about me
Posterunek policji w Lorne Bay zamieniła na oddział policji federalnej w Cairns i teraz próbuje godzić jakoś wszystkie obowiązki świeżo upieczonej agentki z rolą młodej mamy oraz byłej żony marynarza.
Nie, nie chciała teraz patrzeć na jego bicki i skutecznie udawało jej się odwracać wzrok za każdym razem, gdy tylko w jej głowie pojawiał się głosik mówiący "no weź, zerknij". Wolała zerkać wtedy na swoją córkę, bo ta przeżywała właśnie fantastyczną przygodę.
- Ciekawe, kiedy nastąpi ten dzień, kiedy poprawnie wymówisz oba moje nazwiska - uśmiechnęła się. Nie musiał tego robić. Annie i tak reagowała na jedno czy drugie, podobnie jak na swoje imię czy stwierdzenie "ej, ty", chociaż nie sądziła, że Tate zwracałby się do niej właśnie w ten sposób. Wbrew temu, co mogło się wydawać, nie miała o nim złego zdania. Serio! Być może na początku nieco ją denerwował, troszkę ją drażnił swoją przesadną pewnością siebie, ale nie traktowała go jak wroga. Wróg nie podchodzi w ten sposób do dziecka.
W jak wielkim była błędzie. Nie, nie chodziło tu o niego. Chodziło o kogoś innego. O kogoś, kto wykorzystywał jej córkę, by do niej dotrzeć, a ona nie zdawała sobie z tego sprawy.
Do czasu. Gdy to się zmieni, prawdopodobnie raz jeszcze strzeli do Jeremy'ego Paxtona, a wtedy na pewno będzie celowała prosto w głowę i nie chybi.
- Poprzednim? - zerknęła na niego. Do tej pory szczegóły jego życia znała od innych ludzi, dlatego też w momencie, gdy mogła dowiedzieć się czegoś u źródła, postanowiła to zrobić. - To, co robisz ani trochę nie jest złe. Daj spokój, jestem córką farmerów. Moi teściowie mają winnicę. Wychowałam się biegając za zwierzętami po polach pszenicy. Nie zamieniłabym tych wspomnień na nic innego - uśmiechnęła się. - A na strzykanie w krzyżu mam świetną maść. Jest bez recepty, mogę podesłać ci nazwę.
Być może uśmiechnęła się pod nosem, ale tylko dlatego, że tego typu akcje przeprowadzała czasem ze swoją babcią, która też bolały plecy. Zresztą, jej mąż był od niej starszy o jedenaście lat (jeśli dobrze pamiętam ile lat miał Robin!), więc liczyła się z tym, że za kilkanaście lat będzie ekspertem w dziedzinie maści przeciwbólowych, dawkowania Amolu oraz Acardu, ale ani trochę jej to nie przeszkadzało.
- Tak czułam - przytaknęła z uśmiechem. - Nie chcesz opowiedzieć jej o tym, co jeszcze trzeba robić przy alpakach? Czuję, że po powrocie do domu zacznie męczyć mnie jedną.
Tate Trembley
- Ciekawe, kiedy nastąpi ten dzień, kiedy poprawnie wymówisz oba moje nazwiska - uśmiechnęła się. Nie musiał tego robić. Annie i tak reagowała na jedno czy drugie, podobnie jak na swoje imię czy stwierdzenie "ej, ty", chociaż nie sądziła, że Tate zwracałby się do niej właśnie w ten sposób. Wbrew temu, co mogło się wydawać, nie miała o nim złego zdania. Serio! Być może na początku nieco ją denerwował, troszkę ją drażnił swoją przesadną pewnością siebie, ale nie traktowała go jak wroga. Wróg nie podchodzi w ten sposób do dziecka.
W jak wielkim była błędzie. Nie, nie chodziło tu o niego. Chodziło o kogoś innego. O kogoś, kto wykorzystywał jej córkę, by do niej dotrzeć, a ona nie zdawała sobie z tego sprawy.
