ODPOWIEDZ
100 yo
100 cm
nietoperz
So we sailed up to the sun till we found the sea of green
Awatar użytkownika
about
Oh won't you come with me where the ocean meets the sky
And as the clouds roll by we'll sing the song of the sea

Post

brak multikont
lorne bay
29 yo
193 cm
ambitny krab
So we sailed up to the sun till we found the sea of green
Awatar użytkownika
about
Where there is thunder—
there is rain.
Sometimes it falls,
sometimes in heart,
it tears the world apart.

Post

#3


Dnie powoli przeistaczały się w tygodnie spędzone w rodzinnych stronach, w których początkowo miał załatwić wyłącznie kilka spraw. Pogrzeb przyjaciółki, zajęcie się domem po babci - nie mogło to przecież trwać aż tak długo? I jakoś musiał zabijać nudę w kolejne wolne południa, gdy odkładał wyjazd na kolejny tydzień. Tego dnia pomógł mu w tym przyjaciel ze szkolnych korytarzy, którego właściwie nie musiał przymuszać do żadnych większych aktywności fizycznych. Również dobrze się składało, iż Marlon był posiadaczem jednej z łódek zacumowanych w porcie Lorne Bay i to dostarczało im kolejnych możliwości na spędzenie czasu razem w rodzinnym miasteczku. Podróż łodziom wprawdzie nie trwała zbyt długo, lecz Coen starał nacieszyć się z każdego podmuchu wiatru gubiącego się w jego włosach - morska bryza zawsze działała na niego kojąco, zabierając go myślami do czasów dzieciństwa.
Przez pewien czas przechadzali się plażą w pozornej ciszy, gdyż zewsząd towarzyszyły im dźwięki natury. Szli ramię w ramię, a przynajmniej do czasu, kiedy Peverell przyśpieszył kroku i zboczył trochę z ich toru wędrówki. Pozwolił, by fale obmyły jego stopy, gdy sam wpatrywał się w powoli rosnący w oczach punkt. Przystanął w wodzie dopiero wtedy, kiedy bez problemu mogli przyjrzeć się zżeranemu przez rdzę wrakowi.
- Znasz legendę na temat tego wraku? - Zerknął na przyjaciela stojącego nieopodal, czekając na jakąkolwiek odpowiedź. Dopiero kiedy pokręcił przecząco głową, Coen przystąpił do przybliżenia mu tej cudownej opowieści. - Babcia opowiadała mi kiedyś, że tym stateczkiem próbowali uciec stąd jacyś przestępcy. Na ich nieszczęście tubylcy stwierdzili, że nie są godni na opuszczenie tej ziemi i z pomocą Aborygeńskich szamanów zamknęli ich w sidłach klątwy. Dlatego ten wrak utknął na mieliźnie, gdzie przemytników dopadła sprawiedliwość z ręki stróżów prawa. Wiesz, wszystko ma swoje konsekwencje... - westchnął ciężko, przypominając sobie często opowiadane mu to ostrzeżenie; zazwyczaj kiedy zdarzało mu się broić wraz z rodzeństwem. Stojąc tak po kostki w wodzie, przyglądał się z oddali na zerdzewiały wrak, który kiedyś okazał się zgubą dla uciekinierów. Sam nie wiedział, czy wierzyć, chociaż to w ułamek legendy powtarzanej od pokoleń. Życie nie zawsze bywało tak sprawiedliwe, a takie opowiastki zazwyczaj miały na celu straszyć społeczeństwa. W dodatku nie przepadał za takimi "czarno-białymi" historiami, gdzie linia pomiędzy dobrem a złem była mocno zarysowana. Nigdy nic pomiędzy, nieprawdaż?

Marlon Vanderberg
phineas, nadir
morana#5229
30 yo
184 cm
żniwiarz
Gaszek Marlonaszek, kanapek złodziejaszek
Awatar użytkownika
about
You’ve mistaken the stars reflected on the surface of the lake at night for the heavens

