a creature
from the dark rainforest
000 cm
000 yo
Awatar użytkownika
about me
Oh won't you come with me where the ocean meets the sky,
and as the clouds roll by we'll sing the song of the sea
Awatar użytkownika
Obrazek
camp north star: winterween event fabularny
wizualizacja
Obrazek
tło
godzina 15:00
Pogoda: brak wiatru, temperatura dochodzi do 30 stopni, niewielkie zachmurzenie nieba.

Mimo upału panującego na outbacku, impreza z okazji Winterween trwa już od samego rana. Jezioro w kamieniołomie było oblegane do godziny trzynastej, ale teraz otacza je wyłącznie pustka — jest za ciepło na trzydziestominutowy marsz z obozu, a w dodatku główne atrakcje imprezy trwają w innych miejscach.
Bierzecie udział w grze obozowej, polegającej na poszukiwaniu duchów i przeklętych przedmiotów. Wskazówki kierują was do kamieniołomu, który teraz, gdy w pobliżu nie ma żywej duszy, prezentuje się najpiękniej — błękitna woda wspaniale kontrastuje z dzikimi roślinami i skałami, z których można skakać do jeziora. Pamiętajcie o tym, by nie robić tego jednak z najwyższej wysokości — plotki głoszą, że nikt nie byłby w stanie przeżyć takiego skoku.
zadania
Aby odblokować listę zadań, w temacie należy napisać początkowe posty. W tej rozgrywce nie zachodzi bezpośrednia ingerencja Mistrza Gry, ale poniższe scenariusze uwzględniają rzuty kostką i mogą doprowadzić do obrażeń postaci.
Opisanymi sytuacjami należy kierować się chronologicznie, przy czym nie dopuszcza się pominięcia żadnego z podpunktów.

Początkowe rzuty
Niech każde z was wykorzysta kostkę 1d25; to rzut na obrażenia, które należy wpleść w dowolnych etapach rozgrywki.
1-5 postać dostaje silnego skurczu, gdy znajduje się w wodzie;
6-10 postać uderza głową o skały;
11-15 postać rozcina sobie dowolny fragment nogi o ostre skały;
16-20 postać dostaje udaru słonecznego;
21-25 cały komplet powyższych obrażeń.

TW: urazy na psychice, krew, morderstwo

Powodzenia!

Ukryta treść
Aby zobaczyć ukrytą treść, musisz odpisać w tym temacie.
kardiochirurg
cairns hospital
167 cm
33 yo
Awatar użytkownika
about me
rezydentka chirurgii, która w innym życiu miała męża oraz dziecko, ale zostawiła ich, by rozwijać karierę
Awatar użytkownika
009
neive & bradley
be running up that road, be running up that hill
To był idiotyczny pomysł — doskonale o tym wiedziała.
To był idiotyczny pomysł, ale Neive się uparła; przy okazji namawiając Bradleya, by do niej dołączył.
To był idiotyczny pomysł, ale ona cholernie się nudziła, bo Lorne Bay wydawało się być dziwnie ospałe. Być może przez temperaturę, a być może przez porę roku — mimo że tropikalna zima nie wydawała się aż tak skrajna, w porównaniu do upalnego lata.
Z jakiegoś powodu Neive uznała, że udział w obozie będzie odpowiedzią na jej wołania — chociaż cholera jasna, nie powinna nikomu życzyć źle. Wiedziała natomiast jak nieuważni bywają ludzie pochłonięci zabawą (i doprawieni alkoholem). Ponadto dodatkowe pieniądze mogły jej się przydać — a praca w czasie urlopu była u niej właściwie normą. Nie czerpała przyjemności z beztroskiego leniuchowania, bo wydawało jej się, że wówczas marnuje cenny czas.
A chciała d z i a ł a ć.
Nie spodziewała się natomiast, że włoży na siebie strój — mimo że na wszelki wypadek pożyczyła od koleżanki z pracy (która akurat miała dyżur w szpitalu) krótką, ciemną sukienkę, ozdobioną wyszywanym na fioletowo wzorem, tworzącym zawiłe figury geometryczne. Dorzuciła do tego spiczasty kapelusz, intensywny makijaż i stworzyła bardzo typową wersję stroju czarownicy. Z podkręconymi włosami i ciemnoczerwoną szminką nie wyglądała strasznie. Postanowiła dodać akcent w postaci poplamionego sztuczną krwią, starego, szpitalnego fartucha uznając, że jej czarownica będzie pracować w zawodzie. Najlepszym z możliwych. Zresztą, chciała pozostać rozpoznawalna jako pomoc medyczna — chociaż już po dziesięciu minutach odrzuciła dodatkowe okrycie, zważywszy na wysoką temperaturę.
