towarzyszy starszym paniom — na imprezach
28 yo — 178 cm
Awatar użytkownika
about
Oh won't you come with me where the ocean meets the sky,
and as the clouds roll by we'll sing the song of the sea
006.

Nie przepadał za faktem, że wyjścia do ekskluzywnych placówek zazwyczaj wiązały się z pracą, jakby zupełnie zapominając, że jest b i e d n y, więc nie ma tam dla niego miejsca. Leif już od dłuższego czasu żył w iluzji; najpierw pławiąc się w luksusach, które mu opłacano, a potem wracając do przyczepy, za którą niespecjalnie przepadał. Wmawiał sobie, że lada moment jego los się odmieni, ale ta bajka o kopciuszku wydawała się resetować za każdym razem, gdy kończył się bal; chociaż to dość marne porównanie, bo wcale nie zamierzał być księżniczką, ratowaną z opresji. Jego droga do sukcesu wymagała po prostu planu. Oraz dalszego oszczędzania każdego, zarobionego grosza, przy równoczesnym męczeniu się w aktualnych warunkach mieszkaniowych. W przypływie frustracji, wynikającej z udziału w kilku naprawdę n u d n y c h wydarzeniach, Leif postanowił skorzystać z opcji telefon do przyjaciela i zapytać Ainsley, czy może, tym razem, da radę załatwić wejściówki na event odbywający się w Peppers Club. To przedsięwzięcie zakończyło się sukcesem.
Na Halloween zapewne było tu mroczniej — stwierdził, zabierając z baru świeżo zrobionego drinka. Jedynie lekko wypominał jej, że ostatnio został olany. Nawet nie wróciła z odpowiedzią! Ale on, jak na porządnego kolegę przystało, nie przestał wierzyć w jej możliwości i wrócił z podobną prośbą. — Drinki nieco za słabe, muzyka z poprzedniej epoki, ale całkiem ładny widok — stwierdził. Ainsley była osobą, przy której śmiało mógł narzekać; aczkolwiek może tym razem nie powinien, skoro nie przyszedł tam w celach s ł u ż b o w y ch?
olimpijka w jeździectwie — właścicielka ośrodka jeździeckiego — hodowca koni
33 yo — 165 cm
Awatar użytkownika
about
dotychczasowa królowa świata, której niczym jakieś upiorne domino sypie się wszystko - od niej samej zaczynając, przez zdrowie i spektakularną karierę, po najważniejsze małżeństwo. mimo wszystko kocha dicka (za) bardzo i oddałaby wszystko, by znowu go nie stracić.

To nie był jej najlepszy okres. Wróć, nienajlepszy okres w kontekście jej ostatniego samopoczucia był kolosalnym wręcz niedopowiedzeniem, to był już ten moment, kiedy należało przyznać, że ma solidny kryzys związany z dosłownie wszystkim. Po raz pierwszy od dawna miała wrażenie, że jej kariera zawodowa zaczyna ją realnie przerastać. Przyjaźń z jej ukochaną Julką zdawała się wisieć na włosku. Jej zdrowie zdawało się istnieć jedynie na papierze. Nawet rzecz, której była bardziej pewna niż tego, że niebo jest niebieskie, czyli jej małżeństwo i sama osoba jej męża, ostatnio zdawały się jej mocno rozjeżdżać od stanu, do jakiego przywykła. Mimo wszystko chyba tylko Dick trzymał ją jeszcze jako-tako na powierzchni. Przynajmniej na tyle, by nie pieprznąć raz a skutecznie tym wszystkim i nie wyjechać hen, daleko, prosto do Szkocji.
Kiedy więc odczytała - kolejną już, bezwstydnik jeden - wiadomość od Leifa, z prośbą o załatwienie wstępu do jednego z tych wyjątkowo fancy miejsc, pozamykanych na cztery spusty, otwartych jedynie dla wybrańców, początkowo udała, że wcale jej nie odczytała. Godzina, dwie, pięć, dzień. To było dziwne uczucie, bo nagle w jej głowie niczym echem zaczęły się odbijać słowa jej guwernantki - którą zwykle traktowała jak matkę, a matki trzeba słuchać! - o tym, że powinna wyjść do ludzi i zająć się czymś innym niż praca albo bycie żoną przy mężu. Obiecała więc w końcu Leifowi, że owszem, wszystko załatwi.
