uczennica / taksydermistka — liceum / szopa za domem
17 yo — 177 cm
Awatar użytkownika
about
undeniably frightening and undeniably cool

★ crown the witch ★
doomsday blue
all the pretties in your bed escape your hands and make
you sad and all of the things you wish you had, you lose
Niezbyt podobała jej się idea zapieprzania do Adama za każdym razem, kiedy musiała wyładować się, robiąc rzeczy, które kochała. Szybko okazało się bowiem, że demolowanie pokoju w akcie frustracji nie przynosiło jej żadnego sensownego ukojenia, a jedynie zdenerwowanie na panujący w nim bałagan, który potem musiała na wkurwie ogarniać. Choć zazwyczaj udawało jej się trzymać jakoś w ryzach i nie pokazywać po sobie, jak bardzo w istocie kierowała się agresją ani jak podatna była na zranienie, ostatnio miała wrażenie, że świat testował ją wyjątkowo brutalnie. Najpierw - idiotyczny tekst Happy’ego, przez który zaczęła zastanawiać się, czy w ogóle mu się podoba i czy nadrobi kiedykolwiek w jego oczach fakt, że tkwiła ciągle w tym dziwnym limbo w kwestii określenia własnej płci. Potem - konfrontacja z Walshem, który wyciągnął wszystkie te jej obawy na wierzch, opluł i przydeptał butem, ironizują ciągle ten nieznośny stan zmieszania i niepewności, w obrębie którego poruszała się od tygodni.
Jedynym sposobem na uporanie się z tym wszystkim było zajęcie czymś głowy. Dlatego w sobotę przybyła do szopy, która stała na posesji Adama, o bladym świcie i nie wychyliła poza nią nosa aż do wieczora, kiedy słońce chyliło się już ku zachodowi. Była z a j ę t a - co uwielbiała deklarować, gdy po prostu chciała, żeby wszyscy dali jej wreszcie święty spokój. Miłym byłoby powiedzieć, że przez te całe, długie godziny, skończyła w pełni co najmniej jeden projekt i to z rodzaju tych bardziej wymagających, ale prawda była taka, że papuga, którą miała umieścić w kolorowej aranżacji, jakoś niespecjalnie oddawała jej bieżący nastrój i wprawdzie samego ptaka zdążyła spreparować, ale całej tej otoczki - która była przecież w przypadku jej prac najważniejsza i najbardziej rozpoznawalna - już zupełnie nie.
Zamiast tego pochylała się nad Księgą Cieni - tą samą, którą zgubiła na Halloween i po którą potem wróciła w to samo miejsce, kląć na braci i Caspra - i to wcale nie z powodu przygotowywania w niej planów na kolejną pełnię księżyca, która zbliżała się wielkimi krokami. Od dłuższego czasu traktowała ją w sumie bardziej jako osobisty dziennik, a może nawet pamiętnik (choć to słowo było tak nasączone sentymentalizmem, że w życiu nie sięgnęłaby po nie z własnej woli), wyrzucając z siebie wszystkie niepokojące myśli, które miała ochotę wykrzyczeć na głos, ale nie była w stanie.
O tym, jak Happy zasugerował, że mogą się macać tylko do anime, przez co poczuła się niewystarczająca i zaczęła jeść jeszcze mniej, żeby mieć pod kontrolą chociaż tę jedną rzecz i tym samym stać się dla niego bardziej atrakcyjna (chociaż trochę).
O tym, jak Zeke żartował sobie ciągle z jej przemiany, nowego stylu, zaimków i wszystkiego, co się z tym wiązało, co tylko potęgowało w niej przekonanie, że wszyscy myśleli o niej, jak o kompletnym odklejeńcu - wszyscy, a nie tylko stare baby w markecie.
I o tym, że przez te rzeczy czuła, że zapada się w sobie coraz bardziej i ma ochotę tylko krzyczeć; krzyczeć tak głośno, żeby wypadły jej płuca, ale to i tak nic by nie dało, bo jej krzyk nie zwraca na siebie niczyjej uwagi. Rzygać jej się chciało od tego wszystkiego. Głównie chyba od Zeke’a, który wyrastał jak spod ziemi, kiedy akurat była na to najbardziej wrażliwa i najmniej tego potrzebowała. Nadal uparcie zrzucała to swoje rozchwianie na hormony i fakt, że nie potrafiła zupełnie otworzyć się jeszcze przed tym terapeutą, którego sama przecież wybrała, a powiedzenie o tym Samuelowi nie wchodziło w grę, bo przecież wyszłoby wtedy na jaw, że podjęła zupełnie nietrafioną decyzję.
Cóż, tak naprawdę to nie tak, że nie wychyliła nosa poza szopę przez ten cały czas, bo choć wodę miała pod ręką, pozostawała jeszcze kwestia toalety. Wracała właśnie z tej misji, odrobinę mniej nabuzowana po zrzuceniu z siebie na pismo tego ciężaru, który za nią latał, wykorzystując przy okazji fakt, że Adama gdzieś wywiało z domu, żeby rozejrzeć się po tych wszystkich zakamarkach, do których zwykle jej nie dopuszczał. Trochę obawiała się, że może tam znaleźć coś obrzydliwego - na przykład dildo - ale na szczęście żaden taki obiekt nie przykuł jej uwagi, więc po chwili krążenia po włościach brata, skierowała się znowu do szopy.
Szopy, w której zastała nikogo innego niż właśnie jego, miętolącego w rękach jej ukochaną Księgę Cieni, którą musiała przez ogólne rozgoryczenie zostawić otwartą. Stał odwrócony do niej tyłem, więc była duża szansa, że jeszcze nie zorientował się, że wróciła - może jakby zdzielić go teraz łopatą i pozbyć się jedynego świadka...
- Łapy precz od tego! - warknęła, zamiast uciekać się do ostatecznej formy przemocy, zaraz ruszając w jego stronę, żeby wyrwać mu notes z rąk.


