about me
członkini sekty, która zawzięcie wierzy, że mężczyzna którego wybiorą dla niej liderzy będzie jej bratnią duszą, chociaż wszystkie znaki na niebie i ziemii wskazują, że to ściema

004.
Trochę tylko stresowało ją chodzenie w takie miejsca zupełnie samej. Dlatego pomyślała, że całkiem niezłym pomysłem będzie zabranie ze sobą przyjaciółki. Dlatego zadzwoniła po Hilde z nadzieją, że ta sie zgodzi i nawet nie musiała jej jakoś specjalnie długo namawiać. Robiły to w końcu przede wszystkim dla natury i poprawienia klimatu. Chwilę im zajęło dotarcie na miejsce, ale w końcu po wpisaniu się na specjalną listę dostały swoje drzewko, które mogły zasadzić tam gdzie im się podobało. Miały też zgrabny szpadek i inne narzędzia żeby mogły sobie z tym sadzeniem w miarę bezproblemowo poradzić. - Dobra to wybierz jakieś miejsce - powiedziała taszcząc to drzewko w rękach, Hilde musiała nieść ich inny sprzęt. Całe szczęście Linnet była urodzoną farmerką więc takie prace nie były jej straszne. - Gdybym wiedziała, że to jest takie ciężkie to pozwoliłabym Tobie to nieść - a tak to pewnie chciała przycwaniakować i pokazać jak to ona sobie poradzi. - Jestem trochę rozczarowana, bo nie ma tu na razie nikogo kto, by mi wpadł w oko - rzuciła, a przecież to miało być tak, że jak spojrzy w oczy swojej drugiej połówce to od razu będzie widzieć! Gapiła sie wszystkim w oczy i jakoś kurwa nic nie wiedziała.
about me
ósmy pasażer nostromo swojej nowej rodziny

012.
Oczywiście Halsworth musiała po nią przyjechać, bo Brunhilde nadal jest w trakcie robienia prawa jazdy. Szło jej mozolnie, bo nie miała za bardzo czasu na to, żeby skupić się tylko na nauce. Teraz skupiała się na tym, że miała sekretnego chłopaka i musiała ten związek ukrywać w sekrecie. Już i tak Idris dostał zjebki, bo zrobił jej malinkę na szyi, co doprowadziło do tego, że Hilde musiała trzy dni siedzieć w domu i czekać, żeby to zeszło na tyle, żeby mogła to ukryć. Idris nie ułatwiał jej życia, a nie mogła mu na razie powiedzieć wprost, że muszą przyczilować. Ciężkie życie.
- Skąd ty to w ogóle wytrzasnęłaś? – Zapytała patrząc jak Linn podnosi drzewko. – Mam na myśli całą tą akcję. Nie drzewko. – Bo widziała, jak drzewka rozdawali razem z całym tym sprzętem. Hilde posłusznie wzięła torbę ze szpadelką, grabkami i bóg jeden wie co tam jeszcze w tej torbie było. Ruszyła u boku Halsworth, żeby znaleźć jakieś miejsce godne tego drzewka. – Szukamy jakiegoś wyjątkowego miejsca? Swoją drogą… powinniśmy je jakoś nazwać chyba, co? W końcu to będzie nasze drzewo. To też będzie potwierdzenie naszej przyjaźni. – Tak długo jak będzie stało to drzewo, tak długo Hilde i Linnete będą się przyjaźnić. Jak kiedyś drzewo upadnie, to niestety dziewczyny będą musiały ze sobą zerwać. Trudno. Taka jest wola natury.
