about me
dobry, lecz łasy na pieniądze glina, który swój status społeczny wśród półświatka zbudował dzięki odwracaniu wzroku i dobrze płatnym układom. troszczy się o rosaline, bo nie potrafił zadbać o bezpieczeństwo swojej młodszej, przyrodniej siostry.
- 3 -
hubris breeds arrogance
harrison quinlan & nathaniel hawthorne
{outfit}
harrison quinlan & nathaniel hawthorne
{outfit}
Napędzany adrenaliną wysiadł ze swego auta, który zaparkował na tyłach nocnego klubu i od zaplecza wszedł do środka, mijając ochronę, której przedstawiać się nie musiał. Wparował pośpiesznie, a na jego twarzy wymalowany był gniew, który pragnął wylać na właściciela lokalu, dlatego gdy wąskim korytarzem kierował się w stronę jego biura, zignorował kolejną ochronę i wepchnął się do środka, otwierając drzwi z taką siłą, że te trzasnęły z impetem o ścianę.
- Ty skurwysynie! - wykrzyczał pędząc w stronę Nathaniela, któremu pragnął połamać teraz wszystkie kulasy, jednak postawny mężczyzna dopadł Quinlana zanim ten zdążył cokolwiek zrobić. Złapał go i doszło do małej przepychanki w której Harris wymierzył cios na szczękę ochroniarza, który pochylił się, zasłaniając twarz. Cios ten jednak pomógł rozładować mu emocje na tyle, by powstrzymać rozlew krwi, gdyż Harris zatrzymał się przed biurkiem Hawthorne'a i uderzył w nie pięściami.
- Jak śmiesz? Po wszystkim tym co dla ciebie zrobiłem? Byłem jak lojalny pies na twe posyłki, a ty grozisz ludziom na których mi zależy? - nie przestawał krzyczeć i spoglądał prosto w oczy diabła, który wcale nie wyglądam na wzruszonego. Wiedział, że Quinlan się zjawi - to była kwestia czasu. - Zastanów się czy chcesz mieć we mnie wroga, Nate bo jeszcze jedna taka próba zastraszenia mnie i spale twoje imperium w drobny popiół - powiedział ciszej bez zęby i ponownie uderzył w stół od którego się odbił. Odwracając się dostrzegł ochroniarza, który wyprostował się i ruszał szczeką, która najwyraźniej odczuwała ból. - A ty już, spierdalaj stąd - skinął głową w stronę mężczyzny, nie potrzebując widowni. Ten jednak nie ruszył się z miejsca, nie przyjmując rozkazów od nikogo z wyjątkiem swego pracodawcy.
Nathaniel Hawthorne
about me
Właściciel Shadow, który w swoim klubie prowadzi szemrane interesy stojąc na czele zorganizowanej grupy przestępczej.

XXX.
hubris breeds arrogance
Harrison & Nathaniel
{outfit}
Harrison & Nathaniel
{outfit}
— Dość — warknął, gdy Harrison powalił na ziemię jego człowieka, a ten mozolnie starał się pozbierać z podłogi. — Też dobrze ciebie widzieć, Quinlan — powitał go w końcu Nathaniel, bo nie zdążył wcześniej rzec słowa w odezwie na jego przyjemne pozdrowienie, którym uraczył go od wejścia.
Złość, którą emanował Harrison była jak najbardziej adekwatna, ale Hawthorne wydawał się to bagatelizować. Jakby nie robiło na nim wrażenia to, z jaką furią właśnie przyszło mu się spotkać. Skłamałaby jednak mówiąc, że nie poczuł respektu wobec siły i determinacji bijącej od jego gościa. Nim jednak odpowiedział na zarzucane mu ( całkowicie słusznie ) czyny, zdecydował się wpierw faktycznie odesłać swojego ochroniarza, aby mogli przeprowadzić tę rozmowę w cztery oczy. Dopiero gdy zostali sami, Nathaniel postanowił w końcu powiedzieć coś więcej. Nie wstał jednak zza biurka, a oparł się wygodniej w fotelu, odpalając przy tym papierosa.