I nawet dała się wmanewrować w konieczność pojawienia się w tym celu na miejscu.
- Uwiniemy się z całym tym wspominaniem przynajmniej do Gwiazdki? - zapytała więc, mocno wywracając przy tym oczami, bo czy jednak nie odpokutowała wystarczająco skutecznie a. załatwiając mu te niedorzeczne wejściówki, b. na dodatek mu towarzysząc? Nie dla każdego dostępny był taki luksus. Oczywiście tego, aby Ainsley Remington wyświadczała komuś przysługę, bo przecież nie uważała swojego własnego towarzystwa za szczególnie zajmujące. - Nie rozumiem fenomenu - tego miejsca oczywiście. - Kiedy wytłumaczyłam mężowi jak i gdzie mam zamiar spędzić dzisiejszy wieczór, omal nie udusił się ze śmiechu, pochwal się więc lepiej przynajmniej z jakiego powodu tu dzisiaj jesteśmy - pozwoliła sobie wtrącić taką małą prywatę, ale i Dick, i pewnie już nawet Leif powinni być przyzwyczajeni do tego, że z blondynki była niespecjalnie wyskokowa dziewczyna. Może trochę już wyrosła z klimatów takich imprez, może jej się już zdrowo przejadły przez ilość tych, które w swoim życiu zaliczyła, może to już świadczyło o tym, że była trochę seniorką? Rozłożyła delikatnie ręce w geście pozornej bezradności po czym przytaknęła jeszcze: - Ale widok faktycznie ładny - w końcu nie wypadało przyjść do kogoś w gości i nie uraczyć go choćby jednym komplementem? Oparła się plecami o bar, oba łokcie układając na blacie, idealnie symetrycznie, przy swoim ciele. Obserwowała towarzystwo, szukając choćby jednego powodu dla którego ludzie chcieli walić tutaj drzwiami i oknami.
Zupełnie, jakby zapomniała że niektóre miejsca to coś zyskują listą gości.
towarzyszy starszym paniom — na imprezach
28 yo — 178 cm
Awatar użytkownika
about
Oh won't you come with me where the ocean meets the sky,
and as the clouds roll by we'll sing the song of the sea
Leif dawno temu nauczył się, że kluczem do wszystkiego są znajomości — nie miał więc problemu, by bezczelnie dopominać się o kolejne przysługi, nie podejmując nawet rozważań pod tytułem czy nie jest tego za dużo? Istniało prawdopodobieństwo, że niejednokrotnie zbliżał się do — dość cienkiej — granicy, ale niezupełnie się tym przejmował. Bezwzględnie wierzył, że jego towarzystwo jest czymś, czego ciężko sobie odmówić; nie podejmując nawet krzty autorefleksji i nie siląc się na obiektywizm. Ot, cały Leif.
Jednakże pomimo wiary, że jego obecność jest dodatkowym atutem każdego wydarzenia, nie był w pełni przekonany, czy Ainsley faktycznie zechce dołączyć. Być może były to za niskie progi dla k s i ę ż n e j? Lub zwyczajnie nie miała ochoty na spędzanie czasu wśród tłumu przesadnie wystrojonych ludzi? Wydarzenie nie miało oficjalnego charakteru, a wydawać się mogło, że większość gości o tym zapomniała; co też nie było specjalnie zdumiewające.
To zależy — stwierdził, nie tłumacząc przy tym od czego. Skoro teraz mu pomogła, możliwe było, że przy następnej okazji karta będzie czysta. Słysząc kolejne słowa kobiety, niespiesznie zmierzył ją wzrokiem. — Właściwie mu się nie dziwię. Wyglądasz, jakbyś zaraz miała zacząć krzyczeć p o m o c y — prychnął. Oczywiście nie chodziło mu o to, że wyglądała źle — co to to nie; Ainsley była piękną kobietą i zawsze prezentowała się nienagannie — ale wyraz jej twarzy dość jasno sugerował, że nie bawi się najlepiej.