- Mi? Linn, ja jestem dosłownie wielkości tego drzewa. Jestem pewna, że łatwiej byłoby ci nieść mnie. – Hilde była kruszynką. Nie poradziłaby sobie z tym drzewkiem. – Ale możemy się zmieniać, jak chcesz. – Zaproponowała, bo przy okazji była też dobrą przyjaciółką. Pewnie jak będzie jej kolej niesienia drzewka to Hilde będzie miała odpoczynek tak długo, aż Linn nabierze siły albo po prostu będzie je ciągnąć za sobą. – Co masz na myśli? – Zmarszczyła brwi, rozejrzała się po ludziach, a później spojrzała zszokowana na przyjaciółkę. – Czy ty przyszłaś tutaj podrywać ludzi? – Rzuciła oskarżycielsko, ale się zaśmiała.
about me
członkini sekty, która zawzięcie wierzy, że mężczyzna którego wybiorą dla niej liderzy będzie jej bratnią duszą, chociaż wszystkie znaki na niebie i ziemii wskazują, że to ściema

Brunhilde miała rzeczywiście ciężkie życie. Powinna się zapisać do tej samej grupy co Linnet. Dzięki temu nie miałaby takiego problemu z chłopakami, bo od razu trafiłaby na tego jedynego, który był dla niej stworzony i był jej Bliźniaczym Płomieniem. Po co się tak stresować i denerwować skoro wystarczy trochę pracy nad sobą, by ten ideał się w końcu w życiu pojawił. Nie musiałaby się wtedy niczego wstydzić i życie stałoby się idealne. Dla Linnet jeszcze takie nie było, ale to nic! Wiedziała, że wystarczy jeszcze trochę pracy nad samą sobą i wszystko się ułoży. Musiała po prostu wykupić jeszcze trochę spotkań z couchami i robić te wszystkie ćwiczenia, które specjalnie dla niej stworzyli. Wiadomo, ze to było specjalnie dla niej, bo zapłaciła za nie tyle hajsu, że musiały być spersonalizowane prawda? Prawda? Heh.
- Wyświetliło mi się na insta – pewnie obserwowała profil Lorne Bay i poszczególnych dzielnic. Należała też do grupy na FB i na bank widziała jaką dramę zrobiły kiedyś dwie dziwne laski, które się ze sobą wykłócały w komentarzach na tyle mocno, że moderator musiał interweniować. – Zrobimy coś dobrego, a nic nas to nie kosztuje. Poza tym dobra karma też wraca więc przygotuj się, że spotka Cię coś zajebistego niedługo – ona na przykład liczyła na to, że za taki dobry uczynek dostanie jakieś dodatkowe punkty, które wszechświat jej podlicza i będzie o krok bliżej od poznania tego jedynego. – Na bank musimy znaleźć takie miejsce, w które damy radę wbić szpadel – a bóg jeden wie, że Linnet dorastała na farmie, na której nigdy nie robiła nic w ogrodzie i nie miała pojęcia jak takie miejsce znaleźć. – Zdecydowanie. Masz jakiś pomysł? Linde? Wiesz od Linnet i Hilde… - to brzmiało lamersko ale patrząc na to co się dzieje w Twoim świecie to jestem pewna, że zasadzenie Lindy wchodziłoby w grę.
- Racja, żałuje, że nie jestem większa i silniejsza wzięłabym Cię też pod pachę – zażartowała ciągnąc dalej to drzewko ze sobą, ale trochę się zmęczyła więc po chwilo musiała przystanąć i odetchnąć. – Nie, no dobra. Dam radę. Po prostu muszę złapać oddech. – Przy okazji rozejrzała się dookoła czy gdzieś tu w okolicy jest jakieś ładne miejsce. – Szkoda, że nie dawali taczek – byłoby na pewno o wiele, wiele łatwiej! Dźwignęła ponownie drzewko i ruszyła za Hilde naprzód. – Ludzi? Nie! Tylko Ciebie – puściła do niej oczko i zaśmiała się cicho. – Nie, po prostu nigdy nie wiesz na kogo wpadniesz w takich miejscach co nie? Może nam się natrafi jakaś szansa – bo w jej świecie Hilde też była singielką. – Dobra myślę, że dobre miejsce będzie tak maks trzy minuty stąd, bo dalej tego nie doniosę – Hilde mogła wybrać kierunek.
