kucharz
hungry jack's
183 cm
28 yo
Awatar użytkownika
about me
it was ugly, like what they all did to me, and they did to me what I wouldn't do to anyone
Awatar użytkownika
On a night that rises and clears
In a sky that's clouded by years
My anger is a form of madness
So I'd rather have hope than sadness

Już po pierwszej kawie - a więc jeszcze z resztkami snu majaczącymi pod ciężkimi zmęczeniem powiekami - Moth pochylił się nad blatem, w pocie czoła kompilując listę zakupów. Po kwadransie bardziej niż zorganizowany zestaw produktów do kupienia, przypominała ona raczej szkicownik - ktoś mógłby uznać, że to dzieciak bazgrał w zeszycie, a nie jakiś dorosły próbował ułożyć racjonalny plan popołudniowego przyjęcia. Na podmiętej nieco wilgocią kartce papieru narysowany był hot-dog, trzy wykrzykniki zdobiące koślawe słowo „chipsy”, i coś, co wyglądało jak rozjechany tort. Było jasne, że wybitny plan kulinarny nie wchodzi tu w grę, ale dla Motha to wcale nie było mniej ważne niż dla kogoś, kto zamawia catering z pięciodaniowym menu.

Billy kończył dzisiaj dwanaście lat. A dwanaście lat to b a r d z o poważna sprawa.

W chłodnym świetle bezsłonecznego dnia, wszystko wyglądało na trochę szare i przygaszone — ale Moth uznał, że dzisiaj w ich kuchni ma być inaczej. Rozgrzał piekarnik, pozwalając ciepłu wylać się przez nieszczelne drzwiczki. W garnku na jednym z trzech działających palników, bulgotał sos, którego receptura zaczynała się od „wsyp do garnka wszystko, co znajdziesz w lodówce i co nie wygląda na zepsute”. Parówki czekały w rządku, jak żołnierze przed paradą. Z zamrażarki wyjął frytki, bo czy ktoś może wyobrazić sobie wykwintniejszy przysmak (w oczach wiecznie głodnego dwunastolatka)?

No, pobić mogła to tylko cola w dwulitrowej butelce, chłodzona w lodówce niczym relikwia.

Przez uchylone okno, do chatki wpadało powietrze zimne i ostre jak szkło, i dźwięki okolicy - cisza przyrody, zaburzona tylko tu i ówdzie okazjonalnym bełkotem zapijaczonego sąsiada, i poharatana białym szumem psującego się telewizora tej rodziny, która niedawno wprowadziła się do najbliższego domu po lewej. Rozklekotane chatki rozsypano po sąsiedztwie niby wysypkę, ale echo nędznego życia niosło się daleko, wkradając się do przestrzeni LaRochelle'ów bez oficjalnego zaproszenia.

Lottie Moth rozpoznał, oczywiście, po krokach - rozpoznałby ją przecież na drugim końcu świata. Billy chodził inaczej - prędzej, popędliwiej, i z pewnością siebie godną młodego nastolatka (czyli średnią). Poza tym Billy'ego - wysłanego przez Motha po jakieś kompletnie zbędne sprawunki tylko po to, by zapewnić chłopcu dystrakcję przed niespodzianką - zdecydowanie nie powinno być tu jeszcze przynajmniej przez pół godziny.

— Mam nadzieję, że przyniosłaś coś, czym nie otrujemy solenizanta - rzucił, dopiero po kilku sekundach przenosząc wzrok z siekanej przez siebie akurat cebuli ku przestępowanym właśnie przez Lottie drzwiom. Nad tym, czy dziewczyna wygląda dobrze - tak, jakby pamiętała o lekach, i spała wystarczającą ilość godzin, i jadła wystarczającą liczbę ciepłych posiłków - miał zastanowić się dopiero za moment; trochę jakby kupował sobie od losu czas, w którym nie musiał się o nią martwić - Jubilata? Kurwa, zawsze mi się to myli.

Dopiero teraz przyszła pora na kurtuazję - a więc na porzucenie przez Motha trzymanego dotąd w dłoni noża gdzieś na blacie, na wytarcie dłoni w materiał jasnych (i brudnawych) jeansów, na parę kroków pokonanych środkiem chatki (na tyle małej, że nikt sobie tutaj nie zawracał głowy żadnym korytarzem), i na objęcie dziewczyny w ostrożnym, ale szczerym - i w gruncie rzeczy także i czułym - geście.