Cholera, idiotyczny pomysł — powiedziała sobie po raz kolejny, gdy kątem oka zerknęła na Brada. Wyraz jego twarzy pozostawał niewzruszony, ale Neive doskonale wiedziała, że nie pała optymizmem. — Rozchmurz się. Mamy przynajmniej chwilę spokoju — powiedziała, posyłając bratu promienny uśmiech. Większość obozowiczów przebywała aktualnie w okolicach domków, podczas gdy oni wybrali się na spacer, korzystając z przysługującej im przerwy.
Neive odłożyła na ziemię torbę, do której zapakowała ich lunch, a potem sama zajęła miejsce na piasku i poklepała miejsce tuż obok siebie.
hydraulik, złota rączka
warsztat w magazynie portowym
190 cm
42 yo
Awatar użytkownika
about me
Wcześniej wykonywał rozkazy, teraz robi, co do niego należy.
Awatar użytkownika
023.
neive & brad
be running up that road, be running up that hill
Nie zgodził się.
Ale stanowczo wypowiedziane nie wywołało nie więcej jak skrzyżowanie ramion i zadarcie brwi, w których to pozach Bradley wyczytał wyzwanie — wiedział, że Neive nie przyjmie odmowy. Po piętnastu minutach poddał się i zgodził wziąć udział w o b o z i e dla d z i e c i. Bo przecież dwudziestoparolatkowie właśnie nimi byli — dziećmi.
Kurwa, naprawdę to zrobił.
Zgodził się pełnić funkcję o c h r o n i a r z a podczas gdy młodzi ludzie — d z i e c i — będą bawić się, pić alkohol i uprawiać seks w miejscach, które uznają za niewidoczne dla pozostałych, a w rzeczywistości dające się odkryć w ułamku chwili.
Przecież Suzie była niewiele od nich starsza; ale starał się o tym nie myśleć.
Wisisz mi ogromną przysługę, Reischman — zaznaczył, zanim usiadł na piasku. W odróżnieniu od siostry nie przebrał się, przynajmniej nie zamierzał. Pakując wysłużony, wojskowy plecak, z którego lata temu odpruł emblematy oznaczające przynależność do struktur australijskiej piechoty (by nie szargać państwowych symboli, ilekroć upijał się w przydrożnych spelunach i deptał wszelkie wartości, którym niegdyś hołdował) nie zakładał uczestnictwa w Halloween. Zresztą z niespecjalną serdecznością wspominał zeszłoroczne wydarzenia związane z tym ś w i ę t e m; między innymi z tego powodu, pamiętając o ryzyku, zdecydował się mieć oko na Neive. Ale — ponownie — jego twarde nie zostało zignorowane i siostra (z pomocą kilku licealistek, które zamiast plecaków, przytargały ze sobą po dwie ogromne walizki, do których Bradley zmieściłby większą część swojego dobytku) stworzyły dla niego przebranie. Prawdę mówiąc, nie miał pewności, w kogo się wcielił. Twarz osmolono mu ciemnym makijażem, z a s u g e r o w a n o, by podarł jedną ze swoich koszulek, by stworzyć wrażenie nadgryzionej zębem czasu i całość skropiono sztuczną krwią. Najbardziej przeszkadzał mu chemiczny zapach czerwonej mazi, który ciągnął się za nim i większością przebierańców. Nie dało się od niego uciec. Ostatecznie uznano, że udawał zombie — żywego trupa. Co, jak na ironię, nawet go rozbawiło.
Jeśli tak bardzo potrzebujesz pieniędzy, powiedz. Pomogę ci, zamiast bawić się w podchody — wspomniał, dziesiąty lub setny raz dając kobiecie do zrozumienia, że istniały znacznie lepsze sposoby na rozpulchnienie portfela. — Słyszałem, że najwyższy z dzieciaków, ten, za którym wołają Big Dog zamierza zaprosić cię na randkę i ostro, tu cytat, zerżnąć — powiedział, z satysfakcją wciskając do ust kanapkę z masłem orzechowym; gotowe posiłki były najlepszą częścią tego wyjazdu.
kardiochirurg
cairns hospital
167 cm
33 yo
Awatar użytkownika
about me
rezydentka chirurgii, która w innym życiu miała męża oraz dziecko, ale zostawiła ich, by rozwijać karierę
Awatar użytkownika
Byli tak samo uparci — mimo że nie łączyły ich więzi krwi. Rodzeństwem zostali z wyboru, a znajomość z Bradleyem była jedną z najbardziej pozytywnych rzeczy, jakie wyniosła z rodzin zastępczych. Troszczył się o nią; a ona miała osobę, do której mogła wysłać świąteczne życzenia (choć i tak nigdy o nich nie pamiętała).
Jednocześnie u w i e l b i a ł a grać na jego nerwach.
I w wielu kwestiach — jak w przypadku obozu — pozostawała nieprzejednana.