- Wyświetliło mi się na insta – pewnie obserwowała profil Lorne Bay i poszczególnych dzielnic. Należała też do grupy na FB i na bank widziała jaką dramę zrobiły kiedyś dwie dziwne laski, które się ze sobą wykłócały w komentarzach na tyle mocno, że moderator musiał interweniować. – Zrobimy coś dobrego, a nic nas to nie kosztuje. Poza tym dobra karma też wraca więc przygotuj się, że spotka Cię coś zajebistego niedługo – ona na przykład liczyła na to, że za taki dobry uczynek dostanie jakieś dodatkowe punkty, które wszechświat jej podlicza i będzie o krok bliżej od poznania tego jedynego. – Na bank musimy znaleźć takie miejsce, w które damy radę wbić szpadel – a bóg jeden wie, że Linnet dorastała na farmie, na której nigdy nie robiła nic w ogrodzie i nie miała pojęcia jak takie miejsce znaleźć. – Zdecydowanie. Masz jakiś pomysł? Linde? Wiesz od Linnet i Hilde… - to brzmiało lamersko ale patrząc na to co się dzieje w Twoim świecie to jestem pewna, że zasadzenie Lindy wchodziłoby w grę.
- Racja, żałuje, że nie jestem większa i silniejsza wzięłabym Cię też pod pachę – zażartowała ciągnąc dalej to drzewko ze sobą, ale trochę się zmęczyła więc po chwilo musiała przystanąć i odetchnąć. – Nie, no dobra. Dam radę. Po prostu muszę złapać oddech. – Przy okazji rozejrzała się dookoła czy gdzieś tu w okolicy jest jakieś ładne miejsce. – Szkoda, że nie dawali taczek – byłoby na pewno o wiele, wiele łatwiej! Dźwignęła ponownie drzewko i ruszyła za Hilde naprzód. – Ludzi? Nie! Tylko Ciebie – puściła do niej oczko i zaśmiała się cicho. – Nie, po prostu nigdy nie wiesz na kogo wpadniesz w takich miejscach co nie? Może nam się natrafi jakaś szansa – bo w jej świecie Hilde też była singielką. – Dobra myślę, że dobre miejsce będzie tak maks trzy minuty stąd, bo dalej tego nie doniosę – Hilde mogła wybrać kierunek.
about me
ósmy pasażer nostromo swojej nowej rodziny

Patrzyła na Linnet podejrzliwie przez kilka sekund. Nie chciała być chamska, ale trochę oceniała przyjaciółkę, że uwierzyła w jakąś głupotę, którą zobaczyła na Instagramie. Po chwili jednak zreflektowała się, że wcale nie była lepsza. Gdyby na Instagramie zobaczyła coś co trafiałoby w jej zainteresowania też by w to uwierzyła. Także przestała oceniać Lin i przestała być chujową przyjaciółką. Zamiast tego ładnie się uśmiechnęła i postanowiła, że będzie ją wspierać. Tak robią przyjaciółki. Tym bardziej, że Linnet była przyjaciółką z tej normalnej części życia Brunhilde. Nie mogła tego stracić.
- Dobrze. Masz rację. Możemy zrobić coś dobrego. – Uśmiechnęła się, a na wiadomość o karmie po prostu się zaśmiała. – Nie obiecuj mi czegoś takiego, bo zacznę tych zajebistych rzeczy wyczekiwać, a wiesz jaka ja jestem niecierpliwa. – Jej już się przytrafiło coś dobrego. Dostała kartę bankomatową do skarbca swojego ojca i mogła sobie stamtąd ciągnąć tyle pieniędzy, ile jej się chciało i miała typa w garści. Desperacko potrzebował dziedzica i jedyne co dostał to taka Hilde. Frajer.
- Jak ciężkie jest wbicie szpadla? – Zaśmiała się troszkę histerycznie, bo zakładała, że Linnet się z niej nabija. – W sumie to nie pomyślałam. Samo zaproponowanie tego było świeżym pomysłem. – Poprawiła torbę na ramieniu. – Linde brzmi bardzo ładnie. Dostojnie. – Kojarzyło jej się też z Lindą Cardellini, ale to informacja, która nie był Linn potrzebna. Chociaż też czuła, że przyjaciółka też jest fanką tej osobistości. Kto by nie był, lol. – Może też być Haladine. Od nazwisk. Albo po prostu Linde Haladine. – Brzmi jak postać z jakiejś gry fantasy.