Post

Marlon odkąd tylko przyszło mu obracać się w towarzystwie rówieśników, nie miał w zwyczaju, by otaczać się wianuszkiem znajomych. Na szkolnych korytarzach nie witały go gromkie, powitalne okrzyki, telefon nie brzęczał, notorycznie obwieszczając mu o kolejnej wiadomości z zaproszeniem na piątkową imprezę. Nie był, więc z całą pewnością duszą towarzystwa, ale w swym niewymuszonym introwertyzmie czuł się całkiem nieźle. Nigdy nie łaknął nadmiernej atencji, nie szukał poklasku tam, gdzie nie mógł go uzyskać. Mimo wszystko miał jednak szczęście do ludzi. Podchodząc z naturalną sobie rezerwą, potrafił natrafić na naprawdę lojalnych towarzyszy życiowych przygód.
Jedną z tych jakże szczególnych osób składających się na kręgi towarzyskie Marlona, był Coen Peverell, z którym to blondyn postanowił wybrać się na krótki rejs jego praktycznie nieużywaną łodzią. Kupił ją pod wpływem impulsu, bez nadmiernego planowani i snucia dalekosiężnych planów odnośnie morskich wojaży. Gdyby nie inicjatywa rezolutnego przyjaciela, łódź Vanderberga najpewniej tkwiłaby przycumowana w porcie, przez najbliższe kilka miesięcy.
-Jest jakaś legenda?- zapytał zadziwiony, licząc, że przyjaciel szybko pomoże mu załatać te bezsprzeczne luki w pamięci. W odróżnieniu od bliskich Coena jego rodzina nie uraczyła go za dzieciaka wszelkiej maści legendami, które jako dorosły mężczyzna mógłby opowiadać niczym anegdotki, by podkreślić, że daleko mu do pierwszego lepszego lokalnego ignoranta, jakim dla przykładu był w tej sytuacji Marlon. -Brzmi to nieco posępnie. Myślisz, że powinniśmy się czegoś obawiać. No nie wiem, tej całej klątwy?- zażartował, śmiejąc się przy tym perliście. Podobnie jak brunet i on brodził w wodzie, przedostając się w końcu do zardzewiałego wraku. Musnął jego chropowatą powierzchnię, wierzchem dłoni, po czym nieznacznie się skrzywił. Nie był szczególnie przesadny, starał się nie nakręcać nadto, gdy w grę wchodziły wzmianki o jakichkolwiek zjawiskach paranormalnych. Być może coś było na rzeczy, ale on po prostu wolał pozostawać przy typowej i dobrze mu znanej prozie życia.


coen peverell
tadek, phillips i regan
ewa/ cottagecore#0382
29 yo
193 cm
ambitny krab
So we sailed up to the sun till we found the sea of green
Awatar użytkownika
about
Where there is thunder—
there is rain.
Sometimes it falls,
sometimes in heart,
it tears the world apart.

Post

Znał Marlona ze szkolnych czasów, choć początkowo dość mało rozmawiali. Zapewne spory wpływ na to miała różnica wieku. Teraz wydawała się niczym, lecz w pierwszych latach szkoły rzadko kiedy posiadało się od razu znajomych ze starszych roczników. Może w innym przypadku wiedziałby, że Vanderberg nie zaliczał się do mistrzów żeglugi i ryzykownie porwał się wraz z nim na dziewiczy rejs marlonową łajbą. Do szczęścia brakowało im tylko odgrywania sceny z Titanica w drodze powrotnej - nie, nie tej z malowaniem jak francuskich dziewczyn. Coen zapewne nie byłby jednak tak egoistyczny jak ekranowa Rose i podzieliłby się z druhem miejscem na kawałku drzwi.
- Obawiać się klątwy? - odpowiedział mu w zadumie, jakby naprawdę rozważał niespodziewane zjawienie się magicznych mocy. Cóż takiego właściwie mogło się stać? Zaklęcia wciągną ich podwodę morskimi mackami czy może wpadną w leśną pułapkę po wsze czasy? Brodził między chłodnymi falami, doszukując się w nich początków klątwy, ale nic takiego nie rzuciło mu się w oczy. Nawet nie dojrzał zbyt wielu morskich żyjątek - z tego akurat był szalenie zadowolony. Wolał uniknąć przypadkowego nadepnięcia bosą stopą na jakąś prawie to wyrzuconą na brzeg meduzę.
- A masz coś na sumieniu, Marlon? - Wraz z pytaniem posłał przyjacielowi wyzywający uśmiech, który aż niemo krzyczał do niego - zdradź mi jakiś swój sekret! Sam bez dwóch zdań swoich nie zamierzał wypuszczać w świat, gdyż nie istniały takie uszy i ustaw, w których tajemnice Peverlla byłyby bezpieczne. Oderwał spojrzenie od rozmówcy, ponownie kierując je ku głównej atrakcji. Wyszedł z wody bardziej na piasek, by łatwiej przyszło obejść mu wrak, nie mocząc przy tym całych spodni.
- Nie sądziłem, że wierzysz w takie rzeczy... widzisz coś niepokojącego? - Właściwie chciał użyć słowa "ciekawego", ale czemu nie podkręcić trochę emocji w tym zwykłym spacerze? Nie obstawiał raczej, by jego kompan uciekał na złamanie karku od wraku statku, więc nie widział również niczego złego w wypowiadanych przez siebie słowach. I jeszcze raz powędrował wzrokiem do Marlona, pytająco unosząc przy tym brwi.

Marlon Vanderberg
phineas, nadir
morana#5229
ODPOWIEDZ