Dobrze, już dobrze. Porozmawiamy kiedy znowu będziesz potrzebował, żeby cię pozszywać — powiedziała, przewracając oczami. W końcu wielokrotnie korzystał z jej usług — zazwyczaj nie było mu po drodze do szpitala (co właściwie jej nie dziwiło).
Nie potrzebuję pieniędzy — powiedziała z westchnieniem. — Albo inaczej: nie jestem desperatką. Po prostu pomyślałam, że dobrze będzie rozerwać się poza miastem, poznać nowych ludzi… — zaczęła, lecz słysząc te słowa na głos, głośno prychnęła — okej, sor bywa ostatnio pusty, więc uznałam, że tutaj prędzej będą mnie potrzebować. I może trafię… Chyba źle to brzmi — ale tym się nie przejmowała. Była ambitna, o czym doskonale wiedział. I nie chodziło o brak poszanowania względem ludzkiego zdrowia! Kiedy mogła, to korzystała z okazji do pracy (głównie po to, by móc się uczyć! r a t o w a ł a życia!). — Big Dog mówisz? Jestem ciekawa, z czym łączy się jego urocza ksywka. Pobożne życzenie? — zadrwiła, po czym ułożyła dłonie tuż za swoimi plecami i opierając na nich, przechyliła do tyłu. — Straszny skwar. Chyba straciłam apetyt — powiedziała zrezygnowana. — Marzę o tym, żeby wskoczyć do jeziora — dodała, wpatrując się w błękitną taflę wody.
Co właściwie stało na przeszkodzie? Jej nędzny stój, którego i tak planowała się pozbyć?
Nim podjęła jakąkolwiek decyzję, zamarła — usłyszawszy niepokojącą kakofonię dźwięków, dochodzącą z wyższych skał.
Słyszysz to? — zapytała, zerkając podejrzliwie w tamtym kierunku. Nic nie widziała. A skoro tak, postanowiła to zignorować. Było potwornie gorąco i nie myślała jasno — najpewniej coś sobie ubzdurała. — Odwróć się — zażądała, podnosząc się z piasku. Potem zaś zdjęła z siebie sukienkę i pozostając w samej bieliźnie, weszła do jeziora. Włosy uwiązała pospiesznie w wysoki kok i będąc zanurzona do poziomu ramion, odwróciła się w kierunku Bradleya. — Chodź — krzyknęła, robiąc jeszcze jeden krok do tyłu.
Cholera jasna — krzyknęła po chwili. Gwałtowny skurcz przeszył jej łydkę jak ostrze, a Neive syknęła z bólu; jednocześnie starając się pozostać w stabilnej pozycji. Być może to nie był tak dobry pomysł, jak się spodziewała?
hydraulik, złota rączka
warsztat w magazynie portowym
190 cm
42 yo
Awatar użytkownika
about me
Wcześniej wykonywał rozkazy, teraz robi, co do niego należy.
Awatar użytkownika
Zrozumienie, że ma w y b ó r zajęło mu wiele czasu.
I nie przyszło samoistnie.
Wymagało dojrzałości, osiągnięcia pewnego etapu rozwoju, po którym człowiek zdaje sobie sprawę, że r o d z i n a to nie pokrewieństwo tylko z g o d a. Porozumienie bezsłownie zawarte z ludźmi, których pragnie się otoczyć opieką, ale również p o z w a l a, by odwdzięczyli się tym samym.
Bo nie ma niczego trudniejszego od z a u f a n i a.
A Bradley ufał siostrze; nawet jeśli czasami tego żałował.
Tak jak dzisiaj.
Zostałaś lekarzem, Naveah. Składanie mnie do kupy to twój obowiązek — powiedział z przekornym półuśmiechem. Uśmiechem, w którym pojawiała się cząstka dawnego Bradleya — chłopca próbującego odnaleźć się w k o l e j n e j parszywej rodzinie zastępczej.
Zaśmiał się, ale nie był zaskoczony. Neive była szalenie ambitna — jeśli okazja nie przychodziła do niej, tworzyła ją. — Liczyłaś na połamane ręce, cięte rany i wewnętrzne krwotoki? Neive, to jeszcze d z i e c i — przypomniał, wciąż rozbawiony makabrycznymi życzeniami siostry. — Z drugiej strony w ich wieku… Nieważne — urwał, sięgając winogrono, którym zamknął sobie usta. Beztroska, naiwna odwaga i brak wyobraźni to połączenie zwiastujące katastrofę.
Ta, Big Dog — potwierdził z głuchym westchnięciem, starając się pamiętać, że k i e d y ś też był szczeniakiem, któremu penis drgał na widok atrakcyjnych starszych kobiet — nauczycielek, pielęgniarek czy sprzedawczyń w pobliskim warzywniku. Nawet jego k u r a t o r k a . W takich sytuacjach mózg zamieniał się w p a p k ę, a kontrolę przejmowało rosnące w jądrach napięcie. Za nic nie wróciłby do młodszej wersji siebie.
