Benjamin Hargrove
ODPOWIEDZ
40 yo
191 cm
sumienny żółwik
odi profanum vulgus et arceo
Awatar użytkownika
about
neurochirurg, który coraz bardziej ma dość wszystkiego. z wyjątkiem swoich psów. no i trochę bena.

Post

Pod kaskadą dantejskich myśli spadających na niego jak pochłonięte ogniem meteoryty, nie mogące przynieść nic innego jak tylko klęskę, zdecydował się na pochwycenie rzadko używanego telefonu i wykonanie jednego tylko połączenia, nad którym nie zastanawiał się zbyt długo — to było jakby niekontrolowanym impulsem, którego skutki pozostawały jeszcze nieodkryte. Bo nie był taki. Nie potrzebował niczyjej pomocy, radząc sobie z problemami samodzielnie; było to jego prywatnym aksjomatem, wobec którego pozostawał od zawsze lojalny. A jednak ten jeden raz zdecydował się przełamać kompulsywną potrzebę zachowania swych zmartwień dla siebie i za sprawą postanowienia tego zaistniało pewne przedziwne połączenie, dające się streścić w kilku zdaniach. Co robi, czy jest zajęty. Czy może wpaść, ale nie musi, spokojnie, on wszystko zrozumie. Więcej ciszy niż werbalnych reakcji. Więcej lakonicznych pytań niż jakichkolwiek wyjaśnień. I w końcu zaparkowanie pod jego budynkiem, tępe wgapianie się w pracujące wycieraczki, choć wcale nie padał deszcz. To nie tak, że Walter postradał rozum — nic zwyczajnie nie chciało z nim współpracować; nawet mechanizm samochodowy, włączający się przypadkiem za sprawą podenerwowania. Gdy więc te zamarły w bezruchu, Wainwright uczynił to samo, nie opuszczając wcale pojazdu. Patrzył niby przed siebie, w szereg innych samochodów pogrążonych w stagnacji, a jednak widział jakby tylko zapalone światło na szczycie ciemniejącego lokalu, świadczące o jednym — że ktoś na niego czeka. Wyobrażał sobie to spotkanie — zadawane pytania, co się stało, dlaczego jest taki, co może zrobić, jak pomóc. Wyobrazić nie potrafił sobie jednak odpowiedzi, nie przychodzących ani teraz, ani wtedy w szpitalu, gdy wszystko posypało się jak domek z kart, choć tylko pozornie. Nic złego się bowiem nie stało, nic konkretnego, a jednak cały świat jakby runął. I czy naprawdę chciał, by w stanie takim widział go On? Nie chciał, oczywiście że nie. Ale potrzebował czyjejś obecności, nie sprowadzającej się do zalegania na kanapie w towarzystwie bezrozumnych psów, machających głupio ogonem i kapiących śliną na kafelki. Wysiadł więc w końcu, wdrapując się na samą górę budynku, w jakim nogi swej stawiać nie miał już wcale, a na pewno nie w tym konkretnym celu — bo Jonathan i chyba Marienne, bo plotki, pogłoski, wymysły, fanaberie. Bo za szybko i tak dalej, nieważne, to teraz wydawało się całkiem nie istnieć. I nagle drzwi się już uchyliły, choć nie przypominał sobie, by przycisnął dzwonek, tak wysnuty był teraz ze wszystkiego. Wykrzesał z siebie jednak uśmiech, zmizerniały dość, ale szczery. Postanowił także, że myśli swe zachowa dla siebie, bo tak łatwiej i odpowiedniej, bo sama obecność blondyna jest wystarczająca. — Udało mi się wcisnąć cię w grafik — głupi żart, nawiązujący do poprzedniej rozmowy. Do upierania się, że nie ma czasu i zmienić tego już po prostu nie może, a jednak zjawił się pod jego drzwiami zaledwie trzy dni później, absurdalne, prawda? — Nie zajmę ci dużo czasu, pewnie jesteś zajęty — wiedział, że nie jest. Zapewniał o tym przez telefon, uspokajał, że to nic, że może przyjść, zostać ile chce, a jednak Walter wolał wypierać ze swej pamięci większość wypowiedzianych wówczas słów. I przekroczył próg drzwi, z jednej strony chcąc złożyć na ustach jego przelotny pocałunek, z drugiej odczuwając niechęć względem wszystkiego. — Chciałem… Ten mój prawnik naprawdę jest kretynem, nie wiem po co się tak denerwowałeś — nie, o tym na pewno rozmawiać nie chciał, a jednak to właśnie te słowa wysypały się z ust. I były jakieś takie bezbarwne, niepokojące nawet, ale były też jedynym, co mógł od siebie teraz zaoferować.