— Cieszę sie, że otrzymałeś moją wiadomość — zaczął, zdradzając tym samym to, że to on stał za włamaniem do domu panienki, którą Harrison z jakiś względów, postanowił niańczyć. — Zdradź mi tylko proszę, czy Rose ci ją osobiście przekazała? Jestem ciekaw, czy wciąż o mnie pamięta, czy już zapomniała o dawnym sprzymierzeńcu, bo liczę na to, że mogła się domyśleć od kogo ten prezent — dodał, uśmiechając się z przeokrutną satysfakcją.
Może jeszcze jakiś czas temu byłby skłonny odpuścić i nie wplątywać w swoje machlojki postronnych świadków, ale obecnie miał to gdzieś. Był wkurwiony i rozgoryczony, a całą swoją wściekłość przelewał na inny, nie czując przy tym wyrzutów sumienia. Skoro Murphy ich nie miała, to czemu on miałby je posiadać?
— A co do twojej lojalności to jest ona kosztowna, a nie szczera — zakpił, po czym opruszył popiół z papierosa do kryształowej popielniczki. — Jednak za moją dobrą wolę jeszcze nie zapłaciłeś, a gdy miałeś okazję, to mi odmówiłeś, stąd moje przypomnienie, że nie warto być nieszczerym w przyjaźni — dodał, bawiąc się przy tym znakomicie, a jednocześnie wciąż uważnie obserwując każdy ruch Quinlana, bo mimo wszystko wolałby nie mierzyć się teraz dosłownie z jego wściekłością.
harrison quinlan
about me
dobry, lecz łasy na pieniądze glina, który swój status społeczny wśród półświatka zbudował dzięki odwracaniu wzroku i dobrze płatnym układom. troszczy się o rosaline, bo nie potrafił zadbać o bezpieczeństwo swojej młodszej, przyrodniej siostry.
- Daruj sobie całą tą kurtuazje, Hawthorne - warknął, nie dbając o grzecznościowe zwroty i spokój gospodarza. Nigdy nie starał się o jego względy i nie wchodził mu w zadek, w obawie o to, że gdy popełni jakąś błąd bądź przestanie być potrzebny, Nathaniel będzie w stanie mu zagrozić. Quinlan wiedział z kim ma do czynienia ale nie okazywał strachu; nie był s ł a b y.
Jego przybycie z całą pewnością było tym, na co liczył Hawthorne, lecz Harrison nie przybył pertraktować. Nie zamierzał układać się z człowiekiem, który stosował wobec niego szantaż i groził ludziom na których mu zależało. Było to przekroczenie wszelkich granic i nie zamierzał udawać, że padał deszcz, gdy go bezczelnie opluwano.
- Tobie już do reszty odbiło - prychnął, słysząc jak swobodnie mówi o tym, czego dokonali jego ludzie w domu Rosaline. Nawet nie drgnęła mu powieka - ten skurwysyn był pozbawiony kręgosłupa moralnego i jakichkolwiek wyrzutów sumienia. Blondynka nie była częścią ich umowy, a mimo to, Nate wykorzystał ją jako środek do celu. - Naprawdę myślisz, że byłaby na tyle głupia by wejść do środka, gdy dostrzegła, że ktoś włamał się do jej domu? Zadzwoniła do mnie - odpowiedział, zaciskając szczękę. Miał palącą potrzebę sięgnięcia za biurko i przeciągnięcia go po tym pokoju, jednak wiedział, że ruszając na Nathaniela, stałby się ruchomym celem. Nawet na komisariacie nie byłby już bezpieczny.
- Ta dziewczyna nie ma nic wspólnego z naszymi interesami. Kiedy w końcu wyhodujesz sobie cohones i przestaniesz straszyć bezbronne małolaty? Wiesz gdzie mnie znaleźć, więc jeśli czegoś ode mnie chcesz, nasyłaj swoich przydupasów na m n i e - raz jeszcze uderzył pięścią w blat jego biurka, w wyniku czego zadrżała szklanka z pozostałością alkoholu.