Do czasu. Gdy to się zmieni, prawdopodobnie raz jeszcze strzeli do Jeremy'ego Paxtona, a wtedy na pewno będzie celowała prosto w głowę i nie chybi.
- Poprzednim? - zerknęła na niego. Do tej pory szczegóły jego życia znała od innych ludzi, dlatego też w momencie, gdy mogła dowiedzieć się czegoś u źródła, postanowiła to zrobić. - To, co robisz ani trochę nie jest złe. Daj spokój, jestem córką farmerów. Moi teściowie mają winnicę. Wychowałam się biegając za zwierzętami po polach pszenicy. Nie zamieniłabym tych wspomnień na nic innego - uśmiechnęła się. - A na strzykanie w krzyżu mam świetną maść. Jest bez recepty, mogę podesłać ci nazwę.
Być może uśmiechnęła się pod nosem, ale tylko dlatego, że tego typu akcje przeprowadzała czasem ze swoją babcią, która też bolały plecy. Zresztą, jej mąż był od niej starszy o jedenaście lat (jeśli dobrze pamiętam ile lat miał Robin!), więc liczyła się z tym, że za kilkanaście lat będzie ekspertem w dziedzinie maści przeciwbólowych, dawkowania Amolu oraz Acardu, ale ani trochę jej to nie przeszkadzało.
- Tak czułam - przytaknęła z uśmiechem. - Nie chcesz opowiedzieć jej o tym, co jeszcze trzeba robić przy alpakach? Czuję, że po powrocie do domu zacznie męczyć mnie jedną.
Tate Trembley
about me
Były policjant, obecnie hodowca alpak. Wcale nie ma kryzysu wieku średniego, wcale... Najpierw robi, później myśli, a jego celem życiowym jest nie dorównać Rossowi Gellerowi w ilości rozwodów.
Nie ma co się opierać chęciom, życie jest beznadziejne, trzeba sobie osładzać życie jak tylko się da. A wiadomo, że wszystko co w życiu jest najlepsze jest albo nielegalne, niemoralne lub kaloryczne. A w tym przypadku? Bicki Tate'a nie były aż tak niemoralne, dopóki tylko o patrzenie chodziło, prawda?
-Można marzyć-uśmiechnął się lekko, bo nie że był aż takim ignorantem, ale niespecjalnie zapisały mu się w pamięci po tym, jak szybko się przedstawiła wtedy na ulicy, jak to on złapał ją na łamaniu przepisów drogowych pomimo tego, że to ona była policjantką. Jednak jeśli już będzie je znał, to jeśli nie będzie chciał się z nią drażnić, to powie je poprawnie. Albo jak się dowie, dlaczego są dwa nazwiska... Mogła być leniwą rozwódką. Nie zazdrościł swoim byłym żonom, że po raz kolejny musiały zmieniać nazwiska po rozwodach, hehe.
Trembley nie oczekiwał, że wszyscy go będą wielbić, całować ziemię, po której kroczył lub będą mu sypać kwiatki przed stopami. Jednak jak ktoś był w stosunku do niego chamski (nie mylić z ciętymi komentarzami wypowiadanymi z pewną dozą zaczepności) to on też taki będzie. Temat jasny jak słońce. Jak kuba bogu, tak bóg kubie.
-Poprzednim-potwierdził. Cóż, był jak Ross Geller, tylko jeszcze nie wziął tego trzeciego ślubu, który tylko udawał, że unieważnił, bo nie chciał być looserem z trzema rozwodami na karku. No, ale jak to mówią, jeszcze wszystko przed nim. W sensie Trembleyem, bo co u Rossa od Dinozaurów to trudno stwierdzić. -Nie jest źle, choć posiadanie własnej farmy... Jest wymagające, to prawda-jak rośliny można by na dzień czy dwa olać i niech się dzieje wola nieba, tak w przypadku zwierząt tak łatwo nie było. Tate co prawda miał parobka, ale no. -To poleć mi jeszcze kogoś, kto mógłby mi te plecy nasmarować-rzucił w swoim stylu, ABSOLUTNIE nie sugerując, że mogłaby to być Annie. Nie będzie narzekać, ale co damskie ręce to damskie i nie będzie o to prosić Fro, swojego wcześniej wspomnianego parobka!