- Hej, młoda - jakby wcale nie zawracał sobie głowy faktem, że przecież byli w tym samym wieku - Dzięki, że wpadłaś.

lottie haynes
ambitny krab
moth
brak multikont
najgorsza kelnerka
w kawiarni hungry hearts
170 cm
28 yo
Awatar użytkownika
about me
We could've been cute and we could've been stupid
All of the time you wasted in your head
We could've been having sex,
you could've been gettin All of my time
but you were being mad
Awatar użytkownika
Lottie Haynes nie miała wstydu, Boga, idei, polityki ani zasad.
Miała za to zapisaną koślawymi znaczkami karteczkę dat ważnych i świąt nietypowych. Na miejscu siódmym: pod dniem popcornu i nad dniem bitej śmietany znajdowały się urodziny pewnego chłopca.
Coroczna tradycja urosła do rangi wagi niemalże państwowej, a moment w którym najgorsza kelnereczka Lorne Bay zaczynała przygotowania co roku przesuwał się. Obecnie organizacja przyjęcia łudząco przypominała handel gadżetami okolicznościowymi w hipermarketach: dekoracje do październikowego halloween wykładano na półki już w czerwcu, zaś Charlotte Haynes w styczniu chowała pod łóżkiem pierwszy prezent sierpniowego solenizanta.
Albo jubilata.
Chuj wie.
A jubilat to nie jest ten, co sprzedaje biżuterię? — zmarszczyła brewki kuśtykając niezgrabnie wgłąb chatki. Wzruszyła ramionami i odstawiła siatki na podłogę, licząc na wsparcie pana domu. — Co ja tam wiem, nawet nie mam biżuterii — parsknęła, a zaś niczym siostra przytuliła Motta na powitanie. Dla Chrisa przecież też zawsze była młodą. I tym odpadem ze śmieci, co rodzice przytargali na chatę zamiast wymarzonego szczeniaczka.
Klasyka gatunku.
Lottie niedawno wróciła z Camp North Star, gdzie przez dwa tygodnie prowadziła zajęcia sportowe dla uczestników, relacjonując wszystko namiętnie w mediach społecznościowych. Wszystko poza pewnym małym szczegółem - teksańską australijską masakrą piłą mechaniczną która ostatniej nocy wypełniła teren obozu wrzaskami i przerażeniem. Lottie i jej niefortunny situationship (nalegała, iż zakończony) Blurry cudem zbiegli grupie morderców; dziewczyna biegła przez las z gwoździem wbitym w podeszwę stopy i obecnie piała zachwytem, iż kończyny nie amputowano.
Owinięto za to opatrunkiem który regularnie zmieniała, ale ból wciąż utrudniał jej chodzenie i znacznie ograniczał mobilność.
Spróbowałbyś mnie nie wpuścić — odparła przekornie, bo sytuacja była jasna: szatynka święta z swojej pomiętej karteczki traktowała śmiertelnie poważnie i n i c, nawet bliski zgon, nie mogłoby jej w tym przeszkodzić. — Mam coś super — odniosła się wreszcie do zasadnego pytania chłopaka. — W zasadzie nie wiem, po co nam pieniądze. Ja w tym mieście wszystko załatwiam barterem. Może i nie jest łatwiej ani szybciej, ale za to jaka satysfakcja! Miesiąc temu zamieniłam parę za małych butów na sukienkę. Sukienkę wymieniłam na torebkę. Torebkę zobaczyła w barze taka dziewczyna… — typowo dla siebie popadała w monolog, ale wreszcie doczłapała do kuchni gdzie, zgodnie z jej życzeniem, Moth miał rozpakować zakupy.
Ale potem ona przyszła do kawiarni, bo jej chłopak to buc i zapomniał naładować zegarek, więc dałam jej croissanta i się okazało, że jej ciotka ma cukiernię... — a gestem dłoni ponaglała, by z siatki ostrożnie wyjął karton z najpiękniejszym tortem robionym na zamówienie.
Z imieniem jubilera i dekoracjami z masy marcepanowej.

moth larochelle
kucharz
hungry jack's
183 cm
28 yo
Awatar użytkownika
about me
it was ugly, like what they all did to me, and they did to me what I wouldn't do to anyone
Awatar użytkownika
- Jubilat, jubiler, chuj jeden wie - Moth wzruszył ramionami, przekleństwo ewidentnie wykradając Lottie prosto z myśli w taki sposób, w jaki telepatii używają głównie albo bliźnięta, albo ludzie, których losy życie splotło przypadkiem, ale jednocześnie trochę zbyt ciasno - Poza tym to nieprawda - dodał jeszcze, odgrzebując w pamięci wspomnienia o pastelowych w barwie bransoletkach i naszyjnikach z cukru, pudrowych błyskotkach, którymi (dosłownie skradzionymi wcześniej z warzywniaka w centrum), obdarowywał Lottie przed laty, i które jedli potem wspólnie, miażdżąc drobne cukierki trzonowcami, i prawdopodobnie jedynie zwiększając ryzyko koszmarnej próchnicy - Nie bądź dramatyczna!

Chociaż przecież powiedzenie Lottie, żeby nie była dramatyczna to tak, jakby zasugerować krokodylom wegetarianizm. Albo matce Motha i Billy'ego - kompletną abstynencję.

