about me
manager gwiazd, celebrytów i influencerów, który wrócił do miasta ze względu na ojca i próbuje nie myśleć o tym, że ludzie głównie kojarzą go z podejrzeniami o zabójstwo jego licealnej dziewczyny

002.
Początkowo czuł się trochę dziwnie, ale gdy wypił pierwsze piwo to nieco się rozluźnił. Stał w kuchni z chłopakami i rozmawiali o głupotach próbując na szybko nadrobić co tam u nich. Wtedy jeden z nich wypalił o tym, że Rosaline wróciła do miasta, co oczywiście od razu przykuło uwagę Eliota. Okazało się, że któryś z nich ją tutaj też zaprosił i, że powinna gdzies być, bo widzieli jak przychodziła. Posiedział z nimi jeszcze chwilę chociaż myślami był już gdzie indziej. Nie wiedział czy to dobry pomysł, żeby do niej podejść i się przywitać, ale pewnie później plułby sobie w brodę, że nie wykorzystał okazji. Dlatego po paru kolejnych minutach powiedział chłopakom, że idzie do łazienki, chociaż tak naprawdę przeszedł do salonu, gdzie znajdowała się kolejna grupka ludzi i od razu wśród nich zobaczył. Podszedł do niej bliżej trzymając w dłoni butelkę z piwem. - Hej - trochę się stresował, bo nie widzieli się przecież tyle czasu. - Kogo jak kogo, ale Ciebie bym się tu nie spodziewał - rzucił posyłając jej szeroki uśmiech.
about me
Miała porywać tłumy, a słucha jej tylko drukarka w ratuszu — wierna, choć się zacina.
Pisze do szuflady i śmieje się z fałszywych nut życia.
Pisze do szuflady i śmieje się z fałszywych nut życia.

001.
Eliot & Rosaline
All these things that i've don
{outfit}
All these things that i've don
{outfit}
Na imprezę do znajomych wpadła z przyjaciółką. Znała kilka osób, kilka innych kojarzyła z opowieści. Czuła się więc całkiem swobodnie, a przede wszystkim przestała czuć się jako ta wytykana palcami, z czym zmagała się od dawna. I nie chodziło tylko o porażkę, jaką odniosła wyjeżdżając do Canberry, ale przede wszystkim o to co wydarzyło się, zanim wsiadła do pociągu "ku spełnieniu marzeń". I było tak do momentu, w którym wśród znajomych głosów nie rozpoznała tego w y j ą t k o w e g o . Obróciła się, czując kołaczące się w piersi serce i wbiła zaskoczone spojrzenie w Eliota.
— Chyba ja powinnam to powiedzieć — odparła, gdy się ocknęła i dodarło do niej, że świat się nie zatrzymał, a chociaż kilka osób spojrzało w ich stronę i zamilkło na sekundę. Jednak wszystko wróciło do normy, a takie przynajmniej odnosiła wrażenie, bo rozmowy były kontynuowane i życie płynęło dalej. — I hej — dodała, a wraz z tymi słowami na jej twarzy pojawił się uśmiech nostalgii. Mimo, że ich przeszłość naznaczona była tragedią i traumą, w pewien sposób na zawsze te przykre doświadczenia połączyły ich dusze, w sposób, który ciężko opisać słowami. — Co tu robisz? — Dopytała, bo z tego co udało jej się dowiedzieć, Eliot wyjechał do Sydney i nikt nie miał zielonego pojęcia o tym, czy kiedykolwiek zawita jeszcze do Lorne Bay. Z drugiej strony ludzie też nie rozmawiali z nią o nim zbyt wiele, jakby podświadomie czując, że był swego rodzaju tematem tabu.
Eliot Roche
about me
manager gwiazd, celebrytów i influencerów, który wrócił do miasta ze względu na ojca i próbuje nie myśleć o tym, że ludzie głównie kojarzą go z podejrzeniami o zabójstwo jego licealnej dziewczyny

Po powrocie do Lorne Bay spodziewał się wielu rzeczy, głównie negatywnych. Nastawiał się na to, że większość ludzi będzie patrzeć na niego spod pyka, a przyjaznych mu osób będzie w tym miejscu jak na lekarstwo. Nie istniała w jego myślach ani jedna wizja, w której miałby możliwość spotkać się tutaj z Rosaline. Może i nie utrzymywali ze sobą kontaktu, ale wiedział przecież, że wyjechała robić karierę w jakimś lepiej prosperującym miejscu. Trzymał za nią mocno kciuki, życzył jej szczęścia, bo po tym przez co oboje przeszli to trochę w końcu zasługiwali na to, by móc żyć swoim życiem nie przejmując się duchami przeszłości. Sądził, że już nigdy się nie spotkają, co trochę łamało mu początkowo serce, ale z czasem przywykł do tej myśli. Nie wszystkie znajomości z młodzieńczych lat miały szansę na przetrwanie, chociaż akurat oddałby wiele, żeby akurat TA przetrwała wszystkie możliwe próby.
Był zaskoczony widząc ją tutaj, a serce zdecydowanie biło mu z nerwów o wiele szybciej niż powinien. Niby taki był z niego dorosły i zaradny mężczyzna, a zachowywał się jak nastolatek widząc piękną dziewczynę po raz pierwszy. - Oj tam, na starość wszystkie drogi prowadzą w rodzinne strony - starał sobie zażartować ale chyba był tak dziwnie zestresowany, że nic z tego nie wychodziło. Nawet zabawny nie potrafił być. - Hej - powtórzył jeszcze po niej uśmiechając się nieustannie. - Przyjechałem w odwiedziny do rodziców. Mój tato... powiedzmy, że rodzice po prostu potrzebują odrobiny pomocy. - Nie chciał tutaj za wiele mówić, w końcu nie byli sami, dookoła siedziało trochę ludzi, którzy na nich ukradkiem patrzyli. Przez moment poczuł się jakby znowu był nastolatkiem, a ta tragedia jaka się w mieście wydarzyła, była wciąż gorącym tematem do rozmów. Wolałby żeby wszyscy zapomnieli o tym co się wtedy stało, ale to też byłoby straszne ze względu na pamięć o jego tragicznie zmarłej eks. Czuł, że nigdy się nie uwolni od tej historii, że ciągle będzie to nad nim wisieć. Miał nadzieję, że przynajmniej Rosaline trzyma się lepiej. - Wyjdziemy zapalić? - Zapytał, bo może i ona nie paliła, ale przynajmniej to była jakaś wymówka żeby mogli przejść na balkon i chwilę pogadać na osobności bez tych wścibskich uszu i oczu.
Był zaskoczony widząc ją tutaj, a serce zdecydowanie biło mu z nerwów o wiele szybciej niż powinien. Niby taki był z niego dorosły i zaradny mężczyzna, a zachowywał się jak nastolatek widząc piękną dziewczynę po raz pierwszy. - Oj tam, na starość wszystkie drogi prowadzą w rodzinne strony - starał sobie zażartować ale chyba był tak dziwnie zestresowany, że nic z tego nie wychodziło. Nawet zabawny nie potrafił być. - Hej - powtórzył jeszcze po niej uśmiechając się nieustannie. - Przyjechałem w odwiedziny do rodziców. Mój tato... powiedzmy, że rodzice po prostu potrzebują odrobiny pomocy. - Nie chciał tutaj za wiele mówić, w końcu nie byli sami, dookoła siedziało trochę ludzi, którzy na nich ukradkiem patrzyli. Przez moment poczuł się jakby znowu był nastolatkiem, a ta tragedia jaka się w mieście wydarzyła, była wciąż gorącym tematem do rozmów. Wolałby żeby wszyscy zapomnieli o tym co się wtedy stało, ale to też byłoby straszne ze względu na pamięć o jego tragicznie zmarłej eks. Czuł, że nigdy się nie uwolni od tej historii, że ciągle będzie to nad nim wisieć. Miał nadzieję, że przynajmniej Rosaline trzyma się lepiej. - Wyjdziemy zapalić? - Zapytał, bo może i ona nie paliła, ale przynajmniej to była jakaś wymówka żeby mogli przejść na balkon i chwilę pogadać na osobności bez tych wścibskich uszu i oczu.
about me
Miała porywać tłumy, a słucha jej tylko drukarka w ratuszu — wierna, choć się zacina.
Pisze do szuflady i śmieje się z fałszywych nut życia.
Pisze do szuflady i śmieje się z fałszywych nut życia.

Wpatrywała się w jego twarz która, chociaż nakreślona znakiem czasu, wciąż skrywała w swoich rysach tego młokosa, w którym się podkochiwała. Absolutnie nie można było powiedzieć, aby Eliot się zestarzał, a po prostu dojrzał i zmężniał, sprawiając, że zaciekawione spojrzenie Rose nieustanie na nim spoczywało.