adam monroe
weteran / właściciel sklepu — petbarn cairns
42 yo — 190 cm
Awatar użytkownika
about
You go down just like Holy Mary
Mary on a, Mary on a cross
Not just another Bloody Mary
Mary on a, Mary on a cross

Ostateczne postanowienie dotyczące usytuowania szopy miało za sobą drugie dno, jak zwykle. Poza logistyką przewożenia drewnianego kantorka przez pół Lorne Bay, liczyło się również zmuszenie Viper do wyjścia poza teren domu. W porozumieniu ze starszym bratem, Adam zadecydował o wymuszeniu na dziewczynie krótkiej podróży przez australijskie miasteczko, zaznanie odrobiny świeżego powietrza i wyrwanie się z ciemni, aby Samuel mógł wywietrzyć jej pieczarę pod nieobecność. Nie oszukujmy się, nastolatki śmierdziały hormonami, a podczas cieplejszych dni takie komory gazowe były nie do zniesienia.

Starał się monitorować jej aktywności w eksperymentalnej szopie, jednak nie zachodził tam zbyt często. Wiedział, że siostra ceni sobie prywatność i przeszkadzanie jej podczas zabawy wyprowadzałoby z równowagi, może niszczyło jakiś twórczy amok albo po prostu podnosiło ciśnienie, a Monroe nie miał ochoty na niepotrzebne kłótnie. Głównie bawił się na podwórku z psami, pozwalając dziewczynie pracować w spokoju. Przypominał jej o piciu wody, o jedzeniu przynajmniej kawałka kromki chleba i odpoczynku, bo nie dało się ukryć, że miała silne tendencje autodestrukcyjne.

Widząc z daleka, że czarownica opuszcza magiczną grotę postanowił zajrzeć do środka i upewnić się, że nie będzie musiał ukrywać przed policją jakichś bliżej nieokreślonych zwłok sąsiadów. Wszedł ostrożnie, niezwłocznie rozglądając się na wszystkie strony w poszukiwaniu pułapek, a następnie podszedł do drewnianego blatu będącego głównym miejscem robót. Na samym jego środku leżała książka, a raczej notatnik siostry. Cóż, nie został zamknięty na cztery spusty, więc ciekawski mężczyzna postanowił podejrzeć zawartość, przygotowany na strony zapisane głupimi, dziecinnymi zaklęciami uprzykrzającymi życie niewinnym mieszkańcom. Ku jego zaskoczeniu, trafił na bardzo osobisty pamiętnik wypełniony strachem, nienawiścią i ogromem smutku. Jedna za drugą wertował strony, zapamiętując imiona oraz niepokojące sytuacje. Happy był do odstrzału, co zdążył zauważyć. Drugim problemem był Zeke, którego jeszcze nie miał okazji poznać i miał nadzieję, że siostra nie leci na dwa fronty jak jakieś bohaterki książek dla małolatów.

Mimo zaabsorbowania lekturą, słyszał jej kroki. Jako wyszkolony żołnierz gotów był na reakcję, jeśli zdecydowałaby się go zaatakować, jednak w ogólnym rozrachunku była marnym, słabym zagrożeniem. Skrzek wydany przez Viper zmusił weterana do obrotu, a później uniesienia pamiętnika wysoko, daleko od niej.

