ortopeda | lekarz wojskowy — szpital w cairns
34 yo — 190 cm
Awatar użytkownika
about
zawieszony. gdzieś między wojną a cywilem. w pracy za przekroczenie uprawnień i złamanie procedur. w zupełnej wściekłości po tym jak skrzywdzono jego siostrę. między dobrymi zamiarami a chęcią dania swojemu najlepszemu kumplowi w zęby. i między mią a totalnym zauroczeniem jej osobą (nie liczy się).

Nie spodziewał się chyba, że tak rychło w jego życiu pojawi się ktoś, kto nie przemknie przez nie ledwo zauważony, jakby w ogóle nie odczytany przez bazę danych zarezerwowaną dla wspomnień, jaka powstawała latami w jego głowie. Nie dziwnym było więc, że kiedy Mia - dziewczyna od malowania (zwłok swojej jeszcze ciepłej) koleżanki, dziewczyna z karetki, dziewczyna od pocałunków w zakładzie pogrzebowym i jeszcze wielu, wielu innych miejscach - z taką łatwością owe miejsce zacznie dzierżyć. Nie, żeby się jakoś specjalnie przed nią z tego tytułu wysypywał, chociaż... Z drugiej strony trzeba było przyznać, że Dillon w ostatnim czasie odżył. Jasne, duża pewnie była w tym kwestia jego ciągłego zawieszenia w robocie - jak często by do Desi nie latał, przecież to i tak nie zajmowało mu tyle czasu co praca - ale sam wolał wierzyć, że to wszystko zasługa tej dziewczyny. Spokorniał, gdzieś głęboko spod swojej skóry odkopał dawnego Dillona, sympatycznego gościa z poczuciem humoru. Nieskromnie stwierdzał, że trochę za typem tęsknił, bo w jakiś pokręcony sposób najwyraźniej w tej wersji potrafił robić wrażenie. Pewnie wyczytał to z oczu Mii, choć nadal nie był wcale a wcale taki pewien tego, że w ogóle jeszcze potrafi w relacje damsko-męskie.
Z tego więc tytułu wysłał jej kwiaty. Do pracy.
W Walentynki.
Zapominając, że to w ogóle Walentynki są.
Wyszedł więc zapewne na jednego z tych irytujących typów, co to niebezpiecznie bardzo przywiązują się do dat i rocznic, z drugiej jednak strony zaśmiewał się gdzieś głęboko w środku w najlepsze. Jak groteskowo musiał wyglądać odstrzelony totalnie bukiet czerwonych róż (jak wiadomo, są Walentynki, a te oznaczają miłość) wręczonych młodej dziewczynie w zakładzie pogrzebowym. Takie atrakcje mogły spotykać jedynie Dillona Riseborough i tego był pewien tak bardzo, jak tego ze dwa plus dwa to cztery. Najwyraźniej jednak postanowił kuć żelazo póki gorące, i skoro już pozował na takiego romantyka od kwiatów w święto zakochanych - tak, był bardziej niż pewien że i Mia czuje nonsens tej sytuacji - to, że wyciągnie ją na kolejną randkę. Bez rezerwacji. W Walentynki.
No, klasyczny debil.
Swoje roztargnienie zamierzał jednak zrzucać na zakochanie/zauroczenie/zadurzenie/wpisz tutaj dowolne słowo, które może oznaczać utratę zmysłów. Kiedy jednak przyszło co do czego, wylądowali u niego. Brawo, Dillon, oryginalne to było w cholerę. I wcale, ale to naprawdę chłopie wcale nie wychodziło na to, że masz względem tej dziewczyny rozmiary tak oczywiste jak i to, że po jednym zetknięciu na twój dom mogła być bardziej niż pewna, że nie ma do czynienia z żadnym milionerem.
- Zapewniam, lokal jest iście pięciogwiazdkowy - zaśmiał się więc, chyba próbując ukryć trochę pewien rodzaj speszenia tym, jak wielkim był nieogarem. I że zapewne ona biedna skończy jako tą jedna, co to nie będzie mieć idealnych fotek na Insta. Chociaż, wróć, dobrze wiedział że Ginsberg jest nie z tych w innym wypadku nie byłoby pewnie żadnego całowania (tym bardziej po zakładach pogrzebowych), ani żadnych - całkiem uroczych zresztą - randek. Pewnie powinien właśnie żartować, że z atrakcji to ma co najwyżej światło w lodówce i trochę jakiegoś podłego wina, ale zapewne nie było z nim wcale tak źle, więc jak na dżentelmena przystało wskazał jej drogę i nawet trochę dygnął (po co?) by puścić ją przed siebie. - Proszę, damy przodem - czy tylko on doceniał dwuznaczność tej d a m y?
Opanuj się, Riseborough.
tanatokosmetolog — The Last Goodbye
21 yo — 165 cm
Awatar użytkownika
about
pracuje w zakładzie pogrzebowym, nienawidzi krasnali ogrodowych, policja uważa, że zamordowała swoją przyjaciółkę, ale to w gruncie rzeczy całkiem miła i zaradna dziewczyna!
Nie lubiła tego rodzaju świąt. Tak naprawdę pracując w zakładzie pogrzebowym uczyła się nie lubić żadnych świąt, bo okazywało się, że stanowią one niezłą inspirację do umierania. Nie wiedziała z czego to wynika, ale zazwyczaj wtedy pojawiały się zwłoki samobójców, a nawet ją ruszały te niespodziewane śmierci. Owszem, te z powodu nieszczęśliwej miłości uważała, że szczyt kretynizmu i zazwyczaj dawała pokaz swojemu oburzeniu serwując trupowi jedną z tych nieśmiertelnych wiązanek, ale wówczas tylko irytowała się bardziej, że denat albo denatka są tak niewychowani, że nawet nie skiną jej głową w geście potwierdzenia.
A przecież miała rację- miłość nie była dla słabych ludzi i należało się zawzięcie bronić przed wszelkimi zakusami Amora, który jak to miał w zwyczaju, atakował z zaskoczenia dobierając strzały w tak dziwny sposób, że Ginsberg po raz pierwszy w tym roku umówiła się na iście walentynkową randkę. W towarzystwie lekarza, więc pewnie jej babcia byłaby dumna, o ile przyznałaby się w końcu do jej istnienia. Jak dotąd jednak skubana wypierała się w najlepsze, więc Mia postanowiła spotykać się z Dillonem z bardziej prozaicznych powodów. Takich jak fakt, że całkiem mocno roztapiał jej dziewczęce serduszko przysyłając jej do pracy kwiaty. Takie, że od razu zaczęło się dopytywanie czy na pewno pan z poczty kwiatowej się nie pomylił i czy to nie wiązanka dla grubej Berty, która wreszcie kopnęła w kalendarz. Dopiero liścik rozwiał wszelkie wątpliwości i nie chodziło tylko o adresatkę tej przesyłki, ale i o fakt, że panna Ginsberg coraz częściej nosiła się z zamiarem pozbycia się czegoś. Czegoś, co może jej nie zawadzało zbytnio, ale sprawiało pewien dyskomfort.