— Jaka starość? — Zapytała, prychając odrobinę teatralnie. — Dopiero co wytarłeś mleko spod nosa — dodała, szczerząc się przy tym, zupełnie jakby sama była dzieciakiem, a nie dorosłą kobietą. — W każdym razie ja czuję się wybitnie młodo — oznajmiła dobitnie, bo prawda była taka, że wcale nie czuła się jak dojrzały dorosły człowiek. Bliżej jej było do zagubionej gówniary, która mimo metryki zbliżającej się do trzydziestki, nadal nie miała planu na życie, ani celu. W sensie miała, ale musiała z niego zrezgynować i właśnie zaczynała od zera.
Na wieść o tym, co sprowadziło Eliota do Lorne Bay, Rosaline zareagowała przejęciem. Uniosła dłoń do ust, bo wyczuła jak Roche spiął się, wspominając o ojcu, a wyraz jej twarzy spoważniał.
— Wszystko w porządku? — Dopytała, nie chcąc za bardzo się narzucać, ale zwyczajnie, po ludzku okazać troskę. Dlatego też dość odruchowo, ułożyła dłoń na ramieniu Eliota, po czym zaraz ją cofnęła, zdając sobie sprawę z tego, że ten niespodziewany kontakt fizyczny był dla niej dość intensywnym doznaniem. Musiała je jakoś przetrawić i zamaskować, więc przeczesała palcami kilka blond pasemek i rozejrzała się wokół.
Faktycznie kilka osób, mimo prowadzonych rozmów, co jakiś czas zerkało w ich kierunku. To sprawiło, że O’Loughlin zaczęła czuć się nieco nieswojo i z wielką ulgą przyjęła propozycję Eliota, aby wyszli na zewnątrz. — Świetny pomysł — przytaknęła, czytając mu w myślach, a może on czytał w jej? W każdym razie chwilę później znaleźli się w cichym i skąpanym w ciemności ogrodzie. Na tarasie siedziało kilka osób, więc Rose po prostu przeszła obok, zachęcając Rocha, aby podążył za nią, odrobinę bardziej w głąb ogrodu.
— Wiesz, że to paskudny nałóg? — Skomentowała, przyglądając się temu jak Eliot wyciąga papierosy. — Daj jednego — dodała zaraz potem, bo może i nie paliła na co dzień, ale od święta — a tak można było nazwać ich spotkanie po latach — lubiła posmakować tytoniu. — I jak tam życie? Co robisz? Opowiadaj — rzuciła zaraz, w myślach wyobrażając sobie, że pewnie założył rodzinę, ma gromadkę dzieci (albo przynajmniej jedno) i dom w kredycie, jak większość ich rówieśników.
Eliot Roche
— Jaka starość? — Zapytała, prychając odrobinę teatralnie. — Dopiero co wytarłeś mleko spod nosa — dodała, szczerząc się przy tym, zupełnie jakby sama była dzieciakiem, a nie dorosłą kobietą. — W każdym razie ja czuję się wybitnie młodo — oznajmiła dobitnie, bo prawda była taka, że wcale nie czuła się jak dojrzały dorosły człowiek. Bliżej jej było do zagubionej gówniary, która mimo metryki zbliżającej się do trzydziestki, nadal nie miała planu na życie, ani celu. W sensie miała, ale musiała z niego zrezgynować i właśnie zaczynała od zera.
Na wieść o tym, co sprowadziło Eliota do Lorne Bay, Rosaline zareagowała przejęciem. Uniosła dłoń do ust, bo wyczuła jak Roche spiął się, wspominając o ojcu, a wyraz jej twarzy spoważniał.
— Wszystko w porządku? — Dopytała, nie chcąc za bardzo się narzucać, ale zwyczajnie, po ludzku okazać troskę. Dlatego też dość odruchowo, ułożyła dłoń na ramieniu Eliota, po czym zaraz ją cofnęła, zdając sobie sprawę z tego, że ten niespodziewany kontakt fizyczny był dla niej dość intensywnym doznaniem. Musiała je jakoś przetrawić i zamaskować, więc przeczesała palcami kilka blond pasemek i rozejrzała się wokół.
Faktycznie kilka osób, mimo prowadzonych rozmów, co jakiś czas zerkało w ich kierunku. To sprawiło, że O’Loughlin zaczęła czuć się nieco nieswojo i z wielką ulgą przyjęła propozycję Eliota, aby wyszli na zewnątrz. — Świetny pomysł — przytaknęła, czytając mu w myślach, a może on czytał w jej? W każdym razie chwilę później znaleźli się w cichym i skąpanym w ciemności ogrodzie. Na tarasie siedziało kilka osób, więc Rose po prostu przeszła obok, zachęcając Rocha, aby podążył za nią, odrobinę bardziej w głąb ogrodu.
— Wiesz, że to paskudny nałóg? — Skomentowała, przyglądając się temu jak Eliot wyciąga papierosy. — Daj jednego — dodała zaraz potem, bo może i nie paliła na co dzień, ale od święta — a tak można było nazwać ich spotkanie po latach — lubiła posmakować tytoniu. — I jak tam życie? Co robisz? Opowiadaj — rzuciła zaraz, w myślach wyobrażając sobie, że pewnie założył rodzinę, ma gromadkę dzieci (albo przynajmniej jedno) i dom w kredycie, jak większość ich rówieśników.
Eliot Roche
about me
manager gwiazd, celebrytów i influencerów, który wrócił do miasta ze względu na ojca i próbuje nie myśleć o tym, że ludzie głównie kojarzą go z podejrzeniami o zabójstwo jego licealnej dziewczyny

- Znalazłem ostatnio u siebie dwa siwe włosy, myślę, że już czas zastanowić się nad miejscem na cmentarzu - miał chyba dość czarny humor w ostatnim czasie, ale też co się dziwić skoro tyle rzeczy mu się w życiu przytrafiło. Szczególnie smutną sprawą była historia jego ojca, który ostatnio mocno cierpiał i Eliot był tu po to, by trochę mu pomóc. Chciał też odciążyć matkę, bo przeciez jak sama będzie musiała się użerać z tym starym bucem to zwariuje. - I tak właśnie wyglądasz. Prawie wcale się nie zmieniłaś przez te lata. - Była równie piękna co wtedy, gdy widział ją po raz ostatni, tylko teraz wyglądała o wiele bardziej kobieco. Upływające lata bardzo jej służyły i aż ciężko było oderwać od niej wzrok. Pewnie wszyscy w mieście nie mogli przestać się na nią patrzeć, kiedyś Eliot był tym szczęściarzem, który mógł podziwiać nie tylko jej wygląd ale i fantastyczną osobowość, bardzo wtedy cieszył się, że ma taką przyjaciółkę.
Odchrząknął nieco słysząc jej pytanie, a później westchnął i uśmiechnął się nerwowo. - Mój ojciec miał wypadek parę tygodni temu, niestety wylądował na wózku i teraz musimy trochę rzeczy w domu pozmieniać żeby mógł na spokojnie ze wszystkiego dalej korzystać. - Nie chciał już na wstępie jej mówić o tym, że ojciec ma depresję i odechciewa mu się życia. To zdecydowanie nie był temat na pierwszą rozmowę po tak długim czasie. - Ale nie jest z nim najgorzej - dodał od razu karmiąc ją tym małym kłamstwem, bo nie chciał psuć atmosfery na imprezie. Odetchnął trochę z ulgą, gdy zgodziła się wyjść na fajkę, grzecznie poszedł za nią, bo wydawała się być bardziej obeznana w tym miejscu. Eliot był tu pierwszy raz.
- Musze mieć jakieś wady co nie? - Uśmiechnął się lekko szturchając ją w bok, gdy wyciągał tą paczkę. - Ale wiesz, że to paksudny nałóg? - Nie mógł się powstrzymać przed tą bardzo małą złośliwością i jak już otworzył paczkę to wyciągnął ją w jej stronę żeby wyciągnęła papierosa dla siebie. - Nie ma za bardzo o czym mówić. - Stwierdził spokojnie i gdy sam sobie wyciągnał już papierosa i wpakowal do ust to z kieszeni wyjął tez zapalniczkę, najpierw odpalił papierosa Rosaline, a później sobie. Kontynuował wypowiedź dopiero jak już zaciągnął się po raz pierwszy. - Pracuje w Sydney w firmie mojego wujka. Jestem menadżerem artystów, jakimś cudem kilka osób, które mam pod sobą jest z Lorne Bay i okolic więc dobrze się składa, bo skoro już tu jestem to załatwię kilka biznesowych spotkań. - Miał apartament w kredycie, ale o tym przecież mówić nie będzie. - Także jak widzisz, nic ciekawego. Lepiej mów co u Ciebie. Nie spodziewałem się Ciebie tutaj, myślałem, że robisz karierę w świecie. - Tego zawsze jej życzył, żeby mogła spełnić swoje marzenie.