benjamin hargrove
geordan, jane, tilly
z.
32 yo
183 cm
żniwiarz
So we sailed up to the sun till we found the sea of green
Awatar użytkownika
about
Z Walterem wymienia się swetrami, a z Gwen szuka idealnego miejsca na własną kancelarię.

Post

Ciemność, niczym podmuchy wiatru, poczęła wkradać się do mieszkania poprzez uchylone okna. Osiadając na napotykanych na swej drodze przedmiotach, zmieniała ich barwy i formy, drażniąc i tak zmęczone już oczy. Dopiero gdy szarość zawładnęła całym wnętrzem Benjamin dźwignął się ze znużeniem na nogi, rozświetlając wszystko blaskiem żarówek — po to jedynie, by porzucając definitywnie czytaną przed momentem książkę, zerknąć na wskazówki zegara zawieszonego na jednej ze ścian. Przyzwyczajony do stałego towarzystwa i na dziś miał typowe plany, wobec których jedno spotkanie poprzedzać miało kolejne. Jednak gdy nagle telefon jego wypełnił swym dźwiękiem ciche mieszkanie, a on począł kłamać, że planów żadnych nie posiada, zrozumiał, że w istocie poszukiwał jakiegokolwiek pretekstu, by z nikim się dziś nie widzieć. Od jakiegoś czasu każdy zdawał się pytać tylko o tę jego kancelarię, zawieszoną gdzieś w czasoprzestrzeni; podsuwając mu rady, o które nie prosił, ludzie rzekomo chcieli odwieść go od tych szalonych myśli o własnym biznesie. Wszelkie rozmowy męczyły go i drażniły, to jest wszystkie, poza tymi toczonymi między nim, a Walterem. Tak więc jasnym było, że zapraszając go do siebie odwoła naraz wszelkie inne spotkania, nie siląc się nawet o dobrą wymówkę. Pośród tej nagłej radości i wytchnienia przeplatała się naturalnie obawa, wobec tego, co mogło się stać — ciężko było nie dosłyszeć w głosie mężczyzny jakiejś lekkiej zmiany, choć nie tylko ona rodziła masę pytań. Bo nie spodziewał się przecież wcale, że ten tak prędko się z nim skontaktuje. Choć on sam najchętniej odezwałby się tego samego dnia, którego widzieli się po raz ostatni, zamierzał odczekać jeszcze dwa lub trzy, nim narzuciłby się mu po raz kolejny. Tymczasem wszystko miało potoczyć się zupełnie inaczej, niż to sobie roił, i ani trochę mu to nie wadziło.
Wargi, kierowane naturalną radością napełniającą jego ciało przy każdym spotkaniu, ułożyły się mimowolnie w uśmiechu. — Planowałem czytać o sekretach Bizancjum, więc trochę mnie jednak ratujesz — przyznał z rozbawieniem, drzwi uchylając nieco szerzej. Począł się mu też wnikliwie przyglądać, badając jakby skąd te zmiany, napawające go lekkim niepokojem. — To było oczywiste — ośmielił się stwierdzić, marszcząc brwi na moment, bo nie spodziewał się wcale wypłynięcia teraz tego tematu. — Ale możesz mi opowiedzieć dlaczego, chętnie o tym posłucham — rzucił, już powracając do uśmiechu, przyciągając go do siebie. Przelotnie złączając ich usta w pocałunku, bo on sam, w przeciwieństwie do niego, wiedział czego chce, poprowadził go zaraz potem do kuchni. — Jesteś trochę przerażający, więc albo zgodzisz się coś zjeść i poudajemy, że nic się nie stało, albo nie będziesz musiał jeść, ale wszystko mi opowiesz, co? Bo zgaduję, że na obie opcje cię nie namówię — zasugerował przyjaźnie, otwierając już lodówkę, by zbadać jej zawartość.