- Mhm, nie wątpię - mruknął, i choć być może próbował nadać słowom ironicznego brzmienia, jakoś nie wyszło. Nie dało się wszak ukryć, że co, jak co, ale w urodziny Billy'ego, Lottie nigdy jeszcze nie zawiodła. I choćby Moth próbował wmawiać sobie, że jest już na tyle stoicki i zgorzkniały, żeby na myśl o przyniesionych przez dziewczynę darach nie odczuć choćby odrobiny ekscytacji, zwyczajnie poniósłby w tym sromotną klęskę. Próbował nie zaglądać jej przez ramię zbyt ostentacyjnie, gdy - uściskawszy go już, i rozpocząwszy swój monolog - ruszyła do kuchni. Cóż, nie miała przecież daleko.

Do słowotoków Lottie przyzwyczajony był tak, jak do komarów gryzących w Lorne wczesnym latem, i - czasami - wczesną zimą. W przeciwieństwie do owadów jednak, wylewne historie brunetki lubił, i tęsknił za nimi, gdy milkły. Oparłszy się o ścianę bokiem, i z dłońmi w kieszeniach jeansów - w oczekiwaniu na znak od Lottie, że może ruszyć do pomocy w rozpakowaniu toreb - obserwował ją kątem oka, nie mogąc nie dostrzec drobnego utykania.

- Kurwa, Lottie, co ci się stało? - przecież - jeszcze - nie wiedział. Znając Haynes, zakładał jednak, że coś więcej niż obtarcie od nierozchodzonego sandałka. Zignorował zatem, przynajmniej na razie, historię o genialnym barterze i ciotce cukierniczce, skupiając się na rosnącej w nim obawie, że Lottie wpakowała się w jakieś kłopoty. Co za nowość! Aż do czasu, gdy widok tortu skutecznie rozproszył go, i nakazał mu aż pochylić się nad warstwami kremu i marcepanu.

– Wiesz, że Billy się zesra ze szczęścia jak to zobaczy, co? – powiedział w końcu, a głos mu złagodniał wbrew wszelkim intencjom - Ale słowo daję, że będziesz mi musiała dokładać do rachunku za dentystę do końca naszego życia.

Jakby, jakimś cudem, automatycznie zakładał, że z tego świata zejdą w duecie.

lottie haynes
ambitny krab
moth
brak multikont
najgorsza kelnerka
w kawiarni hungry hearts
170 cm
28 yo
Awatar użytkownika
about me
We could've been cute and we could've been stupid
All of the time you wasted in your head
We could've been having sex,
you could've been gettin All of my time
but you were being mad
Awatar użytkownika
Lottie nie była w stanie przywołać pamięcią momentu, w którym urocze, cukierkowe bransoletki z pastylkami w kształcie serduszek wyparowały wraz z całą dziecięcą niewinnością postrzegania świata. Oczy poczęły dostrzegać dorosłe sprawy: wyzwania, problemy i oszustwa, a także sklep z kiczowatymi seks-gadżetami gdzieś na rogu wąskiej uliczki za miastem. Tam cukierkowe staniki i stringi krzyczały przez witrynę z manekinów o świecie, który jeszcze nieraz miał dziewczynkę o burzy ciemnych włosów i feerii piegów na buźce zaskoczyć.
Niefortunnym niespodziankom w mniejszym lub większym stopniu towarzyszył Moth - wydawał się tak samo niedopasowany, jak ona. Zdrowy - choć zarzucała, że jedynie niezdiagnozowany - przyjaciel tak samo nie uginał się pod naporem ścian żelaznej foremki, nie godząc na przybranie narzuconego z góry kształtu. To dodawało otuchy - on m ó g ł być taki jak wszyscy, ale z tego rezygnował. Ona nie mogła, ale na tym dnie niezrozumienia nie była już całkiem sama.
Stary, ochujasz jak ci powiem — parsknęła, wszak omawiany w lokalnych mediach skandal z morderstwem na obozie dla młodzieży stał się dla schizofreniczki najwyżej anegdotką. — Nie mogę się doczekać całego tego darmowego alkoholu, który da mi ta historia — wyszczerzyła się, acz pozostawała śmiertelnie poważna. Kultura australijskich barów stała na prostym zwyczaju postawienia piwa każdemu, kto przedstawił najbardziej nieprawdopodobne przygody obcym ludziom. A ona wreszcie zdobyła swoją przepustkę do raju.
Tak w skrócie, bo pewnie nie oglądałeś wiadomości — ona dotychczas też nie, bo nie miała na czym. — Byłam na tym obozie, wiesz, dorobić. Ostatniej nocy zamordowano dyrektora. Faceci z nożami przyszli do naszego domku, wyskoczyliśmy z Blurrym przez okno, ale wbił mi się gwóźdź. Nie bardzo był czas to rozkminić, bo zaczęli nas gonić, więc pobiegliśmy do lasu. Myślałam, że mi tę nogę amputują! — rana nie wyglądała dobrze, gdy personel szpitala rozpoczął staranne usuwanie śladów runa leśnego z podeszwy kobiecej stopy. Gdy adrenalina opadła i wreszcie zaczęła odczuwać pełną skalę bólu, darła się wniebogłosy niczym obdzierana żywcem ze skóry. Nawet halucynki miały jej wówczas dosyć. — Będę żyła, ale Margaret się tymczasowo wyprowadziła. Nie może patrzeć na zmiany opatrunków — wzruszyła ramionami. To nic, że Margaret nie istniała.
Na moment nie istniała bardziej. W sumie też się wyprowadziłam — z tej dziury na poddaszu która nie przeszłaby żadnej kontroli, gdzie deszczówka lała się do wiaderka a dźwięki kapania przypominały tortury w Guantanamo, aniżeli luksusowe SPA w stylu boho.
Brat mnie namówił — bąknęła gubiąc swą pewność i przekorność wypowiedzi. Trzy krótkie słowa wybrzmiewały ciężarem tysiąca wypowiedzianych przez te wszystkie lata. Brat celebryta, któremu powodzi się świetnie, od dawna proponował siostrze pomoc na wiele sposobów. Konsekwentnie odmawiała pragnąc czuć się dorosłą, pragnąc niezależności i udowodnienia, że ona też może.
Nie mogła. Nie, gdy stan jej zdrowia uległ pogorszeniu i istniało ryzyko, że któraś z pacynek halucynek każe jej się utopić bądź powiesić.
Musiała odpuścić. Musiała pozwolić Chrisowi na wyciągnięcie pomocnej dłoni.
No, w każdym razie — odchrząknęła, ponownie nie dostrzegając kłopotliwości swych monologów, a także speszona wyznaniem — mieszkam teraz w domu, który ma więcej pomieszczeń niż umiem zapamiętać. A w lodówce zawsze jest jedzenie — oczy miała wielkie i wyłupiaste, co w połączeniu z emocją szoku groziło tym, iż gałki wypadną z oczodołów niczym w czarno-białym horrorze. — Więc zacznę oszczędzać napiwki i jeśli będziesz potrzebował… Na dentystę, czy coś, to… Wiesz.
Wiedział.
Ona też wiedziała.
Tylko brakowało w ich gorzkim świecie wprawy w pleceniu słodkości.
Te dostawał jedynie Billy.

