Zablokowany
27 yo
170 cm
promienny latawiec
So we sailed up to the sun till we found the sea of green
Awatar użytkownika
about
projektantka ogrodów, greensperson, a po godzinach chowa się przed światem nurkując i robiąc zdjęcia dzikiej przyrodzie

Post

W tej rodzinie nikt nigdy nie czuł się samotny, bo jak mógłby, kiedy jest w niej tyle dzieciaków? Rodzice mieli swój bar, do którego mała Rorey uwielbiała się zakradać i próbować przy nim pomagać. Jednocześnie uwielbiała zbierać wszystkie biedne, zagubione zwierzątka z okolicy i organizować w swoim pokoju szpital dla zwierząt. To w większości przypadków się dobrze sprawdzał! Tylko raz, jako czterolatka przyniosła ptaszka z połamanym skrzydłem, któremu niemal od razu się zmarło...a ona była zbyt zawstydzona żeby się przyznać rodzicom do tego że zmarł, więc schowała go w szafie, gdzie siedział, aż nie zaczął śmierdzieć i aż Leon go nie odnalazł. Poza tym była dzieckiem grzecznym i dość nieśmiałym, które potrzebowało trochę więcej czasu żeby poczuć się wśród rówieśników komfortowo i na tyle pewnie, żeby się zaprzyjaźnić. Przez incydent z ptakiem starała się też być bardziej odpowiedzialnym członkiem rodziny, więc zaczęła się angażować w planowanie i organizowanie przy każdej możliwej okazji. Na zakupach trzeba ją było odciągać w stronę kasy, kiedy okazywało się, że czegoś z listy nie ma i nie można go znaleźć. Podobnie było z zadaniami domowymi, które zawsze musiała mieć zrobione jeszcze tego samego dnia, po powrocie ze szkoły. Była prymuską, chociaż zawsze wstydziła się pierwsza zgłaszać do odpowiedzi i w ogóle, być w centrum zainteresowania. Ogień wstępował w nią dopiero na zajęciach tanecznych na których znalazła się właściwie przypadkiem. Koleżanka miała opłacony karnet, ale skręciła kostkę, no i zanim Rorey się obejrzała, obiecała wziąć jej miejsce. Był to dla niej strzał w dziesiątkę, dobrze się czuła, nabierała pewności siebie i po prostu się relaksowała. Nie zawsze chodziła na zajęcia solo, często zdarzały się różne w parze i sama nie mogła zdecydować, które z nich jej się bardziej podobały. A po szkole szła do baru prowadzonego przez rodziców, żeby im pomagać i ewentualnie czasem potańczyć, przy tej samej szafie grającej, przy której została poczęta. Rodzice zdecydowanie mieli swoje bogate love story, co widać po ilości dzieci, których się dorobili. Nie byli bardzo bogaci, nie byli też biedni, więc niczego im w życiu nie brakowało. Czasem zdarzał się gorszy rok w barze, kiedy przychodził huragan, a turyści nie napływali takim wielkim strumieniem, ale Rore zawsze wiedziała, że jakoś sobie poradzą. Od małego wiedziała, że może liczyć na swoje rodzeństwo i rodziców. Rorey lubiła kręcić się koło nich i pomagać, jeśli była ku temu okazja; czy to sadzić coś na ogródku, czy trzymać latarkę, kiedy tata naprawiał samochód. Już wtedy miała rękę do roślin i w swoim pokoju zaczęła małą kolekcję sadzonek i kwiatów, które dostawała przy jakiejś okazji. Bardzo lubiła szukać ciekawych sposobów na hodowanie ich, odnajdywać tipy na podlewanie, czy na pozbycie się jakichś robaczków, jeśli akurat się pojawiły. Z równym zaangażowaniem testowała na swojej rodzinie nowe przepisy na potrawy i wypieki. Miała małego fioła w przestrzeganiu przepisów na potrawy, potrafiła odwiedzić kilka sklepów na różnych końcach miasteczka, żeby znaleźć to, czego według listy potrzebowała. Równie pilna była w szkole, przykładając się do wszystkich zajęć i nie za bardzo wiedząc jak odpuścić. Lubiła też odwiedzać różne zajęcia pozaszkolne, nawet te sportowe. Była nawet w drużynie hokeja na trawie i strzeliła zwycięską bramkę na mistrzostwach międzyszkolnych. Nie oszczędziły jej też pierwsze miłostki i miała złamane serce kilka razy, jak to w szkolnym życiu bywa. Liceum chyba nie byłoby bez tego kompletne. I paradoksalnie to właśnie od złamanego serca zaczęła się jej późniejsza pasja i w końcu jej praca. Bo to właśnie chowając się przed chłopakiem, w którym była nieszczęśliwie zakochana, wpadła do sali, w której odbywały się przygotowywania do szkolnego przedstawienia. Udała, że przyszła tutaj pomóc i że wcale nie zjawiła się tam przypadkiem. Wszystkie role były już dawno obsadzone, więc została jako pomoc przy dekoracjach i zobaczyła jaka to jest świetna zabawa! Pomagała przy malowaniu, ustawianiu i składaniu dekoracji, nadzorowała rekwizyty, kiedy przyszedł czas na premierę i kolejne wystąpienia. I poczuła się jak ryba w wodzie. Ukończyła liceum z planem w głowie i artystyczną szkołą na oku. Wyjechała z rodzinnego miasteczka, zyskując stypendium w RMIT School of