Odchrząknął nieco słysząc jej pytanie, a później westchnął i uśmiechnął się nerwowo. - Mój ojciec miał wypadek parę tygodni temu, niestety wylądował na wózku i teraz musimy trochę rzeczy w domu pozmieniać żeby mógł na spokojnie ze wszystkiego dalej korzystać. - Nie chciał już na wstępie jej mówić o tym, że ojciec ma depresję i odechciewa mu się życia. To zdecydowanie nie był temat na pierwszą rozmowę po tak długim czasie. - Ale nie jest z nim najgorzej - dodał od razu karmiąc ją tym małym kłamstwem, bo nie chciał psuć atmosfery na imprezie. Odetchnął trochę z ulgą, gdy zgodziła się wyjść na fajkę, grzecznie poszedł za nią, bo wydawała się być bardziej obeznana w tym miejscu. Eliot był tu pierwszy raz.
- Musze mieć jakieś wady co nie? - Uśmiechnął się lekko szturchając ją w bok, gdy wyciągał tą paczkę. - Ale wiesz, że to paksudny nałóg? - Nie mógł się powstrzymać przed tą bardzo małą złośliwością i jak już otworzył paczkę to wyciągnął ją w jej stronę żeby wyciągnęła papierosa dla siebie. - Nie ma za bardzo o czym mówić. - Stwierdził spokojnie i gdy sam sobie wyciągnał już papierosa i wpakowal do ust to z kieszeni wyjął tez zapalniczkę, najpierw odpalił papierosa Rosaline, a później sobie. Kontynuował wypowiedź dopiero jak już zaciągnął się po raz pierwszy. - Pracuje w Sydney w firmie mojego wujka. Jestem menadżerem artystów, jakimś cudem kilka osób, które mam pod sobą jest z Lorne Bay i okolic więc dobrze się składa, bo skoro już tu jestem to załatwię kilka biznesowych spotkań. - Miał apartament w kredycie, ale o tym przecież mówić nie będzie. - Także jak widzisz, nic ciekawego. Lepiej mów co u Ciebie. Nie spodziewałem się Ciebie tutaj, myślałem, że robisz karierę w świecie. - Tego zawsze jej życzył, żeby mogła spełnić swoje marzenie.
about me
Miała porywać tłumy, a słucha jej tylko drukarka w ratuszu — wierna, choć się zacina.
Pisze do szuflady i śmieje się z fałszywych nut życia.
Pisze do szuflady i śmieje się z fałszywych nut życia.

Przewróciła oczami w odpowiedzi na tę historyjkę z siwymi włosami. Oczywiście wiedziała, że Eliot koloryzuje, ale jak dla niej wyglądał świetnie i właśnie wkraczał w najlepszy etap życia, więc nie powinien mówić o starości, a o możliwościach, które przed nim stały. Nie, żeby sama w tym momencie czuła się jak ostatni przeryw, bo własne możliwości spartoliła, ale to inna sprawa... Poza tym Rosaline nie czuła się przez to staro, a raczej niedojrzale.
— Dziękuję, staram się jak mogę zatrzymać czas — skomentowała, uśmiechając się przy tym radośnie, bo też musiała jakoś zatuszować swoje zawstydzenie. Czułe ten ekscytujący rodzaj stresu, bo z jednej strony Eliot był kiedyś jej bliski (nawet bardzo), a drugiej przez lata nie mieli kontaktu, więc chciała wypaść dobrze, a z trzeciej... Cóż, nawet po tak długim czasie, bez dwóch zdań Rose szybko umiała odnaleźć w jego osobie wszystkie te cechy, które sprawiały, że krew w jej żyłach płynęła szybciej. Szkoda tylko, że wszystko to działo się na tle wydarzeń, o których z ochotą zapomniałaby raz na zawsze.
— Oj, bardzo mi przykro — odparła, szczerze przejęta tym, co spotkało pana Roche'a. — Jeśli mogłabym jakoś pomóc, to daj znać, nie wiem — dodała, w odruchu okazania mu wsparcia i współczucia. Pewnie nie istniało nic, co mogłaby zrobić dla jego rodziny osobiście, ale dla niego... W sensie dla Eliota, gdyby potrzebował się wygadać, czy na chwilę wyrwać z rodzinnego domu to z chęcią by mu potowarzyszyła, czy coś... — przeszło jej przez myśl, ale nie miała w sobie na tyle dużo odwagi, aby zaproponować to wszystko na głos.
— Takie wady to jak zalety — odparł, a po czym prychnęła pod nosem, gdy użył jej własnej broni przeciwko niej. — Serio, jakby palenie papierosów było najgorszą z ludzkich przywar, to ten świat byłby piękniejszy — dodała, bo przez ostatnią dekadę swoje życia spotkała się z tak wieloma nieprzyjemnymi osobami, że już nawet nie zaskakiwało ją to, że ktoś nagle okazywał się być dwulicowy, kłamliwy, czy zdradliwy. Miała miękkie serce, więc jej tyłek obecnie był bardzo uodporniony na zadawane mu ciosy, a jednak... Wciąż zdarzały się chwile, w których miała ochotę wręcz wyć z bólu, ale wtedy dbała o to, aby nikt o tym nie wiedział. W końcu była z tych pozytywnych i zabawnych osób, które musiały rozpogadzać paskudną aurę, jaką inni siali wokół.
— O wow! — Zaskoczyła ją, jego odpowiedź. Wypuściła dym z płuc i zaczęła się zastanawiać, jak podłym okazał się los, że skierował ich oboje do dwóch osobnych miast i nie pozwolił na to, aby ich drogi się ponownie przecięły aż do teraz. Może gdyby miała Eliota za menadżera, nie skończyłaby parząc kawę dla producenta, z przerośniętym ego, którym rekompensował sobie... Nieistotne. — Gratuluję rozwoju kariery! Aż jestem ciekawa, kto jest twoim klientem, ale zrozumiem, jak zechcesz nie zdradzać — dodała, a gdy przyszła pora na nią, zamilkła na chwilę. Spojrzała gdzieś do boku i podrapała się z zakłopotaniem po ramieniu, nim ponownie spojrzała na Eliota. — A słyszałeś o mnie w świecie? — Zapytała retorycznie. — Moja kariera zakończyła się tak prędko, jak się rozpoczęła. No dobra, coś tam powalczyłam w tej Canberrze, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło — przyznała i przeszła do sedna sprawy, bo chciała szybko zerwać ten plaster zażenowania. — Teraz pracuję w ratuszu, jestem sekretarką, a podśpiewuje sobie co najwyżej pod prysznicem — dokończyła i wzruszyła lekko ramionami, jakby chciała nadać swoim słowom mniejszego znaczenia i przekonać Rocha do tego, że jest c a ł k o w i c i e pogodzona z tym, że nic jej w życiu nie wyszło.
Eliot Roche
— Dziękuję, staram się jak mogę zatrzymać czas — skomentowała, uśmiechając się przy tym radośnie, bo też musiała jakoś zatuszować swoje zawstydzenie. Czułe ten ekscytujący rodzaj stresu, bo z jednej strony Eliot był kiedyś jej bliski (nawet bardzo), a drugiej przez lata nie mieli kontaktu, więc chciała wypaść dobrze, a z trzeciej... Cóż, nawet po tak długim czasie, bez dwóch zdań Rose szybko umiała odnaleźć w jego osobie wszystkie te cechy, które sprawiały, że krew w jej żyłach płynęła szybciej. Szkoda tylko, że wszystko to działo się na tle wydarzeń, o których z ochotą zapomniałaby raz na zawsze.
— Oj, bardzo mi przykro — odparła, szczerze przejęta tym, co spotkało pana Roche'a. — Jeśli mogłabym jakoś pomóc, to daj znać, nie wiem — dodała, w odruchu okazania mu wsparcia i współczucia. Pewnie nie istniało nic, co mogłaby zrobić dla jego rodziny osobiście, ale dla niego... W sensie dla Eliota, gdyby potrzebował się wygadać, czy na chwilę wyrwać z rodzinnego domu to z chęcią by mu potowarzyszyła, czy coś... — przeszło jej przez myśl, ale nie miała w sobie na tyle dużo odwagi, aby zaproponować to wszystko na głos.
— Takie wady to jak zalety — odparł, a po czym prychnęła pod nosem, gdy użył jej własnej broni przeciwko niej. — Serio, jakby palenie papierosów było najgorszą z ludzkich przywar, to ten świat byłby piękniejszy — dodała, bo przez ostatnią dekadę swoje życia spotkała się z tak wieloma nieprzyjemnymi osobami, że już nawet nie zaskakiwało ją to, że ktoś nagle okazywał się być dwulicowy, kłamliwy, czy zdradliwy. Miała miękkie serce, więc jej tyłek obecnie był bardzo uodporniony na zadawane mu ciosy, a jednak... Wciąż zdarzały się chwile, w których miała ochotę wręcz wyć z bólu, ale wtedy dbała o to, aby nikt o tym nie wiedział. W końcu była z tych pozytywnych i zabawnych osób, które musiały rozpogadzać paskudną aurę, jaką inni siali wokół.