Na tyle duży, że zapomniała powiedzieć swojemu chłopakowi o tym, że jest dziewicą. Oraz o fakcie, że przez kilka tygodni intensywnie próbowała czegoś nowego, ale i tak przecież żyli na razie trochę na etapie randek, a nie kategoryzowania swojej relacji. Z tego powodu jak dotąd cieszyła się nim- wesołym, uśmiechniętym i tak cholernie nakręcającym ją, że nie było istotne jak i gdzie spędzą walentynki. Byle ze sobą i byle w miejscu, gdzie wreszcie będzie mogła przejść od całowania do czegoś więcej. O ile, rzecz jasna, nabierze odwagi i wytłumaczy mu absolutnie wszystko odnośnie swojego dziewictwa.
Nic więc dziwnego, że czuła się lekko zdenerwowana tym wszystkim i nie zwracała uwagi na to, że i sam Dillon poczuł się nieco zdezorientowany tym niewypałem z kolacją. A może faktem, że przyszło mu zaprosić ją do swojego domu, który jak na razie nie przypominał wnętrz, jakimi zwykle otaczałby się lekarz? Nie wiedziała, bo sama w króciutkiej sukience z kołnierzykiem (tym razem z bielizną w komplecie) była zachwycona tym, co przyszło jej oglądać. Tak bardzo, że uśmiechała się za szeroko jak na dziewczynę z tym ponurym vibe’em, jakiego doświadczył przy malowaniu zwłok.
Może powinna przestać szczerzyć się jak głupia do sera, bo zauważy, że go lubi i będą problemy? Nie umiała. Nie, gdy wreszcie stanęła nieco pod ścianą obserwując uważnie ten salon, do którego ją wpuścił.
- Mogłeś od razu powiedzieć, że chcesz mnie ściągnąć do mieszkania, cwaniaku- posłała mu jeden z tych zachęcających i uroczych uśmiechów, ale sama nie ruszyła się o krok dając mu do zrozumienia, że to on ma podejść. A może chodziło o lekką panikę w jej wykonaniu, bo fakt, całowali się już dość intensywnie, ale zawsze ktoś w międzyczasie im to przerywał, a teraz byli w jego mieszkaniu i były walentynki, więc to wszystko składało się na jedną z tych randek ze śniadaniem.
Pytanie tylko czy Mia Ginsberg była na taką gotową i jeśli nie to czy kiedyś się jej to zmieni? A jeśli tak to od czego należało zacząć?
Pytań było sporo, a ona wydawała się taka malutka pod tą ścianą, która jej imponowała. To znaczy nie sama ściana, a jej idea- spotykała się z kimś, kto posiadał te cztery ściany w przeciwieństwie do niej. Czy to czyniło z niej utrzymankę nieruchomościową?
Cholera, ten chłopak zdecydowanie za mocno mieszał jej w głowie.
ortopeda | lekarz wojskowy — szpital w cairns
34 yo — 190 cm
Awatar użytkownika
about
zawieszony. gdzieś między wojną a cywilem. w pracy za przekroczenie uprawnień i złamanie procedur. w zupełnej wściekłości po tym jak skrzywdzono jego siostrę. między dobrymi zamiarami a chęcią dania swojemu najlepszemu kumplowi w zęby. i między mią a totalnym zauroczeniem jej osobą (nie liczy się).

Musiał w końcu stanąć twarzą w twarz z myślą o tym, że oto w jego życiu pojawiła się ta pozornie-niepozorna dziewczyna i jakimś nieznanymi mu dotąd metodami, jakimiś sekretnym kodem albo inną siłą wyższą dosyć mocno napędzała go do tego by wychodził ze swojej strefy komfortu. Co prawda okazywało się to nie być na początku nic wielkiego, przynajmniej dla przeciętnego człowieka - w końcu regularne spotkania z drugą osobą z w większości wymagające jakiegoś zaangażowania czy planu wcale nie były wyczynem nadludzkim, ale podobno metody małych kroków okazywały się najbardziej skuteczne, i musiało być w tym sporo prawdy, skoro jeszcze nie poczuł że to wszystko to dla niego za dużo. Nie, zamiast tego brnął w to wszystko dalej. No, raczej przynajmniej próbował bo pewnie mogłoby się okazać, że walentynkowa wpadka urosłaby do rangi poważnego problemu (a wtedy już na pewno by spanikował). Szczęśliwie jednak Mia okazywała się mieć raczej podobny stosunek do Walentynek co i on (choć pewnie nie zapomniała, że w ogóle owe istnieją) i właśnie jak gdyby nigdy nic znajdowała się w jego domu. Całkiem zalotnie pozując przy ścianie, co on sam docenił dopiero, kiedy odwrócił się w jej stronę po tym jak zdecydowanie odpalił jeden z tych falstartów i próbował już chyba ruszać wgłąb mieszkania. Nie, żeby miał na cokolwiek narzekać, w końcu towarzyszyła mu doprawdy śliczna dziewczyna, przez pocałunki której już co najmniej kilkukrotnie zdążył stracić umiejętność logicznego myślenia (doceniał mocno!), ale tym razem wyglądała tak niewinnie, że jeśli do tej pory jeszcze zupełnie nie stracił dla niej głowy, zapewne nastąpiło to w tym momencie.
- Cwaniaku? - zaśmiał się lekko, powoli ruszając w jej stronę. Wyciągnął rękę tak, by ująć jej dłoń w swoją, splótł ich palce po czym przesuwał się bliżej i bliżej, tak że za chwilę Mia znajdowała się idealnie między nim samym a ścianą. Czy nie pozwalał sobie od samego wejścia na zbyt wiele? Przestał się tym przejmować w momencie, gdy jego dzisiejsza towarzyszka uniosła delikatnie głowę w górę tak, że ich spojrzenia się spotkały. Posłał w jej stronę jeden z tych swoich przelotnych uśmieszków. Przecież nie mógł od razu zdradzić się z tym, jak niecne ma dziś wobec niej intencje. Drugą wolna dłoń na moment ułożył na wysokości jej talii, by zabrać ją stamtąd szybko i przesunąć palcami delikatnie, ledwowyczuwalnie wręcz po linii kołnierzyka, który wykańczał tego dnia jej sukienkę. Jak i wszelkie żądze, które zaczynały pojawiać się w jego głowie, ale to już był temat na zupełnie inną rozmowę.