— Uspokój się i siadaj. Porozmawiamy o twoich kolegach — powiedział poważnie, jedną ręką popychając ją za klatkę piersiową w tył, w stronę taboretu.




viper monroe
ambitny krab
Lumberjack
brak multikont
uczennica / taksydermistka — liceum / szopa za domem
17 yo — 177 cm
Awatar użytkownika
about
undeniably frightening and undeniably cool

★ crown the witch ★
Oczywiście, że spodziewała się, że w tej całej akcji z szopą chodziło o coś więcej, choć podejrzewała raczej Adama o zwyczajne, nagłe przebudzenie poczucia odpowiedzialności, które to zaczęło niespodziewanie wzbierać w jej rodzeństwu od czasu do czasu, od aresztowania Barta. Były to raczej krótkie wybuchy niż jakiekolwiek długoterminowe działania, nic więc dziwnego, że spodziewała się, że w przypadku Adama będzie dokładnie tak samo - przez jakiś czas będzie udawał, że mu zależy, że się stara, że dba, a może nawet troszczy, ale w końcu zmęczy się ciągłym jej wtarganiem na jego posesję, każe tę szopę wywieźć do Samuela i na tym skończy się to całe zgrywanie dobrego brata. Przecież tak samo było z Saulem - przez chwilę wydawało jej się, że ma szansę na zbudowanie (bo przecież nawet nie wskrzeszenie; tutaj nie było czego wskrzeszać) z nim kontaktu, a potem dostała po dupie, utwierdzając się tylko w przekonaniu, że ta rodzina była zupełnie beznadziejna i nikomu nie należało ufać.
Taksydermia była jej ucieczką od rzeczywistości. Prawdopodobnie jednocześnie stanowiła jedyną pozytywną rzecz, jaką wniósł do jej życia ojciec, próbując wpoić jej jakieś - w jego mniemaniu - typowo „męskie” hobby. Choć z początku była do tego nastawiona sceptycznie (tak jak do wszystkiego), dość szybko zafascynowało ją to, co ludzie bez wyczucia i krztyny wiedzy określali mianem babrania się w zwierzęcych szczątkach. To było jak hipnoza. Chirurgiczna precyzja, dokładność, stabilna ręka, skupienie - idealny dystraktor, idealne ukojenie. Ta jedna rzecz, którą można było mieć pod pełną kontrolą; ta jedna rzecz, która zależała w całości od jej woli; ta jedna rzecz, którą mogła naginać pod swoją wizję bez żadnego skrępowania (dopóki nie zaczęła przyjmować płatnych zleceń, bądźmy jednak szczerzy - do każdego z nich dodawała odrobinę własnej fantazji, niezainteresowana zupełnie tym pozbawionych inwencji, pospolitym wypychaniem, którym parało się wielu półgłówków).
Dla niej, to było jak rytuał. Wszystkie drobne nacięcia, usuwanie wnętrzności, przygotowywanie wypełnienia, utrwalanie pozy, dodawanie wszystkich tych subtelnych akcentów, które czyniły jej prace wyjątkowymi. Wiedziała dobrze, że w starożytności niektóre ludy zajmowały się haruspicją i często wyobrażała sobie, że ona sama robiła właśnie to samo - w pewien zindywidualizowany, dostosowany do siebie, swoich warunków i możliwości sposób. Rozkrawanie zwierząt było jak wodzenie palcem po mapie nieba - trzeba było jedynie połączyć ze sobą odpowiednie punkty. Czasem frustrowało ją, kiedy niczego nie dostrzegała, częściej - że dostrzegła być może zbyt dużo.
Pewnym było jedno: nawet jeśli czasem dostrzegała pewne znaki, to tym razem nic nie wskazywało na to, że jej durny brat postanowi wtargnąć do jej świętego zakątka, burząc jej spokój i w realny sposób naruszając prywatność. Ciśnienie podskoczyło jej natychmiastowo, kiedy tylko zdała sobie sprawę z tego, że ten idiota skończony wciskał nos w jej Księgę Cieni, więc bardzo możliwe, że była o krok od wydrapania mu oczu. Ten jednak, zamiast poddać się i uciec w popłochu, jak to zwykle miało miejsce, kiedy wkraczała do akcji, uniósł notes do góry, a jakby tego było mało, ośmielił się jej d o t k n ą ć i jeszcze dyktować jakieś rozkazy. Choć zachwiała się lekko, kiedy Adam przechylił ją w stronę taboretu, nie miała zamiaru siadać i dawać mu jakiego poczucia władzy, więc zamiast dostosować się do jego przebrzydłej dyktatury, w dalszym ciągu próbowała wyrwać mu zeszyt z rąk.
- Nie mam żadnych kolegów, idioto skończony! - warknęła na niego w formie samoobrony i choć ktoś inny mógł uznać to za żałosne przyznanie się do własnej porażki, dla Viper przecież to był właśnie niepodważalny dowód jej samowystarczalności. - Oddawaj! Słyszysz, zjebie? Oddawaj w tej chwili! I dotknij mnie jeszcze raz, to cię oskóruję! - zagroziła, poddając się w końcu w próbach wyrwania mu notatnika i zamiast tego łypiąc na niego spode łba. Już zaczynała powoli zastanawiać się, jak powalić tego kretyna na ziemię, choć nie była chyba na tyle naiwna, żeby wierzyć, że realnie miała szansę na zwycięstwo w fizycznym starciu z tym półgłówkiem. Na pewno jednak nie miała zamiaru tak po prostu zacząć opowiadać mu o swoim życiu - zwłaszcza, że solidnie sobie teraz u niej nagrabił.