Art w Melbourne. I zaczęła jeden z najlepszych okresów jej życia. Robiąc bachelora ze sztuk pięknych, poznawała tajniki projektowania, designu i aranżacji wnętrz i ogrodów. Zdecydowała się specjalizować w tych ostatnich, jednocześnie poznając wspaniałych, kreatywnych ludzi, z którymi poznawała świat i przeżywała różne przygody. Te same osoby były dla niej ogromnym wsparciem, kiedy u jej mamy rozpoznano raka, który ostatecznie wyniszczył jej organizm i doprowadził do jej śmierci. Wtedy chciała wrócić w rodzinne strony na stałe, pomóc tacie i rodzeństwu w rodzinnym barze i żeby po prostu, razem uporać się ze stratą. Zwłaszcza, że poza śmiercią mamy, niezbyt dobrze działo się u jej brata Leona, za którym tęskniła i o którego codziennie się martwiła, kiedy gdzieś bywał sobie w świecie. Ich relacje zawsze były trochę skomplikowane, przez znaczną różnicę wieku. I zawsze trochę ją onieśmielał jako starszy brat. A kiedy wyjechał z miasteczka, chwile po tym jak wszyscy się dowiedzieli, że tak naprawdę jest adoptowany - miała zaledwie sześć lat. I dopiero kilka lat później zaczęli budować głębszą, siostrzano-braterską więź i nadrabiać zgubione lata. Co prawda później brat znowu zniknął, ale kiedy mama umierała, wrócił i znów był obok, kiedy wszyscy mierzyli się ze strachem, bólem i natłokiem emocji. Najpierw wspierali mamę w walce z chorobą, a później musieli ją pochować. Razem. Tamtej zimy powrót na uczelnię był dla niej niesamowicie trudny, czuła się winna wyjeżdżając i zostawiając ich samych. Ale... zawsze chciała zdobyć wyższy stopień naukowy i skorzystać z okazji na wymianę studencką. Zakwalifikowała się na semestr za granicą jako jedna z pierwszych studentek i pojechała do Los Angeles. Miała okazję nie tylko studiować na innej uczelni, ale także załapać się na staż na prawdziwym planie filmowym. I wtedy zrozumiała co chce robić w życiu zawodowym i co jej sprawia najwięcej przyjemności. Od razu zaczęła nawiązywać znajomości z branży i poznawać cały ten mechanizm stojący za przemysłem filmowym. Na każdym rogu spotykała kogoś zafascynowanego światem kinematografii, więc chłonęła ich opowieści i doświadczenia, zakochując się w tym przemyśle. I kiedy semestr się skończył, a ona musiała wracać do Australii, niemal od razu zaczęła szukać okazji do pracy w branży na swoim kontynencie. Ostatni rok w szkole spędziła jako stażystka, pomagając układać i organizować rośliny na planie serialu, który później został nagrodzony The AACTA Award. I było to dla niej ogromnym wyróżnieniem. Wróciła do rodzinnego miasteczka po studiach, z chłopakiem i planami na własną firmę. Zaczęła zbierać oferty na projekty ogrodów i balkonów, od czasu do czasu wysyłając też swoje CV i portfolio do wytwórni filmowych, żeby złapać dodatkowy zarobek. A kiedy zmarł jej tata, cztery lata temu, zaczęła bardziej pomagać w rodzinnym barze, tak żeby wszystko nie zostawało tylko na głowie jej rodzeństwa.
Wszystko z pozoru zaczęło się układać, ale w życiu nic nie może być aż tak piękne. Angażując się w nowy związek z policjantem, ba, detektywem do tego, naiwnie wierzyła, że pakuje się w coś bardzo bezpiecznego. Ale nic bardziej mylnego. Ktoś, kto zawodowo powinien pilnować prawa, nie potrafił uszanować prostego słowa "nie". A ona nie potrafiła nawet tego zgłosić, mimo że poszła na posterunek. Byli tam jego znajomi z pracy i nie tylko z pracy, więc uciekła, nie składając zawiadomienia. O tym co się stało nie powiedziała nikomu, chowając to w sobie, skupiając się na pracy, na rodzinie i na życiu od jednego dnia do drugiego. Czasem wmawia też sobie, że właściwie nic się nie stało, że może to jej wina i po prostu dramatyzuje.
Jakiś czas temu zamieszkała z przyjaciółką, na którą wiedziała, że zawsze może liczyć, ale i tak nie chciała jej zawracać głowy swoimi problemami. Zamiast tego wypełniła ich mieszkanie roślinami i chowa wszystkie problemy za ładnym uśmiechem. A tych jak zwykle w życiu nie brakuje, nawet jeśli się mieszka w takim małym miasteczku. Lubi też towarzystwo zwierząt, zwłaszcza tych dzikich. Czasem zabiera aparat fotograficzny z odpowiednim obiektywem, ubranie maskujące i chowa się w krzakach, robiąc zdjęcia zwierząt w ich naturalnym środowisku. To ją uspokaja, o wiele skuteczniej niż joga. Podobny spokój czuje pod wodą, nurkując i pływając, często z rekinami. Nie boi się ich, wie że większość z nich jest niesłusznie mordowanych, mimo że nie robią krzywdy człowiekowi. Za to człowiek robi im krzywdę bardzo często. Jeśli spotka zranione zwierzę, stara się mu pomóc, najczęściej usuwając haczyki wędkarzy z ich pysków.




