie przypominała już tej niepewnej i skrzywdzonej dziewczyny, która przyszła do jego biura. Już wtedy mu się podobała, obiektywnie była naprawdę ładną dziewczyną, ale teraz wyglądała po prostu pięknie. Aż głupio było mu prosić żeby zabrała ze sobą coś na płaskiej podeszwie, aczkolwiek przynajmniej założył już sobie, że jej to wynagrodzi i po wszystkim wyskoczą jednak na jakąś sztampową kolację. Skoro już się postarała, nie można tego tak zmarnować ani zostawić. Tak się nie godzi. Nawet jego żołnierskie serducho to wiedziało.
Tak, masz rację. Pieprzyć tego frajera. Dzisiaj wychodzisz z prawdziwym facetem. - pomyślał szeroko się do niej uśmiechając.
- Pięknie wyglądasz Susan. - uśmiechnął się do niej ciepło zapraszając ją do samochodu.
Oczywiście, że zdawał sobie sprawę jak to wszystko wygląda. Rosły chłop podjeżdża po nią wielkim SUVem i wywozi gdzieś w lasy i pola. Nie oszukujmy się, musiała się czuć przynajmniej nieswojo zwłaszcza z jego dość skromnymi odpowiedziami na jej pytania odnośnie ich celu. Starał się przynajmniej wszystko mówić z szerokim uśmiechem żeby nie czuła się uprowadzona. Takie niespodzianki wymagały czasami poświęceń. Miał tylko nadzieję, że to, co dla niej przygotował trochę odkupi jego win.
- Nigdzie cię nie zostawię. Będziesz cały czas ze mną. - zapewnił ją prowadząc dalej ścieżką, której nie widziała, lecz on był świadom jej istnienia.
Kiedy wszystkie światła zostały zapalone, a ciepłe światło zalało polanę stanął lekko z boku z założonymi rękoma obserwując jej reakcję. Miał tę ukontentowaną minę, która niektórych mogła by wkurzać bo wyglądał co najmniej arogancko, ale dlaczego miał nie być z siebie zadowolony. Widząc uśmiech na jej twarzy wiedział, że trafił w sedno. Jeśli z tego nie można być dumnym, to z czego można?
- Tak, to dla nas. Operator i właściciel wisieli mi przysługę. - uśmiechnął się wesoło - Żonie właściciela ukradli kiedyś torebkę na ulicy, złodziej miał pecha wpaść w zasięg moich rąk. - zaśmiał się cicho odwracając na chwilę wzrok w stronę balonu, który był już gotowy do lotu.
- Balonem? Nie. Ale zdarzyło mi się raz czy dwa robić desant, więc przynajmniej spadałem z większych wysokości. - wzruszył ramionami z rozbrajającym uśmiechem - Trzymaj, trochę krótka ta sukienka, może być ci zimno. - zdjął swoją kurtkę oferując ją dziewczynie żeby mogła sobie przewiązać w biodrach.
- Chodź, zanim odleci bez nas. - wziął ją za rękę idąc w stronę balonu.
- Hej, Jorge. Wszyscy gotowi. - pomachał koledze na przywitanie po czym bez pytania wziął Susan na ręce wchodząc dwa schodki by odstawić ją w koszu pod balonem co by się nie musiała przed żadnym z panów rozkraczać przeskakując przez rant.
Sam wskoczył zaraz za nią. Operator powitał ich oboje z uprzejmym uśmiechem po czym zabrał się za odwiązywanie balastu. Kiedy w końcu pociągnął za linkę zaczęli się powoli wznosić w powietrze. Na szczęście gorące powietrze buchające z palnika przynajmniej na razie dawało wystarczająco dużo ciepła by nie zamarzli.
- Widok ma być niesamowity. - puścił jej oczko zupełnie niezafrasowany oddalającą się ziemią.

Susan Murphy
Carter Bancroft
Graham
25 yo
167 cm
przyjazna koala
All you need is love.
Awatar użytkownika
about
25 letnia dziewczyna uciekająca przed mroczną przeszłością. Wieczna optymistka mimo wszystko...