Z jakiego powodu tu jesteśmy? — dobre pytanie. Sam Leif nie miał tutaj jasnego uzasadnienia, bo jego główną motywacją był fakt, że chciał się tam pojawić. Słyszał wiele opinii, które planował zweryfikować. — Hej, nie narzekaj. Nie uwierzę, że nie cieszysz się z tego spotkania — odparł ostatecznie, posyłając jej przy tym szeroki uśmiech. Na klub mogła narzekać, ale na niego? Absolutnie. — Czego się napijesz? — zapytał, unosząc brew. Skoro już stali w pobliżu alkoholi, warto było z tego skorzystać. Na całe szczęście, mieli do dyspozycji open bar; inaczej Leifa prawdopodobnie nie byłoby stać na szaleństwa.
olimpijka w jeździectwie — właścicielka ośrodka jeździeckiego — hodowca koni
33 yo — 165 cm
Awatar użytkownika
about
dotychczasowa królowa świata, której niczym jakieś upiorne domino sypie się wszystko - od niej samej zaczynając, przez zdrowie i spektakularną karierę, po najważniejsze małżeństwo. mimo wszystko kocha dicka (za) bardzo i oddałaby wszystko, by znowu go nie stracić.

trigger warning
tak, wiem, jestem zjebem, ale wychodzę teraz na ludzi i zacznę was zaskakiwać regularnością moich postów! kocham mocno i dzięki za cierpliwość!
Wystarczyło krótkie to zależy, które padło z ust jej dzisiejszego towarzysza a przekręciła głowę jak zainteresowany czymś szczeniaczek, marszcząc przy tym odrobinę czoło (zdradzając obecność na swojej skórze zmarszczek, co wcale naturalne dla kobiet w jej wieku, i pochodzących z jej sfer nie było) tak, jakby w ten sposób mogła przeniknąć do jego głowy i poznać ewentualne opinie.
- To zależy od czego? - postanowiła sprawę więc błyskawicznie wyjaśnić, bo jeśli było na tym świecie coś, czego Ainsley Remington nie lubiła to były to półsłówka i wszelkie niedopowiedzenia. Nawet, kiedy pojawiały się w takich okolicznościach przyrody jak te dzisiejsze. Jeszcze trochę i za cholerę nie będzie w stanie usłyszeć tego, co mówił do niej Leif. - Mam ochotę krzyczeć p o m o c y za każdym razem kiedy muszę wysłuchiwać tych twoich mądrości. Chyba rozumiem już fenomen starszego rodzeństwa, próbującego każdymi metodami zamordować to młodsze - cóż, aż tak blisko z tym chłopakiem nie byli żeby mogła mówić, że traktuje go jak brata, ale już chęć mordu charakterystyczną dla zwaśnionego rodzeństwa zaczynała rozumieć jak mało co w swoim życiu i Leif, nawet razem z Dickiem, mogli mówić co chcieli, ale zaczynała się już rozglądać za alkoholem.
Na trzeźwo się po prostu nie da.
- Oczywiście, że się cieszę - powiedziała z charakterystycznym dla siebie (przynajmniej w tej specyficznej relacji) entuzjazmem, czyli wzruszając ramionami z teatralnie udawaną wręcz obojętnością. Uśmiechnęła się w jego stronę jednak całkiem czarująco, zbliżając się na tyle by ton jej wypowiedzi stał się bardziej konspiracyjny. W końcu - co całkiem zuchwałe - legenda głosiła, że nawet w tak specyficznej przyjaźni - nieprzyjaźni takie akcje nie są zakazane, postawiła więc na wazelinę. - To przecież oczywiste, że z tym faktycznie ładnym widokiem, tak naprawdę miałam na myśli wyłącznie twoją przystojną twarz. I ta sylwetka. Jestem cholerną szczęściarą, że jestem tutaj dziś twoją osobą towarzyszącą - zaśmiała się, tak, jakby jej słowa wymagały jeszcze dodatkowego potwierdzenia co do tego, jak bardzo są żartem, szybko jednak spoważniała i obrzuciła go pytającym spojrzeniem: - Bo jestem, prawda? - i przez chwilę czuła się jak jedna z bohaterek tych wszystkich wielce ambitnych reality shows w typie Love Island i było to tak niedorzeczne, że aż się głęboko w środku śmiała z tej wizji wręcz do rozpuku. Tego jej brakowało, paradowania w skąpym bikini po jakieś gorącej (dosłownie i w przenośni) wyspie. Tego jej brakowało. - Szkockiej. Może być z wodą - uśmiechnęła się lekko w jego stronę. Nie zamierzała wymyślać, to (przynajmniej zwykle) wcale nie leżało w jej naturze. Kiedy dostała w końcu swojego drinka, odwróciła się w stronę Leifa, nawet przybliżając nieco, co by mogli jakoś swobodniej porozmawiać:
- Czemu akurat to było takie ważne? - skinęła głową na boki, sugerując że z tym to ma na myśli całościowo tą imprezę. Czy była wścibska? Może, i może było to nieszczególnie eleganckie, ale po tym jak sławetne x czasu temu poznali się z Leifem na jednej z podobnych imprez, uzurpowała sobie prawo do nawet takiej bezpośredniości.