Walter Wainwright
brissie, leon, jude, lean
maja
40 yo
191 cm
sumienny żółwik
odi profanum vulgus et arceo
Awatar użytkownika
about
neurochirurg, który coraz bardziej ma dość wszystkiego. z wyjątkiem swoich psów. no i trochę bena.

Post

Na próżno starał się wykrzesać z siebie uśmiech mający skwitować niepoznane sekrety Bizancjum, którego dzieje zaciekawiłyby go każdego innego dnia, tylko nie tego. Dołączyłby do niego zapewne niejedną ciekawostkę opatrzoną niezwykle trafnym i błyskotliwym komentarzem, a złośliwy grymas nakazałby mu rzucić aż zanadto wyszukanym żartem, którego ostatecznie żaden z nich by nie zrozumiał. Tymczasem nie próbował nawet odnaleźć w odmętach pamięci jakiejkolwiek informacji wkraczającej na ten temat, tylko stwierdził, że przerywanie w zapoznawaniu się z jakimś dziełem jest dla niego zbrodnią ułożoną tylko kilka centymetrów pod półką oprawioną napisem "nie do wybaczenia" i nierad był, że sam dopuścił się tego haniebnego występku względem blondyna. — Postaram się ci to zrekompensować, chociaż nie przewiduję powodzenia. Z Bizancjum mało kto może się mierzyć — słowa te były jakby wymuszone, wprawione w ruch tylko po to, by pomieszczenia nie strawiła cisza. Obawiał się bowiem tej ciszy między nimi, choć ta była zwykle jego upragnionym kompanem. — Źle dobrał krawat — rzucił w znikomej odpowiedzi, która prawdopodobnie zaliczać się miała do żartów, jednak ciężko było tak ją postrzegać, jeśli pogrążony był w śmiertelnej powadze będącej wyrazem zmęczenia. Nie opierał się wcale, gdy klatka piersiowa poprzez pochwyconą koszulę poderwana została do przodu, by na krótki moment zespoić ich wargi w geście podkreślenia łączącej ich relacji, jakby w obawie, że któremuś z nich mogłoby to umknąć. Choć może tylko dla Waltera wydała się wymuszonym upomnieniem, bo teraz wszystko malowało się nie w czarnych, a nużących i nijakich, szarych barwach. Z tego też powodu skrzywił się lekko na poruszenie tematu jedzenia i stojąc tak głupio pośrodku kuchni, jakby nie wiedział zupełnie co w niej robi, westchnął nieznacznie. — Jedno i drugie brzmi jak koszmar. Może będę mieć szczęście i się udławię — jako że przy jedzeniu rozmawiać nie można, bo nagłośnia nas zdradzi. Nie chciał jednak, by słowa te były jedyną odpowiedzią, wiedząc doskonale, że niczego nimi nie ułatwiał, a sytuacja i bez nich była problematyczna. — Więc ty możesz jeść i opowiadać, ja postoję — dodał już przystępniej, wzrok tym razem skupiając na urządzeniu wciśniętym w kąt blatu, kojarzącym mu się z pomniejszonym dziesięciokrotnie aparatem do rezonansu magnetycznego. — Tylko jakbyś zamierzał się podzielić informacją, że zostało ci kilka miesięcy życia i nie planujesz się leczyć, to poczekaj z tym do jutra — poprosił posępnie, bo to idealnie doprawiłoby przecież ten wspaniały dzień.

benjamin hargrove
geordan, jane, tilly
z.
32 yo
183 cm
żniwiarz
So we sailed up to the sun till we found the sea of green
Awatar użytkownika
about
Z Walterem wymienia się swetrami, a z Gwen szuka idealnego miejsca na własną kancelarię.

