chwilowo bezrobotna bez dalszych perspektyw
sumienny żółwik
Awatar użytkownika
about
pogubiona dusza, która nie wie, czego chce od życia. właśnie wyrzucili ją z pracy w pralni i nie ma pojęcia, czym mogłaby się teraz zająć. niedawno straciła najlepszą przyjaciółkę (samobójstwo), w której była zakochana i której śmierci wie, że jest winna, więc powoli stacza się po równi pochyłej
22 yo
168 cm

Post

Nie jestem pewna, dlaczego zakładam ten niby-pamiętnik. Chyba… Czasem chciałabym Ci o czymś powiedzieć, coś wyznać, ale Ty zawsze wszystko obracasz w żart. Nigdy niczego nie traktujesz poważnie. Jakby cały świat, wszystkie Twoje relacje z ludźmi, wręcz całe Twoje życie było jednym, głupim, bardzo chujowym dowcipem. I to takim bez głębszej puenty. Nie wysłuchałabyś mnie, to wiem na pewno. “Nie pierdol, stara” rzuciłabyś, jakbym nie mówiła właśnie, jak ważna jesteś dla mnie. Wiem, że Tobie również zależy, może nawet mocniej ode mnie i że to wszystko - ten cały chłód, dystans i jednoczesne gonienie nie wiadomo za czym - to Twoja tarcza obronna, ale… Czasem się po prostu zastanawiam. Zaczynam wątpić. Boję się spojrzeć Ci w oczy i zrozumieć, że z naszej dwójki byłam jedyną, która czuła cokolwiek. Chyba to dlatego więc ten pamiętnik. Żeby samą siebie przekonać, że to wszystko ma jakiś sens. Że te lata przyjaźni to nie tylko pusta wydmuszka, bez żadnych podstaw. I żebyś Ty też wiedziała. Jak nie teraz, to może kiedyś, na starość, kiedy obie, pomarszczone usiądziemy do wstrętnej herbaty w obrzydliwie kwiatowych filiżankach i zaczniemy wspominać, że w sumie to byłyśmy za młodu w chuj głupie. A może odziedziczysz kiedyś po mnie te kilkadziesiąt stron, przeczytasz i jednak nie uznasz mnie i naszej przyjaźni za jeden z tych Twoich żartów…
[...]
Nawet tego nie pamiętasz, bo byłaś zbyt pijana - albo bardzo dobrze udajesz, co jest w sumie u ciebie cechą wiodącą - ale powiedziałaś mi kiedyś, w jaki sposób pojawiłaś się na tym świecie. O ojcu alkoholiku, który brał to, co jego kiedy chciał i o matce, która prawie zostawiła cię pod drzwiami kościoła w Lorne i przez resztę życia nie dała ci o tym zapomnieć. Nigdy mi ich nie przedstawiłaś, nigdy nawet nie pozwoliłaś mi wpaść do ciebie po jakąś pierdołę, na pięć minut nawet, nie pozwoliłaś się odebrać spod domu. Nie, żebyś nie miała dobrych wymówek. Nawet i bez straszenia krokodylami, czy cholera wie czym jeszcze (kto wie, co się mogło jeszcze zalęgnąć na tych mokradłach!) i tak mnie tam nie ciągnęło. Ale dla Ciebie… Dla Ciebie wysuszyłabym całą dzielnicę i zrównałabym ją z ziemią, gdyby taka była tylko potrzeba. Co prawda potem musiałabyś mi pomóc to wszystko naprawić, bo chyba bym umarła przez wyrzuty sumienia, że przyczyniłam się do nawet minimalnej katastrofy klimatycznej choćby kilku kilometrów kwadratowych… Ale wtedy już byś była bezpieczna.
Raz za Tobą poszłam, wiesz? Tak po prostu… nie wiem. Żeby wiedzieć, gdzie dokładnie mieszkasz. Tak dla pewności i spokoju ducha. Bym w razie potrzeby wiedziała, gdzie Cię szukać. Nie wiem, czego się spodziewałam… Do swojego pokoju (chyba) weszłaś przez okno, jakbyś nie chciała, by rodzice wiedzieli, że jesteś już w domu. Krzyczeli na siebie nawzajem tak głośno, że słyszałam ich głosy nawet z dość odległych krzaków. Nie wiem, ile czekałam tam, przyczajona, ale w końcu wszędzie pogasły światła, tylko nie w tym oknie, przez które się wdrapałaś. Nigdy nie dostałam takiego opieprzu od rodziców… I najgorsze, że nawet nie mogłam im wytłumaczyć, że chodziło o Ciebie!
[...]
Przepraszam, że tak długo mi zajęło zrozumienie, że nie chcesz rozmawiać o swojej siostrze. Kiedy sprowadziliśmy się z rodzicami do Lorne Bay, wszyscy wciąż rozmawiali o niej za Twoimi plecami, a ja nie potrafiłam ogarnąć rozumem dlaczego. Miałyśmy po ile… 11? 12 lat? Uważałyśmy, że jesteśmy dorosłe, ale nikt nie mówił przy nas wprost o śmierci. Dopiero po jakimś czasie - wypytywania Cię, dręczenia, wiercenia dziury w brzuchu - zorientowałam się, że coś jest nie tak. Że skoro Nellie była tak cudowna i kochana, jak wszyscy mówili (wszyscy poza Tobą, bo Ty nawet nie chciałaś słyszeć jej imienia), to by Cię przecież nie zostawiła, prawda? Nie wiem nawet, kto mi w końcu zdradził prawdę, chyba rodzice. Po miasteczku chodziły różne wersje tej historii - że napożyczała się pieniędzy, których nie była w stanie spłacić, że wpakowała się w najgorsze towarzystwo przez jakiegoś Hawthorne’a, że to ratując Ciebie znalazła się w nieodpowiednim miejscu i czasie… Głowiłam się nad tym przez długie miesiące, nawet lata, ale to chyba nie jest istotne, prawda? Nie dla Ciebie, nie tak naprawdę. W jednej chwili jej zabrakło, jakie znaczenie już miała reszta?