- Przejrzałaś mnie. Nawet nie wiesz jak mocno musiałem się nakombinować, żebyśmy faktycznie nie mogli dziś złapać nigdzie żadnej rezerwacji. Zarwałem kilka nocy - opowiadał tak poważnie jak tylko się dało, choć jeden z tych niedorzecznie rozbawionych wyrazów twarzy zdradzał jasno, że się tylko teraz zgrywa. - Musisz mi jednak zaufać, cwaniaczko. Chodź, nie gryzę - tylko połykam w całości, aż chciałoby się rzec, ale nie zamierzał przecież jej wystraszyć. Uśmiechnął się szerzej, po czym jednym zgrabnym i szybkim ruchem przesunął swoją głowę tak, że pocałował ją w szyję. Odsunął się, po czym pociągnął ją za sobą tak skutecznie, że wpadła wprost w jego objęcia.
- I kto tu się, cwaniaku, nie umie powstrzymać - zaśmiał się jednak z tego, choć wyobraźnia podpowiadała mu o wiele bardziej sugestywne obrazki. Gestem wskazał resztę swojego mieszkania, zapraszając ją do tego by czuła się jak u siebie. Miał nadzieję że tak będzie, a jemu da to chwilę na dojście do siebie.
Ta dziewczyna zdecydowanie za bardzo na niego działała.
tanatokosmetolog — The Last Goodbye
21 yo — 165 cm
Awatar użytkownika
about
pracuje w zakładzie pogrzebowym, nienawidzi krasnali ogrodowych, policja uważa, że zamordowała swoją przyjaciółkę, ale to w gruncie rzeczy całkiem miła i zaradna dziewczyna!
Lubiła to chodzenie z nim, choć nie padły jeszcze żadne deklaracje. To było po prostu spotykanie się na randkach, zupełnie jakby mieli po te naście lat (całkiem nieodległe czasy dla Ginsberg) i właśnie poznawali się powoli przesuwając granicę między zwykłą sympatią, zaintrygowaniem, a czymś więcej. Na razie tylko lekko tlącym się w jej głowie, razem ze zwykłymi, fizycznymi objawami tego zauroczenia. Bo i może Mia nie była zanadto doświadczona w temacie, ale dostrzegała jak bardzo pożądanie idzie w parze z zakochaniem i jak trudno oddzielić zwykły pociąg seksualny do tej osoby, niezależnie jak wzniosłe uczucia za tym szły. Nie była aż tak idealistką, by wierzyć, że pociąga Dillona swoim intelektem, wręcz przeciwnie, dostrzegała w jego oczach tę chęć przeniesienia tej relacji do alkowy. Pewnie nie przeszkadzałoby jej to bardzo- a w sumie to nie, nie miała z tym aż takiego problemu- ale pragnęła wcześniej zadeklarować mu wszystko.
Tyle, że sam fakt bycia dziewicą mógł zostać odebrany przez niego dość nieprzyjemnie, a nie znała go jeszcze na tyle, by to wszystko planować i analizować. Ktoś jej mówił, że powinna poddać się chwili i była gotowa zastosować tę wiedzę w praktyce czując, że to mogłoby być jedno z najprzyjemniejszych doświadczeń w jej życiu.
Kogo, zresztą, oszukiwała? Od pierwszej chwili ich spotkania, zetknięcia się warg wiedziała, że chce to robić właśnie z nim po raz pierwszy i to jemu powinna zaufać na tyle, by eksplorować swoje ciało.
To brzmiało dosłownie tak jakby wyruszała na jakąś pokręconą wyprawę na biegun, by obserwować pingwiny, więc sama się nieco na to zaśmiała. Na to i na jego żart o dzwonieniu do każdej restauracji w promilu dwudziestu kilometrów. Inne jakoś ich nie korciły.
- Powiedzmy, że okoliczności ci nieco ułatwiły tę randkę, ale to też domena seryjnych morderców, wiesz? Wykorzystują każdą okazję- zaśmiała się dalej kontynuując ten ich dowcip o mrocznym wyglądzie pana doktora. Lubiła to, że mają już ze sobą prywatne żarciki, zupełnie jak typowa para. - O, właśnie o tym mówię!- wykrzyknęła, gdy cwaniak wymanewrował nią tak, że wbiła się w jego objęcia. Była w nim zupełnie drobna i niepozorna, ale o dziwo, wcale jej to nie przeszkadzało. Dotąd w takich sytuacjach z przekory próbowała pokazać wyższość, teraz jedynie odchylała głowę czując przyjemny prąd spływający jej między uda, gdy tak całował ją powoli i przypominał jej, że tak, dziewczyna ma swoje potrzeby.
Te jej natomiast obecnie były całkowicie skupione na Dillonie, choć nie umiała (jeszcze, niech da jej tydzień!) przejąć inicjatywy i powiedzieć mu wprost, że chętnie by się rozgościła w jego sypialni. Na razie jedynie wspięła się na palce, by poszukać jego warg i delikatnie je musnąć swoimi. Mógł nie załatwić żadnego miejsca w mieście, mógł celowo nawet ją tutaj sprowadzić i uwieść, ale chwilowo nie miało to dla Mii najmniejszego znaczenia, gdy znajdował się tak blisko i mogła go całować jak zakochana nastolatka.
Niewiele jej do tego stanu brakowało- ot, kilka cofnięć zegara życia do wcześniejszych lat, bo przecież emocje były wciąż takie same i gdy wreszcie oderwała się od niego, uśmiechnęła się zarumieniona czując, że to będzie dobry wieczór.
A może noc?
Jeszcze nie zamierzała posuwać się aż tak daleko, więc zajęła miejsce na kanapie poprawiając swoją grzeczną sukienkę i odgarniając na plecy długie włosy. Już zdążył jej powiedzieć, że najbardziej lubi je rozpuszczone i odtąd na randkę z nim zawsze tak się nosiła.
- Dlaczego Sapphire River? Lekarze chyba gustują w innych rejonach- zaczęła rozmowę, ale kogo ona chciała oszukać.
Nie, oni wcale nie będą ze sobą rozmawiać. Przynajmniej nie aż tak długo.
ortopeda | lekarz wojskowy — szpital w cairns
34 yo — 190 cm
Awatar użytkownika
about
zawieszony. gdzieś między wojną a cywilem. w pracy za przekroczenie uprawnień i złamanie procedur. w zupełnej wściekłości po tym jak skrzywdzono jego siostrę. między dobrymi zamiarami a chęcią dania swojemu najlepszemu kumplowi w zęby. i między mią a totalnym zauroczeniem jej osobą (nie liczy się).