-Cóż, zwierzę jak zwierzę. Jak zje, to wiadomo, że się wysr....-akurat Hejenka podeszła do niego i ciągnęła go za nogawkę, więc nie dokończył tego, co chciał powiedzieć, ale było jasne o o co chodzi. Nie na darmo były reklamy o tym, że jak pies zjadł karmę pedigree to robił zdrową kupkę. Nawet dzieci wiedziały, jak to działa.-Trzeba je wyprowadzać nie tyle na spacery, co na pola, by mogły sobie trawę skubać... Lemon lubi wycieczki krajoznawcze. -zaczął opowiadać.
Annie Halsworth-Callaway
-Można marzyć-uśmiechnął się lekko, bo nie że był aż takim ignorantem, ale niespecjalnie zapisały mu się w pamięci po tym, jak szybko się przedstawiła wtedy na ulicy, jak to on złapał ją na łamaniu przepisów drogowych pomimo tego, że to ona była policjantką. Jednak jeśli już będzie je znał, to jeśli nie będzie chciał się z nią drażnić, to powie je poprawnie. Albo jak się dowie, dlaczego są dwa nazwiska... Mogła być leniwą rozwódką. Nie zazdrościł swoim byłym żonom, że po raz kolejny musiały zmieniać nazwiska po rozwodach, hehe.
Trembley nie oczekiwał, że wszyscy go będą wielbić, całować ziemię, po której kroczył lub będą mu sypać kwiatki przed stopami. Jednak jak ktoś był w stosunku do niego chamski (nie mylić z ciętymi komentarzami wypowiadanymi z pewną dozą zaczepności) to on też taki będzie. Temat jasny jak słońce. Jak kuba bogu, tak bóg kubie.
-Poprzednim-potwierdził. Cóż, był jak Ross Geller, tylko jeszcze nie wziął tego trzeciego ślubu, który tylko udawał, że unieważnił, bo nie chciał być looserem z trzema rozwodami na karku. No, ale jak to mówią, jeszcze wszystko przed nim. W sensie Trembleyem, bo co u Rossa od Dinozaurów to trudno stwierdzić. -Nie jest źle, choć posiadanie własnej farmy... Jest wymagające, to prawda-jak rośliny można by na dzień czy dwa olać i niech się dzieje wola nieba, tak w przypadku zwierząt tak łatwo nie było. Tate co prawda miał parobka, ale no. -To poleć mi jeszcze kogoś, kto mógłby mi te plecy nasmarować-rzucił w swoim stylu, ABSOLUTNIE nie sugerując, że mogłaby to być Annie. Nie będzie narzekać, ale co damskie ręce to damskie i nie będzie o to prosić Fro, swojego wcześniej wspomnianego parobka!
-Cóż, zwierzę jak zwierzę. Jak zje, to wiadomo, że się wysr....-akurat Hejenka podeszła do niego i ciągnęła go za nogawkę, więc nie dokończył tego, co chciał powiedzieć, ale było jasne o o co chodzi. Nie na darmo były reklamy o tym, że jak pies zjadł karmę pedigree to robił zdrową kupkę. Nawet dzieci wiedziały, jak to działa.-Trzeba je wyprowadzać nie tyle na spacery, co na pola, by mogły sobie trawę skubać... Lemon lubi wycieczki krajoznawcze. -zaczął opowiadać.