Czasem mam wrażenie, że gdyby moja dwunastoletnia-ja miała mądrość tej dzisiejszej, może powstrzymałabym ten mur, który wokół siebie wybudowałaś. Mimo że nasza przyjaźń jeszcze wtedy ledwo kiełkowała, dziś wierzę, że mogłabym do Ciebie dotrzeć. Wciąż próbuję, ale… chyba jest już za późno.
[...]
Zawsze czegoś szukasz, prawda? Nowych znajomości, nowych doświadczeń, nowych - często ekstremalnych - wrażeń. Czasem mam ochotę wykrzyczeć Ci w twarz, że przecież masz już to, co najważniejsze po nosem, ale - znów - boję się, że tylko się zaśmiejesz, mówiąc: “Ciebie? Jak zawsze kochana do porzygu” i i tak pójdziesz na kolejną imprezę, będziesz piła z prawie nieznanymi Ci ludźmi, zapalisz kolejnego skręta, może tym razem coś więcej… A potem ewentualnie może się odezwiesz, że potrzebujesz podwózki albo noclegu, w pijackim bełkocie zarzekając się, że mnie kochasz najbardziej ze wszystkich ludzi na świecie. Nie wiem, czy to możliwe, skoro tak naprawdę nie kochasz nawet sama siebie.
Nie wiem dlaczego po tylu latach wciąż pozostaję właściwie jedyną stałą w Twoim życiu.
[...]
Nauczyciele Ci pobłażali, wiesz? Na własne oczy widziałam raz, jak matematyczka zaznaczała odpowiedzi w Twoim pustym teście. Myślę, że nie była jedyna. Nie wiem, czy to dobrze. Zdawałaś co prawda (poza paroma przedmiotami) tak mocno na krawędzi, ale myślę, że gdyby nie oni, nie zaliczyłabyś kilku semestrów z rzędu i w końcu rzuciłabyś szkołę w wieku szesnastu lat. Nie wiem więc, po co rzuciłaś się od razu na te studia, nawet jeśli związane ze sportem... Zabrzmi to pewnie bardzo przykro, ale mimowolnie zastanawiałam się, czy to Ty pierwsza odejdziesz, czy jednak to oni Ciebie wyrzucą. Przegrałam ten "zakład" sama ze sobą. Chyba zakładałam, że masz odrobinę więcej samozaparcia, wiesz? Zresztą... Podobnie, jeśli chodzi o pracę.
[...]
Nigdy nie lubiłaś moich znajomych. O każdej mojej koleżance musisz mi mówić coś złego. "A słyszałaś, że X..." Nie. I może wcale nie chcę. Ale Ty i tak zawsze mówisz. Nie wiem dlaczego sądziłam, że inaczej będzie w przypadku chłopaka. Ty miałaś ich już na pęczki, ten jest moim pierwszym, ale to Ty mnie próbujesz osądzać i krytykować ze względu na wybór, który dokonałam. Naprawdę mi na nim zależy. Chciałabym, żebyś i Ty dała mu szansę. Nam wszystkim. I błagam... Błagam, tylko nie każ mi wybierać między związkiem z nim, a przyjaźnią z Tobą.
[...]
Wiesz, co jest najgorsze? Że to nawet nie boli aż tak, jak można by się tego spodziewać. Jakbym wiedziała już od dawna. Jakbym czuła podskórnie, że kiedyś jednak potraktujesz mnie tak samo, jak wszystkich innych. Jakbym się na to gdzieś wewnętrznie, mimowolnie przygotowała... Mogłaś mieć każdego, więc po każdego postanowiłaś sięgnąć, tak? Nie dbałaś nigdy o nikogo - nawet o samą siebie - więc dlaczego ja miałabym być wyjątkiem? Byłam głupia... Jaka ja byłam głupia!
Nie, wiesz co, jest coś gorszego. Ty i On - byliście najbliższymi mi osobami, wiesz? Jedynymi właściwie poza rodzicami. Z perspektywy czasu (a może w przypływie silnych emocji, czy to ważne?) widzę, że sama o to zadbałaś, bym nie miała nikogo poza Tobą. Gdybyś zdradziła mnie w jakikolwiek inny sposób, to chociaż wciąż miałabym Jego. Gdyby to On zdradził mnie z kimkolwiek innym poza Tobą - kimkolwiek! - to chociaż wciąż miałabym Ciebie. Chyba rozumiesz, co chcę powiedzieć? Nie, Ty nigdy nie potrafiłaś choć na chwilę umieścić się w czyichś butach, więc chyba jednak nie zrozumiesz. Trudno. Może ten niby-pamiętnik (choć w tej chwili mam ochotę go spalić) jakimś cudem do Ciebie trafi i wtedy może... MOŻE do Ciebie dotrze, że byłabym dla Ciebie zdolna do wszystkiego.
Może nawet TO robię właśnie dla Ciebie, Marlee...