Niczego nie usłyszał. Niczego niepokojącego. Dochodził do niego przyjemny dźwięk szumiącego jeziora i szelest poruszanych wiatrem liści. Poza tym niemalże s ł y s z a ł jak skóra skwierczy mu przypiekana ostrym słońcem. Mimo to, zaniepokojony obserwacją Neive, spojrzał we wskazanym kierunku. Niestety niczego nie dostrzegł.
Może miała rację?
Może — gdzieś na wzgórzach otaczających wyłom kamieniołomu — rzeczywiście coś się p o r u s z y ł o.
Albo wyobraźnia i lejący się z nieba skwar zakpiły z nich obojga.
Posłusznie odwrócił wzrok, gdy o to poprosiła. Jako s i o s t r a pozostawała dla niego najmniej pożądaną kobietą na świecie. Poza tym bądźmy szczerzy, wolał b l o n d y n k i.
Nie musiała go zachęcać, by dołączył. Możliwość zmycia z siebie sztucznej krwi była wystarczająco kusząca, bo nie mógł pozbyć się wrażenia, że czerwona maź śmierdziała zdechłym szczurem.
Kurwa, Neive — warknął, podpływając bliżej. Udało mu się odnaleźć dno; oparł stopę o grunt, nieświadomie zahaczając o ostrą krawędź, która przebiła mu skórę. Poczuł nieprzyjemne szczypanie, ale zdołał wyciągnąć rękę i chwycić Neive za ramię. — Ryba otarła się o ciebie? A może to Big Dog — próbował zażartować, nieświadomy bólu, ściskającego jej mięśnie.
kardiochirurg
cairns hospital
167 cm
33 yo
Awatar użytkownika
about me
rezydentka chirurgii, która w innym życiu miała męża oraz dziecko, ale zostawiła ich, by rozwijać karierę
Awatar użytkownika
Głośno westchnęła, słysząc jego komentarz.
Obowiązki wykonuję w szpitalu, Bradley. Ciebie składam do kupy w swoim wolnym czasie — wyrzuciła, choć w gruncie rzeczy nie miała nic przeciwko temu. Neive nigdy nie wychodziła w roli lekarza — nawet po godzinach, których i tak (łamiąc regulamin) brała znacznie więcej, niż powinna.
Jadąc na obóz, robiła to samo.
Obóz, na którym wcale nie planowała, podobnie jak uczestnicy, wycinać latarni z arbuzów i opowiadać strasznych historii. Wolała trzymać się jak najdalej od zabaw w podchody i przygotowywania dekoracji — mimo że proponowano jej to w ramach rozrywki; gdy nie miała innego zajęcia. Interesowało ją jedynie jezioro, przy którym właśnie się znajdowali oraz labirynt w polu kukurydzy — jako że wydawał się czymś nietypowym. A Neive lubiła nietypowe rzeczy.
Czy zaliczały się do tego wszelkiego rodzaju u r a z y?
Przecież to nie tak, że chciałam, żeby stała im się krzywda, Brad… Po prostu, lepiej być w dobrym miejscu i dobrym czasie, prawda? W razie czego — odpowiedziała cierpliwie. Nie była pozbawionym uczuć potworem…
a przynajmniej nie była c a ł k o w i c i e pozbawiona uczuć.
Zawodził ją natomiast słuch — skoro rejestrowała rzeczy, których nie było; co potwierdził jej brat.
Mimo że ignorując temat postanowiła wejść do wody, towarzyszył jej nieprzyjemny niepokój; nerwowy impuls, powoli przesuwający się po kręgosłupie. I ostatecznie odparty przez ból wywołany skurczem.
To nic takiego — powiedziała, czując, że dolegliwość powoli ustępuje. — Chyba po prostu… — przerwała w pół zdania. — Teraz musisz słyszeć. Nie zwariowałam od upału, prawda? — i zanim zdołała po raz kolejny się o tym upewnić, charkot silnika ustał.
Odgłos otwieranych i zatrzaskiwanych drzwi.
Stukot kroków.
Coś jest nie tak — szepnęła, zgodnie ze swoją intuicją.
Być może było to głupie. Być może udzielił jej się klimat cholernego Winterween i te idiotyczne historie o duchach, które uczestnicy opowiadali od samego rana. Ale stres uderzył w nią ta mocno, że prawie nie poczuła, jak podpływając bliżej skał i nurkując pod wodę, by pozostać niezauważoną, zaczepia o wystający fragment, o ostrych krawędziach, raniąc się przy tym w nogę.
Gdy tylko się wynurzyła, była skupiona na czymś zupełnie innym: owiniętym drutem c i e l e, z impetem wpadającym do jeziora.
hydraulik, złota rączka
warsztat w magazynie portowym
190 cm
42 yo
Awatar użytkownika
about me
Wcześniej wykonywał rozkazy, teraz robi, co do niego należy.