— O wow! — Zaskoczyła ją, jego odpowiedź. Wypuściła dym z płuc i zaczęła się zastanawiać, jak podłym okazał się los, że skierował ich oboje do dwóch osobnych miast i nie pozwolił na to, aby ich drogi się ponownie przecięły aż do teraz. Może gdyby miała Eliota za menadżera, nie skończyłaby parząc kawę dla producenta, z przerośniętym ego, którym rekompensował sobie... Nieistotne. — Gratuluję rozwoju kariery! Aż jestem ciekawa, kto jest twoim klientem, ale zrozumiem, jak zechcesz nie zdradzać — dodała, a gdy przyszła pora na nią, zamilkła na chwilę. Spojrzała gdzieś do boku i podrapała się z zakłopotaniem po ramieniu, nim ponownie spojrzała na Eliota. — A słyszałeś o mnie w świecie? — Zapytała retorycznie. — Moja kariera zakończyła się tak prędko, jak się rozpoczęła. No dobra, coś tam powalczyłam w tej Canberrze, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło — przyznała i przeszła do sedna sprawy, bo chciała szybko zerwać ten plaster zażenowania. — Teraz pracuję w ratuszu, jestem sekretarką, a podśpiewuje sobie co najwyżej pod prysznicem — dokończyła i wzruszyła lekko ramionami, jakby chciała nadać swoim słowom mniejszego znaczenia i przekonać Rocha do tego, że jest c a ł k o w i c i e pogodzona z tym, że nic jej w życiu nie wyszło.
Eliot Roche
about me
manager gwiazd, celebrytów i influencerów, który wrócił do miasta ze względu na ojca i próbuje nie myśleć o tym, że ludzie głównie kojarzą go z podejrzeniami o zabójstwo jego licealnej dziewczyny

- Wyglądasz fantastycznie - nie musiał tutaj nawet bajerować czy bardzo się wysilać na ten komplement. To była prawda, nigdy w życiu nie spotkał piękniejszej dziewczyny, a teraz to już nawet kobiety, niż Rose. Mógł jeździć po całej Australii, widywać się z aspirującymi aktorkami (Devora), pisarkami (Valerie), muzykami (soon), ale nikt jeszcze nie był w stanie przebić jej urody. Pewnie nikt już nie będzie mógł tego zrobić. Eliot czasem lubił sobie myśleć o tym jakby wyglądało jego życie gdyby nie ten nieszczęsny wypadek, który przytrafił się jego dziewczynie. Czy gdyby to nie miało miejsca to zerwałby z nią po prostu, a on i Rosaline mieliby możliwość zbudowania razem wspólnej przyszłości, nawet jeżeli miałoby to nie trwać długo, bo przecież byli wtedy strasznie młodzi i nie wiadomo czy ten związek, by przetrwał. Smutne było to, że nie mieli nigdy szansy spróbować.
- Dziękuję bardzo, ale jakoś dajemy sobie radę, ale to bardzo miłe z Twojej strony, że proponujesz - uśmiechnął się delikatnie, bo temat był ciężki i nieprzyjemny, ale naprawdę bardzo doceniał jej propozycję. - Jeżeli już to możemy się kiedyś gdzieś wybrać na spacer żebym mógł od tego odpocząć - może trochę chamsko, ale postanowił nieco wykorzystać sytuację żeby mieć możliwość zobaczyć się z nią jeszcze raz i to w nieco bardziej przyjemnych warunkach.
Z jej kolejnymi słowami akurat bardzo się zgadzał. Ludzie mieli o wiele więcej wad niż zwykłe palenie papierosów, w szczególności mężczyźni, bo to jednak oni byli odpowiedzialni za całe zło świata wliczając w to nadmierną agresję. Gdyby nie mężczyźni to pewnie teraz panowałby spokój na świecie. Eliot doskonale to rozumiał. - Co Ty możesz wiedzieć o wadach skoro palenie jest Twoją jedyną? - A to i tak nie koniecznie skoro tylko popalała, a nie był to jej nałóg. Oczywiście, że trochę ją idealizował w końcu kiedyś był w niej zakochany, chociaż może nie byłoby dobrze się do tego na głos przyznawać.
- Nie mam jakiś wielkich gwiazd pod sobą, przynajmniej na razie. Staramy się żeby rozwinęli skrzydła i pokazali światu co są warci. Mam dwie fantastyczne wokalistki, komediantkę i jedną aktorkę - przynajmniej z tego co pamiętam. - Największym plusem tej pracy są darmowe bilety na różne wydarzenia - mógł sobie chodzić na koncerty i występy swoich gwiazd i o ile nie zawsze była to na przykład muzyka specjalnie dla niego, to i tak lubił sobie wyjść z domu i zobaczyć reakcje tłumu na daną artystkę. - Właśnie nie, ale powinienem. Byłaś fantatsyczna. - Może trafiła na złego managera, on by jej nie pozwolił tak szybko porzucić marzeń i wrócić do Lorne Bay. - Powinnaś do tego wrócić. Pamiętam jak bardzo kochałaś śpiewać, zdecydowanie nie możesz tego trzymać tylko na prysznic - powiedział to z pełnym przekonaniem każdego kolejnego słowa. - Powiedz tylko, że chcesz, a mógłbym coś popytać... - zaproponował wpatrując się w jej twarz. Miała pełen materiał do tego, by zostać gwiazdą. - Praca w ratuszu też pewnie nie jest taka zła - bo nie chciał teraz źle zabrzmieć, każda legalna praca była dobra. - Ale myślę, że powinnaś jeszcze spróbować, no chyba że ktoś Cię trzyma w Lorne Bay - gdy tylko powiedział te słowa to szybko zaciągnął się papierosem, chciał się dowiedzieć czy kogoś ma.
- Dziękuję bardzo, ale jakoś dajemy sobie radę, ale to bardzo miłe z Twojej strony, że proponujesz - uśmiechnął się delikatnie, bo temat był ciężki i nieprzyjemny, ale naprawdę bardzo doceniał jej propozycję. - Jeżeli już to możemy się kiedyś gdzieś wybrać na spacer żebym mógł od tego odpocząć - może trochę chamsko, ale postanowił nieco wykorzystać sytuację żeby mieć możliwość zobaczyć się z nią jeszcze raz i to w nieco bardziej przyjemnych warunkach.
Z jej kolejnymi słowami akurat bardzo się zgadzał. Ludzie mieli o wiele więcej wad niż zwykłe palenie papierosów, w szczególności mężczyźni, bo to jednak oni byli odpowiedzialni za całe zło świata wliczając w to nadmierną agresję. Gdyby nie mężczyźni to pewnie teraz panowałby spokój na świecie. Eliot doskonale to rozumiał. - Co Ty możesz wiedzieć o wadach skoro palenie jest Twoją jedyną? - A to i tak nie koniecznie skoro tylko popalała, a nie był to jej nałóg. Oczywiście, że trochę ją idealizował w końcu kiedyś był w niej zakochany, chociaż może nie byłoby dobrze się do tego na głos przyznawać.
- Nie mam jakiś wielkich gwiazd pod sobą, przynajmniej na razie. Staramy się żeby rozwinęli skrzydła i pokazali światu co są warci. Mam dwie fantastyczne wokalistki, komediantkę i jedną aktorkę - przynajmniej z tego co pamiętam. - Największym plusem tej pracy są darmowe bilety na różne wydarzenia - mógł sobie chodzić na koncerty i występy swoich gwiazd i o ile nie zawsze była to na przykład muzyka specjalnie dla niego, to i tak lubił sobie wyjść z domu i zobaczyć reakcje tłumu na daną artystkę. - Właśnie nie, ale powinienem. Byłaś fantatsyczna. - Może trafiła na złego managera, on by jej nie pozwolił tak szybko porzucić marzeń i wrócić do Lorne Bay. - Powinnaś do tego wrócić. Pamiętam jak bardzo kochałaś śpiewać, zdecydowanie nie możesz tego trzymać tylko na prysznic - powiedział to z pełnym przekonaniem każdego kolejnego słowa. - Powiedz tylko, że chcesz, a mógłbym coś popytać... - zaproponował wpatrując się w jej twarz. Miała pełen materiał do tego, by zostać gwiazdą. - Praca w ratuszu też pewnie nie jest taka zła - bo nie chciał teraz źle zabrzmieć, każda legalna praca była dobra. - Ale myślę, że powinnaś jeszcze spróbować, no chyba że ktoś Cię trzyma w Lorne Bay - gdy tylko powiedział te słowa to szybko zaciągnął się papierosem, chciał się dowiedzieć czy kogoś ma.
about me
Miała porywać tłumy, a słucha jej tylko drukarka w ratuszu — wierna, choć się zacina.
Pisze do szuflady i śmieje się z fałszywych nut życia.
Pisze do szuflady i śmieje się z fałszywych nut życia.