- Powyższe fragmenty pochodzą z "niby-pamiętnika" najlepszej przyjaciółki Marlee, która niedawno popełniła samobójstwo. Sama Lee była w niej sekretnie zakochana, a cała ta zdrada miała tylko udowodnić, że chłopak dziewczyny nie jest jej wart. Nie był to najwyraźniej najmądrzejszy sposób na tego typu "lekcje"...
- Marlee te zapiski znalazła i - po części z wyrzutów sumienia, po części ze strachu, że zostanie pociągnięta do odpowiedzialności - wykradła je z domu przyjaciółki i przetrzymuje u siebie, w sobie tylko znanej skrytce.
- Na studia (związane ze sportem) poszła od razu po skończeniu liceum. Nie przetrwała nawet jednego semestru, sama zrezygnowała.
- Nigdy nie stroniła od "lekkich" używek, ale ostatnio te nie działają już tak dobrze na jej zabałaganiony umysł... Już tak dobrze nie wyciszają niechcianych myśli i uczuć.
- Praca w pralni nie jest jej pierwszą (i na pewno nie ostatnią). Od samej rezygnacji ze studiów "zaliczyła" ich już co najmniej kilka, a i wcześniej łapała się różnych zajęć, by zarobić parę groszy. Sama wciąż nie wie, co chce tak naprawdę robić w życiu.
- Do jej głównych zainteresowań należą sport (głównie koszykówka i pływanie, jest też zapaloną kibicką również wszelkich rozgrywek rugby) oraz taniec. Typowy z niej samouk-amator, bo nigdy nie było jej stać na profesjonalne lekcje.
Marlee "Lee" Doherty
23.02.2000
Lorne Bay
bezrobotna
-
Sapphire River
wolna, biseksualna
Środek transportu
Brak. Zwykle chodzi piesza, a na dalsze wypady kołuje podwózkę wśród znajomych.

Związek ze społecznością Aborygenów
Brak.

Najczęściej spotkasz mnie w:
Wszelkie bary, kluby, plaże i inne imprezowe miejscówki. Generalnie - tam, gdzie coś się dzieje. Najrzadziej spotkasz ją w domu, zazwyczaj śpi kątem u znajomych.

Kogo powiadomić w razie wypadku postaci?
Rodziców, chociaż pewnie się nie przejmą.

Czy wyrażasz zgodę na ingerencję MG?
Tak.
Marlee "Lee" Doherty
Madelyn Cline
hej, jestem ejmi
moje konta rufus
lorne bay lorne bay
sprytny wąż
Awatar użytkownika
about
Oh won't you come with me where the ocean meets the sky
And as the clouds roll by we'll sing the song of the sea
100 yo
100 cm

Post

witamy w lorne bay
Cieszymy się, że jesteś z nami! Możesz już teraz rozpocząć swoją przygodę na forum. Przypominamy, że wszelka niezbędna wiedza o życiu w niezwykłej Australii znajduje się w przewodnikach, przy czym wiadomości podstawowe odnajdziesz we wprowadzeniu. Zajrzyj także do działu miasteczko, by poznać Lorne Bay jeszcze lepiej. Uważaj na węże, meduzy i krokodyle i baw się dobrze!
hej, jestem lorne bay
moje konta brak multikont
Zablokowany