adam monroe
weteran / właściciel sklepu — petbarn cairns
42 yo — 190 cm
Awatar użytkownika
about
You go down just like Holy Mary
Mary on a, Mary on a cross
Not just another Bloody Mary
Mary on a, Mary on a cross

Okres nastoletni był prawdopodobnie najgorszym, czego mógł doświadczyć człowiek. Burza hormonalna połączona z ledwo budowanym poczuciem własnej wartości, autonomią oraz potrzebą wspólnoty tworzyła mieszankę wybuchową, często prowadzącą do wielu załamań u młodzieży. Adam wiedział po sobie, że był to czas pełen niepewności i najgorszych decyzji, jakie człowiek mógł popełnić z własnej głupoty oraz impulsywności, która towarzyszyła nastolatkom dopóki nie osiągnęli dwudziestego roku życia. Nawet wtedy wiele osób nie potrafiło panować nad emocjami, a osobowość kształtowała się dopiero około dwudziestu pięciu przekroczonych wiosen. Plastyczność umysłu młodej osoby była niebezpieczna, a każde negatywne doświadczenie odciskało silne piętno na budowaniu zaufania czy własnego charakteru. To doprowadzało do wyrzeczeń, podporządkowywania się silniejszym osobnikom oraz utracie godności - niestety.

Nie winił dziewczyny za jej agresję, jednak nawet Adam miał swoje granice cierpliwości. Jeśli decydowała się nie panować nad emocjami, powinna dostać życiową lekcję słownie lub fizycznie, w zależności od drastyczności jej zachowania. Jeden ruch, a cała chęć pomocy mogła prysnąć jak za sprawą magicznej różdżki.

— Nie działają na mnie twoje chamskie odzywki, Viper — stwierdził spokojnie, słysząc kolejne wiązanki kierowane w jego osobę. Zajrzenie do notatnika - znaczy się Księgi Cieni - siostry nie było najmądrzejsze ani najbardziej uczciwe, jednak przez jej małomówność rzadko kiedy ktokolwiek z rodzeństwa wiedział, co tak naprawdę kotłowało się w umyśle nastolatki. Wątpił, że Amalia prowadziła z nią głębokie rozmowy siostrzane, szczególnie w okresie ćpuńsko-żałobnym. Zresztą, znowu gdzieś zniknęła i nie odbierała telefonów, dlatego Adam tylko modlił się o jej powrót w jednym kawałku.

Włożył trzymaną książkę w tylną część spodni, dokładnie za dość elastyczny pas i podchodząc bliżej Viper strzelił jej jednego, prostego liścia na uspokojenie. Miał dosyć warczenia. Jeżeli chciała zachowywać się jak jebane zwierzę, to będzie traktowana w ten sposób.

— Możesz drzeć na mnie mordę i grozić oskórowaniem, ale prawda jest taka, że nie masz na sumieniu nawet jednego ciała. Ja mam ich na koncie pięćdziesiąt dwa, więc zamknij mordę i posłuchaj mnie uważnie — powiedział ostro, wystawiając ostrzegawczo palec. Może miała ambicje na nowego Hannibala Lectera, ale daleko jej było doświadczeniem oraz siłą do jakichkolwiek akcji buntowniczych. Starszy Monroe mógł rzucić nią o pobliską ścianę szopy, doprowadzając tym samym do urazu kręgosłupa...ale było to aktualnie bardzo nieopłacalne. Zamiast tego oparł się o stół rzemieślniczy, krzyżując ręce na klatce piersiowej.