Zapiekły ją policzki, więc dziękowała za to, że stali w półmroku, bo zapewne była już czerwona jak burak. Nie spodziewała się, że tak zareaguje na obecność Eliota, a co więcej nie była gotowa na żadne komplementy z jego strony. To nie tak, że nie wyobrażała sobie ich spotkania po latach, bo wielokrotnie zastanawiała się ( już po tym, jak doszła do siebie po terapii), czy ich relacja miałaby jakikolwiek sens. Jednak szybko dochodziła do wniosku, że była tylko gówniarą i zapewne Roche już dawno o niej zapomniał. Zresztą ona także żyła sobie z daleko od Lorne Bay i miewała mniej, lub bardziej angażujące relacje, kompletnie zakopując w odmętach pamięci tę, którą posiadała z nim.
— Spacer brzmi dobrze — odparła, bo w zasadzie miło byłoby jeszcze się z nim spotkać. Byli dorosłymi ludźmi, mieszkającymi na dwóch końcach kontynentu więc kto wie, kiedy przyjdzie im się zobaczyć po raz kolejny. Biorąc pod uwagę to, że od ich ostatniego kontaktu minęło jakieś 10 lat, to szanse na to były niebywale nikłe. — Masz instagrama? Albo Whatsupa? Albo po prostu, może dam ci swój numer, co? — Zaproponowała, sama wychodząc z inicjatywą, bo przecież to było nic takiego. Nie była głupią dziewuchą, która wierzyła, że nagle ich losy znów się połączą i zatoną w miłosnych objęciach. Przestała wierzyć w te bajki już dawno temu.
Natomiast kolejny komplement Eliot już jej nie zawstydził, a rozbawił. Jednocześnie też sprawił, że poczuła się rozluźniona i zrozumiała, że Roche po prostu miał taki styl bycia i był przyjemnym i miłym facetem, z poczuciem humoru, co zresztą pamiętała.
— Widzę bajerownie to nadal twój ulubiony sport, Roche? — Skomentowała, przyglądając mu się uważnie. Gdy lata temu połączył ich szczeniacki romans, to w zasadzie nie płytkie komplementy, a wzajemnie rozumienie było jego olejem napędowym. Niestety, nim zdołali przenieść to wszystko na inny poziom i zacząć spotykać się n a p r a w d ę, a nie w tajemnicy, stała się tragedia i wszystko zniknęło.
— To brzmi jak całkiem pokaźna gromadka — przyznała z uznaniem i pokiwała głową. Zaciągnęła się też mocniej papierosem, po czym musiała odkasłać kilka razy, bo jednak nie była wybitnym palaczem i czasem się zapominała. — Ja zawsze powtarzam, że trzeba w pracy skupiać się na pozytywach. W swojej na przykład mam niesamowicie dobry ekspres do kawy, a wiadomo, że bez dobrej kawy nie ma dobrego dnia — zadeklarowała, a chociaż faktycznie nie narzekała aż tak bardzo na swoją posadę, to wcale nie czuła się spełniona w Ratuszu. Niemniej jednak nie widziała już dla siebie drogi powrotu do śpiewania i muzyki, więc nie pozostało jej zbyt wiele opcji. — Właśnie byłam! — Podkreśliła. — Ale już nie jestem i póki co moje szampony są najbardziej wdzięczną publicznością — rzuciła, uśmiechając się z lekkością, bo naprawdę pogodziła się z tym, że to koniec. Miała talent, ładny głos, ale nie miała na tyle charyzmy, determinacji i siły przebicia, aby pójść z tym dalej. — Nie, nie... Dziękuję, ale nie — odmówiła, a przy tym jej dłoń powędrowała do jego ramienia, jakby chciała jednocześnie okazać mu wdzięczność za propozycję. — To bardzo miłe, ale nie... Ten rozdział jest już zamknięty, Eliot — dodała dobitniej. — Sama się tu trzymam, bo tylko w tym miejscu jako tako sobie radzę. Canberra mnie pokonała — dokończyła, wcale nie czując się zadowoloną z tego, że niestety w porównaniu do Eliota, nie miała czym się pochwalić, ale też nie miała zamiaru ubarwiać swojej szarej rzeczywistości, a przedstawić ją jaką była. Nie miała już siła, aby wmawiać innym, że jest cudownie i kolorowo. Było dobrze, ale bez fajerwerków i to chyba też jest wporządku.
Eliot Roche
— Spacer brzmi dobrze — odparła, bo w zasadzie miło byłoby jeszcze się z nim spotkać. Byli dorosłymi ludźmi, mieszkającymi na dwóch końcach kontynentu więc kto wie, kiedy przyjdzie im się zobaczyć po raz kolejny. Biorąc pod uwagę to, że od ich ostatniego kontaktu minęło jakieś 10 lat, to szanse na to były niebywale nikłe. — Masz instagrama? Albo Whatsupa? Albo po prostu, może dam ci swój numer, co? — Zaproponowała, sama wychodząc z inicjatywą, bo przecież to było nic takiego. Nie była głupią dziewuchą, która wierzyła, że nagle ich losy znów się połączą i zatoną w miłosnych objęciach. Przestała wierzyć w te bajki już dawno temu.
Natomiast kolejny komplement Eliot już jej nie zawstydził, a rozbawił. Jednocześnie też sprawił, że poczuła się rozluźniona i zrozumiała, że Roche po prostu miał taki styl bycia i był przyjemnym i miłym facetem, z poczuciem humoru, co zresztą pamiętała.
— Widzę bajerownie to nadal twój ulubiony sport, Roche? — Skomentowała, przyglądając mu się uważnie. Gdy lata temu połączył ich szczeniacki romans, to w zasadzie nie płytkie komplementy, a wzajemnie rozumienie było jego olejem napędowym. Niestety, nim zdołali przenieść to wszystko na inny poziom i zacząć spotykać się n a p r a w d ę, a nie w tajemnicy, stała się tragedia i wszystko zniknęło.
— To brzmi jak całkiem pokaźna gromadka — przyznała z uznaniem i pokiwała głową. Zaciągnęła się też mocniej papierosem, po czym musiała odkasłać kilka razy, bo jednak nie była wybitnym palaczem i czasem się zapominała. — Ja zawsze powtarzam, że trzeba w pracy skupiać się na pozytywach. W swojej na przykład mam niesamowicie dobry ekspres do kawy, a wiadomo, że bez dobrej kawy nie ma dobrego dnia — zadeklarowała, a chociaż faktycznie nie narzekała aż tak bardzo na swoją posadę, to wcale nie czuła się spełniona w Ratuszu. Niemniej jednak nie widziała już dla siebie drogi powrotu do śpiewania i muzyki, więc nie pozostało jej zbyt wiele opcji. — Właśnie byłam! — Podkreśliła. — Ale już nie jestem i póki co moje szampony są najbardziej wdzięczną publicznością — rzuciła, uśmiechając się z lekkością, bo naprawdę pogodziła się z tym, że to koniec. Miała talent, ładny głos, ale nie miała na tyle charyzmy, determinacji i siły przebicia, aby pójść z tym dalej. — Nie, nie... Dziękuję, ale nie — odmówiła, a przy tym jej dłoń powędrowała do jego ramienia, jakby chciała jednocześnie okazać mu wdzięczność za propozycję. — To bardzo miłe, ale nie... Ten rozdział jest już zamknięty, Eliot — dodała dobitniej. — Sama się tu trzymam, bo tylko w tym miejscu jako tako sobie radzę. Canberra mnie pokonała — dokończyła, wcale nie czując się zadowoloną z tego, że niestety w porównaniu do Eliota, nie miała czym się pochwalić, ale też nie miała zamiaru ubarwiać swojej szarej rzeczywistości, a przedstawić ją jaką była. Nie miała już siła, aby wmawiać innym, że jest cudownie i kolorowo. Było dobrze, ale bez fajerwerków i to chyba też jest wporządku.
Eliot Roche
about me
manager gwiazd, celebrytów i influencerów, który wrócił do miasta ze względu na ojca i próbuje nie myśleć o tym, że ludzie głównie kojarzą go z podejrzeniami o zabójstwo jego licealnej dziewczyny

- Nie, niestety jakoś nigdy mnie instagram nie pociągał. Chociaż może powinienem zalożyć żeby miec na oku moje gwiazdeczki - łatwiej będzie mu gasić pożary jak będzie wiedział co odpieralają w social mediach, a on czasem miał wrażenie, że jego praca głownie się opierała na tym żeby naprawiać jakieś chore błędy, które jego klienci wyrabiali. Gdyby nie wyszło mu w tym zawodzie to mógłby spróbować zostać strażakiem, bo miał spore doświadczenie w gaszeniu pożarów. - Wpisz mi numer, tak będzie najłatwiej - może był trochę staroświecki bez tych wszystkich sociali. Wyciągnał z kiesznei telefon, który odblokował i przekazał Rose. Szczerze mówiąc to nie spodziewał się, że ten wieczór będzie należał do aż tak przyjemnych, ale możliwość spędzenia z nią chociaż chwili czasu zdecydowanie poprawiła mu humor. Cieszył się też, że chyba nie było między nimi jakoś bardzo niezręcznie mimo tego, że tak długo sie nie widzieli.