Post

Na przyszłość sytuacja będzie nawet ciekawa do opowiadania bowiem mało kto zabiera kobietę na pierwszą randkę aby zobaczyła miasto z wysokości kilkunastu metrów. Tym bardziej, że nie chodzi o żaden oklepany taras widokowy a o spokojne unoszenie się w koszu ogromnego balona wypełnionego ciepłym powietrzem. Dodatkowo to wszystko owiane mgiełką niespodzianki przez co jej strój był… nieodpowiedni mówiąc wprost, ale czy jej to przeszkadzało? W żadnym wypadku!
Mało tego, uważała, że tak niedopasowane elementy układanki są czymś wyjątkowym. Za komplement jeszcze usłyszany w domu naturalnie podziękowała. Su nie należała do tego typu lasek, które rumienią się i spuszczają wzrok gdy tylko ktoś powie im coś miłego. Grunt to przyjąć pochwałę i grzecznie za nią podziękować, co też uczyniła.
Na słowa o tym, że jej nie zostawi kiwnęła jedynie głową i uśmiechnęła się zagadkowo. Dlaczego nie dopytywała dalej? W jej głowie wymalował się obraz wyciągnięty rodem z filmów o gangsterach gdzie dwóch karków każe wykopać dołek trzeciemu gościowi z powiedzmy… konkurencyjnej grupy przestępczej. Oni też są ciągle razem. Do pewnego momentu… Ostatnimi czasy często jej porównania były wręcz przesączone czarnym humorem ale czy można się dziwić komuś kto prowadzi zakład pogrzebowy?
Raczej nie.
Niespodzianka ją szczerze zachwyciła i nie wzbraniała się przed tym aby to okazać. Nie piszczała, nie krzyczała ani nie skakała jak piłka – była wyraźnie szczęśliwa i z pewnością było miło patrzeć na jej szeroki uśmiech.
- Złodziej miał pecha – wzruszyła ramieniem zupełnie nie przejmując się losem tego nieszczęśnika, który być może stracił nawet jakieś zęby? Zasłużył.
– Dziękuję ale dzisiaj jest gorąco – przyjęła kurtkę, w której mogłaby się utopić. Temperatura za dnia potrafiła dobić nawet do 30 stopni więc teraz było coś ponad 20. Tu na ziemi było przyjemnie ale faktycznie na wysokości może lekko wiać więc za sugestią, przewiązała kurtkę w pasie.
– Dobry wieczór – przywitała się grzecznie pozwalając beztrosko przenieść się przez „próg” kosza. Wnętrze konstrukcji wcale nie było takie małe jak zawsze myślała. Początkowo oparła dłonie o rant obserwując jak całość lekko odrywa się od ziemi i sunie niespiesznie wyżej, wyżej i wyżej… i zgodnie z ruchem balonu w stronę nieba, ona oddalała się od barierki a zbliżała do swojej jedynej ostoi. Najpierw złapała szlufkę jego spodni a zaraz wczepiła się w niego całkiem wiedząc już, że lęk wysokości to nie grypa jelitowa, która mija zwyczajnie po 3 dniach. Wszystko było piękne, magiczne i absolutnie nie chciała jeszcze wracać na ziemię ale mimowolnie zacisnęła powieki. – Powiedz jak będziemy już na samej górze – cokolwiek ta „sama góra” miała oznaczać. Prócz wiatru muskającego jej niesforne kosmyki, które jakimś cudem wymknęły się z koka, czuła dodatkowo jak serce bije ze znacznie przyspieszoną prędkością. Wiedziała, że nie wypadnie, że szanse na to są marne, a jednak strach był silniejszy i ciężko to wyjaśnić komuś, kogo podobna przypadłość nigdy nie dręczyła.


Graham Halifax
brak multikont
Susan Murphy
30 yo
196 cm
sumienny żółwik
So we sailed up to the sun till we found the sea of green
Awatar użytkownika
about
Oh won't you come with me where the ocean meets the sky,
and as the clouds roll by we'll sing the song of the sea