- A jakie ma to znaczenie? Jest kosztowna, bo ryzykuje najwięcej dając ci cynk o policyjnych nalotach i zamiatając twoje brudy pod dywan ale jeśli szukasz dzbana, który zadowoli się połową tego co płacisz mi, nie krępuj się - wyprostował się i zrobił krok w tył, rozkładając ręce. Nie zamierzał dłużej mu nadskakiwać i jeśli Hawthorne zechce odsunąć go od interesów, to nie zamierzał z tego powodu ubolewać. Lubił pieniądze ale miał ich wystarczająco by wycofać się z tego kurwidołka. - Spójrzmy prawdzie w oczy, Nate. Ty nie masz przyjaciół - zaśmiał się i splótł ręce na wysokości klatki piersiowej, nie czując strachu przed zaśmianiem mu się w twarz - Powiedz mi, swojej rodzinie i panience też płacisz za sztuczne uśmiechy i kartki na święta? Czy może wszystkich wytłukłeś bo nikt nie trzymał ci równo palca w tyłku? - zapytał, wiedząc, że mężczyzna w każdej chwili może stracić cierpliwość i go zaatakować. Co prawda dzieliło ich biurko i dodatkowy metr ale Quinlan był gotów by sięgnąć po broń.
Nathaniel Hawthorne
Jego przybycie z całą pewnością było tym, na co liczył Hawthorne, lecz Harrison nie przybył pertraktować. Nie zamierzał układać się z człowiekiem, który stosował wobec niego szantaż i groził ludziom na których mu zależało. Było to przekroczenie wszelkich granic i nie zamierzał udawać, że padał deszcz, gdy go bezczelnie opluwano.
- Tobie już do reszty odbiło - prychnął, słysząc jak swobodnie mówi o tym, czego dokonali jego ludzie w domu Rosaline. Nawet nie drgnęła mu powieka - ten skurwysyn był pozbawiony kręgosłupa moralnego i jakichkolwiek wyrzutów sumienia. Blondynka nie była częścią ich umowy, a mimo to, Nate wykorzystał ją jako środek do celu. - Naprawdę myślisz, że byłaby na tyle głupia by wejść do środka, gdy dostrzegła, że ktoś włamał się do jej domu? Zadzwoniła do mnie - odpowiedział, zaciskając szczękę. Miał palącą potrzebę sięgnięcia za biurko i przeciągnięcia go po tym pokoju, jednak wiedział, że ruszając na Nathaniela, stałby się ruchomym celem. Nawet na komisariacie nie byłby już bezpieczny.
- Ta dziewczyna nie ma nic wspólnego z naszymi interesami. Kiedy w końcu wyhodujesz sobie cohones i przestaniesz straszyć bezbronne małolaty? Wiesz gdzie mnie znaleźć, więc jeśli czegoś ode mnie chcesz, nasyłaj swoich przydupasów na m n i e - raz jeszcze uderzył pięścią w blat jego biurka, w wyniku czego zadrżała szklanka z pozostałością alkoholu.
- A jakie ma to znaczenie? Jest kosztowna, bo ryzykuje najwięcej dając ci cynk o policyjnych nalotach i zamiatając twoje brudy pod dywan ale jeśli szukasz dzbana, który zadowoli się połową tego co płacisz mi, nie krępuj się - wyprostował się i zrobił krok w tył, rozkładając ręce. Nie zamierzał dłużej mu nadskakiwać i jeśli Hawthorne zechce odsunąć go od interesów, to nie zamierzał z tego powodu ubolewać. Lubił pieniądze ale miał ich wystarczająco by wycofać się z tego kurwidołka. - Spójrzmy prawdzie w oczy, Nate. Ty nie masz przyjaciół - zaśmiał się i splótł ręce na wysokości klatki piersiowej, nie czując strachu przed zaśmianiem mu się w twarz - Powiedz mi, swojej rodzinie i panience też płacisz za sztuczne uśmiechy i kartki na święta? Czy może wszystkich wytłukłeś bo nikt nie trzymał ci równo palca w tyłku? - zapytał, wiedząc, że mężczyzna w każdej chwili może stracić cierpliwość i go zaatakować. Co prawda dzieliło ich biurko i dodatkowy metr ale Quinlan był gotów by sięgnąć po broń.