moth larochelle
kucharz
hungry jack's
183 cm
28 yo
Awatar użytkownika
about me
it was ugly, like what they all did to me, and they did to me what I wouldn't do to anyone
Awatar użytkownika
Wiadomości Moth oglądał tylko w teorii - to znaczy: pochylonemu nad długim, metalowym blatem w prep kitchen zatrudniającej go burgerowni, udawało mu się czasem zerknąć przelotnie w stronę regularnie śnieżącego, przybrudzonego ekranu małego, wyciszonego telewizora zawieszonego chwiejnie u styku ścian dusznego pomieszczenia. W praktyce, nowinki ze świata w szerszym i węższym ujęciu, Moth zazwyczaj dostawał z drugiej albo trzeciej ręki (od któregoś z kolegów z pracy, podczas krótkiej przerwy na kanapkę i papierosa; od Billy'ego, jeśli akurat omawiali dane zdarzenie w szkole; zasłuchane przypadkiem od kogoś lamentującego o tragicznym stanie ówczesnego świata przy barze, w którym Moth czasem dorabiał po godzinach, polewając zbyt ciepłe piwo i zbyt mocne drinki), i zazwyczaj już dawno po ich terminie ważności.
Sam - z dzieciństwa - pamiętał czasy, w których natłok codziennych wiadomości był o wiele mniejszy, choć mógł być to tylko figiel płatany mu przez pamięć, ot, fałszywe wspomnienie.
O tym, co zaszło na obozie dla młodzieży - dosłownie po sąsiedzku - faktycznie nie słyszał, prawdopodobnie zbyt zalatany w ostatnich tygodniach, aby inwestować jakiekolwiek zasoby uwagi w to, co rozpowiadali ludzie. Połowa z plotek i tak rzadko nosiła w sobie jakąkolwiek prawdę, a Moth gardził pogłoskami. Zresztą, gdyby nie relacja z pierwszej ręki, i to od Lottie, której LaRochelle wierzył zawsze (choć mógłby ktoś stwierdzić, że tak ślepe zawierzanie osobie, której umysł czasem wymyka się z ryzów normalności nie jest może najlepszym możliwym pomysłem...), i na ślepo.
- Jezus-kurwa-Maria - wymsknęło mu się w reakcji na słowa dziewczyny - brzydka wiązanka bluzgów i profanacji wyrzucone spomiędzy warg na jednym wydechu. W jego tonie wybrzmiało wszystko na raz: troska, pewne niedowierzanie, odrobina humoru związana z niedorzecznością nazywanych przez Lottie wydarzeń. W jego mimice również przeplatały się podobne emocje. Uniesiona brew, zaciśnięte mocniej wargi, krótki spazm zmartwienia kiedy Lottie deklarowała dzielnie, że będzie żyła, choć wszystko mogło się zakończyć nawet amputacją. Jeśli nawet Moth chciał rzucić jakimś szyderczym komentarzem, tej uwiązł mu w gardle na widok ukochanej, piegowatej twarzy, rozciągniętej w tym dziwnym, pół-dumnym, pół-speszonem grymasie małej dziewczynki, która musiała dorosnąć zbyt szybko.