Post

Co tutaj dużo mówić. W życiu codziennym Graham był raczej tym typem, który najpierw robił, a później myślał. Zawsze podejmował dość impulsywne decyzje mówiąc, że życie jest za krótkie żeby się nad wszystkim zastanawiać. W jego przypadku wiele razy mogło rzeczywiście okazać się zdecydowanie za krótkie. Można powiedzieć, że wszystkie swoje zdolności strategiczne wykorzystywał w pracy, a całą resztę czasu odreagowywał po prostu robiąc co mu się tylko spodobało. W życiu trzeba było posmakować wszystkiego, nie było sensu się ograniczać. Firma pozwalała żyć na całkiem przyzwoitym poziomie, niczego mu nie brakowało, więc korzystał póki miał zdrowie, siłę i ochotę. Stąd też narodził się ten pomysł z balonem. Przypadek. Chwila, moment i właściwie zanim się obejrzał wszystko było już załatwione. Nie miał pojęcia jaki będzie efekt końcowy, czy będzie to wow. W końcu nie był w stanie wszystkiego dopilnować osobiście, ale jego zdaniem wyszło całkiem znośnie. Ważne, że podobało się jego dzisiejszej randce. Zawsze lubił zaskakiwać. Nie cierpiał być przewidywalny.
- I to jakiego... - uśmiechnął się tajemniczo choć tak naprawdę nie zrobił gościowi jakiejś wielkiej krzywdy.
W końcu nauczyli go w wojsku nie tylko jak zabijać, ale również obezwładniać. Cel czasami był ważniejszy żywy, a on nie miał zamiaru targać się po Australijskich sądach jako cudzoziemiec za to, że złamał komuś rękę w dwóch miejscach za jakaś torebkę. Uważał to za chore, a kradzież za jedną z najbardziej frustrujących występków, ale to chyba zrozumieją tylko ci, którzy z tym wszystkim mają do czynienia, a nie politycy w swoich kryształowych wieżach.
- Uwierz mi, może się przydać. W desantach jednym z najgorszych doznań była ta zmiana temperatury. Tam na górze właściwie na minusie, a kończysz zdejmując ciuchy w dżungli, albo pustyni. Porażka. - aż wzdrygnął się na wspomnienie tych akcji pamiętając każdy zapocony mundur w którym przyszło mu spędzić czasami kilka dni.
Operator przywitał ją z szerokim uśmiechem i już mogli rozpocząć swoją pierwszą przygodę. Jak się po krótkiej chwili okazało Halifax powinien był też pomyśleć o tym, że Susan może mieć lęk wysokości. Kolejna przegrana po stronie jego impulsywnych decyzji. Jemu oczywiście wysokość nie robiła różnicy. Nie czuł w związku z nią żadnego zagrożenia. Bywał w gorszych sytuacjach, o wiele gorszych... Nie miał za to żadnych oporów, kiedy dziewczyna po prostu się do niego przyczepiła. Nie sądził, że tak szybko dojdzie do takiego momentu, aczkolwiek nigdy nie miał problemu z bliskością fizyczną. Otoczył ją swoją ręką przysuwając nieco bliżej siebie w formie przytulenia. Było mu trochę głupio, że tak to wszystko wyszło, ale jednocześnie był dumny z tego, że pomimo swojego strachu wsiadła z nim do balonu. Pokazywało to pewien hart ducha, który cenił. Jeszcze jej to później wynagrodzi. Widok też powinien.
- Myślę, że powoli możesz otwierać oczy. Widzę już pierwsze światła. - powiedział w końcu po kilku minutach lotu, kiedy na horyzoncie rzeczywiście zaczynała majaczyć łuna miejskiego oświetlenia.

Susan Murphy
Carter Bancroft
Graham
25 yo
167 cm
przyjazna koala
All you need is love.
Awatar użytkownika
about
25 letnia dziewczyna uciekająca przed mroczną przeszłością. Wieczna optymistka mimo wszystko...

Post

Lot balonem to coś, co mogłoby chodzić jej po głowie gdyby zastanawiała się nad wykupieniem dla bliskiej osoby prezentu z okazji np. urodzin. Jednorazowa przygoda, świetne wspomnienia, kilka fajnych fotek na pamiątkę. Ogólnie super, ale nigdy nie przyszłoby jej na myśl aby właśnie tak zorganizować pierwszą randkę. Nie dość, że była zaskoczona, oczywiście pozytywnie, to mężczyźnie udało się wywołać u niej poczucie zupełnej beztroski, którego nie pamiętała. Mógł być z siebie cholernie dumny bo nawet jeśli nie klekotała pod nosem jak to nie jest cudownie, to już na pierwszy rzut oka było widać jak świetnie się bawi. I to nic, że plany lekko krzyżowała jej choroba, bo lęk przed wysokościami z pewnością należał do rodzaju zaburzeń dość często występujących w populacji ludzkiej. Im dłużej oboje przebywali w powietrzu, tym Murphy bardziej oswajała się z tym, że zbytnie wychylenie się przez brzeg kosza może zakończyć jej życie. W zasadzie uważała siebie za osobę odważną więc podejście jakie reprezentowała gryzło się z wyznawanymi wartościami.
Ciężko sklasyfikować dlaczego tak było ale najważniejsze, że przełamała wszelki opór uchylając powieki. Najpierw przyjrzała się podłożu i dwóm parom butów , później uniosła lekko głowę lustrując wnętrze kosza, okej... nie było tragedii. W końcu odważyła się na zobaczenie spowitego w ciemności Lorne.
Było warto, zdecydowanie.
- Łał - szepnęła pod nosem widząc setki świateł pomiędzy uliczkami. Jej zachwyt dopełniło niebo, które dzisiaj było zupełnie bezchmurne. Na rozległym granacie rozsypywały się miliony gwiazd tworząc mniejsze lub większe gęstwiny jasnych kropeczek. - Gdzie może być mój dom? - zapytała rozglądając się z zaciekawieniem a co zabawniejsze, nawet na sekundę nie puściła koszuli mężczyzny. Owszem, przełamała lęk ale w granicach rozsądku bowiem poczucie czyjejś obecności było wręcz niezbędne. - Pięknie - szepnęła chcąc zapamiętać każdą sekundę z tej niezwykłej chwili. - I faktycznie trochę chłodno - przyznała mu wcześniejszą rację odwiązując kurtkę z pasa. Ostrożnie i powoli (gwałtowne ruchy mogły rozbujać kosz) wsunęła ją na ramiona. Niestety rękawy były zdecydowanie zbyt długie przez co wyglądała jak w ubraniu po starszym rodzeństwie. Nie przeszkadzało jej to wcale. - O wiele lepiej - uśmiechnęła się zadowolona zadzierając głowę w stronę swojej randki.