Nathaniel Hawthorne
about me
Właściciel Shadow, który w swoim klubie prowadzi szemrane interesy stojąc na czele zorganizowanej grupy przestępczej.

On także liczył się z Quinlanem. Nawet jeśli umoczony glina nie był przeciwnikiem, który potencjalnie mógłby mu szczególnie zagrażać to nie w tym przypadku... Harrison był przebiegłym sukinsynem, który na pewno pociągnąłby za odpowiednie sznurki, aby wraz ze sobą, na dno zabrać, tak wiele osób związanych z Nathanielem jak to możliwe. Zadałby mu na tyle wiele ciosów, że zaleczenie poniesionych ran zajęłoby niesamowicie wiele czasu i energii, a przy obecnej sytuacji, niekoniecznie Nathaniel potrzebował nowych zmartwień. Przez lata wypracował więc osobliwy układ, który jak do tej pory działał bez zarzutu. Tylko w ostatnim czasie, pan gliniarz, zaczął stawiać warunki i nagle kasa zaczynała mu na tyle śmierdzieć, że zamiast zrobić za nią co powinien, po prostu olewał temat. Takiego zachowania Hawthorne nie chciał i nie umiał tolerować, dlatego postanowił uderzyć mocno, w punkt, który bezsprzecznie wywoła natychmiastową i gwałtowną reakcję. Dokładnie taką, jakiej oczekiwał.
— To urocze z jej strony — rzucił, gdy usłyszał o tym, że Rose zadzwoniła od razu do Harrisona. Poniekąd mógł się tego spodziewać, ale z drugiej strony to nieroztropne dziewczę, wcale nie wydawało się na tyle rozsądne, aby móc przewidzieć takie zachowanie z jej strony. — Och, naprawdę sądzisz, że chciałem ją nastraszyć? — Zapytał, unosząc przy tym nonszalancko brwi. — Doskonale wiesz, że jest tylko postronną ofia... Nie, jest posłańcem, przez którego moja wiadomość D O B I T N I E J do ciebie dotarła. W przeciwnym razie bawiłbyś się ze mną w chowanego, a ja kurwa, nie mam czasu, aby za tobą gonić — odpowiedział, odrobinę tylko unosząc głos, aby podkreślić wrażliwe słowa. Nie zależało mu na skrzywdzeniu tej blondyneczki, która z jakiegoś powodu tyle znaczyła dla Quinlana. Wykorzystał ją tylko po to, aby do niego dotrzeć, chociaż dobrze było wiedzieć, że ta forma dialogu dawała szybkie efekty.
— Nie chcę dzbana, a kogoś takiego jak ty; kto nie liczy się z nikim, poza samym sobą i kto mimo braku sumienia, ma na tyle oleju w głowie, aby nie robić nic głupiego — skomplementował Harrisona, który wcale nie wydawał się być spokojniejszym. Dlatego wzrok Nathaniela nieustannie śledził jego ruchy, na wypadek gdyby musiał się bronić, albo wezwać swoich ludzi, bo potyczka z rozjuszonym Quinlanem mogłaby się nie skończyć na paru siniakach.
Nie spodziewał się jednak tego, że Harrisowi uda się i jemu wbić szpilę. Jak dotąd Nathaniel dystansował się od wszystkiego, co Quinlan do niego mówił, ale gdy wspomniał o Murphy... Może nie bezpośrednio, ale i tak sprawił, że krew w Hawthornie zawrzała, a jego błękitne oczy pociemniały, nabierając groźniejszego wyrazu.