Annie Halsworth-Callaway
about me
Posterunek policji w Lorne Bay zamieniła na oddział policji federalnej w Cairns i teraz próbuje godzić jakoś wszystkie obowiązki świeżo upieczonej agentki z rolą młodej mamy oraz byłej żony marynarza.
Dwa nazwiska to jeszcze nic! A co by było, gdyby Annie rozwiodła się i ponownie wyszła za mąż? Jak mogłaby nazywać się wtedy?
Postanowiła nie wypytywać go o rozwody. Raz, nie wypadało, a dwa... Nawet jeśli ją to interesowało, to należało wrócić do punktu pierwszego. Była jego gościem (gościnią? gościówą?!), dlatego kłopotliwe sprawy lepiej zostawiać gdzieś z boku.
- Wiesz, myślę, że całkiem nieźle sobie radzisz - puściła mu oczko. Nie mogła za bardzo go chwalić, by Tate nie obrósł w piórka i nie puszył się niczym dumny paw, chociaż... Zdaje się, że ten etap i tak już osiągnął. - W przychodni pracuje jedna fajna pielęgniarka. Panna Scott. Słyszałam opinie o tym, że bezboleśnie pobiera krew, świetnie mierzy ciśnienie i założę się, że idealnie wciera maść w plecy. Mój tata nie może się jej nachwalić. Chodził do niej już mój pradziadek, a kilka pokoleń Halsworthów nie może się mylić.
Czy to oznaczałoby, że pielęgniarka liczyła sobie jakieś sto lat? Być może. Dzięki temu była naprawdę dobra i miała mnóstwo doświadczenia!
Oczywiście żartowała. Nikt taki nie pracował w miejscowym ośrodku zdrowia, a przynajmniej nikogo takiego nie kojarzyła. Ot, nie mogła się powstrzymać przed tego typu "anegdotką".
- Tak, domyślam się - podsumowała. A skoro Hejenka była w pobliżu, to panie zajęły się już alpaką, słuchaniem opowieści o nich oraz stwierdzeniem dwóch faktów: Tate nie był chyba taki zły, a mała blondyneczka naprawdę doskonale czuła się w Carnelian Land. Może to tu powinna dorastać?
/ zt Tate Trembley
Postanowiła nie wypytywać go o rozwody. Raz, nie wypadało, a dwa... Nawet jeśli ją to interesowało, to należało wrócić do punktu pierwszego. Była jego gościem (gościnią? gościówą?!), dlatego kłopotliwe sprawy lepiej zostawiać gdzieś z boku.
- Wiesz, myślę, że całkiem nieźle sobie radzisz - puściła mu oczko. Nie mogła za bardzo go chwalić, by Tate nie obrósł w piórka i nie puszył się niczym dumny paw, chociaż... Zdaje się, że ten etap i tak już osiągnął. - W przychodni pracuje jedna fajna pielęgniarka. Panna Scott. Słyszałam opinie o tym, że bezboleśnie pobiera krew, świetnie mierzy ciśnienie i założę się, że idealnie wciera maść w plecy. Mój tata nie może się jej nachwalić. Chodził do niej już mój pradziadek, a kilka pokoleń Halsworthów nie może się mylić.
Czy to oznaczałoby, że pielęgniarka liczyła sobie jakieś sto lat? Być może. Dzięki temu była naprawdę dobra i miała mnóstwo doświadczenia!
Oczywiście żartowała. Nikt taki nie pracował w miejscowym ośrodku zdrowia, a przynajmniej nikogo takiego nie kojarzyła. Ot, nie mogła się powstrzymać przed tego typu "anegdotką".
- Tak, domyślam się - podsumowała. A skoro Hejenka była w pobliżu, to panie zajęły się już alpaką, słuchaniem opowieści o nich oraz stwierdzeniem dwóch faktów: Tate nie był chyba taki zły, a mała blondyneczka naprawdę doskonale czuła się w Carnelian Land. Może to tu powinna dorastać?
/ zt Tate Trembley