Graham Halifax
brak multikont
Susan Murphy
30 yo
196 cm
sumienny żółwik
So we sailed up to the sun till we found the sea of green
Awatar użytkownika
about
Oh won't you come with me where the ocean meets the sky,
and as the clouds roll by we'll sing the song of the sea

Post

Graham musiał przyznać, że o wiele przyjemniej było się jednak mozolnie wznosić w powietrzu niż opadać z zatrważającą prędkością w stronę ziemi ufając, że kawałek materiału uratuje go przed niechybną śmiercią. Dzisiejszej nocy jakaś siła wyższa zdawała się im sprzyjać. Pomimo bliskości oceanu ich operator nie musiał zbyt wiele razy korygować ich toru lotu. Nie znosiło ich też nadmiernie w stronę zabudowań, więc wszystko było naprawdę w porządku. W tym powolnym sunięciu w powietrzu było coś, co go uspokajało. Pomiędzy pracą, siłownią, a własnymi zainteresowaniami czasami zapominał żeby się na chwilę zatrzymać starając się czerpać z życia całymi garściami. Czasami sam siebie zaskakiwał tymi totalnie przypadkowymi pomysłami, które stają się czymś naprawdę fajnym. Ten przelot balonem miał być po prostu cholernie bajerancki. Przy okazji odhaczyłby coś z listy rzeczy, które w życiu robił i jak mu się poszczęści może zasłuży na buziaka. Nie sądził, że dla niego to również będzie bardzo przyjemne wspomnienie i to nie tylko dlatego, że ładna dziewczyna była w niego właściwie wtulona właściwie od momentu gdy znaleźli się na poziomie koron drzew, a teraz byli zdecydowanie kilkaset metrów wyżej.
On w trakcie wznoszenia zdążył się już trochę napatrzeć na krajobraz, dlatego bardziej interesowała go w tym momencie reakcja Susan, dla której to wszystko powinno być nowością. Z pewnym rozbawieniem obserwował jej pierwsze "kroki" jeśli chodzi o przebywanie na tej wysokości. Miała cały czas którego potrzebowała by zaaklimatyzować się do nowej sytuacji. Gdy w końcu zobaczyła to, po co ją tutaj zabrał aż sam się cały rozpromienił emanując dumą. Uwielbiał zadowalać kobiety, uwielbiał być najlepszy, a coś mu podpowiadało, że ta randka będzie w top 1 wszystkich jej pierwszych randek. Kto może przebić lot balonem?
- Jeśli dobrze kojarzę, a wypadałoby żebym miał takie rozeznanie, to chyba powinien być gdzieś w tamtych rejonach. - wskazał palcem nadmorską część przylądka, gdzie światła zapalone w apartamentach odbijały się od tafli oceanu.
Halifax chyba trochę z przyzwyczajenia również nie zabrał swojej ręki z jej pleców, kiedy rozglądała się po okolicy chłonąc wszystko, co miała jej do zaoferowania ta perspektywa. Pomimo swojej aparycji były żołnierz potrafił być zadziwiająco opiekuńczy. W końcu nie tylko miał młodszą siostrę, ale część swojej kariery oparł na utrzymywaniu co ważniejszych informatorów przy życiu w strefach wojen. Jeśli dziewczyna nadal się bała, mogła liczyć na jego pełne wsparcie.
- To co, zdałem test na pierwszą randkę? - uśmiechnął się do niej wesoło słysząc jej ciche zachwyty.
Kiedy zakładała jego kurtkę jedynie zsunął swoją dłoń w okolice jej biodra by nadal czuła jego asekurację. Nadal nie czułą się całkowicie pewnie wykonując te wszystkie wolne ruchy, co z resztą było słuszne. Nadal czuł się trochę źle z faktem, że musiała walczyć z dyskomfortem swoich lęków, więc mógł przynajmniej pomóc jej się z tym uporać.
- Nie najgorzej wyglądasz w mojej kurtce. - uśmiechnął się zgarniając wolną dłonią kosmyk włosów, który wylądował przez chwilę gdzieś na jej twarzy.

Susan Murphy
Carter Bancroft
Graham
25 yo
167 cm
przyjazna koala
All you need is love.
Awatar użytkownika
about
25 letnia dziewczyna uciekająca przed mroczną przeszłością. Wieczna optymistka mimo wszystko...