Nie czuł się w żaden sposób biegły w relacjach międzyludzkich, dosyć mocno wszystkie najpierw odwiesił na kołku, potem zatarł w ogóle swoim wyjazdem. Z późniejszych prób zrobienia ze swoim życiem czegokolwiek i tak ostali mu się tylko Desi i Dick (znaczy nie, żeby narzekał czy coś), pozwalając sobie na to by wszelkie próby odkopywania tej części bardziej uczuciowej przeorały go żywego. Choć powinien być raczej sam ze sobą szczery i przyznać, że akurat Julię odchorował jak ostatni gówniarz. Amator, co to zakochiwał się na pierwszej randce w najładniejszej dziewczynie w szkole. I kiedy już uznał, że umiejętnie to wszystko sobie poukładał i jedyne czego potrzebuje w tym momencie do szczęścia to a. zdrowa i w pełni sił siostra, b. powrót do pracy, c. święty spokój, los klasycznie postanowił z niego zakpić - taka już nieszczęśliwa rola pana Riseborough - i na jego drodze postawił Mię. I nagle okazywało się, że jego rola była jak najbardziej szczęśliwa. I że śmieszny typ z brodą gdzieś tam na górze potrafi mieć inne rzeczy do roboty niż kpienie sobie z Bogu brodatemu winnego ortopedy.
W innych okolicznościach pewnie w bardziej wzniosły sposób byłby w stanie opowiadać o tym, jak to panna Ginsberg spadła mu z nieba, fakty jednak były takie, że spadła, owszem, ale Mindy, a Mia się po prostu tam objawiła. I mógł teraz zgrywać twardziela, ale prawda była taka, że przepadł już w momencie, w którym wtedy w karetce tak ufnie się w niego wtulała. Oficjalnie - on nadal był zatwardziałym kawalerem, i wcale nie gubi oczu za jej tyłkiem wpatrując się w jej biust z a n i ą.
Bo gubił i w bezczelny zupełnie sposób robił to teraz, kiedy odsuwała się od niego niespiesznie, szukając drogi w stronę salonu, by finalnie opaść całkiem nonszalancko na kanapę. Sam zatrzymał się kawałek dalej, opierając się ramieniem o framugę drzwi i przez chwilę ją obserwował, dopiero kiedy ich spojrzenia się spotkały i znowu mógł ją uraczyć tym jednym, jednym uśmieszkiem (z odpowiednim spojrzeniem do kompletu), dzięki któremu zyskał u niej reputację seryjnego mordercy, zagadał:
- Mówisz? - urwał, robiąc teatralną pauzę. - To co, będziesz moją Carole Ann? - zapytał w końcu i ruszył w jej stronę, w końcu zatrzymując się najpierw przed nią - odrobinę nawet za długo, ale w międzyczasie taksował ją wzrokiem, od (jego ulubionych) rozpuszczonych włosów przez sukienkę, która złośliwie i uparcie podciągała się jej sama do góry, jakby stając się żywym i pracującym zaproszeniem do więcej, na zgrabnych nogach kończąc. Czy już nazwał rzeczy oficjalnie i przyznał, że zamierzał się dziś z nią trochę podroczyć? Usiadł obok. Bokiem. Zupełnie grzecznie, tak jak jej sukienka, opierając rękę o oparcie kanapy.
- Może nie jestem po prostu specjalnie wymagający? - skoro już chciała rozmawiać. - Kiedy te kilka... no już kilkanaście miesięcy temu wróciłem do miasta, tak naprawdę nie czekało tutaj na mnie nic. Zaufałem więc ogłoszeniom w internecie i wybrałem pierwszym dom, gdzie nic nie sypało się na głowę, pierwszy samochód, który żywcem nie rozpadał się na drodze. No i całą resztę - zaśmiał się, bo faktycznie dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, że wszystko czym się otacza tak naprawdę w żaden sposób nie pasuje do tego kim on jest czy czym się zajmuje. Choć biorąc pod uwagę jego kiziorską fizjonomię, może to Sapphire River to było coś więcej? Jakieś niepisane przeznaczenie, czy coś? Uśmiechnął się do tej myśli, ale żeby nie zrobiło się bardzo poważnie, zaśmiał się trochę i dodał: - Liczyłaś na wystawną willę na Pearl Lagune i luksusowego Mercedesa? Sorki - i roześmiał się bardziej. - Aleeee... - urwał i wyciągnął ręce tak, by jednym całkiem zgrabnym ruchem wciągnąć ją na siebie. Wylądowała na nim okrakiem, a on próbował mocno być dżentelmenem i udawał, że wcale nie zwraca uwagi na to, że jej grzeczna sukienka podjechała tym razem na jej udach tak wysoko, że był w stanie ocenić jej bieliznę. Cmoknął ją za to w szyję. - Ale może za trochę będziesz je wybierać ze mną - i przesuwał swoimi wargami całkiem śmiało po jej szyi, by w końcu oderwać się i spojrzeć na nią trochę wyzywająco:
- Dodałbym, że jeśli będziesz grzeczna, ale to byłoby chyba niegrzeczne.
Nie dodał tego, raczej dlatego, że wcale a wcale na tą grzeczność nie liczył.
tanatokosmetolog — The Last Goodbye
21 yo — 165 cm
Awatar użytkownika
about
pracuje w zakładzie pogrzebowym, nienawidzi krasnali ogrodowych, policja uważa, że zamordowała swoją przyjaciółkę, ale to w gruncie rzeczy całkiem miła i zaradna dziewczyna!
Niesamowite, że akurat ten związek z całego wachlarza rzeczy nietypowych wydawał się jak najbardziej naturalny i normalny. Owszem, różnica wieku była znaczna, ale nie na tyle, by wzbudzało to jakieś kontrowersje. Dillon (chyba, bo nie była tego pewna) nie posiadał żony ani nie cierpiał na raka w terminalnym stadium. Wszystko było tak śmiesznie niemal szczeniackie, łącznie ze spotykaniem się na randkach tego typu i świętowaniem walentynek jak przystało na jedną z zakochanych par. Dawne czerwone flagi odeszły w zapomnienie, a ona przy nim czułaby się całkiem bezpiecznie, gdyby nie te oczywiste motylki w brzuchu, które zaburzały jej osąd sytuacji na tyle, na ile to było możliwe.
Nie przywykła do tego. Kontroli nie traciła, gdy jej przyjaciółka ginęła w absurdalny sposób ani gdy odcinała swoją matkę. Całkiem analitycznie podchodziła do trupów w kostnicy, nawet jeśli jednym z nich była ciężarna kobieta z płodem obok siebie, bo nastąpił poród śmiertelny. Żadna z tych makabrycznych sytuacji nie sprawiała, że traciła głowę, a tu okazywało się jednak, że wystarczyło dołożyć zabójczy uśmiech doktora, a była w stanie faktycznie przytaknąć mu na fakt, że owszem, mogą go zamknąć w więzieniu o podwyższonym rygorze, z dożywociem w tle, a ona będzie pisać mu słodkie listy, bo taka jest nim zauroczona.
Nie, tego by na głos nie powiedziała, ale wpatrywała się w niego jak w obrazek uśmiechając się, gdy jego myśli podążały w stronę Teda Bundy’ego.