Awatar użytkownika
  Wzruszył ramionami, pokazując, że nie w pełni w i e r z y zapewnieniom siostry. Bo chociaż nie chciała, by któremuś z młodych uczestników zabawy przydarzył się wypadek, skrycie na niego liczyła. Bradley to rozumiał — poniekąd. W żyłach Neive z a w s z e tętniła niedająca się okiełznać potrzeba udowadniania swoich ponadprzeciętnych możliwości. Być może miało to związek z dzieciństwem; ponoć k a ż d e osierocone/porzucone dziecko za wszelką cenę próbuje dowieść swojej wyjątkowości.
  Bo kto nie chciałby adoptować wyjątkowego dziecka?
  — Nie okłamuj mnie — przestrzegł siostrę, widząc nieniknący wyraz bólu przecinający ściągniętą grymasem twarz. Ale ból nie był uczuciem osamotnionym czy dominującym — oczy kobiety błyszczały niepokojem, którego Bradley nie mógł zignorować. Cokolwiek wzbudziło w niej czujność i strach musiało być p r a w d z i w e.
  Tak samo prawdziwe jak warkot samochodowego silnika. Bradley poszybował spojrzeniem za dźwiękiem, ale jego uwagę odwrócił spadający z wysokości p a k u n e k — ciało obciążone ceglanym blokiem.
  Rzucił się wpław, pilnując, by Nevie znajdowała się przed nim. Musiał mieć ją na oku, musiał pilnować jej bezpieczeństwa. Zignorował nawet dotkliwy, a raczej irytujący, skurcz, który zacisnął szpony na mięśniach jego łydki — tej samej, którą lata temu nadwyrężył podczas wykonywania specjalnej misji w szeregach armii.
  Woda nie okazała się ich sprzymierzeńcem.
  — To głupi żart. Ktoś zabawia się naszym kosztem. Pewnie cholerne dzieciaki — mówił, próbując ukryć się przed spojrzeniem zamaskowanych osób wyglądających na nich znad krawędzi kamieniołomu. Splunął wodą, która dostała mu się do ust. Mówił rzeczy, w które nie wierzył, ale zależało mu na zachowaniu spokoju. P a n i k a mogła ich pogrążyć.
  — Może nas nie zauważą — powiedział, przesuwając się coraz bliżej skał, próbując zejść z oczu tajemniczym postaciom. I kiedy wydawało mu się, że są bezpieczni, ukryci, jego oczy napotkały spojrzenie zamaskowanego człowieka. — Kurwa — zaklął. Zasłonił siostrę sobą; jeśli mieli zauważyć ich twarze, wolał, by rozpoznali wyłącznie jego oblicze. Jednocześnie próbował zapamiętać jak najwięcej szczegółów: markę samochodu, kolor sztormiaków, które wyjątkowo nie pasowały do panującej w Queensland pogody i w ś c i e k ł o ś ć, z którą zamaskowana postać zaczęła biec.
Z n o w u — pomyślał — znowu Halloweenowa zabawa miała przemienić się w masakrę!
Ale biegnąca ku nim osoba zmieniła zdanie, a Bradley wypuścił długo trzymane w płucach powietrze. Poczuł ulgę, gdy oboje wsiedli do samochodu, który odjechał przy akompaniamencie charczącego silnika.
  — Musimy wyjść z wody i wezwać pomoc. Natychmiast — rozporządził, ciągnąc siostrę ku brzegowi.
kardiochirurg
cairns hospital
167 cm
33 yo
Awatar użytkownika
about me
rezydentka chirurgii, która w innym życiu miała męża oraz dziecko, ale zostawiła ich, by rozwijać karierę
Awatar użytkownika
  To moja wina — pomyślała, w wyniku ogarniającego ją coraz mocniej zdenerwowania. Owszem, racjonalna część jej umysłu odrzucała ten — bardzo wątpliwy — wniosek, ale Neive nie była specjalnie dumna ze swojego proszenia się o kłopoty. Pragnienie, by coś się działo, było zwyczajną głupotą. Zwłaszcza, że miała świadomość, jak kończyły się niektóre z wydarzeń, organizowanych w Lorne Bay (i była bardzo ciekawa, dlaczego nadal odbywały się tam imprezy masowe).
  Jednocześnie ciężko było uwierzyć, że to wszystko nie jest wyłącznie idiotycznym żartem — a gdy tylko Bradley wspomniał o tej ewentualności na głos, gorliwie się z nim zgodziła, kiwając głową. — Tak, to na pewno tylko dzieciaki — odpowiedziała, choć ton jej głosu pozostawał niepewny; jakby sama nie do końca wierzyła w to, co mówi. S ł u s z n i e.