Post

Na temat brania życia pełnymi garściami Su mogłaby napisać książkę bo przeszła wszystkie etapy z tym związane. Począwszy od życia w niepełnej rodzinie gdzie ojciec od zawsze wykazywał większe zainteresowanie zdobyciem kolejnej partnerki niż wychowaniem córki, przez toksyczny związek, kończąc na kilku postanowieniach zmiany na lepsze, które zawsze wychodziły z jej inicjatywy. Życie blondynki było o tyle zaskakujące, że po burzy zawsze wychodziło słońce a gdy było zbyt długo dobrze, zawsze drżała, że zaraz coś się stanie. Ten strach paraliżował ją i sprawiał, że nie umiała cieszyć się tym co dobre, bo ciagle oczekiwała na tąpnięcie. Ono przychodziło zawsze z większą lub mniejszą siłą przewracając wszystko do góry nogami. Tak było gdy tuż po rozwodzie wygrała całkiem przyzwoitą sumę w loterii co pozwoliło skończyć z karierą marnego finansisty, kupić zakład pogrzebowy, dom i niegłupie auto. Później było tylko lepiej bo poznała Chrisa a teraz… teraz go nie ma ale ona zamiast płakać w poduszkę leci właśnie w balonie i jest cholernie szczęśliwa.
To dobre zakończenie tego gorszego etapu.
I równocześnie znak, że nadszedł moment na pierwsze promienie słońca.
Mimo otaczającej nocy.
Jej wzrok powiódł za palcem wskazującym mężczyzny. – Gdybym wiedziała, to włączyłabym wszystkie światła w ogrodzie – i wtedy lokalizacja byłaby o wiele łatwiejsza ale czy to faktycznie było teraz aż takie ważne ?
– Na pięć + - odpowiedziała wyraźnie zadowolona z jego pomysłu oraz realizacji bo to niezmiernie ważne. Droga od jednego do drugiego niekiedy sprawia, że finał nie jest możliwy. Dlaczego? Ze zwykłego lenistwa. O wiele prościej było jechać do knajpki więc tym bardziej doceniała zaangażowanie byłego żołnierza.
– W takim razie pora przerzucić się na ubrania w oversize – uniosła kąciki ust do góry doskonale wiedząc, że nigdy tego nie zrobi. Nawet mimo panującej mody na szerokie ciuchy, o wiele lepiej czuła się w tych dopasowanych. Bardziej kobieco. A i nie chciała niczego maskować, prędzej pokazywać.
Rezygnując ze śledzenia krajobrazu, utkwiła spojrzenie w tęczówkach mężczyzny, który akurat postanowił w jakimś stopniu pogładzić jej policzek. Nie, to nie była jedna z tych chwil, kiedy operator kamery na planie filmowym robi zbliżenie na romantyczną scenę. Wtedy nie byłoby tu Murphy bo ona nie należała do tych niepewnych i zawstydzonych.
– Teraz chyba powinieneś mnie pocałować – a żeby było jeszcze bardziej bezczelnie, zsunęła jego dłoń, która do tej pory obejmowała biodro, na pośladek.


Graham Halifax
brak multikont
Susan Murphy
30 yo
196 cm
sumienny żółwik
So we sailed up to the sun till we found the sea of green
Awatar użytkownika
about
Oh won't you come with me where the ocean meets the sky,
and as the clouds roll by we'll sing the song of the sea