- Tylko wiesz, problem jest taki, że akurat on był przystojny, a ty wyglądasz na człowieka, który zjada mózg współlokatora na śniadanie- teatralnie rozejrzała się po wnętrzu, zupełnie tak jakby tego artefaktu szukała i była okrutnie niepocieszona, gdy go nie odnalazła.
Nawet pozwoliła sobie na jedno z tych westchnień, które miało podkreślić jej rozczarowanie, a potem (jak to ona) uśmiechnęła się całkiem promiennie i zaczęła słuchać jednej z tych normalnych opowieści.
Tak to wyglądało w świecie, gdy stać cię było na czynsz. Miało się możliwości, wybierało cokolwiek, ale były to cztery ściany i dach nad głową, a nie salon pogrzebowy, który może i był swojski, ale nie miał niczego domowego w sobie. Poza śmiercią, bo ta wydawała się jej najlepszym procesem do zobrazowania życia.
- Nie masz tu nikogo?- podjęła temat, bo mimo wszystko dopiero się poznawali i choć fizyczność była ważna, chciała też dokopać się do wnętrza Dillona, a to zdawał się ukrywać przed nią. Niepotrzebnie, przecież wiedział, co przeszła i jak bardzo popieprzony był jej świat, w który wchodził tak pewnie. Dlatego też drążyła ten temat rozglądając się jeszcze raz po wnętrzu. Teraz już naprawdę.
- Jak dla mnie jest tu całkiem w porządku. Nie oczekuję przecież… - ale musiała się zaśmiać, gdy wciągnął ją na swoje kolana, na które opadła tak jakby to było jej stałe miejsce na ziemi. Ostatnio takie miała wrażenie, ciągle całowali się jak nastolatki i choć dotąd nie przekraczali żadnych granic, coś jej mówiło, że dziś to się zmieni. Na tyle, że coraz głośniej przełykała ślinę decydując się w końcu na szczerość. Przynajmniej teoretycznie, bo nie mogła nacieszyć się tym jak sprawnie całował jej szyję wymazując jej z głowy wszystkie rozsądne i poważne myśli. Nie liczyło się nic więcej tylko jego dotyk, nawet te szumne deklaracje o tym, że wybierze ich dom, odpływały gdzieś daleko, bo Ginsberg była całkiem rozsądną dziewczyną i wiedziała, że nic nie jest jej dane raz na zawsze. Trzeba było więc ryzykować, póki się dało.
- Nie jestem typem dziewczyny, która będzie wybierać jakiegokolwiek mercedesa- zauważyła więc rozbawiona. - A już na pewno nie jestem jedną z tych grzecznych- podkreśliła, gdy przesunęła jego dłoń na ramiączko swojej sukienki. Jasnym było, że zbyt długo nie wytrzymają tak TYLKO rozmawiając. Musiała jednak go uprzedzić i dlatego jednocześnie przytrzymała jego dłoń.
- Muszę ci coś powiedzieć. Obiecaj mi jednak, że nie potraktujesz tego śmiertelnie poważnie, dobrze?- zapytała cicho i zarumieniła się jak nie przymierzając… dziewica, którą była. Zanim jednak zdążył w jakikolwiek sposób zareagować, wzięła głęboki oddech i uśmiechnęła się lekko. - Ja jeszcze nigdy z nikim… No wiesz - nie było to najbardziej kompetentne tłumaczenie i pewnie wypadałoby zrobić to z większą elokwencją, ale najwyraźniej musiała to po prostu wydusić z siebie.
Nie sądziła jednak, że będzie to takie trudne i że będzie jak na szpilkach oczekiwać na odpowiedź mężczyzny, z którym już zdążyła się nieco poznać i który właśnie trzymał ją na kolanach tak jakby robił to od wieków.
Najwyraźniej na pewne tematy nie rozmawiało się nigdy tak swobodnie i w jej przypadku był to seks, a nie śmierć.
Musiała to jakoś oswoić.
ortopeda | lekarz wojskowy — szpital w cairns
34 yo — 190 cm
Awatar użytkownika
about
zawieszony. gdzieś między wojną a cywilem. w pracy za przekroczenie uprawnień i złamanie procedur. w zupełnej wściekłości po tym jak skrzywdzono jego siostrę. między dobrymi zamiarami a chęcią dania swojemu najlepszemu kumplowi w zęby. i między mią a totalnym zauroczeniem jej osobą (nie liczy się).

Dillon Riseborough nigdy nie był człowiekiem, któremu łatwo przychodziło ufanie innym ludziom. Ba, w ogóle dopuszczanie ich do siebie blisko nie wychodziło mu najlepiej, nawet pomimo całkiem zwyczajowej opinii człowieka ciepłego i sympatycznego. Nawet pomijając już jego dosyć specyficzną aparycję - większość społeczeństwa pewnie klasyfikowałaby go jako jednego z tych, których raczej niechętnie spotkałaby w ciemnej uliczce. Nagle jednak w jego życiu objawiła się Mia, i owszem, pewnie powinien być profesjonalny i w końcu powinien przestać umawiać się z pacjentkami (pomny tego, że na dobre mu to do tej pory nie wychodziło), ale co on miał biedny zrobić kiedy przepadł tak zupełnie, już z kretesem? Nie chodziło nawet o to, że zdawał sobie świetnie sprawę z tego, że z boku sprawa wyglądała beznadziejnie, bo okazywało się, że stracił głowę dla małolaty. Przepadł zupełnie, bo wpakował się w relację, która gdzieś głęboko w środku poruszała w nim struny, które może i tam były, ale od momentu jego nieszczęsnej, wojennej wyprawy stały tam raczej nieużywane. Potężnie zakurzone jednak budziły się do życia coraz śmielej bo oto była ona - Mia, dziewczyna która w tak krótkim czasie stawała się mu jak najbliższy człowiek, osoba z którym mieli już swoje prywatne żarciki i jakby wspólne poczucie humoru.
Nikomu innemu nie pozwoliłby się naigrywać z konsumowania mózgu współlokatora na śniadanie.
Choć to pewnie tłumaczyłoby jego brak.
- Skąd wiedziałaś? - zapytał, udając zaskoczenie. - Widzisz, i zepsułaś całą niespodziankę. Chciałem zaserwować ci najbardziej wyjątkową kolację, jaką jadłaś - orzekł całkowicie poważny, w ogóle trochę jakby obrażony tym, że jego sekret został ujawniony w tak podły sposób i to już na wejściu. Kto to widział takie rzeczy. Zaśmiał się jednak w końcu i cmoknął ją w ramię.
Na moment jednak jakby spoważniał, słysząc pytanie o to czy kogoś tu przypadkiem nie ma.