— Powiesz mi teraz grzecznie, kto cię gnębi w szkole i poza nią. Jeśli nie, znajdę i zabiję każdego, kogo wymieniłaś w swoim słodkim pamiętniczku. Łącznie z Happym — stwierdził obojętnie, zupełnie jakby rozmawiali o pogodzie albo kolejnej działce wciąganej przez Saula w ciemnym zaułku. Naciskał na delikatną sferę miłosną Viper imieniem jej wybranka tylko dlatego, by nieco stłamsić jej bunt albo wywołać jeszcze większy huragan, który złapie na lasso i przyciągnie do gruntu. Tak czy inaczej, oczekiwał informacji.



viper monroe
ambitny krab
Lumberjack
brak multikont
uczennica / taksydermistka — liceum / szopa za domem
17 yo — 177 cm
Awatar użytkownika
about
undeniably frightening and undeniably cool

★ crown the witch ★
Oczywiście, że okres nastoletni był absolutnie najgorszy, Viper uważała tak samo. Jeszcze przed włączeniem hormonów, wkurwiało ją niemiłosiernie to, co działo się z jej ciałem i głosem - z tym drugim problem pozostał i zdawała sobie niestety doskonale sprawę z tego, że te zasrane ćwiczenia, które robiła codziennie potrzebowały czasu, czemu mogła nauczyć się mechanizmów na tyle, żeby zawsze z sukcesem wdrażać je w rozmowie. Poza tym, równie mocno drażniły ją pulsujące hormony, które ostatnio coraz mocniej dawały jej się we znaki - cała jej relacja z Happym była nimi mocno naznaczona; czasem żałowała, że dała się im ponieść i pozwoliła na to, żeby między nimi wydarzyło się cokolwiek romantycznego. Poza tym, była nieustannie rozdrażniona i o to także pozostawała na siebie okrutnie wściekła. Kiedyś potrafiła cedzić swój jad przez zęby, perfekcyjne odgrywając chłód i zobojętnienie, teraz natomiast miała wrażenie, że każda jej bolączka była widoczna gołym okiem, nawet dla takich idiotów jak cholerny Zeke. To czyniło ją słabą, a przecież nienawidziła być słaba.
Adam wybrał sobie zatem naprawdę chujowy moment na to, żeby wpieprzać się w jej życie. Ta banda kretynów, z którymi była spokrewniona ostatnio działała jej na nerwy coraz bardziej - najpierw Saul, który nagle zaniechał wszelkich kontaktów, potem najebany Zahariel, którego znalazła pod płotem, żebrzącego o pocieszenie, a teraz jeszcze on. Najbardziej drażnił ją fakt, że miała wrażenie, że to wszystko było udawane i na pokaz. Nie była w stanie uwierzyć, że nagle zaczęła brata obchodzić - jego bieżące zachowanie postrzegała raczej w kategoriach szukania jakiejś afery, bo najwidoczniej miał tak nudne życie, że musiał przyczepić się do kogoś innego. Miała tylko nadzieję, że nie rozdmucha tej sytuacji jeszcze bardziej, wciągając w nią innych, jak na przykład Samuela, z którym dopiero zaczęła budować jakiekolwiek porozumienie. Nic rewolucyjnego, ale na tyle mocne, żeby pozwalał jej robić swoje rzeczy w świętym spokoju, którego Adam najwyraźniej nie potrafił uszanować.
Dlatego przewróciła tylko oczami, słysząc, że rzekomo nie działały na niego jej odzywki. Jasne, każdy tak gadał, a potem zachowywał się w sposób, który świadczył o czymś zupełnie innym. Podobnie zresztą uczynił sam Adam, doskakując do niej znowu z łapskami. Kłamstwem jednak byłoby stwierdzenie, że to uderzenie nie zbiło jej z tropu - całkiem dosłownie, bo zachwiała się lekko, z rozdziawionymi ustami i dłonią automatycznie wędrującą do palącego policzka. Przez krótki moment nie mogła zupełnie złapać oddechu, co bynajmniej nie było spowodowane siłą uderzenia, ale raczej samym faktem, że ono nastąpiło, pozostawiając ją w głuchym szoku. Do tej pory nie podniósł na nią ręki nikt, kto nie był Bartem i choć pewnie mogła spodziewać się, że jego agresja pulsowała nie tylko w jej żyłach, chyba nie przypuszczała, że stanie się jej obiektem.
Cóż, to jedno Adamowi się udało: faktycznie zamilkła. Przemoc fizyczna, jeszcze wymierzana pięścią ojca, zawsze zupełnie ją paraliżowała i chyba nie spodziewała się, że brat wyciągnie przeciwko niej taką amunicję. Właśnie odkryła kolejny argument przemawiający za tym, żeby nie trzymać żadnego z tej bandy na dystans krótszy niż absolutnie wymagany, zatem odsunęła się natychmiast pod samą ścianę, wpadając plecami na ramkę z zawieszonymi ozdobnie na szopie spreparowanymi owadami. Pozwalała jego słowom wpadać jednym uchem i natychmiast ulatywać drugim, zajęta przesadnie wpatrywaniem się w niego zabójczym spojrzeniem, jakby rozważała całkiem realnie, czy to nie najwyższa pora na podjęcie ofensywy, skoro sam zaczął.
- Będziesz moim pierwszym ciałem, sukinsynu, jeśli zrobisz to jeszcze raz - warknęła w końcu, odrobinę prowokacyjnie, bo powoli wzrastał w niej rozpaczliwy żal, że nie podjęła od razu kontrataku - przecież z pozbyciem się starego to miał być k o n i e c takiego pieprzonego traktowania; powtarzała to sobie codziennie przed zaśnięciem: k o n i e c, już nikt nigdy nie odważy się podnieść na ciebie ręki. Do tego zmierzała uparcie, izolując się od ludzi i ograniczając do minimum grono osób, które było w stanie ją skrzywdzić. I tak w ostatnim czasie rozszerzyła je zanadto, co uświadomiła sobie z goryczą. Żałowała, że nie mogła unieść tej cholernej szopy na własnych barkach, żeby przenieść ją w jakieś miejsce, gdzie nie musiałaby patrzeć na zdradziecką, zakłamaną mordę brata.
Słysząc jego groźbę, pokręciła tylko głową, z cynicznym uśmiechem na ustach. Naprawdę kretyn myślał, że takim zastraszaniem cokolwiek z niej wydobędzie? I - co ważniejsze - że byłby w stanie zrobić takie rzeczy, jakimi się odgrażał? Była więcej niż przekonana, że w tym wojsku obierał tylko kartofle, a teraz wygadywał jakieś bzdury, żeby podbić sobie ego, łudząc się, że w ten sposób nabierze w jej oczach jakiegokolwiek poważania. Prawda była taka, że Viper zupełnie nie znała Adama, a on zupełnie nie znał Viper. Frustrowało ją, że próbował zachowywać się, jakby było zupełnie inaczej, ale nie miała zamiaru pozostawać mu dłużna.
- Nie masz czasem jakichś chłopców do wyruchania? Jestem prawie pewna, że Samuel kręci z kimś nowym, to tak akurat w twoim typie - nie możesz sobie znaleźć własnego, to bierzesz się za zajętych. Co na to twoja Bozia? - fuknęła w jego stronę, patrząc mu prowokacyjnie prosto w oczy. Tak, miała zamiar teraz odwracać kota ogonem tak długo, aż Adam zapomni zupełnie, co właśnie przeczytał i o co ją pytał.