Post

Rodzina Halifax niestety nie była z tych Halifaxów, którzy wystartowali popularną sieć banków w Wielkiej Brytanii. Graham wychował się w dość biednej rodzinie, co tylko sprawiło, że od życia zawsze chciał więcej i więcej. Nie miał nikomu za złe, że miał gorszy start. Zamierzał natomiast upewnić się, że na mecie będzie mieć taki sam, jeśli nie większy bagaż doświadczeń niż wszyscy inni. To nie zawsze znaczyło tylko pozytywne wspomnienia. Miał mnóstwo tych negatywnych, które jakby nie patrzeć również wykształciły jego charakter. Nie wspominając nawet o wszystkich konfliktach, nie trzeba daleko szukać by znaleźć kilka przykładów szajsu, który jadł w różnych częściach świata, a później ciężko odchorował. To mimo wszystko było jakieś doświadczenie, którego nikt mu nie odbierze. Miał to szczęście, że udało mu się trochę na swoich talentach oraz kontaktach dorobić, więc przynajmniej przez większość czasu nie musiał się o to martwić. Mógł zajmować się tym, co dla niego najważniejsze, czyli po prostu cieszyć się życiem, a dzisiaj wszystko było jeszcze umilone poprzez obecność jego uroczej towarzyszki. Trochę mu się poszczęściło, nie ma co kłamać.
- Nie wiem, czy to by nam pomogło. Masz dość zwartą zabudowę, natomiast tam. - wskazał na część miasta w której on akurat mieszkał - Gdybym wyjął wszystkie światełka świąteczne pewnie bez problemu rozpoznałabyś mój dom. - uśmiechnął się puszczając jej oczko.
Nie mogła wiedzieć, że przepadał za tym sezonem, zawsze obwieszając cały dom i połowę podwórka rozmaitymi lampkami oraz dekoracjami świątecznymi. Może nie robił tego do końca dla siebie, a raczej dla młodszej siostry, którą często do siebie zapraszał, ale przez te wszystkie lata zdążyło mu to już trochę wejść w krew. Nawet nauczył się piec w miarę zjadliwe ciasteczka!
- W takim razie co powinienem zrobić, by zasłużyć na najwyższą notę? - spojrzał na dziewczynę z zalotnym uśmiechem.
Nigdy nie lubił być tak blisko pierwszego miejsca. Albo być najlepszym, albo nie konkurować wcale. Nie przepadał za pół środkami, zwłaszcza gdy nagrodą były kobiece względy.
- Wyglądasz nieźle, ale bez niej zdecydowanie lepiej. - zaśmiał się cicho na jej komentarz - Bardziej ci do twarzy w czymś, co przylega do ciała. Masz świetną figurę. - posłał jej filuterny uśmiech.
Graham nigdy nie miał problemu z komplementowaniem kobiet. Daleko mu do jakiegoś pruderyjnego mężczyzny. Jeśli ktoś mu się podoba jasno daje o tym znać nie przejmując się zbytnio tym, czy zostanie przez swoją pewność siebie odrzucony czy nie. Daleko mu do literackiego romantyka.
- Aż tak zapunktowałem? - odpowiedział patrząc jej w oczy z nieco drapieżnym uśmiechem.
Czując jak zsuwa jego dłoń na swój pośladek musiał przyznać, że skakali po bazach bardzo szybko, nawet jak na niego. Praktycznie się nie znali, a tutaj już miało dojść do pocałunku i to z jej inicjatywy? To mu się jednocześnie podobało i trochę martwiło, ale czy przez to miał zamiar odmówić? Absolutnie nie. Nawet jeśli był to jakiegoś typu test, mógł go oblać. Uwielbiał się całować, dlatego nie musiała długo czekać aż nachylił się do niej i złożył na jej ustach kilka niespiesznych pocałunków jedną dłonią gładząc jej policzek, a drugą ściskając za pośladek.

Susan Murphy
Carter Bancroft
Graham
25 yo
167 cm
przyjazna koala
All you need is love.
Awatar użytkownika
about
25 letnia dziewczyna uciekająca przed mroczną przeszłością. Wieczna optymistka mimo wszystko...

Post

– No tak, święta – spoważniała na chwilę. – Zupełnie o nich zapomniałam. Tutaj jest teraz środek lata i domyślam się, że nici z bałwana – i w jakimś sensie ten fakt sprawił, że zrobiło jej się nieco smutno. Nawet jeśli nie obchodziła szczególnie hucznie tego okresu roku, to chłód i cienka warstwa białego puchu były czymś, co nadawało tej szczególnej atmosfery. Również w Seattle minusowe temperatury nie były standardem ale opady się zdarzały. Tutaj nie było na nie najmniejszych szans.
Jakby tego było mało, w tym roku zmarł jej ojciec, a że nie miała rodzeństwa, to zapowiadał się maraton filmowy przed telewizorem. Do tego czasu będzie musiała zakupić te dwa psy, o których nawijała od kilku tygodni aby nie być całkowicie samą. I to nie tak, że będzie lamentować i mieć pretensje do całego świata… ona spędzi ten czas nieco inaczej. – Nie poczuje magii świąt stojąc w bikini na plaży. Nie ma szans – próbowała jakoś wydostać się z ponurych przemyśleń, w które przez przypadek zaczęła się zapędzać.
A może warto byłoby wyrwać się na tydzień na jakąś wycieczkę? Dużo samotnych osób postanawia uciec w ten sposób od przytłaczającego ducha świąt, pędu przygotowań i konieczności poszukiwań prezentów.
Pomysł do rozpatrzenia.
Szybka zmiana tematu wyraźnie ją ożywiła.
- Lubię element zaskoczenia a Ty jesteś mistrzem w jego organizowaniu więc do końca naszego spotkania wiele może się wydarzyć – odpowiedziała nie zdradzając absolutnie nic jeśli chodzi o dopełnienie wyniku do oceny celującej.
– Dziękuję – Jeszcze lepiej wyglądam bez ubrań dodała w myślach nie mając odwagi mimo wszystko na taki test w jego stronę.
– Chodzą słuchy, że aspirujesz do 6 więc uznałam, że mała podpowiedź nie będzie formą oszustwa – o ile pocałunek w powietrzu, w koszu balona był czymś niesamowitym i aż się prosiło aby to zrobić, tak ruch dłoni zsuwającej męskie łapsko na pośladek, był czymś spontanicznym i nieprzemyślanym. Su nie zwykła do rozpatrywania każdej decyzji. Czasami, tak jak teraz, działała impulsywnie.
I wcale tego nie żałowała.
Pierwszy całus był trochę wstydliwy, badawczy, rozpoznający teren, ostrożny. Gdy go skończyli, bez zbędnego gadania Murphy przechyliła lekko głowę i rozpoczęła drugi i trzeci. W czasie gdy jego dłoń czule pieściła policzek, druga zaś pokazała, że kulturalna randka jest w dalszym ciągu samcem i lubi czuć to co często przyciąga spojrzenie. Blondynce zdarzyło się nawet mruknąć opierając się na klatce piersiowej byłego żołnierza. Gdy skończyli, zaczepnie końcem języka przejechała po jego dolnej wardze finalnie uśmiechając się szeroko. – Teraz wygrałeś – szepnęła korzystając z tej małej odległości jaka ich dzieliła.
To czy takim a nie innym zachowaniem traciła w męskich oczach - nigdy nie analizowała tego dogłębnie. Zazwyczaj robiła to na co miała ochotę , w granicach rozsądku naturalnie. Przez czas gdy była więźniem własnego domu obiecała sobie, że gdy ten koszmar się wreszcie skończy, będzie żyła tak aby nie żałować.
I czuła, że dobrze jej to wychodzi.