Zaśmiał się na jej kolejne słowa i delikatnie wzruszył ramionami. - Znasz mnie, wiesz, że w koszykówkę nigdy mi nie szło, więc coś innego musiałem sobie wybrać - odpowiedział starając się aby zabrzmiało to jak najbardziej luźno i żartobliwie. Nie był jakimś lovelasem, do Casanovy też mu było daleko, był po prostu miłym chłopakiem, któremu w życiu przytrafiły się średnio miłe rzeczy. - Poza tym, to nie tak, że muszę kłamać. - W jego mniemaniu była pozbawiona wad, a jeżeli się jakies przytrafiały to były małe i nieistotne.
Nie mogł trochę uwierzyć w to, że z kogoś kto tak świetnie się zapowiadał stała się dziewczyną od robienia kawy. Życie było niesprawiedliwie. Ludzie bez talentu robili kariere tylko dlatego, że mieli bogatych rodzicow, a Ci którzy rzeczywiście potrafili śpiewać zostawali z niczym. - Tutaj się zgadzam, ale skoro tak mówisz to powinienem wpaść do ratusza żebyś mogła mi jakąś zrobić w przerwie od pracy. Może to wcale nie jest taka dobra kawa tylko mnie tu bajerujesz. Muszę to sprawdzić. - Tak naprawdę to chciałby mieć możliwość spędzić z nią więcej czasu. Nie miał pojęcia kiedy wróci do swojego życia w Sydney, pewnie wyjedzie jak tylko pomogą ojcu dostosowac się do nowych warunków. - Rozumiem, ale gdybyś jednak zmieniła zdanie to daj znać - był gotów jej pomóc, jeżeli tylko będzie tego chciała. - Przestań, w to nigdy nie uwierzę. Jesteś zaradną dziewczyną, to że nie wyszło w Canberrze nie znaczy, że musisz resztę czasu spędzić w Lorne Bay. - Świat był duży i tylko czekał na to żeby go chwycić w ręce. - Jak Ci się tu teraz żyje? Nie ma żadnych nieprzyjemności w związku z... no wiesz - on się juz przyzwyczaił, że ludzie w miasteczku cały czas patrzyli na niego trochę spod byka.
Zaśmiał się na jej kolejne słowa i delikatnie wzruszył ramionami. - Znasz mnie, wiesz, że w koszykówkę nigdy mi nie szło, więc coś innego musiałem sobie wybrać - odpowiedział starając się aby zabrzmiało to jak najbardziej luźno i żartobliwie. Nie był jakimś lovelasem, do Casanovy też mu było daleko, był po prostu miłym chłopakiem, któremu w życiu przytrafiły się średnio miłe rzeczy. - Poza tym, to nie tak, że muszę kłamać. - W jego mniemaniu była pozbawiona wad, a jeżeli się jakies przytrafiały to były małe i nieistotne.
Nie mogł trochę uwierzyć w to, że z kogoś kto tak świetnie się zapowiadał stała się dziewczyną od robienia kawy. Życie było niesprawiedliwie. Ludzie bez talentu robili kariere tylko dlatego, że mieli bogatych rodzicow, a Ci którzy rzeczywiście potrafili śpiewać zostawali z niczym. - Tutaj się zgadzam, ale skoro tak mówisz to powinienem wpaść do ratusza żebyś mogła mi jakąś zrobić w przerwie od pracy. Może to wcale nie jest taka dobra kawa tylko mnie tu bajerujesz. Muszę to sprawdzić. - Tak naprawdę to chciałby mieć możliwość spędzić z nią więcej czasu. Nie miał pojęcia kiedy wróci do swojego życia w Sydney, pewnie wyjedzie jak tylko pomogą ojcu dostosowac się do nowych warunków. - Rozumiem, ale gdybyś jednak zmieniła zdanie to daj znać - był gotów jej pomóc, jeżeli tylko będzie tego chciała. - Przestań, w to nigdy nie uwierzę. Jesteś zaradną dziewczyną, to że nie wyszło w Canberrze nie znaczy, że musisz resztę czasu spędzić w Lorne Bay. - Świat był duży i tylko czekał na to żeby go chwycić w ręce. - Jak Ci się tu teraz żyje? Nie ma żadnych nieprzyjemności w związku z... no wiesz - on się juz przyzwyczaił, że ludzie w miasteczku cały czas patrzyli na niego trochę spod byka.
about me
Miała porywać tłumy, a słucha jej tylko drukarka w ratuszu — wierna, choć się zacina.
Pisze do szuflady i śmieje się z fałszywych nut życia.
Pisze do szuflady i śmieje się z fałszywych nut życia.

Złapała za telefon, który jej podał i poczuła się jak nastolatka, która właśnie miała okazję poderwać starszego od siebie chłopaka. Absurd. Przecież już dawno wyrosła z takich dziecinnych odczuć. Nie była romantyczką, a raczej przestała nią być, gdy brutalna rzeczywistość sprawdziła ją na ziemię. Z mężczyznami się spotykała, ale zwykle były to płytkie relacje, oparte na przyjemności, a gdy przychodziło zaangażowanie - wszystko kończyło się tak szybko, jak się zaczęło. Dlatego to co rozbrzmiewało w jej umyśle, gdy wpisywała Eliotowi swój numer telefonu, było bardzo nieoczywistym odczuciem.
- Proszę bardzo - oddała mu urządzenie, a na ekranie widniał już jej numer z podpisem "Rosie", bo w czasach liceum często słyszała ten skrót swojego imienia.
Rozbawiła ją jego odpowiedź. Zresztą zawsze doceniała poczucie humoru Eliota. Ciężko więc było jej przejść przez żałobę jaką czuła, gdy ich znajomość ucichła. Nie tylko dlatego, że brakowało jej jego osoby, ale też przez to, że tragedia ciężko wpisywała się we wszystkie wspomnienia jakie miała o Roche'u. Owszem, zdrada też rzucała cień na ich znajomość, ale to wszystko było takie niewinne, delikatne, romantyczne i podszyte młodzieńczymi uczuciami. Obecnie zaś zamglone przez okrutny wypadek, nie lśniło we wspomnieniach dawnym, ciepłym blaskiem.
- Mówisz? W takim razie postaram się jak najdłużej utrzymać ten nieprawdziwy obraz mojej osoby, w który wierzysz - odparła, bo miała miliony wad, co nie znaczyło, że chciała je ujawniać. Mieli tylko odrobinę czasu, aby nacieszyć się swoim towarzystwem. Nawet jeśli przyjdzie im pójść na ten spacer - w co wątpiła - to i tak później Eliot wróci do Sydney, a ona zostanie tutaj, ze swoim ekspresem i brakiem perspektyw na przyszłość. - Oho... Skoro tak, to będę musiała wpisać twoją wizytę w terminarz. Na stronie ratusza znajdziesz adres email pod którym... - Wyrecytowała, ale nie do końcu i zaśmiała się zagryzając przy tym lekko wargę. - Jeśli mam wypić z tobą kawę, to wolałabym to zrobić w mniej oficjalnych warunkach - dopowiedziała, może odrobinę sugerując Roche'owi otwartość na kolejne spotkanie z nim - co podejrzewała było naiwne. Znała mężczyzn, a ci z gładką gadką i pięknym uśmiechem byli najgorsi. Słodkie oczy, niewinne spojrzenia, a w głowach najbardziej wyuzdane pragnienia. Byli dokładnie w jej typie. Typie, który gdy dostał co chciał znikał, zapominając jej imię. - Doceniam, ale to naprawdę już tylko przeszłość - odpowiedziała z wymuszonym przekonaniem, bo gdzieś tam w środku, wcale nie pogodziła się z porażką. - I Lorne Bay wcale nie jest takie złe. Jest spokojne, przynajmniej - dodała, chociaż minęło sporo czasu zanim zaczęła czuć się tutaj jak w domu. W zasadzie to praca w ratuszu trochę jej w tym pomogła, bo pokazała, że nie jest tą dziewczyną, która ma coś na sumienia, chociaż wielu wciąż kojarzyło ją głównie z wypadkiem sprzed lat.... I postacią Eliota. - Nie wiem, może... Czasem? Dawniej częściej widziałam jak ludzie na mnie zerkają, ale teraz już przywykli, chyba... Staram się o tym nie myśleć, ale czasem to wraca samo - odpowiedziała niepewnie, tracąc przy tym całą tą pozytywna otoczkę, którą promieniowała w trakcie rozmowy. - Sam widziałeś jak na nas spojrzało kilka osób, gdy do mnie podszedłeś. Oni wciąż pamiętają - dodała ze zrezygnowaniem. Umiała sobie wmówić wiele rzeczy. Ba! Potrafiła wierzyć w to, że jest szczęśliwa i zadowolona, a potem ktoś pytał wprost o sprawy, o jakich dyskutować nie chciała i burzył ten jej mur stawiany na piasku.