„Brat mnie namówił.”

Moth poczuł coś bizarnego – jakby ktoś od wewnątrz zacisnął mu pięść na sercu. Nie znał Chrisa zbyt dobrze - nie osobiście, i nie z wiadomości, których w końcu nie oglądał. Ale słyszał o nim - oczywiście, że tak - od Lottie, w różnych kontekstach. Wzmianki o mężczyźnie budziły w Mothcie sprzeczne uczucia. Wdzięczność, że Haynes ma jednak w życiu kogoś, na kim może polegać również w tych materialnych, zaważających na jej bezpieczeństwie kwestiach. I żal, że tą osobą nie jest - nie może być - właśnie on, Moth LaRochelle.

Przez chwilę patrzył na nią milcząco, jakby próbował ją prześwietlić spojrzeniem, zobaczyć, ile w tej decyzji było odwagi, a ile kapitulacji.
– To dobrze – powiedział w końcu, ostrożnie, wolniej niż zwykle, jakby każde słowo ważyło przeszło tonę. Jeśli w jego słowach kryło się pytanie, Moth w ostatniej chwili je przełknął, pozwalając zapaść między nimi ciszy gęstej, ale równocześnie słodkiej i miękkiej. Lottie wpatrywała się w niego tymi wyłupiastymi oczami, opowiadając o lodówce pełnej jedzenia, jakby to był największy luksus świata. Moth odwrócił wzrok, zaciskając usta w linię, żeby nie pozwolić sobie na coś w rodzaju uśmiechu. Ale kiedy padły ostatnie słowa – o odkładaniu napiwków, o dentyście – spojrzał na dziewczynę ostro, jakby chciał przerwać jej zdanie w połowie, kręcąc krótko głową.
Nie pierdol, Lottie - burknął. – Nie będziesz dla mnie odkładać żadnych pieniędzy. Jakbyś... - przeciągnął spojrzeniem po przyniesionych przez nią rarytasach - ...i tak już nie inwestowała w nas wystarczająco, co? - W jego głosie nie było jednak gniewu, tylko głębokie, zmatowiałe zmęczenie - Tak nie może być, bez kitu. Przecież wiesz... - zaczął, ale nie dokończył monologu, gdy na gęstym żwirze przed chatką zachrzęściły koła wysłużonego, lecz nadal jeszcze sprawnego roweru - idealnego dla trzynastolatka - Szlag! - Moth wycedził przez zęby, zerkając prędko na zegar - Ten cholerny dzieciak! Miał być tutaj co najmniej dopiero za kwadrans!