  — Brad? — zapytała, gdy stanął przed nią w taki sposób, jakby chciał ją ochronić. — Co się dzieje? — dodała, jako że nie była do końca pewna; szerokie ramiona brata, który stał się teraz żywą tarczą, znacznie zaburzały jej perspektywę. — Nie możemy. To znaczy… może to żart, ale… to ciało. Musimy je sprawdzić — powiedziała i nim zdążył jej jakkolwiek odpowiedzieć, ruszyła we wskazanym kierunku. W całym tym stresie i zdenerwowaniu, przepłynięcie kilku metrów wydawało się być wyjątkowo skomplikowane; choć zazwyczaj nie miała z tym problemu. Gdy wreszcie sięgnęła zanurzonej w wodzie postaci, jej twarz znikała już pod przejrzystą taflą. — Kurwa — wycedziła, unosząc dłoń do ust. Skóra mężczyzny była matowa, a oczy zamknięte. Drut owijał się ciasno wokół całej sylwetki. — Brad! — krzyknęła ponownie, nie sprawdzając, gdzie aktualnie znajduje się Weatherly. — To dyrektor — oznajmiła, mimo że sam, zapewne, również mógł go rozpoznać. — Musimy mu pomóc. Musimy zabrać go na brzeg i cholera jasna, czemu nie zabrałam ze sobą niczego potrzebnego — warknęła, kierując złość na samą siebie. Choć w rzeczywistości wiedziała, że niezależnie od ekwipunku oraz starań, nic już nie mogli zrobić. Było za późno.
  Neive chciała zanurkować. Pokonać towarzyszącą jej bezsilność i zrobić c o k o l w i e k — jednak wszelkie próby poszły na marne. Zwłaszcza, że przez nieostrożność, wynikającą z olbrzymiego pospiechu, zanurzając się nieco głębiej, zaczepiła włosami o… nie była pewna co.
  A próbując się wyrwać, uderzyła głową o skały.
hydraulik, złota rączka
warsztat w magazynie portowym
190 cm
42 yo
Awatar użytkownika
about me
Wcześniej wykonywał rozkazy, teraz robi, co do niego należy.
Awatar użytkownika
  To wydawało się prawdopodobne — głupi żart, głupich szczeniaków. Jednakże intuicja sugerowała mu wyciągnięcie wniosków przeciwnych — niebezpieczna gra, niebezpiecznych ludzi.
  Gra, której nie rozumiał. I ludzie, z którymi, do cholery, nie chciał mieć nic wspólnego.
  — Naveah… — starał się powstrzymać siostrę surowym tonem, ale został z i g n o r o w a n y. Kurwa! Dlaczego ona n i g d y nie słuchała?! Zanim zareagował, Neive popłynęła ku skrępowanemu ciału, a Bradley zaklął siarczyście — nie pierwszy raz — zostając z tyłu. Wciąż obserwował odjeżdżający samochód, jakby przeczuwał, że zamiast u c i e c, zamaskowani napastnicy pokierują się w dół wyłomu, odcinając im najdogodniejszą drogę powrotną. Brał pod uwagę, że widząc z a t a p i a n i e ciała, stali się niewygodnymi świadkami przestępstwa. Świadkami, których najbezpieczniej byłoby wyeliminować. Będąc na ich miejscu, Bradley podjąłby próbę uciszenia wszelkich przeszkód zaburzających p l a n. Bo zapewne zamaskowani osobnicy mieli jakiś plan.
  Zrezygnował z obserwacji, słysząc ponaglenia siostry. Niezwłocznie popłynął za nią, po czym przyjrzał się ciału, wciąż walcząc ze stawiającą opór wodą. — Co za różnica? — rzucił, wypluwając z ust wodę. — Dyrektor czy nie, jest martwy, a my musimy znaleźć się na brzegu i wrócić do obozu — naciskał, naprawdę nie chcąc, by składane w myślach przewidywania się sprawdziły. Ale Neive uparła się, by wydobyć ciało. — Kurwa, nie mamy na to czasu! — warknął, tym razem zdecydowanie mniej przyjemnym tonem. Pomimo tego zanurkował, gdy kobieta znalazła się pod powierzchnią, mocując się z ciałem obleczonym metalowym drutem.
  Ktokolwiek dokonał m o r d e r s t w a musiał bardzo nie lubić dyrektora.
  Zanurzywszy się, próbował pomóc siostrze, ale ta szarpnęła się, jakby odpędzała jakieś nieistniejące stworzenie, przypadkiem kopiąc go w trzewia. Siła uderzenia popchnęła Bradleya ku dnu i sprawiła, że zaczął się miotać. I nagle zrozumiał, kilka metrów pod powierzchnią, że stracił orientację; zamiast płynąć w górę, ku słońcu i powietrzu, popłynął w dół. Co potwierdziło uderzenie głową w skałę stojącą mu na drodze.