Eliot Roche
- Proszę bardzo - oddała mu urządzenie, a na ekranie widniał już jej numer z podpisem "Rosie", bo w czasach liceum często słyszała ten skrót swojego imienia.
Rozbawiła ją jego odpowiedź. Zresztą zawsze doceniała poczucie humoru Eliota. Ciężko więc było jej przejść przez żałobę jaką czuła, gdy ich znajomość ucichła. Nie tylko dlatego, że brakowało jej jego osoby, ale też przez to, że tragedia ciężko wpisywała się we wszystkie wspomnienia jakie miała o Roche'u. Owszem, zdrada też rzucała cień na ich znajomość, ale to wszystko było takie niewinne, delikatne, romantyczne i podszyte młodzieńczymi uczuciami. Obecnie zaś zamglone przez okrutny wypadek, nie lśniło we wspomnieniach dawnym, ciepłym blaskiem.
- Mówisz? W takim razie postaram się jak najdłużej utrzymać ten nieprawdziwy obraz mojej osoby, w który wierzysz - odparła, bo miała miliony wad, co nie znaczyło, że chciała je ujawniać. Mieli tylko odrobinę czasu, aby nacieszyć się swoim towarzystwem. Nawet jeśli przyjdzie im pójść na ten spacer - w co wątpiła - to i tak później Eliot wróci do Sydney, a ona zostanie tutaj, ze swoim ekspresem i brakiem perspektyw na przyszłość. - Oho... Skoro tak, to będę musiała wpisać twoją wizytę w terminarz. Na stronie ratusza znajdziesz adres email pod którym... - Wyrecytowała, ale nie do końcu i zaśmiała się zagryzając przy tym lekko wargę. - Jeśli mam wypić z tobą kawę, to wolałabym to zrobić w mniej oficjalnych warunkach - dopowiedziała, może odrobinę sugerując Roche'owi otwartość na kolejne spotkanie z nim - co podejrzewała było naiwne. Znała mężczyzn, a ci z gładką gadką i pięknym uśmiechem byli najgorsi. Słodkie oczy, niewinne spojrzenia, a w głowach najbardziej wyuzdane pragnienia. Byli dokładnie w jej typie. Typie, który gdy dostał co chciał znikał, zapominając jej imię. - Doceniam, ale to naprawdę już tylko przeszłość - odpowiedziała z wymuszonym przekonaniem, bo gdzieś tam w środku, wcale nie pogodziła się z porażką. - I Lorne Bay wcale nie jest takie złe. Jest spokojne, przynajmniej - dodała, chociaż minęło sporo czasu zanim zaczęła czuć się tutaj jak w domu. W zasadzie to praca w ratuszu trochę jej w tym pomogła, bo pokazała, że nie jest tą dziewczyną, która ma coś na sumienia, chociaż wielu wciąż kojarzyło ją głównie z wypadkiem sprzed lat.... I postacią Eliota. - Nie wiem, może... Czasem? Dawniej częściej widziałam jak ludzie na mnie zerkają, ale teraz już przywykli, chyba... Staram się o tym nie myśleć, ale czasem to wraca samo - odpowiedziała niepewnie, tracąc przy tym całą tą pozytywna otoczkę, którą promieniowała w trakcie rozmowy. - Sam widziałeś jak na nas spojrzało kilka osób, gdy do mnie podszedłeś. Oni wciąż pamiętają - dodała ze zrezygnowaniem. Umiała sobie wmówić wiele rzeczy. Ba! Potrafiła wierzyć w to, że jest szczęśliwa i zadowolona, a potem ktoś pytał wprost o sprawy, o jakich dyskutować nie chciała i burzył ten jej mur stawiany na piasku.
Eliot Roche
about me
manager gwiazd, celebrytów i influencerów, który wrócił do miasta ze względu na ojca i próbuje nie myśleć o tym, że ludzie głównie kojarzą go z podejrzeniami o zabójstwo jego licealnej dziewczyny

Przyjeżdżając tutaj nie spodziewał się, że będzie miał okazję stanąć obok Rosaline po raz kolejny. Tyle lat minęło odkąd widzieli się po raz ostatni, tak wiele rzeczy się wydarzyło od czasu, gdy ich kontakt nagle przestał istnieć. Tak dużo się zmieniło, a jednocześnie miał wrażenie, że przez ten krótki moment dalej byli tymi samymi dzieciakami, którzy zrywali się z lekcji, by spędzić ze sobą czas. Przez krótki moment czuł się jak ten nastolatek przepełniony szczenięcym uczuciem, ale szybko musiał to odczucie od siebie oddalić. Lata minęły, byli teraz zupełnie innymi ludźmi niż wtedy, każde z nich miało swoje doświadczenia, chociaż było to jedno, które połączyło ich ze sobą na zawsze. Chciał trochę naiwnie wierzyć w to, że śmierć jego byłej dziewczyny nie jest jedyną rzeczą, która mogła ich teraz łączyć. Może będzie miał okazję się jeszcze o tym przekonać.
- Dziękuję bardzo. Na pewno się odezwę. - Zapewnił ją z uśmiechem. Może czasem miał rzeczywiście dużo na głowie, szczególnie teraz, gdy jego ojciec był po wypadku, ale nie pozwoliłby sobie na to, by zapomnieć o telefonie do niej. Przez lata nie potrafił jej wyrzucić ze swoich myśli, miałby teraz nie skorzystać z tego, że ma ją obok i mogli chociaz na chwilę odnowić kontakt? Kto wie, może kiedyś chciałby go odwiedzić w Sydney. Może ich przyjaźń wcale nie była skazana na przegraną, szczególnie, gdy serce biło mu szybciej na jej widok.
- Nie rób tak - powiedział z powagą - nie ujmuj sobie niczego - jej obraz w jego głowie był niezmienny i stały od lat. Nigdy nie widział w niej niczego złego, chociaz to fakt, że jako nastolatek był zaślepiony uczuciem do niej. Już miał się wtrącić w jej słowa, że jeżeli trzeba to rzeczywiście zapisze się gdzie tylko będzie trzeba, ale całe szczęście, że jej nie przerwał, bo dokończyła swoją myśl, a on mógł się tylko szerzej uśmiechnąć. - Możemy pójść do kawiarni... albo jak chcesz to możesz mnie odwiedzić. Mam wynajęty apartament w Opal, chociaż będę z Tobą szczery, jeszcze nie miałem okazji korzystać z tamtejszego ekspresu więc cięzko mi stwierdzić czy kawa jest względnie dobra, ale możemy wypróbować. - Tam przynajmniej mogli mieć pewność, że nie będzie żadnych wścibskich spojrzeń, które będa oceniac to, że się spotkali i nagle wszystkie plotki na temat tego co stało się lata temu, by odżyły.
Miał nadzieję, że ludzie tutaj mieli krótką pamięć i już wyleciało im z głowy to co się wtedy wydarzyło. Gdy wrócił do miasteczka to okazało się, że niestety tak nie jest i niektórzy dalej oceniali go przez pryzmat tego co się stało. Nie był w stanie zmienić ich nastawienia do siebie, ale miał nadzieję, że przynajmniej Rose nie musiała się z tym mierzyć w swoim codziennym życiu. On tu bywał raz na jakiś czas to był w stanie sobie z tym poradzić. - Taaa - westchnął na moment przenosząc wzrok gdzieś w bok. - Już się przyzwyczaiłem, za każdym razem jak tu przyjeżdżałem to miałem nadzieję, że tym razem będzie inaczej, ale nigdy nie było. - Dla nich zawsze będzie mordercą, któremu udało się uciec. - Chociaż nie, cofam to. Tym razem jest inaczej - dodał ponownie wracając wzrokiem do jej pieknej twarzy. - Tym razem mam lepsze towarzystwo - a resztą ludzi trzeba było w końcu przestać się przejmować. Wszystkim wyjdzie to na dobre.
- Dziękuję bardzo. Na pewno się odezwę. - Zapewnił ją z uśmiechem. Może czasem miał rzeczywiście dużo na głowie, szczególnie teraz, gdy jego ojciec był po wypadku, ale nie pozwoliłby sobie na to, by zapomnieć o telefonie do niej. Przez lata nie potrafił jej wyrzucić ze swoich myśli, miałby teraz nie skorzystać z tego, że ma ją obok i mogli chociaz na chwilę odnowić kontakt? Kto wie, może kiedyś chciałby go odwiedzić w Sydney. Może ich przyjaźń wcale nie była skazana na przegraną, szczególnie, gdy serce biło mu szybciej na jej widok.