lottie haynes
ambitny krab
moth
brak multikont
najgorsza kelnerka
w kawiarni hungry hearts
170 cm
28 yo
Awatar użytkownika
about me
We could've been cute and we could've been stupid
All of the time you wasted in your head
We could've been having sex,
you could've been gettin All of my time
but you were being mad
Awatar użytkownika
Spotkała się z wieloma różnymi reakcjami po powrocie. Poczciwa kobieta zionąca ogniem w stronę poczekalni szpitalnego oddziału ratunkowego (której stanowiska do tej pory nie ujawniono, ale plakietka zdrapana pazurem czasu informowała o wdzięcznym imieniu Gładyś) dopytywała o te bardziej sensacyjne smaczki całej z a b a w y która przeistoczyła się w krwiste polowanie tych złych, na tych nieświadomych. Pacjent z łóżka obok ze wstydem chował się za kotarą, gdy personel - może specjalnie, może nie - niewystarczająco cicho wypowiadał się na temat procedury usunięcia z jego odbytu dezodorantu, na który rzekomo potknął się wychodząc spod prysznica. Brat - przerażony i troskliwy zarazem - niemalże liczył pojedyncze włosy na głowie siostry chcąc sprawdzić, czy żadnego nie brakowało i groził wyciągnięciem wszelkich możliwych konsekwencji wobec winnych, byle tylko młodsza siostrzyczka zaznała spokoju (wciąż przecież bała się, że bandyci ją odnajdą) i dojrzała sprawiedliwości. Był też Blurry, towarzysz niedoli, który bał się tak samo mocno, choć oboje nie pisnęli sobie o tym ani słowa.
To nie byłoby cool.
Wreszcie przyszedł czas na Motha, który był cool w sposób tak nonszalancki; jakby od niechcenia, z braku laku, budził się jakiś głębszy od tych mas, które otaczały go w społeczeństwie. Jego reakcji zawsze była najbardziej ciekawa, bo potrafił zaskakiwać - potrafił też w komediowych podstawach zawierać tak dużo szczegółów samą tylko intonacją i spojrzeniem, że dalsze paplanie jęzorem stawało się zwyczajnie zbędne.
Dobrze? Tak myślisz? — upewniła się, jakby sama nie wierzyła w historyjkę którą mu sprzedawała. Jakby miała obawę, że sama siebie oszukuje aprobatą zamieszkania z dojrzałym i żyjącym jak dorosły bratem, a Moth mógł metaforycznie nią potrząsnąć i opieprzyć srogo, że się poddała. To był jej kompleks - zarówno brak życiowej zaradności by jej samodzielne życie wyglądało dobrze, jak i ostatecznie wydanie zgody, by ktoś bardziej zaradny się nią zaopiekował, bo potrzebowała tego wciąż jak wtedy, gdy była dzieckiem. Z tym, że wtedy Chris wydłubywał jej gumy do żucia z włosów (a potem odpłacał gnębiącym siostrę gówniarzom) a teraz zamawiał do domu więcej zakupów spożywczych, by w tej wypasionej lodówce (z kostkarką!) znalazła zawsze coś dla siebie.
Ale czemu nie? Zawsze mi pomagasz, Roch — zaprotestowała. Pragnęła jakkolwiek odwdzięczyć się za to, że nie opuścił jej mimo wielu powodów, by nigdy przy niej nie zostać. W jakiejkolwiek roli. — Jeśli będziecie czegokolwiek potrzebować, ty i Billy, wiesz, że ja zawsze… — niezależnie od forów jakie jej dawało mieszkanie z bratem, choćby miała stanąć na rzęsach, zrobiłaby to by pomóc przyjacielowi i temu małemu ziomkowi, który jak zwykle czarująco psuł dorosłym nikczemne plany.
Chowaj tort — syknęła do Motha konspiracyjnie, bo niespodzianka powinna być ładniejsza, niż z tą siatką w tle i wciąż jeszcze niegotowym obiadem, i prezentem leżącym gdzieś na podłodze. Nie, Billy zasługiwał na więcej. Na show.
Dlatego pokuśtykała powitać go na wejściu w formie jawnej dywersji, by kupić starszemu trochę czasu. Młodszy szybko zauważył zmianę w kondycji ciotki Lotki, co rozczulało ją bardzo, ale miała wystarczająco szarych komórek by nie mówić dziecku prawdy.
Nie uwierzysz! — zaintonowała przesadną ekscytacją, wciąż jednak pasującą do ekstrawagancji i szaleństwa Haynes. — Zgodziłam się pójść na jedną lekcję surfingu, w oceanie — skłamała; wszyscy wiedzieli, że Lottie uwielbia plaże lecz boi się oceanu, i że odmówiła, gdy Blurry proponował jej zamoczenie ledwie paluszka stopy. Teraz jednak malowała obraz wielkiej odwagi przed tym małym człowiekiem, który mógł jeszcze w życiu osiągnąć wszystko. — Poszło mi beznadziejnie, fala zepchnęła mnie w złą stronę, spadłam z deski i nadepnęłam na coś, nie wiem — pomachała opatrzoną nogą krzywiąc się. — Koralowiec, kamień, jakiś jeżowiec… Więcej nie pójdę! — zawyrokowała wygodnie dla siebie.
Teraz młody nie będzie mógł oczekiwać, że z nim pójdzie się przepłynąć.

moth larochelle
kucharz
hungry jack's
183 cm
28 yo
Awatar użytkownika
about me
it was ugly, like what they all did to me, and they did to me what I wouldn't do to anyone
Awatar użytkownika
Dobrze potwierdził, tym samym tonem, którym wybudzonego z koszmaru sennego Billy’ego zapewniał niejednokroć, że wszystko będzie dobrze i naprawdę nie ma się czego bać. Tonem, którego do kłamania dzieciom zazwyczaj używali dorośli – Tak myślę.
Pomimo jakiegoś rodzaju żalu, że nigdy nie będzie w stanie otoczyć Lottie takim rodzajem opieki, jaką zapewniał jej Chris, zawiść, którą być może kiedyś odczuwał, Moth zdołał dawno już zracjonalizować i pogrzebać głęboko pod grubą warstwą akceptacji. Znał swoją rolę – jakkolwiek mógł być nią rozczarowany – i wiedział, że wychylanie się przed szereg z próbami, aby stać się dla Haynes jakimś marnym substytutem starszego rodzeństwa byłoby zwyczajną głupotą (tym bardziej, że przecież sam miał już młodszego brata, za którego chcąc-nie chcąc, musiał być odpowiedzialny). Jeśli więc czegokolwiek mógł w tym kontekście zazdrościć, to kogoś, kto w jego życiu zająłby podobną pozycję, w jakiej w życiu Lottie znajdował się właśnie Chris. Bo w dzieciństwie Moth LaRochelle nie mógł liczyć na niczyje zwinne palce, które z szorstkich od mycia szarym mydłem kosmyków myszowatych włosów wydłubałby mu nie tylko gumę do żucia, ale i niekiedy, po prostu, wszy. I podobnie w jego nieszczęsnej dorosłości, nikt nie pomyślałby, żeby blondynowi zaopatrzyć lodówkę, albo zwyczajnie użyczyć mu czegoś z tej własnej.