- Słuchaj, z tym wzrostem mogłabyś spróbować. – Od takiej Hilde była sporo wyższa. A Hilde nie dość, że malutka to jeszcze takie chude chucherko. Halsworth zdecydowanie mogłaby ją nosić w kieszeni i nikt nie miałby z tym problemu. – Tak serio to jak chcesz to możemy się wymienić. Daj mi spróbować. – Zdjęła torbę z ramienia i zaczęła jakoś machać rękoma co najmniej jakby przygotowywała je do dźwigania tego drzewka. – Wyobraź sobie, że jeszcze muszą dostarczać taczki do tego miejsca. Myślę, że się słusznie wycwanili. – Transport taczek byłby bardziej problematyczny niż transport drzewek i tego całego sprzętu. – Nie będę szukać okazji w takim miejscu. – Rozejrzała się po ludziach i nie powiedziała tego na głos, ale jak dla niej to większość z nich była po prostu frajerami i tak też się prezentowali. – Daj mi to drzewo. – Powiedziała i rzeczywiście doszło do przekazania drzewka. Było tragicznie ciężkie, ale Hilde chciała być pomocna. – Tak. Trzy minuty to idealna odległość. – Oznajmiła i szybkim krokiem ruszyła przed siebie.
- Dobrze. Masz rację. Możemy zrobić coś dobrego. – Uśmiechnęła się, a na wiadomość o karmie po prostu się zaśmiała. – Nie obiecuj mi czegoś takiego, bo zacznę tych zajebistych rzeczy wyczekiwać, a wiesz jaka ja jestem niecierpliwa. – Jej już się przytrafiło coś dobrego. Dostała kartę bankomatową do skarbca swojego ojca i mogła sobie stamtąd ciągnąć tyle pieniędzy, ile jej się chciało i miała typa w garści. Desperacko potrzebował dziedzica i jedyne co dostał to taka Hilde. Frajer.
- Jak ciężkie jest wbicie szpadla? – Zaśmiała się troszkę histerycznie, bo zakładała, że Linnet się z niej nabija. – W sumie to nie pomyślałam. Samo zaproponowanie tego było świeżym pomysłem. – Poprawiła torbę na ramieniu. – Linde brzmi bardzo ładnie. Dostojnie. – Kojarzyło jej się też z Lindą Cardellini, ale to informacja, która nie był Linn potrzebna. Chociaż też czuła, że przyjaciółka też jest fanką tej osobistości. Kto by nie był, lol. – Może też być Haladine. Od nazwisk. Albo po prostu Linde Haladine. – Brzmi jak postać z jakiejś gry fantasy.
- Słuchaj, z tym wzrostem mogłabyś spróbować. – Od takiej Hilde była sporo wyższa. A Hilde nie dość, że malutka to jeszcze takie chude chucherko. Halsworth zdecydowanie mogłaby ją nosić w kieszeni i nikt nie miałby z tym problemu. – Tak serio to jak chcesz to możemy się wymienić. Daj mi spróbować. – Zdjęła torbę z ramienia i zaczęła jakoś machać rękoma co najmniej jakby przygotowywała je do dźwigania tego drzewka. – Wyobraź sobie, że jeszcze muszą dostarczać taczki do tego miejsca. Myślę, że się słusznie wycwanili. – Transport taczek byłby bardziej problematyczny niż transport drzewek i tego całego sprzętu. – Nie będę szukać okazji w takim miejscu. – Rozejrzała się po ludziach i nie powiedziała tego na głos, ale jak dla niej to większość z nich była po prostu frajerami i tak też się prezentowali. – Daj mi to drzewo. – Powiedziała i rzeczywiście doszło do przekazania drzewka. Było tragicznie ciężkie, ale Hilde chciała być pomocna. – Tak. Trzy minuty to idealna odległość. – Oznajmiła i szybkim krokiem ruszyła przed siebie.