— Żebyś jeszcze, kurwa, był w pozycji, aby mówić do mnie takie słowa, gdy sam nie masz nikogo... Absolutnie nikogo, kto by się o ciebie martwił... Nikogo poza mną i tą piosenkareczką — warknął. — Więc przestań zgrywać bohatera i zrób, co ci kazałem, albo zostanę ci tylko ja — dokończył, pozwalając na to, aby groźba, którą wypowiedział zawisła między nimi na dłużej. — Chcę znać to nazwisko, Quinlan —oznajmił, aby przypomnieć Harissonowi, jak niewiele kosztuje go święty spokój.
harrison quinlan
— To urocze z jej strony — rzucił, gdy usłyszał o tym, że Rose zadzwoniła od razu do Harrisona. Poniekąd mógł się tego spodziewać, ale z drugiej strony to nieroztropne dziewczę, wcale nie wydawało się na tyle rozsądne, aby móc przewidzieć takie zachowanie z jej strony. — Och, naprawdę sądzisz, że chciałem ją nastraszyć? — Zapytał, unosząc przy tym nonszalancko brwi. — Doskonale wiesz, że jest tylko postronną ofia... Nie, jest posłańcem, przez którego moja wiadomość D O B I T N I E J do ciebie dotarła. W przeciwnym razie bawiłbyś się ze mną w chowanego, a ja kurwa, nie mam czasu, aby za tobą gonić — odpowiedział, odrobinę tylko unosząc głos, aby podkreślić wrażliwe słowa. Nie zależało mu na skrzywdzeniu tej blondyneczki, która z jakiegoś powodu tyle znaczyła dla Quinlana. Wykorzystał ją tylko po to, aby do niego dotrzeć, chociaż dobrze było wiedzieć, że ta forma dialogu dawała szybkie efekty.
— Nie chcę dzbana, a kogoś takiego jak ty; kto nie liczy się z nikim, poza samym sobą i kto mimo braku sumienia, ma na tyle oleju w głowie, aby nie robić nic głupiego — skomplementował Harrisona, który wcale nie wydawał się być spokojniejszym. Dlatego wzrok Nathaniela nieustannie śledził jego ruchy, na wypadek gdyby musiał się bronić, albo wezwać swoich ludzi, bo potyczka z rozjuszonym Quinlanem mogłaby się nie skończyć na paru siniakach.
Nie spodziewał się jednak tego, że Harrisowi uda się i jemu wbić szpilę. Jak dotąd Nathaniel dystansował się od wszystkiego, co Quinlan do niego mówił, ale gdy wspomniał o Murphy... Może nie bezpośrednio, ale i tak sprawił, że krew w Hawthornie zawrzała, a jego błękitne oczy pociemniały, nabierając groźniejszego wyrazu.
— Żebyś jeszcze, kurwa, był w pozycji, aby mówić do mnie takie słowa, gdy sam nie masz nikogo... Absolutnie nikogo, kto by się o ciebie martwił... Nikogo poza mną i tą piosenkareczką — warknął. — Więc przestań zgrywać bohatera i zrób, co ci kazałem, albo zostanę ci tylko ja — dokończył, pozwalając na to, aby groźba, którą wypowiedział zawisła między nimi na dłużej. — Chcę znać to nazwisko, Quinlan —oznajmił, aby przypomnieć Harissonowi, jak niewiele kosztuje go święty spokój.
harrison quinlan
about me
dobry, lecz łasy na pieniądze glina, który swój status społeczny wśród półświatka zbudował dzięki odwracaniu wzroku i dobrze płatnym układom. troszczy się o rosaline, bo nie potrafił zadbać o bezpieczeństwo swojej młodszej, przyrodniej siostry.