Prawda: życie nie było sprawiedliwe. Ale kto – w pierwszej kolejności – kiedykolwiek Mothowi obiecywał jakąkolwiek sprawiedliwość?

– A ty mi nie pomagasz? – wywrócił oczami, przenosząc zaraz wzrok na wszystkie przyniesione przez Lottie dary – Wiem, że ty zawsze…. – trochę brunetkę przedrzeźnił, ale czule, bez cienia złośliwości – Nie obawiaj się. Jeśli kiedyś przyjdzie co do cze – nie zdążył dokończyć, prostując się w geście nagłej czujności, i tym samym porzucając jakąkolwiek jeszcze odzywkę względem Lottie, którą ślina niosłaby mu na wargi. Mieli teraz ewidentnie ważniejsze sprawy na głowie, niż ten ich niekończący się słowny pojedynek, który – czasem z nudów, czasem szukając zapomnienia od bardziej przyziemnych kwestii – zdawali się toczyć w dokładnie taki sam sposób od lat.

Pełen wdzięczności – i dla niego samego zaskakującej tremy – rejestrował, jak Lottie sprawnie zajmuje się odwracaniem chłopięcej uwagi, dając mu tym samym możliwość zatarcia tylu śladów urodzinowych przygotowań ile tylko się dało. Tort upchnął za rzężącym tosterem, prezent pośpiesznie – ale jednocześnie i względnie ostrożnie – wkopał za załom jednej z kuchennych szafek.
Nawet, jeśli Billy, Lottie i Moth zaliczyli kiedyś wspólną wyprawę na plażę, chłopiec zdawał się nie pamiętać o niechęci Lottie do szaleństw wśród spienionych fal. Dwunastolatek nie był głupi, więc Moth nie zdziwiłby się, gdyby po opadnięciu pierwszych emocji połączył kropki i wyłapał niespójności w dziewczęcej narracji, i bez skrupułów skonfrontował ich z tym niewinnym niby, ale nadal niezaprzeczalnym kłamstwem. Tak długo jednak, jak Billy zaaferowany opowieściami Haynes nie zwracał uwagi na kulisy swojej urodzinowej niespodzianki, liczyła się każda pół-sekunda. Billy, tym czasem, popatrywał na Lottie nie tyle może niedowierzająco, co z jakimś rodzajem karcącego pobłażania.
– Lottie – chłopiec zaczął z powagą – Przecież powinnaś pływać w płetwach. Albo przynajmniej w takich specjalnych gumowych butach na jeżowce. Nie uczyli was tego w szkole? – wśród rówieśników często wycofany i nieśmiały, w znajomym towarzystwie Billy potrafił popisywać się rezonem, a nawet odrobiną uroczej zuchwałości – Ja mam dwanaście… - chłopiec zawiesił głos, posyłając Mothowi jakby z lekka niepewne spojrzenie, trochę tak, jakby to starszy brat miał wydać mu pozwolenie na skończenie trzynastu lat. Może tak byłoby zresztą lepiej – to jest, gdyby upływ czasu zależał od Motha. Gdyby to wyłącznie od jego decyzji zależało, czy Billy zdmuchnie większą liczbę świeczek niż poprzedniego roku, czy też już na zawsze zostanie tak samo młody, tak samo niewinny. Ale decydował nie Moth, a Czas. Starszemu LaRochelle nie pozostało zatem nic, niż skinąć głową – Już prawie trzynaście lat! – Billy rozpromienił się, prostując dumnie plecy – I wiem takie rzeczy, więc…
Moth zdusił śmiech, posyłając Lottie bezbronne, ale i przepraszające spojrzenie.
– A co, jeśli to była rekinia płetwa!? – zgiąwszy się w pół w celu przemieszania frytek rumieniących się z wolna w piekarniku, poddał chłopcu kolejną myśl. Billy’emu nie wolno było oglądać ”Szczęk”, i innych produkcji, które najpewniej wytworzyłyby u niego prawdziwą fobię, ale Moth nigdy nie zabroniłby mu pochłaniania kolejnych, wypożyczonych ze szkolnej biblioteki książek o gatunkach zamieszkujących ich rodzime tereny, na lądzie, na mokradłach, i w oceanie – Billy, opowiesz Lottie o jakich gatunkach uczyliście się ostatnio u Pani Willows?