- Pytasz o żywych czy martwych? - zaśmiał się całkiem szczerze, ale wtedy zdał sobie sprawę z tego, że to pytanie chyba było z tych bardziej na serio, więc na tę jedną chwilę - choć może jednak na dłużej spoważniał i odpowiedział: - Mieszkam sam. Ale jeśli potrzebujesz, możesz się rozejrzeć, czuj się jak u siebie - i to nie to, że jej nie ufał, nie to że nie chciał się przed nią otwierać, czy żeby pewnych rzeczy miała się dowiadywać poznając jego mieszkanie. W tym momencie bardziej liczyła się jednak jej bliskość i kiedy w końcu wylądowała na jego kolanach był całkowicie tym tematem zachwycony. Powinien dać jej swobodnie mówić, a zamiast tego zachowywał się jak jakiś gówniarz, któremu dziewczyna po raz pierwszy pozwoliła się dotknąć. Albo pocałować. Uśmiechnął się szeroko, wielce tym tematem zadowolony.
- Nie oczekuję przecież? No no, proszę, dokończ - poklepał ją delikatnie po udzie, jakby w ten sposób mógł ją najlepiej zachęcić do kontynuowania tematu, a sam wrócił do jednej ze swoich ulubionych w ostatnim czasie czynności, czyli delikatnego przesuwania ustami po jej szyi, czasem przesuwając się na obojczyk czy ramię. Pozwalał jej w tym momencie mówić, a sam przesuwał się powoli - tak jakby w ten sposób miała tego nie zarejestrować - niżej i niżej, muśnięcie za muśnięciem, centymetr za centymetrem. Kiedy usłyszał o tym, że Mia nie należy do szacownego grona grzecznych dziewcząt znajdował się w takim miejscu jej dekoltu, że zwykle tutaj zaczyna się materiał sukienki czy bluzki, jednak na moment oderwał sie by krótko mruknąć:
- Mhm. O co chodzi? - i już miał wracać do całego tego całowania, kiedy Mia odpaliła takiego newsa, że na moment zawiesił się w miejscu, po czym jednak szybko odzyskał rezon, krótko cmoknął ją w miejscu, gdzie zaczynał się u niej rowek między piersiami, po czym uniósł lekko głowę. Przysunął się do niej tak blisko, żeby styknęła się z nim czołem. Wpatrywał się w nią przez moment, po czym w końcu spytał:
- Ufasz mi? Czy raczej się boisz? - nie zamierzał uderzać w żadne podniosłe tony, ale nie chciał tym bardziej żeby poczuła, że on tym całym zaproszeniem jej do siebie, czy czułościami, którymi ją właśnie zasypywał próbował cokolwiek na niej wymusić. Przyspieszyć. Postawić ją przed faktem dokonanym z kategorii już - teraz - zaraz. Uśmiechnął się więc - chyba w ramach uzupełniającego komentarza - całkiem ciepło, co by jeszcze dodatkowo to podkreślić.
Mogło się to w jego wykonaniu wydawać zupełnie nietypowe, ale zrobiłby wszystko żeby jej nie skrzywdzić.
tanatokosmetolog — The Last Goodbye
21 yo — 165 cm
Awatar użytkownika
about
pracuje w zakładzie pogrzebowym, nienawidzi krasnali ogrodowych, policja uważa, że zamordowała swoją przyjaciółkę, ale to w gruncie rzeczy całkiem miła i zaradna dziewczyna!
trigger warning
post może zawierać treści erotyczne i czarny humor
Mama jeszcze przed śmiercią powtarzała jej, żeby nie ufać mężczyznom i tak brała sobie jej słowa do serca, że w wieku dwudziestu jeden lat faktycznie nie znała żadnego, któremu by w jakikolwiek sposób zaufała. Owszem, było kilku, którzy wręcz namiętnie i namolnie próbowali się do niej zbliżyć, ale nie sądziła, że wynika to z jej wrodzonego intelektu, chyba że przeoczyła fakt, że punkty IQ liczyło się gdzieś w okolicy jej biustu. Wówczas musiałaby wykonać sporo kłopotliwych telefonów i przeprosić wszystkich, których posądzała o aż tak złe intencje. Jak na razie jednak była przekonana, że wszyscy patrzą na nią przez pryzmat tego jak wygląda, bo jakimś cudem każdy po wyznaniu mu prawdy o jej zawodzie uciekał z krzykiem. Zupełnie jakby zawsze nosiła ze sobą przenośną lodówkę, w której trzymała niegrzeczne trupy i napuszczała je zawsze na ludzi podczas nieudanych randek.
Ta myśl całkiem przypadła jej do gustu i była o krok od podzielenia się nią z Dillonem. Co jedynie świadczyło o tym, że jednak jakoś mu zaufała wbrew ostrzeżeniom matki i choć w innym wypadku pewnie poczułaby panikę i chęć zaszycia się w swojej kostnicy (jakkolwiek to brzmiało), obecnie całkiem wygodnie rozsiadła się na jego kolanach i roześmiała na całego, gdy stwierdził, że zepsuła mu jedną z niespodzianek.
- Patrzcie państwo, nie wiedziałam, że z ciebie taki Hannibal. A umiesz robić z płucami to samo co Mads w serialu?- zainteresowała się i rozejrzała się jakby faktycznie gdzieś na rogu stała jakaś ofiara, którą torturowałby metodą tysiąca cięć. Żadnej jednak nie dostrzegła, więc powróciła do niego, by zobaczyć jak się śmieje z jej pytania.
Zadanego na serio, skoro planowali tu całkiem upojną randkę. Chyba on, bo ona jak na razie czuła się dość… nieswojo, póki nie znał całej prawdy.
- Gdyby byli tu jacyś martwi to pewnie też byś zauważył, a co do żywych… Zawsze może się okazać, że jednak masz rodzinę i kochaną, acz brzydką żonę- zauważyła, choć żadnych oznak takiego stanu nie zauważyła. Głównie dlatego, że owa pani doktorowa z całą pewnością by jednak wybrała na dom lepszą okolicę niż te słynne bagna, w których ponoć pływały aligatory i trupy z Shadow.
Chciałoby się rzec, że każdemu według potrzeb, ale Mia nie wnikała którą grupę ludzi reprezentuje jej Dillon. Tak bardzo był jej, że udawała, że nie widzi jak przesuwa ustami coraz niżej gubiąc wargi gdzieś w okolicy dekoltu, podczas gdy ona zbierała się do jednej z tych bardziej irytujących konwersacji. To nie tak, że zamierzała to ukrywać i postawić go przed faktem dokonanym, po prostu nie była w stanie zarejestrować tego właściwego momentu. A może tak naprawdę nigdy go nie było i powinna zacząć od tego całe ich umawianie się? Przynajmniej by się kiepsko nie rozczarował, a tego właśnie się bała i to sprawiało, że lekko traciła pewność siebie, która przecież dotąd była jej kwintesencją.
Najwyraźniej wystarczyło postawić ją przed chłopakiem (mężczyzną już), który bardzo ją jarał i nagle zamieniała się w jakąś nastolatkę, która dotąd się nie całowała.