Jak to szło? Cel uświęca środki, czy jakoś tak.
towarzyszy starszym paniom — na imprezach
28 yo — 178 cm
Awatar użytkownika
about
Oh won't you come with me where the ocean meets the sky,
and as the clouds roll by we'll sing the song of the sea
Leif był cwaniakiem i czerpał satysfakcję zarówno z kombinowania, jak i podrzucania głupiej, niewiele znaczącej myśli, zmuszającej rozmówcę do snucia rozważań; nawet gdy było to zupełnie niepotrzebne. Taka sytuacja miała miejsce też teraz, a z wyrazu jego twarzy jasno dało się wyczytać, że widząc irytację Ainsley, był z siebie niezwykle zadowolony.
Zaśmiał się w bardzo idiotyczny, głupkowaty sposób. Zdecydowanie nie zamierzał odpowiadać wprost. Zupełnie zignorował jej pierwsze pytanie, uwagę przywiązując tylko do drugiej części wypowiedzi. — Czyli jestem dla ciebie jak brat? — zapytał, oczywiście wyłapując dokładnie to, co mu odpowiadało. Dorzucił smutną minę, wyrażającą lekkie rozczarowanie. — Czyli nici z płomiennego romansu, na który liczyłem — westchnął. Nic takiego nie miał jednak w planach, a słowa te padły w formie żartu. Lubił Ainsley, uważał ją za przepiękną kobietę, aczkolwiek ich relację postrzegał czysto platonicznie. W stu procentach przekonany zresztą, że kobieta podziela jego zdanie. Nawet jeśli jej kolejna wypowiedź — według postronnego obserwatora — mogłaby temu przeczyć. Trafiła jednak w dziesiątkę: Leif uwielbiał być k o m p l e m e n t o w a n y.
Mógłbym obrazić się za ten śmiech, ale wolę uznać, że mówiłaś na poważnie — stwierdził, pomimo że kompletnie go to nie zabolało. Leif uwielbiał uwagę, uwielbiał pochwały i doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że jest przystojny. Nie miał natomiast za grosz pokory, czy też nieśmiałości. — Oczywiście, że jesteś. Nie masz tutaj żadnej konkurencji — i rzeczywiście, powiedział to z pełną powagą. Średnia wieku wydawała się być znacznie wyższa, niż przypuszczał, więc Leif dotychczas obrócił się za inną kobietą tylko jeden, jedyny raz; i to dlatego, że postanowiła włożyć lekko prześwitującą sukienkę, śmiało podkreślającą kształtny biust.
W porządku — powiedział, w następnej chwili przekazując jej zamówienie kelnerowi. Dla siebie poprosił natomiast o to samo, tyle że z wyłączeniem wody. Po tym, gdy zanurzył wargi w alkoholu, uśmiechnął się z satysfakcją; był zdecydowanie s t w o r z o n y do konsumpcji drogich trunków.
A musi to być w a ż n e, Ainsley? Być może po prostu miałem ochotę zobaczyć to miejsce. Przy okazji w twoim, jakże fantastycznym towarzystwie. Tyle chyba wystarczy, co? — stwierdził, po części zgodnie z prawdą. Rzeczywiście chciał, po pierwsze, nadrobić zaległości ze znajomą, a po drugie, już od dawna czaił się na wejściówki; tylko zazwyczaj nie było mu po drodze (na przykład wtedy, gdy Ainsley ich nie załatwiała, ha!). — Po prostu, po ludzku, napijmy się, okej? Słyszałem, że ma się też odbyć licytacja. Masz ochotę wziąć udział? Można zgarnąć prywatną wyspę na cały weekend — zasugerował, unosząc brew. Chociaż nie zdziwiłby się wcale, gdy kobieta posiadała taką na wyłączność.
teraz ty mi wybacz, proszę, bo jestem jeszcze gorsza! poprawię się :faint:
ODPOWIEDZ