  Powinien więcej ćwiczyć, zanotował w pamięci.
  Gdy w r e s z c i e udało mu się wynurzyć, zorientował się, że Neive nie zdołała utrzymać ciała i pakunek opadł. Nie zamierzał się tym przejmować, domyślając się, że na brzegu czekają na nich większe problemy.
  — Na brzeg. J U Ż! — podkreślił, widząc zdezorientowanie w oczach siostry. Koniec z próbami ratowania t r u p a. Koniec z ckliwością. Teraz musieli myśleć o sobie.
  Zaczęli płynąć w stronę najbliższego brzegu, ale wtedy Bradley ponownie usłyszał warkot samochodowego silnika. Czyżby napastnicy zdecydowali się w r ó c i ć? I dokończyć dzieła?
kardiochirurg
cairns hospital
167 cm
33 yo
Awatar użytkownika
about me
rezydentka chirurgii, która w innym życiu miała męża oraz dziecko, ale zostawiła ich, by rozwijać karierę
Awatar użytkownika
  Cholera jasna, co robić? CO ROBIĆ?
  Nie wiedziała. Ciało było zbyt trudne do utrzymania, w jej głowie pulsował tępy ból, a Bradley wydawał się być równie zdenerwowany — co samo w sobie brzmiało złowieszczo. Miała obok najlepszego kompana, na jakiego tylko mogła trafić i nawet to nie wystarczało. Ponownie usłyszeli warkot silnika. Samochód zbliżał się w ich stronę; niebezpiecznie blisko jedynego wyjścia, jakie znali. I właśnie wtedy to do niej dotarło: byli w realnym niebezpieczeństwie. Zostali ś w i a d k a m i pozbycia się zwłok.
Nie możemy wrócić na brzeg! — krzyknęła, choć wiedziała, że Brad zdążył już dojść do tego samego wniosku. Pchanie się prosto w pułapkę było najgłupszym posunięciem, na jakie mogli się zdobyć; rodem z idiotycznego horroru, w którym główny bohater myśli, że może dokonać w s z y s t k i e g o. — W drugą. Musimy pobiec tam… — tyle że tam wcale nie wyglądało zachęcająco. Jedyną opcją było dotarcie do skał i wspięcie się po najniższych z nich, a Neive nie była przekonana, czy da sobie radę. Potrząsnęła głową, jak gdyby chciała odrzucić ten pomysł, ale później, kątem oka zauważyła ruch. I już wiedziała, że nie mają czasu.
  Podpłynęli w miejsce, przy którym mieli jakiekolwiek szanse na wydostanie się z terenu jeziora, a potem, z ogromnym wysiłkiem, wspięli się, gwarantując sobie względne bezpieczeństwo. Nic jednak nie było przesądzone. Mężczyzna stał przy samym brzegu i patrzył na nich, jak gdyby oceniał trasę, warunki i układał plan, jak ich dopaść. Nie mogli się zatrzymać — dlatego mimo obitych kolan, zdartej skóry na rękach, bólu głowy i rozcięć, których nabawili się w wodzie, ruszyli przed siebie. — Brad, ile… — rzuciła kilka minut później, czując, że traci siły. — Nie dam rady biec dalej — powiedziała, stając się złapać oddech. Następnie zgięła się w pół i zwymiotowała.
  Przykucnęła. Czuła, że cała drży — choć nie miała pojęcia, czy ze zdenerwowania, czy może odbijały się na niej godziny, spędzone na pełnym słońcu. Odczuwała silne pragnienie, ale wszystkie jej rzeczy — łącznie z jedzeniem i piciem — zostały na brzegu jeziora. Cieszyła się, że przynajmniej nie zabrała tam ze sobą żadnych dokumentów; gdyby poznali jej nazwisko, mogłaby mieć poważniejsze problemy.
  Rozejrzała się, choć czuła się tak osłabiona, że nieznaczny ruch spowodował kolejne zawroty głowy. — Nie jestem pewna, czy dam radę wrócić do obozu — powiedziała, łamiącym się głosem. Ściemniało się. Ponadto nie mieli przy sobie telefonów, mapy i nie wiedzieli, w którą stronę się kierować. A co więcej, patrząc na los, jaki spotkał dyrektora: czy kemping zapewniał bezpieczeństwo? — Musimy tu zostać. Znaleźć jakieś miejsce i…. — przerwała, gdy poczuła kolejną falę mdłości.
  Czy ktoś nadal ich gonił? Może schronienie się w lesie, mieszczącym się zaledwie kilka metrów od nich, było najlepszą opcją? — Widziałeś ich, prawda? Mieli maski, tak? I czegoś szukali? To mi się nie przewidziało? — zapytała, obejmując się ramionami. Było jej cholernie zimno — nic dziwnego, skoro temperatura zdawała się gwałtownie spadać. A może miała gorączkę?
hydraulik, złota rączka
warsztat w magazynie portowym
190 cm
42 yo
Awatar użytkownika
about me
Wcześniej wykonywał rozkazy, teraz robi, co do niego należy.