adam monroe
weteran / właściciel sklepu — petbarn cairns
42 yo — 190 cm
Awatar użytkownika
about
You go down just like Holy Mary
Mary on a, Mary on a cross
Not just another Bloody Mary
Mary on a, Mary on a cross

Viper budziła w nim dziwne żądze, które odczuwał dawno temu za czasów wojska, gdy pierwszy raz smakował krwi rozbryzgującej się z czaszki po oddaniu strzału. Była to dziwna fantazja zakrawająca o bardzo drastyczne opisy scen, w których ofiara cierpiała katusze przed punktem kulminacyjnym. Jej agresja, nieufność, jej lekceważenie pomocnej dłoni sprawiały, że starszy Monroe bardzo chciał uciszyć ją na stałe - metalowym kneblem, zaszytymi ustami, czymkolwiek.

Jak planował, ignorował jej bezczelne zaczepki. Była jak dzikie zwierzę, którego nikt nie potrafił nauczyć egzystencji w społeczeństwie. Nie dziwił się, że była gnębiona w szkole przez jakiegoś potężnego Zeke'a, a gdyby uszanowała chociaż trochę pozycję starszego brata, to pomógłby jej rozwiązać ten męczący od wielu miesięcy problem. Nie, ona była samodzielna. Ona nie potrzebowała rodziny, nie potrzebowała nikogo poza psychotropami, które powinna dostawać w gardło i jedzeniem omijanym na kilometry. Dziwiło go, że nikt nie zauważał potężnej utraty wagi, zapewne uważając to za patologiczną normę w ich nienormalnej rodzinie.