Każde kolejne wymienione przez chłopca zwierzę dawało Mothowi ułamki sekund potrzebne do przyszykowania jedzenia.

– Uczyliśmy sięęęę… - wymieniał tymczasem Billy – O rekinach białych, o rekinach szarych, i o młotach, i nawet rekinach wielorybich, chociaż te się nie liczą… Moth. A co ty tam robisz?


lottie haynes
ambitny krab
moth
brak multikont
najgorsza kelnerka
w kawiarni hungry hearts
170 cm
28 yo
Awatar użytkownika
about me
We could've been cute and we could've been stupid
All of the time you wasted in your head
We could've been having sex,
you could've been gettin All of my time
but you were being mad
Awatar użytkownika
Lottie wpatrywała się w Billy’ego z podziwem przyszywanej starszej siostry, która nierzadko upatrywała w chłopcu intelektu większego niż własny. Nastolatek zdawał się mieć więcej wglądu w świat który go otaczał niż dorosła Charlotte. Może i była usprawiedliwiona chorobą, ale przecież tylko w małym procencie; reszta pozostawała jej własną odpowiedzialnością i ewentualnie pytaniem: czy rodzice aby na pewno spróbowali wszystkiego?
A może w s z y s t k o to było za mało?
Wiesz, nie miałam ze sobą żadnego wyposażenia, bo nie planowałam że wejdę do wody — przyznała chłopcu punkt za tę celną uwagę. Nawet gdyby planowała pływanie, nie wpadłaby na to by odpowiednio się przygotować; nawet jeśli ktoś by jej to powiedział, najpewniej zapomniałaby do ostatniej chwili, a wtedy byłoby już za późno. Obracała się w chaosie, który nie służył nikomu, a którego broniła zaciekle przed krytycznymi uwagami ze strony starszego brata, rodziców, Motha i innych bliskich, a nawet części pacynek halucynek. — Taki chłopak, który mi się podoba, bardzo lubi surfing. Nie chciałam wyjść na mięczaka, ale powinnam być mądrzejsza. Jak ty — potargała z czułością włosy solenizanta gdy dumnie informował o nowej cyferce w swoim wieku. Trzynaście lat - pomyślała z nostalgią o czasie, który był jednocześnie prostszy i trudniejszy. Odgrażano jej się czasem że jeszcze zatęskni i pożałuje, że nie jest już szkolnym uczniakiem z pracą domową z majcy i problemem ginących w szkole kolorowych pisaków. Nie zatęskniła - za brakiem koleżanek i kolegów, za wyśmiewaniem, gdy okazało się że dzieci w tym wieku nie mają już wyimaginowanych przyjaciół. Brakowało jej jednak tego, że dorośli mieli nad nią kontrolę. Jako nastolatka nienawidziła tego, teraz bliska była błagać mamę, by ta powiedziała jej wprost co robić i wzięła na siebie odpowiedzialność za możliwie zły wybór.
Lottie musiała wszystkie je dźwigać sama a te większe - jak decyzja, by nie brać leków - powoli zaczynały ją dusić.
A czemu rekiny wielorybie się nie liczą? — spytała zaciekawiona, kierując podejrzliwego chłopca w stronę przeciwną, niż kuchnia. — Wiesz, że mieszkam teraz u swojego starszego brata? — zagaiła, by strategicznie zmienić temat. — Będziesz chciał zobaczyć mój nowy pokój? Mam nawet balkon z widokiem na polanę i jeśli wstanę wystarczająco wcześnie, mogę obserwować dzikie zwierzęta. Niestety nie rekiny — uśmiechnęła się szerzej.
A potem Moth dołączył do nich z pięknie ozdobionym tortem i Lottie udawała tak bardzo zaskoczoną, jakby nie wiedziała, że w Lorne Bay istnieją cukiernie tworzące takie cuda. Zaśpiewali chłopcu koślawe sto lat - płynące prosto z serca i otworzyli prezent w postaci zabawki bądź gadżetu, o którym Billy od dawna opowiadał z wypiekami na dziecięcej buźce. Zjedli wspólny obiad rozmawiając o planach, marzeniach i aspiracjach chłopca na kolejny rok i Lottie wzruszała się tym uczuciem przynależności do prawdziwej rodziny. Jakim pięknym przywilejem było odnalezienie drugiej, poza tą z krwi, i czucie tego bezpieczeństwa w wieloletniej przyjaźni.
Impreza była tak intensywna, że po kilku lampkach oranżady Lottie zasnęła na kanapie, a do nowego domu udała dopiero po krótkiej drzemce.
Już w drodze do Pearl Lagune planowała przyszłoroczne przyjęcie Billy’ego, choć wiedziała, że tortu nie przebiją chyba nigdy.

koniec <3

moth larochelle
ODPOWIEDZ
cron