Z tego też powodu dukała nieco jak uczennica, przyłapana na gorącym uczynku. Na tyle jednak głośno, że usłyszał to i teraz musiał najwyraźniej się do tego odnieść. Już czekała na moment, w którym powie, że nie na to się pisał i miała być alternatywna, a nie dziewicza, ale nagle on styknął się z nią czołem, a ona poczuła jak cała wewnątrz łagodnieje i roztapia się.
To było uczucie tak nowe i szalone, że aż musiała odetchnąć głęboko, zanim powróciła do świata, w którym byli tylko we dwoje na tej kanapie, a on pytał czy się go boi.
A może ufa?
Na to drugie pytanie odpowiedziała sobie sama przed chwilą, poza tym chyba nigdy nie doprowadziłaby do wyznania prawdy komuś, komu nie ufała. Oprócz Adama, ale on miał nowotwór mózgu i wkrótce miał zapomnieć o tym jak się nazywa, więc był bezpiecznym wyborem.
- Gdybym ci nie ufała, to byś się nie dowiedział- zauważyła cichutko, a potem delikatnie jego wargi swoimi, raz, drugi, by wreszcie oderwać się i spojrzeć mu w oczy. - Mógłbyś mnie nauczyć… całego tego seksu?- dodała, bo wiedziała, że teraz Dillon będzie czekał na jej inicjatywę, na jej zachętę do tego, by wziął ją sobie całą, a ona tego potrzebowała jak nigdy i była gotowa.
Tak bardzo, że sama powoli zsunęła ramiączka swojej sukienki pozwalając by delikatnie zsunęła się na jej brzuch, a ona została w samym staniku.
Jak jej odmówi to zrobi się jej bardzo głupio.
ortopeda | lekarz wojskowy — szpital w cairns
34 yo — 190 cm
Awatar użytkownika
about
zawieszony. gdzieś między wojną a cywilem. w pracy za przekroczenie uprawnień i złamanie procedur. w zupełnej wściekłości po tym jak skrzywdzono jego siostrę. między dobrymi zamiarami a chęcią dania swojemu najlepszemu kumplowi w zęby. i między mią a totalnym zauroczeniem jej osobą (nie liczy się).

trigger warning
post może zawierać treści erotyczne
Wszystko miało swoją drugą stronę medalu - owszem, może on nie był typem nadmiernie łatwo ufającym ludziom, ale też nie wierzył do końca w to, że sam mógłby otwierać listę najbardziej godnych tego zaufania mężczyzn. Nie chodziło już nawet o jakąś złą wolę, po prostu był raczej człowiekiem świadomym wszelkich wad fabrycznych, jakie zapakował mu ten śmieszny typ z brodą, jeszcze tam na chmurce, i był bardziej niż pewien, że pewnego pięknego dnia one wszystkie, jedna za drugą zaczną wychodzić ze swoich nor i nagle będzie musiał spojrzeć w lustrze na człowieka, którym zapewne nie do końca wcale chciał być. Przecież nigdy tak właściwie Dillon nie był tym złym. Zawsze był naprawdę porządnym gościem, o może odrobinę mylącej aparycji, ale przecież można było trafić gorzej. Prawda?
- Jeśli liczysz na moje kulinarne umiejętności - zaczął całkiem poważnie, w końcu to co jakiś aktor wyczyniał w jakimś serialu z ludzkimi organami - co było dosyć creepy biorąc pod uwagę, że nawet nie zbliżył się tematyką do serii medycznej - było sprawą poważną, a on nie chciał wychodzić na ignoranta, który tak wprost na randce przyznaje, że czegoś nie oglądał. Dillon w ogóle.ogladal tak po prawdzie mało co, do tej pory jego życiem była przecież praca, szpital - straż - szpital - straż i nic więcej. Uśmiechnął się jednak całkiem zadziornie, przecież nie mógł się zdradzić. - To obawiam się, że możemy się.nie najeść. I wcale nie mam właśnie na myśli tego, że po prostu nie mamy tutaj żadnej ofiary... - urwał, bo właśnie przypominał sobie, że przecież ma tutaj lepsze rzeczy do roboty niż jakieś rozmowy - nie żeby był ich zagorzałym przeciwnikiem - ale wrócił, jak gdyby nigdy nic do rzeczy przyjemniejszych. Przysuwał sobie ją właśnie i zaczynając gdzieś na samym ramieniu, składał drobne pocałunki na jej ciele. Pewnie śmiało można uznać, że chciał ją w ten sposób rozproszyć, ale z drugiej strony czy ktokolwiek byłby w stanie ich winić?
- Jeszcze całkiem niedawno to pewnie nie zauważyłbym nawet dziury wielkości stodoły na samym środku salonu - zaśmiał się trochę, ale widząc jej pytające spojrzenie postanowił trochę wytłumaczyć. - Nie, wyjątkowo nie morduję ludzi po godzinach i nie przetrzymuję potem zwłok w garażu. Nie mam nawet garażu - zaśmiał się jeszcze mocniej, bo w sumie sam przyłapywał się coraz mocniej na tym, jakie głupoty zaczyna w towarzystwie tej dziewczyny pleść. I nawet się poczuł tym trochę zawstydzony, a już na pewno na tyle że zapomniał, że jego całe tłumaczenie powinno zawierać w sobie informację o tym, że zwykle przyszło mu pracować na co najmniej dwa, jeśli nawet nie trzy etaty i należał zdecydowanie do tych ludzi, co to niespecjalnie mają czas na życie. Zamiast tego przepadał zupełnie, kiedy ona tak nonszalancko lądowała na jego kolanach, a potem poddawała się każdemu jednemu pocałunkowi, który lądował na jej delikatnej skórze. Odsunął się jedynie na moment jej tak właściwie najbardziej intymnych wyznań, po których gdzieś w środku musiał przyznać, że zaimponowała mu tym. Nie tym, że przez tyle lat udawało się jej pozostać dziewicą - choć to też powinno być warte docenienia, a raczej tym że zaufała mu na tyle, by podzielić się z nim tą informacją. A potem poprosiła, żeby to on ją tego nauczył i poprosił się doceniony jak nigdy. W jednej chwili jednak równie przerażony, bo to jedno proste zdanie otworzyło w jego głowie tą zakurzoną już porządnie szufladkę, szufladkę ze wszystkimi słowami jakie podczas ich ostatniej rozmowy powiedziała mu Julia. Czemu wtedy padło coś właśnie o tym, że pozna taką młodą dziewczynę i ją skrzywdzi? Drogi Boże, aż mu się na moment zrobiło zimno.
Ukryta treść
Aby zobaczyć ukrytą treść, musisz odpisać w tym temacie.
tanatokosmetolog — The Last Goodbye
21 yo — 165 cm
Awatar użytkownika
about
pracuje w zakładzie pogrzebowym, nienawidzi krasnali ogrodowych, policja uważa, że zamordowała swoją przyjaciółkę, ale to w gruncie rzeczy całkiem miła i zaradna dziewczyna!