Naciągnęła bardzo niebezpieczną strunę, poruszając temat orientacji seksualnej Adama. Wciąż nie był pewien siebie, poszukując pewnych wygód psychicznych za pomocą wykupowania usług męskich prostytutek. Był to krok milowy ku lepszemu zrozumieniu własnej natury oraz akceptacji, którą przez ostatnie trzydzieści lat odsuwał daleko poza widnokrąg. Wiedział, że widmo wigilijnej kolacji będzie ciągnęło się za nim jak swąd końskiego gówna, ale nie sądził, że Viper użyje tego jak bomby atomowej spuszczanej na Nagasaki w czterdziestym piątym. Niestety, zrobiła to. Gula urosła w gardle mężczyzny, gdy ponownie wyciągał jej notatnik. Wyszukał parę ulubionych fragmentów, gotowy rozpętać prawdziwe piekło na ziemi cytatami, które mogłyby poruszyć tę chudą skamielinę.

Nie wiem, co się dzieje z Happym, ale coraz mniej mi się to podoba. Znowu pierdolnął jakąś głupotę, a potem udawał, że nie rozumie o co chodzi. Coś o tym, że możemy macać się tylko do anime; mam wrażenie, że bardziej ekscytują go te anime dziewczynki niż ja. Zupełnie jakby były dla niego bardziej prawdziwymi dziewczynami ode mnie, chociaż one są rysunkowe, a ja prawdziwa przeczytał pierwsze i prawdopodobnie najbardziej wstydliwe wyzwanie, jakie Viper kiedykolwiek napisała. Nie zatrzymywał się, wertując kolejne parę stron.

Zjebany Zeke znowu cały dzień nie dawał mi spokoju. Już wie, o czym mówić, żeby jakoś mnie to tknęło, z każdym dniem robię się coraz słabsza... czytał dalej, wybierając ten fragment ze względu na wspomnianego chłopaka, który gnębił jego młodszą siostrę. Viper wielokrotnie pisała o samotności, na żywo odrzucając jakąkolwiek próbę nawiązania z nią kontaktu oraz pomocy, co Adamowi wydawało się cholernie nielogiczne.

Zeke jest moją najgorszą zmorą. Za każdym razem, kiedy muszę wyjść do szkoły, wymiotuję, chociaż nie mam czym. Nie potrafię już cieszyć się na biologię ani chemię, bo widzę przed oczami tylko jego parszywą mordę, wykrzywioną w cynicznym uśmiechu. Kiedy idę korytarzem, ciągle zerkam za siebie, żeby sprawdzić, czy przypadkiem za mną nie idzie i nie gada jakichś głupot do tej swojej świty wypowiadając ostatnie słowo zamknął dziennik, a następnie spojrzał na siostrę wymownie. — Mam kontynuować? Bo najwidoczniej z tego myślowego pierdolnika dowiem się więcej, niż od ciebie kiedykolwiek.


viper monroe
ambitny krab
Lumberjack
brak multikont
uczennica / taksydermistka — liceum / szopa za domem
17 yo — 177 cm
Awatar użytkownika
about
undeniably frightening and undeniably cool