Post

Choć niewiele mogło na to wskazywać, bo Ben odarty z jakichkolwiek powodzeń w minionym czasie zwykł częściej chmurzyć się, niżli raczyć wesołością, wieczór tenże nie miał okazać się wcale katastrofą. On sam nie obawiał się ani ciszy ani słów, które mogły paść w nieumiejętnie dobranej konfiguracji. Ba, sama ta ich krótka rozmowa telefoniczna sprawiła, że serce jego wymalowane zostało niepodważalną radością, której nic nie było w stanie zachwiać. Niepotrzebnie więc Walter obawiał się czegokolwiek, bo Ben gotów był być dziś za nich oboje, rozmowę kierując choćby na surrealne tory. Bo wystarczyło że przyszedł, a wszystko inne, cała ta reszta, nie była aż tak ważna. — Skończyłem na epoce hellenistycznej, więc w najciekawszym momencie — ośmielił się wskazać jeszcze, choć wcale trakt starożytnych cesarstw (wyjątkowo) go w tej chwili nie obchodził. — Liczyłem na zabawniejsze historie, mógłbyś chociaż coś zmyślić — całe to staranie się, by wszystko miało żartobliwy wydźwięk, dość neutralny i swobodny przy tym, konsekwencją oczywiście było tego zachowania Waltera, które nieco łamało serce. Przypuszczalnie najgorsze w tejże chwili było to, że Ben po prostu nie wiedział, jak powinien się zachować. Wypytywanie i zmuszanie go do spowiedzi wszelakich zdawało się mu jednak wyjątkowo irracjonalnym pomysłem, toteż poczekać wolał na moment, w którym sam Wainwright zdecydowałby się zaufać mu na tyle, by podzielić się czymkolwiek. I sam nie dostrzegał w pocałunku tym konieczności, będącej częścią odgrywanej roli czy wmuszania w siebie czegokolwiek; było to ruchem tak naturalnym, że nie był w stanie dumać nawet nad jego naturą. — Jeśli to ci poprawi humor — rzucił później, gdy przenieśli się już do kuchni, a on począł zajmować się zbieraniem produktów do przygotowania kolacji. — A możesz trochę mniej mnie dręczyć i przynajmniej usiąść? — prośba posłana z lekkim wyrzutem wsparta została o ruch ręką, którą wskazał dwa stołki barowe znajdujące się gdzieś przy blacie kuchennej wyspy. — Rozumiem, że ktoś mnie uprzedził już z tą wiadomością? Wymyślę sobie zaraz coś innego, spokojnie — siląc się jeszcze na jakiś dowcip, który może by nieco rozluźnił Waltera, westchnął niedługo po tym i porzucając swe dotychczasowe czynności, zwrócił się do niego. Zmniejszając przy tym nieco dzielącą ich odległość. — Jak chcesz sobie pomilczeć, to nie ma sprawy, mogę mówić, mogę opowiadać ci o wszystkim i o niczym, ale w pewnym momencie na pewno stwierdzisz, że masz dość i że przyjście tutaj było błędem, skoro zamiast o ważnych sprawach, tłumaczę ci jak powstaje makaron. No ale to twoja decyzja — do niczego go nie zmuszał, bo gotów był uszanować każdą decyzję, ale pewne kwestie wolał na głos podkreślić. Żeby uniknąć jakichś przykrych zdarzeń, do których to wszystko mogło doprowadzić. — Ale mogę ci też podsunąć kategorię opowieści, bo zgaduję, że rozprawianie o makaronie by cię nie zaciekawiło. Chociaż wiesz, że ciasto do niego wyrabiano przez długi czas nogami? — prawdopodobniej lepiej byłoby, gdyby Walter jednak przełamał się i zdradził swoje tajemnice, bo Benjamin był w wyśmienitej formie dziś i swoim gadulstwem (idiotycznym) mógłby uśmiercić niejedną osobę (tylko nie Mari, ona mówiłaby jeszcze więcej).