Wiedza, którą posiadał była wystarczająca do tego by pogrążyć całą grupę przestępczą Nathaniela. Wiadomości, liczne zdjęcia, które zbierał jako zabezpieczenie na czarną godzinę.. wszystko to skrywał po kluczem ale nie był przecież idiotą, który nie zdawał sobie sprawy z tego, że przedstawiając takie dowody, bez problemu umoczył by także siebie. Nie działał z ramienia wywiadu i nie były to autoryzowane akcje pod przykrywką, dlatego wiedział, że jeśli dowody te ujrzą światło dzienne, najpewniej zaciśnie się niewidzialna pętla na jego szyi.
Dzień w którym przyjdzie mu zapłacić tę cenę, będzie dniem w którym król Shadow zostanie zdetronizowany.
— Przecież nie chodziło o to by zachęcić ją do domowych porządków. Wiem w kogo było wycelowane było to działanie i co chciałeś przez to osiągnąć — nie miał ochoty na gierki i pewien był, że ostatnim razem wyraził się jasno co do udziału dziewczyny w ich interesach. Nie była kartą przetargową i nie miała nic wspólnego z całą tą sprawą, jednak dla Nathaniela nie stanowiło problemu wciąganie postronnych osób w cały ten bajzel. Co za różnica kto przy tym ucierpi? Ważne, że Hawthorne dostanie to czego chce.
— Jeśli chcesz przekazać mi wiadomość, kup sobie gołębia albo wyślij jednego ze swych lizodupów, którzy przy okazji obskoczą wpierdal. Zostaw ją w spokoju zasrany sadysto i jeśli chcesz bym wykonał dla ciebie jakiekolwiek zadanie, nie wykręcaj mi więcej takich numerów — odparł, rozjuszony faktem, że włamanie i szantaż były jedynie drogą do celu. A więc do czego jeszcze ten skurwysyn był w stanie się posunąć?
— Myślisz, że nie jestem skłonny do ryzyka? Jeśli jeszcze raz, choćby s p o j r z y s z na moich bliskich, nie będę zastanawiał się nad tym ile lat przyjdzie mi spędzić w pierdlu. Umoczę cię, Hawthorne i zadbam o to by załatwili cię we śnie — czuł jak drży jego dłoń i wiedział, że Nate nie cofnie się przed niczym. Pytanie ile był gotów poświęcić w imię szantażowania detektywa i krzywdzenia osób na których mu zależało. Tym razem, Quinlan nie był oszczędny w słowach i nie bał się zagrozić mężczyźnie, choć doskonale wiedział, że próba sprzątnięcia policjanta nie byłaby dla nich sporym wyzwaniem. Co miał do stracenia? Kto zapłacze, gdy dostanie kulkę między oczy, a jego ciało porzucą na Outbacku?
Uśmiechał się, gdy właściciel klubu nocnego wytknął mu s a m o t n o ś ć oraz, że nikt z wyjątkiem blondynki nie dbał o jego los. Nie pomylił się aż tak bardzo, bo w wymienionych, pominięty został wyłącznie jego brat i może, lecz z naciskiem na m o ż e jego była małżonka. Nie miało to jednak żadnego znaczenia - Nathaniel nie mógł zranić kogoś, kto sam skazywał się na taki los.
— Poza tobą? Dla mnie jesteś zwykłym śmieciem i workiem z kasą, Hawthorne. Wiedz jednak, że jeśli ośmielasz się tykać Rose, ja mogę zupełnie p r z y p a d k i e m uprzykrzyć życie twojej dziewczynie. Wiesz, mandat za przejście na czerwonym, może za przekroczenie prędkości? Jeździ autem? — spytał i zmarszczył czoło, udając, że naprawdę go to interesowała. Była środkiem do celu, zupełnie jak Rose.