Rorey jest bardzo wrażliwą i empatyczną osobą. Jednocześnie jest bardzo kreatywna i potrafi się czasem zgubić w szale swojej artystycznej wizji! Ze zwykłego czyszczenia ściany, łatwo może się zrobić generalny remont i przemeblowania pokoju. Lubi odwracać w ten sposób swoją uwagę od problemów i kłopotów. Ma też mały problem z mówieniem "nie", z pracoholizmem i zakopywaniu się w dużej ilości zadań i projektów. Nieraz zdarza jej się zarywać nocki, albo nawet i nie spać całą noc, bo projekt tak bardzo ją pochłonął, że nawet nie zauważyła, która jest godzina. I prawdę mówiąc, nie lubi zbyt długo spać, czuje wtedy że powinna robić coś produktywnego, a nie się lenić. Ma problem z odpoczywaniem i relaksowaniem się, mało kiedy potrafi się tak naprawdę wyłączyć i po prostu nie robić nic. Jest skryta, nieco nieśmiała i potrzebuje trochę czasu żeby się oswoić w nowym otoczeniu i wśród nowo poznanych ludzi. Jest realistką, która stara się zawsze podchodzić do wszystkiego racjonalnie. Czasami aż zbyt racjonalnie, bo zdarza jej się robić listy i tabelki nawet ustalając co by chciała zjeść na obiad. O tak, uwielbia planować i organizować, a przez wydarzenie sprzed kilku lat, jej zapędy do nieco pedantycznego podejścia trochę się zaostrzyły. Może i trochę bardziej niż tylko "trochę". Jeśli powierzysz jej swój sekret, będzie milczeć jak grób i nigdy nikomu go nie wygada, nieważne jak bardzo się z nią pokłócisz i jak bardzo złamiesz jej serce. Jest bardzo lojalna, wierna i zdecydowanie zbyt szybko wybacza ludziom i daje im kolejne szanse. Nie jest najlepsza w poznawaniu nowych ludzi, bo trochę się peszy i denerwuje przy pierwszych spotkaniach. Za to przyjaciele zawsze mogą na nią liczyć, o każdej porze dnia i nocy. Jest wierna i lojalna, nie boi się dla bliskich wskoczyć w ogień. I zawsze stara się im towarzyszyć w tych najtrudniejszych chwilach.