trigger warning
post może zawierać treści erotyczne oraz czarny humor
Może i nie był typem wzbudzającym zaufania na pierwszy rzut oka, ale jakoś w wyniku niefortunnych zdarzeń był osobą, której akurat ona wierzyła. W innym wypadku musiałaby się srogo zastanowić czy propozycja randki w domu na odludziu, na dodatek w tak kiepskiej dzielnicy (którą znała ze względu na zakład pogrzebowy) jest takim dobrym pomysłem. To przecież nie tak, że psychopaci radośnie chwalą się swoją osobowością albo zaburzeniami psychiki przed ofiarą czekając aż ucieknie. Ba, chyba nawet nieźle się kryją, jeśli chcą dorwać jakąś niewinną dzierlatkę i oskórować ją. Praca w zakładzie pogrzebowym uczyła jakiegoś rodzaju ostrożności i przezorności, jeśli chodzi o tego typu tematy, ale najwyraźniej wystarczyło dać Mii wysokiego bruneta, który tak na nią działał, a zapominała o podstawowych normach bezpieczeństwa.
A może wcale nie chodziło o fizjonomię Dillona, która w nią uderzała, nawet jeśli nie był klasycznie pięknym mężczyzną, ale o fakt, że wtedy w karetce potrafił przynieść jej ukojenie w najbardziej trudnym momencie jej życia i jakoś potem nie potrafiła uwierzyć, że mógłby jej zrobić krzywdę. Innym… A co ją inni w tym momencie obchodzili, skoro najpełniej i najwłaściwiej czuła się w jego towarzystwie, nawet jeśli oboje mieli tak czarne poczucie humoru, że pewnie na pogrzebie Mindy śmialiby się w kułak. Niesamowite, że nagle zamarzyła z nim tam się pojawić, co było oznaką tego, że jest ważny.
Albo tego, że Mia nie miała po kolei w głowie.
Jedno z dwóch, wybierz mądrze.
- Zawsze mi się wydawało, że lekarze są dobrymi kucharzami, bo potrafią perfekcyjnie ciąć i znają się na proporcjach, a tu proszę… Nie wiem czy to jakoś zniosę i to dlatego, że ciał mam pod dostatkiem- parsknęła dalej zostając w tych ich makabrycznych żartach, choć nie, nie była głodna, a przynajmniej nie w kwestii jedzenia, bo gdy siedziała tak blisko, doskonale wiedziała, że chodzi o Dillona i to, że wreszcie mieli przekroczyć jedną z tych granic, które nieświadomie sobie wyznaczyła.
Nigdy nie rozmyślała zanadto dlaczego tak wyszło i czemu gdzieś w okresie licealnej burzy hormonów nie zdecydowała się zedrzeć swojej nalepki (jak nazywała to ironicznie Mindy), ale teraz mogła być tylko sobie wdzięczna, że nie przeżywała tego na jednej z pijackich imprez, a czekała na mężczyznę, który teraz zachłannie składał pocałunki na jej ramieniu plotąc głupoty, co było dość rozczulające.
- Nie sądziłam, że można całować dziewczynę i jednocześnie opowiadać jej o tym, że nie ma się garażu- parsknęła więc, ale przecież była równie rozczulona tym, że tak na niego działała, że gdzieś zamykała dostęp szarych komórek do jego mózgu, gdy tylko znajdowała się na jego kolanach i była sobą.
Ukryta treść
Aby zobaczyć ukrytą treść, musisz odpisać w tym temacie.
ortopeda | lekarz wojskowy — szpital w cairns
34 yo — 190 cm
Awatar użytkownika
about
zawieszony. gdzieś między wojną a cywilem. w pracy za przekroczenie uprawnień i złamanie procedur. w zupełnej wściekłości po tym jak skrzywdzono jego siostrę. między dobrymi zamiarami a chęcią dania swojemu najlepszemu kumplowi w zęby. i między mią a totalnym zauroczeniem jej osobą (nie liczy się).

trigger warning
post może zawierać treści erotyczne i/lub czarny humor
Gdyby dane byłoby mu to tylko wiedzieć - szczęśliwie więc może, że jednak nie - że pewnym objawem jej zaangażowania w ich całkiem świeżutką (w ich nomenklaturze raczej bardziej pasowałoby jeszcze ciepłą) relację jest przemożna chęć zabrania go na pogrzeb Mindy jako swojej osoby towarzyszącej, najpierw by się całkiem uroczo zaśmiał, a potem zgodził. I na dodatek przejmował doborem tak ważnego aspektu jak garnitur, taki byłby w sprawę zaangażowany. Nie do końca bowiem jeszcze pojmował fenomen pojawienia się Mii w jego życiu, ale coraz śmielej spotykał się z myślą o tym, że wystarczyła jedna młodziutka, drobniutka dziewczyna o dosyć wyjątkowej profesji, a nagle okazywało się że jego życie może wrócić do normy. Norma jednak była zapewne określeniem odrobinę na wyrost, raczej... na stare tory. Te gdzie cokolwiek jeszcze będzie go cieszyć, a codzienność nie będzie się składać jedynie z zapychania sobie kolejnych godzin jeszcze bardziej kolejnymi etatami.
- Zatem, aby ratować moje dobre pierwsze wrażenie, które z pewnością na tobie wywarłem, uznajmy na ten moment, że jestem wegetarianinem - odpowiedział jej szybko, kończąc tonem dosyć konspiracyjnym. - Najwyżej za jakiś czas przyłapiesz mnie na jedzeniu mięsa i będziesz miała cudowną okazję by ponadawać na mnie, jaki to trafił ci się niereformowalny chłopak - czy właśnie dosyć bezpośrednio i całkiem bezwstydnie zaczynał definiować ich znajomość na poziomie mój chłopak i moja dziewczyna? Owszem, ale póki co zamierzał udawać, że było to całkowicie naturalne, zupełnie niezaplanowane i po prostu zadziało się samo. Choć pewnie Mia przejrzy go jeszcze zanim ta myśl zdąży się na dobre uleżeć w jego głowie. Cóż, kto jak kto ale panna Ginsberg zdążyła już zapoznać się z tym, że w przypadku Dillona jest to pewien zestaw - nienachalna (dobre sobie) uroda śliskiego cwaniaczka szła zupełnie do pary z całkiem cwanym usposobieniem.
- Och, mogę całować dziewczynę i wręcz wymieniać czego nie mam - zaśmiał się lekko, a ona pewnie poczuła to lekkie parsknięcie na swojej skórze.
Ukryta treść
Aby zobaczyć ukrytą treść, musisz odpisać w tym temacie.
ODPOWIEDZ