Graham Halifax
brak multikont
Susan Murphy
30 yo
196 cm
sumienny żółwik
So we sailed up to the sun till we found the sea of green
Awatar użytkownika
about
Oh won't you come with me where the ocean meets the sky,
and as the clouds roll by we'll sing the song of the sea

Post

- Tak, z tym bałwanem może być trochę średnio. - zaśmiał się cicho przypominając sobie minę swojej młodszej siostry, kiedy pierwszy raz go tutaj odwiedziła.
Powiedzieć, że nie była zadowolona to nic nie powiedzieć. Była wręcz zrozpaczona, bo chociaż głupia nie była, ciężko było jej sobie wyobrazić, że jest takie miejsce, jak Australia, w którym w grudniu może nie być śniegu, a święta mimo wszystko istnieć i być obchodzone. Zupełnie nie mieściło jej się to w głowie. Halifax musiał jej to dość mocno wynagrodzić prezentami oraz wycieczkami. Przed wyjazdem przyznała jednak, że jest coś miłego w poleżeniu sobie na plaży, surfowaniu, czy generalnie ciepłej pogodzie w czasie świąt. Mimo tego nie była od tamtej pory stałym bywalcem w tym okresie. Wolała przesiedzieć ten czas u rodziców, gdzie mimo wszystko była szansa na opady śniegu. Jednak co ojczyzna, to ojczyzna.
- Wiesz... Pomimo tego, że chętnie zobaczyłbym cię w tym bikini na plaży, to zapewniam cię, że są sposoby by nawet tutaj poczuć magię świąt. Skoro na pierwszą randkę zabrałem cię w lot balonem, tylko pomyśl, co potrafię zmajstrować na święta, jeśli mi naprawdę zależy. - uśmiechnął się do dziewczyny zadziornie oraz nieco tajemniczo.
Już teraz był w stanie wymyślić kilka sposobów by te święta były nieco bardziej białe niż normalnie. Chociaż sam nie czuł jakoś wielce magii świąt, lubił przystroić swój dom nieadekwatnie do panujących warunków atmosferycznych. Sam natomiast najczęściej spędzał je gdzieś na świecie. Pomimo bardzo szerokiego grona znajomych oraz rodziny w Anglii raczej nigdy nie było dla niego miejsca przy wigilijnym stole. Rodzice nigdy do końca nie pochwalali jego wyboru kariery. Zatwardziali katolicy mieli problem z fachem, w którym na porządku dziennym czasami odbiera się komuś życie albo wysyła innych by robili to samo. Większość jego przyjaciół natomiast założyło już, bądź właśnie zakładało rodziny. Mieli z kim spędzać te wyjątkowe dni, a on zostawał sam tułając się gdzieś po świecie robiąc sobie wakacje.
- Mam przez to rozumieć, że mam przyzwolenie na kolejne niespodzianki? - uśmiechnął się zagadkowo nie zdradzając po sobie czy blefuje, czy rzeczywiście ma dla nich zaplanowany jeszcze cały wieczór.
- Każdy czasami potrzebuje małej podpowiedzi. - uśmiechnął się jeszcze zanim złączył ich usta w pierwszym pocałunku.
Graham nigdy nie był ani specjalnie skromny ani wstydliwy jeśli chodziło o kontakty z kobietami. Takie zagranie jak zsunięcie jego dłoni na jej pośladek wcale go nie peszyło, wręcz przeciwnie. Tylko sprawiało, że sięgał jak po swoje. W tym momencie nie zastanawiał się nawet nad ewentualną potencjalną rozwiązłością mężczyzny czy po prostu tym, że tak bardzo spodobał jej się ten romantyczny lot balonem. W momencie gdy ich usta się spotkały zapomniał, gdzie w ogóle się znajdują. Na chwilę liczyła się tylko ona oraz to co wyprawiali. Nie szczędził sobie łapania ją za pośladek. Przyciągnął ją nawet trochę bliżej, a kiedy skończyli jego gorący wzrok mówił, że chciał więcej.
- Zdecydowanie. - uśmiechnął się szepcząc nieco niższym głosem i bynajmniej nie zabierając jeszcze żadnych ze swoich dłoni z jej ciała - Dobrze całujesz, podoba mi się to. - w jego tęczówkach błysnęło rozbudzone pożądanie, a temperatura jego ciała nieznacznie wzrosła.
Nie przejmował się zupełnie tym, że właśnie przegapiali najlepsze widoki. Na razie interesowała go tylko jej twarz tak blisko jego.