- świetnie przyrządza drinki, to rodzinne
- jej rodzice już nie żyją. Mama zmarła na raka 7 lat temu, a ojciec 4 lata temu zmarł na serce. Zostało jej tylko rodzeństwo i szalony wujek, który uwielbia opowiadać o swoich wojażach i podrywach
- jest weganką, przyszło jej to całkiem naturalnie
- miała okres w życiu, kiedy chodziłą na różne protesty i nawet przypinała się do drzew, w ich obronie. A teraz partyzancko sadzi łąki i drzewa w okolicy
- kocha zwierzęta i dlatego regularnie nurkuje i wyciąga haczyki z pysków rekinów. Nie, nie boi się ich
- kocha nurkować, pływać i surfować
- bardzo lubi też spacerować i często wybiera rower zamiast samochodu
- ćwiczy jogę i medytuje niemal codziennie
- kiepski z niej kierowca, zarówno samochodowy, jak i łódek, czy żaglówek
- ma sporą kolekcję planszówek, w które bardzo lubi grać
- wielka fanka Pottera i Marvela, nie uważa, że jest na to za stara! I że w ogóle, kiedykolwiek można być za starym...
- do jej guilty pleasure bez wątpienia należy HSM. Ten film jest taki niewinny
- bardzo lubi naturalne kosmetyki
- świetnie gotuje i jeszcze lepiej piecze
- ma świetną rękę do roślin, co bardzo przydaje się w jej pracy
- kocha filmy do tego stopnia, że zawsze ogląda napisy do samego końca. Z szacunku do twórców, w końcu sama jest jedną z nich!
- uwielbia zdjęcia robione polaroidem i aparatem analogowym. Prawie nigdy nie robi zdjęć swoim telefonem, bo po prostu film... no film ma swój urok i tyle. Sama też te analogowe zdjęcia wywołuje
- ma alergię na koty, ale nie przeszkadza jej to w głaskaniu ich i kolegowaniu się z nimi
- od strony mamy mają aborygeńskie korzenie. Dalekie, bo chodzi o prapraprababcię, ale Rorey i tak bardzo szanuje ich kulturę
- lubi robić swoje własne przetwory, dżemy i nalewki
- jej mieszkanie przypomina małą dżunglę, bo opieka nad roślinami jest silniejsza od niej!
- wciąż kocha tańczyć
- sztuka jest dla niej bardzo ważna, uwielbia odwiedzać galerie, chodzić do teatru, a także malować olejami
- w życiu bardzo często wypełnia sobie przestrzeń muzyką, ma w swoim pokoju kolekcję winyli, a na spotify co chwile tworzy jakieś nowe playlistu okolicznościowe
- wciąż kocha tańczyć
- karaoke ją trochę przeraża, trzeba ją bardzo upić, żeby poszła coś zaśpiewać. I to najlepiej w duecie
- a upicie jej nie jest trudnym zadaniem, bo ma słabą głowę
- w ostatnich latach woli domówki, niż wielkie imprezy w klubach
- właściwie nigdy nie chodzi na obcasach. Tylko na specjalne okazje, ale... no trochę się potyka, nie do końca umie chodzić w wysokich butach
- zna się na domowych naprawach i niestraszne są jej małe remonty

aurore fitzgerald
05.03.1994
lorne bay
greensperson/projektantka zieleni i pomaga w rodzinnym barze
freelancer, moonlight bar
carnelian land
panna, heteroseksualna
Środek transportu
Ma swojego jeepa, a poza tym nieco staroświecki rower z koszyczkiem z przodu.

Związek ze społecznością Aborygenów
Tak, jej prapraprabcia była rdzenną aborygenką.

Najczęściej spotkasz mnie w:
W rodzinnym barze, w okolicy miejsca zamieszkania, w parkach lub lasach, gdzie często fotografuje dzikie zwierzęta. Uwielbia też plaże, ale te bardziej wyludnione.

Kogo powiadomić w razie wypadku postaci?
Kogoś z rodziny Fitzgerald.

Czy wyrażasz zgodę na ingerencję MG?
Tak ale nie znęcajcie się nad nią, ok?
aurore wilma fitzgerald
lily james
-
-
100 yo
100 cm
sprytny wąż
So we sailed up to the sun till we found the sea of green
Awatar użytkownika
about
Oh won't you come with me where the ocean meets the sky
And as the clouds roll by we'll sing the song of the sea

Post

witamy w lorne bay
Cieszymy się, że jesteś z nami! Możesz już teraz rozpocząć swoją przygodę na forum. Przypominamy, że wszelka niezbędna wiedza o życiu w niezwykłej Australii znajduje się w przewodnikach, przy czym wiadomości podstawowe odnajdziesz we wprowadzeniu. Zajrzyj także do działu miasteczko, by poznać Lorne Bay jeszcze lepiej. Uważaj na węże, meduzy i krokodyle i baw się dobrze!
brak multikont
lorne bay
Zablokowany