- Nie rób tak - powiedział z powagą - nie ujmuj sobie niczego - jej obraz w jego głowie był niezmienny i stały od lat. Nigdy nie widział w niej niczego złego, chociaz to fakt, że jako nastolatek był zaślepiony uczuciem do niej. Już miał się wtrącić w jej słowa, że jeżeli trzeba to rzeczywiście zapisze się gdzie tylko będzie trzeba, ale całe szczęście, że jej nie przerwał, bo dokończyła swoją myśl, a on mógł się tylko szerzej uśmiechnąć. - Możemy pójść do kawiarni... albo jak chcesz to możesz mnie odwiedzić. Mam wynajęty apartament w Opal, chociaż będę z Tobą szczery, jeszcze nie miałem okazji korzystać z tamtejszego ekspresu więc cięzko mi stwierdzić czy kawa jest względnie dobra, ale możemy wypróbować. - Tam przynajmniej mogli mieć pewność, że nie będzie żadnych wścibskich spojrzeń, które będa oceniac to, że się spotkali i nagle wszystkie plotki na temat tego co stało się lata temu, by odżyły.
Miał nadzieję, że ludzie tutaj mieli krótką pamięć i już wyleciało im z głowy to co się wtedy wydarzyło. Gdy wrócił do miasteczka to okazało się, że niestety tak nie jest i niektórzy dalej oceniali go przez pryzmat tego co się stało. Nie był w stanie zmienić ich nastawienia do siebie, ale miał nadzieję, że przynajmniej Rose nie musiała się z tym mierzyć w swoim codziennym życiu. On tu bywał raz na jakiś czas to był w stanie sobie z tym poradzić. - Taaa - westchnął na moment przenosząc wzrok gdzieś w bok. - Już się przyzwyczaiłem, za każdym razem jak tu przyjeżdżałem to miałem nadzieję, że tym razem będzie inaczej, ale nigdy nie było. - Dla nich zawsze będzie mordercą, któremu udało się uciec. - Chociaż nie, cofam to. Tym razem jest inaczej - dodał ponownie wracając wzrokiem do jej pieknej twarzy. - Tym razem mam lepsze towarzystwo - a resztą ludzi trzeba było w końcu przestać się przejmować. Wszystkim wyjdzie to na dobre.
about me
Miała porywać tłumy, a słucha jej tylko drukarka w ratuszu — wierna, choć się zacina.
Pisze do szuflady i śmieje się z fałszywych nut życia.
Pisze do szuflady i śmieje się z fałszywych nut życia.

Jeszcze kilka lat temu Rosaline zapewne romantyzowałaby to spotkanie z Eliotem. Widziałaby w nim jakiś dotyk przeznaczenia, albo inną pierdołę, w którą wierzą niepoprawne marzycielki. Życie nauczyło ją jednak podchodzić do wszystkiego z rezerwą, a przede wszystkim ponurym realizmem. Przestała wierzyć w to, że wszystko, co sobie wymarzy się spełni i nauczyła cieszyć tym, co było w zasięgu jej rąk. Po tym jak wróciła z podkulonym ogonem z Canberry, musiała nauczyć się stąpać po bardzo niestabilnym gruncie. Jej opinia w miasteczku była różna, w zależności do tego na kogo trafiła; była postrzegana, albo jako nieudolna gwiazdeczka, albo zamieszana w morderstwo dziewucha. To w połączeniu z traumami, jakie w sobie tłamsiła sprawiło, że nie umiała przez długi czas znaleźć sobie miejsca. Ostatecznie trafiła do Shadow, bo Hawthorne umiał wykorzystać jej potencjał. Nie była to jednak praca, którą chciała się chełpić. W zasadzie nikomu o tym nie mówiła, bo bała się nawet myśleć jakby potoczyły się jej losy, gdyby nie ingerencja Harrisona. Jakimś cudem wyciągnął ją z łapsk Nathaniela i polecił swojemu bratu, któremu teraz parzyła kawkę i zapisywała spotkania w kalendarzu.
Tak więc Rose nie wierzyła w przeznaczenie, ani nie dopisywała wielkich słów do spotkania z Eliotem. Doceniała je. Cieszyło ją to, że rozmawiali, że spoglądali na siebie w sposób, który niewiele się różnił od tego, jakim zerkali na siebie na szkolnym korytarzu lata temu. Wciąż serce jej drżało przy Roche'u, ale była ostrożna.
— El, nie ujmuję sobie niczego, po prostu jestem realistką — odpowiedziała, doceniając jego zawziętość, ale przez pryzmat wad, jakie posiadała i jakie w sobie dostrzegała, nie mogła nawet próbować wierzyć w jego słowa. — Oho? — Rzuciła, śmiejąc się przy tym ze swego rodzaju ironią. Zlustrowała też Eliota wzrokiem i zmrużyła lekko oczy. — Mówisz, że możemy pominąć kwestie kawy w kawiarni i od razu przejść do deseru, a twój ekspres wypróbować nad ranem? — Stwierdziła dumnie, bo właśnie odniosła wrażenie, że rozpracowała ten tajemny plan Rocha. Dlatego zachowywała dystans, bo w tym przepięknym prezenciku, jakim było ich spotkanie, musiało skrywać się drugie dno. Nagle ta cała atmosfera, którą stworzył Eliot swoją szarmancką postawą, stała się dla Rosaline po prostu cwaną taktyką, którą zapewne na nie jednej kobiecie stosował. Całe szczęście nie poczuła się nią oburzona, a raczej rozbawiona. W zasadzie nie miałaby nawet nic przeciwko krótkiej zabawie z Rochem, bo przecież żyli po dwóch przeciwnych krańcach kontynentu, ale wolałaby, żeby nie owijał w bawełnę. — Zastanowię się — odpowiedziała, a w tonie swojego głosu ukryła sporo niejednoznaczności.
— Dla tych co pamiętają na zawsze będziemy.... Sam wiesz i w sumie — westchnęła. Wolała już rozprawiać o niemoralnych propozycjach, a nie o autentycznych grzechach, które ciążyły jej na sumieniu. — W sumie mają poniekąd rację, bo to my... — Zaczęła, ale urwała, bo ktoś przeszedł obok, ale też w tle za Eliotem dostrzegła parę osób, które im się przyglądały. — Albo takie, przez które będą gadać jeszcze więcej — skomentowała, bo póki trzymali się od siebie z daleka, póty nie czuła tak mocno tego, że w duecie ich wina była dla innych jeszcze bardziej oczywista.
Eliot Roche
Tak więc Rose nie wierzyła w przeznaczenie, ani nie dopisywała wielkich słów do spotkania z Eliotem. Doceniała je. Cieszyło ją to, że rozmawiali, że spoglądali na siebie w sposób, który niewiele się różnił od tego, jakim zerkali na siebie na szkolnym korytarzu lata temu. Wciąż serce jej drżało przy Roche'u, ale była ostrożna.
— El, nie ujmuję sobie niczego, po prostu jestem realistką — odpowiedziała, doceniając jego zawziętość, ale przez pryzmat wad, jakie posiadała i jakie w sobie dostrzegała, nie mogła nawet próbować wierzyć w jego słowa. — Oho? — Rzuciła, śmiejąc się przy tym ze swego rodzaju ironią. Zlustrowała też Eliota wzrokiem i zmrużyła lekko oczy. — Mówisz, że możemy pominąć kwestie kawy w kawiarni i od razu przejść do deseru, a twój ekspres wypróbować nad ranem? — Stwierdziła dumnie, bo właśnie odniosła wrażenie, że rozpracowała ten tajemny plan Rocha. Dlatego zachowywała dystans, bo w tym przepięknym prezenciku, jakim było ich spotkanie, musiało skrywać się drugie dno. Nagle ta cała atmosfera, którą stworzył Eliot swoją szarmancką postawą, stała się dla Rosaline po prostu cwaną taktyką, którą zapewne na nie jednej kobiecie stosował. Całe szczęście nie poczuła się nią oburzona, a raczej rozbawiona. W zasadzie nie miałaby nawet nic przeciwko krótkiej zabawie z Rochem, bo przecież żyli po dwóch przeciwnych krańcach kontynentu, ale wolałaby, żeby nie owijał w bawełnę. — Zastanowię się — odpowiedziała, a w tonie swojego głosu ukryła sporo niejednoznaczności.
— Dla tych co pamiętają na zawsze będziemy.... Sam wiesz i w sumie — westchnęła. Wolała już rozprawiać o niemoralnych propozycjach, a nie o autentycznych grzechach, które ciążyły jej na sumieniu. — W sumie mają poniekąd rację, bo to my... — Zaczęła, ale urwała, bo ktoś przeszedł obok, ale też w tle za Eliotem dostrzegła parę osób, które im się przyglądały. — Albo takie, przez które będą gadać jeszcze więcej — skomentowała, bo póki trzymali się od siebie z daleka, póty nie czuła tak mocno tego, że w duecie ich wina była dla innych jeszcze bardziej oczywista.
Eliot Roche