Susan Murphy
Carter Bancroft
Graham
25 yo
167 cm
przyjazna koala
All you need is love.
Awatar użytkownika
about
25 letnia dziewczyna uciekająca przed mroczną przeszłością. Wieczna optymistka mimo wszystko...

Post

Bałwan to już zupełnie inna historia. Najlepsza zabawa była i tak za dzieciaka kiedy do domu wpadało się tylko coś zjeść i przebrać czwartą tego dnia parę rękawiczek. Reszta suszyła się na grzejniku. Robienie domków w zaspach, szkolne boisko wylane wodą aby stworzyć taflę do jazdy na łyżwach… Kiedyś zima dawała tyle możliwości. A teraz?
Teraz Su nie mogłaby mieć przemoczonych rękawic albo skarpetek. Wyraźnie wyrosła z tej dziecinnej beztroski i to nie ze względu na metrykę. To życie brutalnie pozbawiło ją wielu wcześniejszych odruchów choć nieustannie walczyła aby nie oddać resztki z tamtej wesołej i optymistycznej blondynki. Jak każdy miewała gorsze i lepsze dni. Zbierając do kupy wszystkie wydarzenia, historie i przeżycia, nadal wygrywała w ogólnym rozrachunku z losem. I póki miała chęci, walczyła o to aby kiedyś powiedzieć, że było spoko i w sumie nie żałuje niczego.
Bo taki był plan.
– Przebierzesz się za Mikołaja? – uniosła do góry brwi i dla jasności… przed jej oczami wcale nie stanął obraz byłego żołnierza odzianego w strój z wypożyczalni, z doczepioną długą, białą brodą i workiem przerzuconym przez bark. Owszem, mógł być Mikołajem, ale tym, który odwiedza wyłącznie niegrzeczne dziewczynki. Okej, wtedy byłyby to naprawdę niezapomniane święta i jest cień szansy, że z utęsknieniem czekałaby na kolejne. – Który… szuka pomocnicy do pakowania prezentów – brnęła w to dalej ale ostatecznie prychnęła pod nosem nie mogąc wytrzymać jego natarczywego spojrzenia.
– Tak. Po dzisiejszym wieczorze będę mogła śmiało stwierdzić, że kocham niespodzianki. Serio – zwłaszcza tak miłe i udane jak ta. Element zaskoczenia był czymś, czego potrzebowała w czasie gdy jej życie stało się nudne. I nawet fakt, że ubrała się całkowicie przeciętnie dobrze na lot balonem, nie niszczył tego. To właśnie były te smaczki, które sprawiają, że nigdy nie zapomnisz dnia, w którym oglądałaś miasto nocą w białej sukience i skórzanej kurtce za dużej o kilka rozmiarów.
– Uznajmy, że tej akurat nie było – Pierwsza podpowiedź była w gratisie. Każda kolejna będzie wymagała dodatkowego zaangażowania. Czy miała plan czy blefowała… to się dopiero okaże.
Bardziej niż myśleniem „co byłoby gdyby” była zainteresowana tym co działo się tu i teraz. Przyciągnięta bliżej męskiego ciała absolutnie nie stawiała oporów. Wręcz wsunęła nieco swoją jedną nogę między jego, maksymalnie zmniejszając dzielący ich dystans. Owszem, zrobiło się znacznie cieplej i to być może zabrzmi jak wyznanie zdesperowanej laski ale… gdyby nie to, że są w koszu nad ziemią, to z pewnością rozpędziłaby tą machinę jeszcze bardziej i szybciej. – Mam jeszcze kilka innych talentów – odparła zupełnie poważnie wiedząc jak może działaś na płeć męską. Doskonale zdawała sobie sprawę ze swoich atutów, wyglądu, możliwości i tego, że lubi brać od życia jak najwięcej. To wszystko, ten cały zlepek paskudnych cech tak mocno kontrastował z jej niemal anielskim wyglądem. I jakby tego było mało, wyraźnie naparła udem do przodu ocierając się niczym spragniony czułości kociak. Grzechem było pozostawić go samemu sobie, oj tak…

Graham Halifax
brak multikont
Susan Murphy
ODPOWIEDZ