Awatar użytkownika
  W s z y s t k o wracało: mrożące krew w żyłach poczucie bycia nieustannie obserwowanym, rozdzierająca serce t r w o g a o bezpieczeństwo ukochanej osoby, paranoiczna potrzeba zachowania czujności — obawa, że nawet m r u g n i ę c i e może pozbawić go życia.
  Lub odebrać życie Neive.
  Zawrócili. Wspinaczka była ryzykowna, ale po tym, jak oczywista droga ucieczki została odcięta, nie mieli innego wyjścia, jak udać się na górę po ostrych skałach i pobiec przed siebie. Bradley nie znał okolicy. Nie przeanalizował ścieżki wiodącej do obozu, nie sprawdził innych możliwości. Ani razu nie spojrzał na mapę! Jak, kurwa, mógł postąpić tak lekkomyślnie?!
  — Wytrzymaj, Neive — powiedział, oglądając się przez ramię. Obracał się co kilka kroków, zdając sobie sprawę, że oprawcy mogą deptać im po piętach. Gdy stanęli na brzegu, dostrzegł w nich złość; wrócili nie tylko z ich powodu, doświadczenie podpowiadało Bradleyowi, że jako przypadkowi świadkowie nie byli jedynym odstępstwem od przygotowanego planu. Zamaskowani osobnicy stracili kontrolę, a przez to popełniali kolejne błędy. To nie wróżyło niczego dobrego. Błędy pogłębiały panikę, prowadzącą do nieprzemyślanych, spontanicznych, a przez to jeszcze bardziej niebezpiecznych, decyzji. — Tutaj jesteśmy widoczni. Nie mamy wyjścia, musimy z n i k n ą ć — zarządził, ale widok wymiotującej ze zmęczenia siostry boleśnie ścisnął go za serce. Czuł potworną bezradność. Nie potrafił jej pomóc inaczej, niżeli podtrzymując własnym ramieniem.
  — Zwolnimy, ale nie możemy się zatrzymać — te słowa nie sprawiły mu przyjemności, ponaglanie wycieńczonej kobiety było nie w porządku, ale nie mógł tego uniknąć. — Dobrze — zgodził się, chociaż niechętnie. Gdyby to od niego zależało, dołożyłby wszelkich starań, by odnaleźć drogę do obozu. Wrócić tam, gdzie — w teorii — mogli poczuć się bezpiecznie. — Ukryjemy się w lesie. Musimy wejść w głąb, zgubić ich. Ale nie będziemy biec, pójdziemy — oznajmił z odrobiną łagodności, niepasującą do sytuacji. .
  Nie tylko Neive osłabła. On również odczuwał wyczerpanie; kończyny stawały się coraz cięższe, powłóczył nimi, jakby były zrobione z ołowiu. Ale upór nie pozwalał mu odpuścić. Walczył ze zmęczeniem i nie uskarżał się na dolegliwości. Neive mogła okazywać słabość, jemu taki przywilej nie przysługiwał. Niestety również doskwierał mu wszechobecny upał, suchość w gardle i przyspieszone intensywnym wysiłkiem tętno. Pot spływał mu po twarzy, a oczy zachodziły mgłą, jednak zawzięcie poruszał się przed siebie, pilnując, by Neive trzymała się o krok przed nim. By mógł ją widzieć.
  Gdy znaleźli się głęboko w lesie, Bradley zrozumiał, że stracił orientację. Był rozpalony. Skóra piekła go niemiłosiernie, sprawiając mu ogromny ból. W końcu opadli pod drzewem — wykończeni, niepewni, poranieni. Ale ż y w i.
  — Spróbuj zasnąć, Neive — zasugerował, wiedząc, że potrzebowała regeneracji. — W tych ciemnościach nie odnajdziemy drogi powrotnej, za to możemy zgubić się jeszcze bardziej. Nie wiem, jak duży jest ten las — mówił, starając się brzmieć kojąco, mimo że sam zaczynał odczuwać ból głowy i chłód opadający na spaloną słońcem skórę.
  W przeciwieństwie do siostry próbował trzymać oczy otwarte. Ale pomimo starań, zasypiał. Zapadał w krótkie, kilkuminutowe drzemki wytrącające go z równowagi. Wzdrygał się na każdy niepokojący dźwięk, spinał mięśnie i rozglądał dookoła, chociaż zewsząd otaczała ich tylko ciemność.
  Aż do świtu, kiedy nadeszła pomoc, a p r a w d a o tym, co wydarzyło się na obozie, wycisnęła im z oczu łzy.
Koniec <3
ODPOWIEDZ
cron