★ crown the witch ★
Mogła przypuszczać, że prędzej czy później okaże się, że coś w tym nagle sielskim obrazku - zatroskanych braci, trzeźwej siostry, domu przez pomocy - w który próbowano ją wcisnąć, pęknie, przypominając jej znowu o tym, że nie mogła tak naprawdę ufać nikomu z rodziny. W końcu Adam ośmielił się w znaczący sposób naruszyć jej prywatność, nie tylko wdzierając się do szopy pod jej nieobecność, ale także wyciągając swoje lepkie łapska po Księgę Cieni, która była absolutnie nietykalna, nawet dla Felixa, a co dopiero dla jakiegoś tam trzeciorzędnego brata, który zawsze miał ją w dupie. Ciężko było jej doceniać fakt, że dzięki interwencji odpowiednich służb wyzwolono ją bohatersko spod jarzma ojca-pijaka, bo to zwyczajnie nie było jej na rękę. Zawsze marzyła o tym, że wyzwoli się sama; że ucieknie, tak - daleko, ale nie w taki sposób, jak zrobiła to reszta jej rodzeństwa. Ucieknie emocjonalnie, odgrodzi się od rodzinnych dramatów, pozbędzie się ojca na własnych zasadach, a nie z pomocą jakichś żałosnych panów w mundurach; że to ona będzie tą wybawicielką, na którą wszyscy czekali, że to j e j będą dziękować, a nie od niej oczekiwać podziękowań za to, że łaskawie ktoś zdecydował się w końcu przyjąć ją, Felixa i Isaaca pod swój dach.
Nienawidziła bycia ofiarą. Nienawidziła sposobu, w jaki Adam teraz na nią patrzył, bo choć w jego spojrzeniu na próżno było doszukiwać się jakiegokolwiek współczucia, czuła, że traktował ją przedmiotowo, jako kogoś zupełnie sobie podległego, skoro tak słabego, że nie potrafił sam poradzić sobie z durnymi ludźmi w szkole. Nic dziwnego zatem, że na jakiego nieudolne próby konfrontacji reagowała agresją - w końcu miała to we krwi. Pragnienie przemocy buzowało w jej żyłach, przypominając o sobie w każdym chwiejnym momencie, kłując trzewia głodem rozładowania, na które nie pozwalała sobie nigdy w sposób wykraczający poza słowne pyskówki. Trochę dlatego, że gardziła fizyczną agresją. Trochę dlatego, że obawiała się, że gdyby raz jej posmakowała, to okazałoby się, że jest wyzwalająca i nie minęłoby dużo czasu, a stałaby się dokładnie taka jak znienawidzony ojciec, a to byłby przecież jej ostateczny upadek.
Dlatego w odpowiedzi na zachowanie Adama nie miała innego wyjścia niż sięgnięcie po swoją najlepiej zachowaną broń: ostry język. Wiedziała przecież doskonale, że naruszała teraz bardzo wrażliwą strefę, ale uważała, że brat w pełni sobie na to zasłużył. Raczej nie była aż tak naiwna, żeby nie spodziewać się, że posunie się do jakiegoś kontrataku, ale i tak, kiedy zobaczyła, jak otwiera na powrót jej pamiętnik, poczuła jak zamiera. Słysząc pierwsze czytane przez niego słowa, zacisnęła ręce w pięści, ale nie była w stanie zupełnie niczego wykrztusić, więc tylko wpatrywała się w niego nienawistnie, czując jak jej policzki stopniowo nabierają wstydliwych rumieńców, bo kiedy słyszała te słowa wypowiadane w głos, brzmiały kompletnie żałosne. Brzmiały, jakby pisał je ktoś słaby, a ona przecież nie była słaba, nie mogła być.
- Wystarczy - warknęła w pewnym momencie, ale ten skurwysyn kontynuował, zaraz od Happy’ego przechodząc do Zeke’a i Viper realnie nie potrafiła stwierdzić, który z tych tematów był gorszy. Miała w tym momencie ochotę zwyczajnie wydrapać mu oczy, żeby nie mógł już śledzić spojrzeniem kolejnych wersów, ale powstrzymywała się przed tym zawzięcie, zagryzając wewnętrzną stronę policzka i wbijając paznokcie pod skórę własnych dłoni, z upartym postanowieniem, że nie może być taka jak Bart. Uznała, że to przetrwa, oczywiście, że tak. Przetrwa i nie okaże wcale, jak bardzo ją to ruszało, nie wypuści tych żałosnych łez, które domagały się tak uparcie uwolnienia. Ale na razie jej przetrwaniem było tylko przeczekanie tego żałosnego pokazu siły, który prezentował jej Adam. W końcu jednak mężczyzna zatrzymał się, a ona z całej siły powstrzymywała się, żeby nie odetchnąć z ulgą, ciągle też pilnując trzymania rąk blisko ciała.
- Oddawaj mi to - zażądała niewzruszenie, wbijając w niego przenikliwe spojrzenie. Zaraz jednak zaczerpnęła nosem sporą dozę powietrza i przełknęła głośno ślinę. - Podaj mi jeden powód, dla którego miałabym ci powiedzieć o rzeczach, o których pisałam tutaj. Jeden - fuknęła na niego prowokacyjnie, dobrze wiedząc, że nie będzie w stanie wymienić czegokolwiek. - Nie ma zupełnie żadnego powodu, żebyś wpierdalał się teraz w moje życie. Zajmij się lepiej sobą, a ode mnie wara - warknęła, uznając, że przytaczanie mu argumentów, dlaczego tak uważała, nie miało najmniejszego sensu, bo i tak by do niego nie dotarły.

adam monroe
ODPOWIEDZ