— S p i e r d a l a j — rzucił i nie zastanawiając się nad tym czego więcej oczekiwał od niego mężczyzna, wyszedł z jego biura. Minął ochroniarza z obitym nosem i skierował się prosto do swego auta. Miał jedynie nadzieje, że Rose zostanie przez następne kilka dni u koleżanki i uda mu się posprzątać bo Hawthornie. Nie wiedział jeszcze, że w domu czekała na niego niespodzianka w postaci młodej blondynki.
koniec
Nathaniel Hawthorne
Dzień w którym przyjdzie mu zapłacić tę cenę, będzie dniem w którym król Shadow zostanie zdetronizowany.
— Przecież nie chodziło o to by zachęcić ją do domowych porządków. Wiem w kogo było wycelowane było to działanie i co chciałeś przez to osiągnąć — nie miał ochoty na gierki i pewien był, że ostatnim razem wyraził się jasno co do udziału dziewczyny w ich interesach. Nie była kartą przetargową i nie miała nic wspólnego z całą tą sprawą, jednak dla Nathaniela nie stanowiło problemu wciąganie postronnych osób w cały ten bajzel. Co za różnica kto przy tym ucierpi? Ważne, że Hawthorne dostanie to czego chce.
— Jeśli chcesz przekazać mi wiadomość, kup sobie gołębia albo wyślij jednego ze swych lizodupów, którzy przy okazji obskoczą wpierdal. Zostaw ją w spokoju zasrany sadysto i jeśli chcesz bym wykonał dla ciebie jakiekolwiek zadanie, nie wykręcaj mi więcej takich numerów — odparł, rozjuszony faktem, że włamanie i szantaż były jedynie drogą do celu. A więc do czego jeszcze ten skurwysyn był w stanie się posunąć?
— Myślisz, że nie jestem skłonny do ryzyka? Jeśli jeszcze raz, choćby s p o j r z y s z na moich bliskich, nie będę zastanawiał się nad tym ile lat przyjdzie mi spędzić w pierdlu. Umoczę cię, Hawthorne i zadbam o to by załatwili cię we śnie — czuł jak drży jego dłoń i wiedział, że Nate nie cofnie się przed niczym. Pytanie ile był gotów poświęcić w imię szantażowania detektywa i krzywdzenia osób na których mu zależało. Tym razem, Quinlan nie był oszczędny w słowach i nie bał się zagrozić mężczyźnie, choć doskonale wiedział, że próba sprzątnięcia policjanta nie byłaby dla nich sporym wyzwaniem. Co miał do stracenia? Kto zapłacze, gdy dostanie kulkę między oczy, a jego ciało porzucą na Outbacku?
Uśmiechał się, gdy właściciel klubu nocnego wytknął mu s a m o t n o ś ć oraz, że nikt z wyjątkiem blondynki nie dbał o jego los. Nie pomylił się aż tak bardzo, bo w wymienionych, pominięty został wyłącznie jego brat i może, lecz z naciskiem na m o ż e jego była małżonka. Nie miało to jednak żadnego znaczenia - Nathaniel nie mógł zranić kogoś, kto sam skazywał się na taki los.
— Poza tobą? Dla mnie jesteś zwykłym śmieciem i workiem z kasą, Hawthorne. Wiedz jednak, że jeśli ośmielasz się tykać Rose, ja mogę zupełnie p r z y p a d k i e m uprzykrzyć życie twojej dziewczynie. Wiesz, mandat za przejście na czerwonym, może za przekroczenie prędkości? Jeździ autem? — spytał i zmarszczył czoło, udając, że naprawdę go to interesowała. Była środkiem do celu, zupełnie jak Rose.
— S p i e r d a l a j — rzucił i nie zastanawiając się nad tym czego więcej oczekiwał od niego mężczyzna, wyszedł z jego biura. Minął ochroniarza z obitym nosem i skierował się prosto do swego auta. Miał jedynie nadzieje, że Rose zostanie przez następne kilka dni u koleżanki i uda mu się posprzątać bo Hawthornie. Nie wiedział jeszcze, że w domu czekała na niego niespodzianka w postaci młodej blondynki.
koniec
Nathaniel Hawthorne