Walter Wainwright
brissie, leon, jude, lean
maja
40 yo
191 cm
sumienny żółwik
odi profanum vulgus et arceo
Awatar użytkownika
about
neurochirurg, który coraz bardziej ma dość wszystkiego. z wyjątkiem swoich psów. no i trochę bena.

Post

Chyba go ta wesołość przerażała. Chyba, bo choć sam takowej dawno nie doświadczył (o ile kiedykolwiek) i przez to wydawała mu się nienaturalna i nader niepokojąca, tak przyznać mimo to musiał, że przebywanie w towarzystwie osoby pogodnej i beztroskiej studziło nieco jego zszargane nerwy. — Spokojnie, jak już mówiłem, nie zajmę ci dużo czasu — mruknął w odpowiedzi na wspomnienie okresu hellenistycznego, w którym ewidentnie Hargrove wolałby się teraz zaczytywać zamiast prowadzić tę niedorzeczną rozmowę. Choć jako typowy megaloman z krwi i kości stawiał samego siebie zawsze na piedestale i nie dopuszczał nawet namiastki możliwości, że obecność jego mogłaby nie być wcale pożądana lub też nie grać pierwszych skrzypiec, tak dzisiaj czuł się nadzwyczaj ordynarnie i poczucie to sukcesywnie utrudniało mu komunikację. — Tak naprawdę nie poznałem nigdy lepszego w tym zawodzie od niego — odparł zgryźliwie, nie rozumiejąc, dlaczego postanowił rozmowie tej nadać pejoratywnej barwy. Prawdopodobnie nagła zmiana narracji była rzadko objawiającym się mechanizmem ochronnym, który odzywał się tylko przy osobach nadzwyczaj dla niego ważnych, których obecnie istniała tylko garstka. Westchnąwszy więc pochmurnie, jakby samo wypuszczenie powietrza kosztowało go sporo, postanowił wyplątać się jakoś z uwięzi niechcianych słów. — To miało być tą zabawną historią — nie chcąc idiotycznie przepraszać za mało istotne błahostki, zdecydował się przybrać skruszony ton głosu i niemrawy uśmiech, jaki jednak prędko zatonął pod woalem dłoni przyciśniętych na moment do twarzy. Coraz bardziej wątpił w powodzenie tejże rozmowy, z której już teraz zapragnął się ewakuować. — Może później — apatycznie westchnął na sugestię zajęcia miejsca przy blacie i pomaszerował w stronę umiejscowionego niedaleko okna, w którym dostrzegł swoją bladą, zmarszczoną i udręczoną twarz, krzywiąc się przez ten widok jeszcze bardziej. Zniesmaczony tym obrazem wrócił się i faktycznie usiadł na wysokim hokerze i ułożył swe ręce na powierzchni blatu, ignorując jednocześnie wypowiedzianą zaczepkę, przynoszącą odwrotny skutek od zamierzonego. Za dużo bowiem styczności miał dziś ze śmiercią, by tak beztrosko z niej się teraz naśmiewać. Ucieszył się więc dopiero, gdy Hargrove zdecydował się przerwać ciszę lawiną kuriozalnych słów, na które pokręcił głową. — Ja już teraz mam dość, ale niekoniecznie ciebie — przyznał, nie wiedząc nawet po co, a potem się skrzywił na zasłyszaną nowinę, z którą bynajmniej zapoznawać się nie chciał. — O czym ty… — przerwał, próbując a nie mogąc pojąć, dlaczego właściwie wypłynął ten przedziwny i niesmaczny temat. — Gratuluje, skutecznie obrzydziłeś mi makaron — oznajmił z pewnego rodzaju przełomem, bo kącik ust nieznacznie powędrował ku górze, co przecież było dzisiaj jakby na wagę złota.

benjamin hargrove
geordan, jane, tilly
z.
ODPOWIEDZ